
Strona główna / Bezkrwawe ofiary Brooklyny / Spacerem przez...
Tematyczny spis wszystkich artykułów
Od Iszbina: Tekst ten pojawił się na news:pl.soc.religia pod tytułem Źródła własnej wiary (2002/08/23:42). Jest on na tyle wymowny, iż warto, by nie zginął w interświecie. Uzupełnieniem jego jest fragment innego tekstu (P.S.) Ani Aniuthson, który pojawił się jako Re: Sprawa Magdy (2002/08/21/21:15).
Do
napisania tego postu skłoniła mnie rzecz wydawałoby się zupełnie
zwyczajna. Otóż była to wizyta u lekarza z moim małym brzdącem (na szczęście
kontrolna). Tak się składa, że aby dojść do niego, przechodzę przez dzielnice
zamieszkała przez ortodoksyjnych żydów (mężczyźni w czarnych płaszczach,
białych skarpetkach, w kapeluszach, z pejsami, kobiety peruki, długie spódnice,
rajstopy bez względu na pogodę itd.) Szlam tak miedzy nimi, wyróżniając się na
kilometr jak pstrokate jajo strusie, i wszystko na około wydawało mi się
sztuczne, irracjonalne i pozbawione sensu. Patrzę na młode,
w sumie bardzo ładne dziewczyny i zadaje sobie pytanie dlaczego godzą się one z
uśmiechem na ustach na role jaka im przyjdzie odgrywać już niedługo. Poniżająca
pozycja kobiety sprowadzona głównie do olbrzymiej ilości dzieci (6-9 to jest
norma), ogolona głowa, wstrętne podomki, brrr... .Czy one nie chcą z tego uciec?
Przecież już za rogiem czeka zupełnie inny świat!
I wtedy zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest takie proste. Po pierwsze
dokąd uciec, kiedy cale twoje życie związane jest i przeplata się ściśle z
religią. To sens twojego istnienia. Tylko naprawdę nielicznym udaje się to, a i
tak zostają napiętnowani przez resztę, głównie rodzinę.
To jest dokładnie tak samo jak i w moim przypadku.
Rodzice zawsze powtarzali, że religia jest tylko moja sprawą, ale jak odejdę od
wierzeń świadków Jehowy to im pęknie serce. Gdy masz kochających rodziców, jak
możesz nie wierzyć, że chcą tylko i wyłącznie twojego dobra. A oni posuną się do
wszystkiego w imię twojego dobra, nawet do szantażu emocjonalnego. A u ciebie
zaczyna pracować mechanizm wyrzutów sumienia. Prawdy religijne, którymi jesteś
karmiony od dzieciństwa są zupełnie naturalne i choćby były absurdalne dla kogoś
z zewnątrz, dla ciebie są częścią twojego życia. Jeśli słyszysz od wczesnego
dzieciństwa, ze tylko świadkowie Jehowy zostaną zbawieni, przyjmujesz to za
prawdę ostateczną. Tak samo zapewne jak te młode żydówki, które z ochotą golą
głowy tuż po zamążpójściu i wierzą, że ściśle przestrzeganie reguł zapewni im
zbawienie.
Teraz jestem dorosła, ale pewne mechanizmy pracują do dzisiaj. Może mi nie
wierzycie, ale nigdy nie wejdę do ciemnego pokoju, bo podświadomie boje się, że
zobaczę Szatana. Nasłuchałam się w dzieciństwie, że ponieważ dusza jest
śmiertelna, zatem osoby ukazujące się po śmierci to nie one, tylko demony
wysyłane przez Szatana, by utwierdzić ludzi w przekonaniu, że istnieje dusza
nieśmiertelna.
Swój w miarę przejrzysty umysł, zawdzięczam
ogromnemu głodowi wiedzy jaki przejawiałam od dziecka. Czytałam mnóstwo książek
(po kryjomu przed rodzicami) czasami był to śmietnik, a czasem całkiem
przyzwoita lektura. Poza tym mam buntowniczy charakter (co nieraz moi rodzice
słyszeli od innych świadków) i rozśmieszały mnie niektóre zasady świadków
Jehowy. Ale to inna bajka.
Morał jest taki, ze nie spieszcie się z ocenianiem ludzi, którzy od dziecka
przebywają w bardzo zamkniętym, ścisłym gronie. Oni maja już tak wyćwiczone
sumienie, że przestają odróżniać prawdę od fałszu.
P.S.
Przypomina mi się własne dzieciństwo, z którego pamiętam, że z duma nosiło się owe karteczki o transfuzji, a śmierć w razie odmowy krwi była najszlachetniejszą ze wszystkich. (I dla tego wiem, ze najgorszymi ofiarami będą własne dzieci, bezmyślnie i okrutnie nastawiane przez rodziców.)