Strona Główna Forum dyskusyjne Linki Książki o ŚJ Listy Towarzystwa Strażnica Kto jest na czacie? Baza kontaktów WikiBrooklyn BrooklynQuotes
Nawigacja
  Strona Główna
  Strona Główna (stara)
Informacje podstawowe
  Historia witryny
  Cel i zasady działania
  FAQ
  Informacje prasowe
  Nie stój z boku, skoro możesz pomóc!
  Kontakt
Działy tematyczne
  Zagadnienia doktrynalne
  Historia Świadków Jehowy
  Omówienia wersetów biblijnych
  Bieżący świat Świadków Jehowy
  Bezkrwawe ofiary Brooklynu
  Nauka a... nauczanie Brooklynu
  WTS i media, prasa o Świadkach Jehowy
  Materiały "dowodowe", fotokopie
  Pozostałe zagadnienia

  Wykłady kongresowe 2003
  Wykłady kongresowe 2004
  Wasza Służba Brooklynowi
  Wprost z 'kanału'!
  Listy Towarzystwa Strażnica
  Z wycieczką na Brooklynie
Inne
  Książki o ŚJ
 Księga Gości
  Linki
  Download
  Galeria

Dlaczego nie zostałem Świadkiem Jehowy?


Jako dziecko nie słyszałem nic o Świadkach Jehowy. Gdy pytałem mamę, kto dzwonił do drzwi, odpowiadała mi, że „inna wiara”. Owszem, w pobliżu mego zamieszkania był zbór baptystów, a blisko mego kuzyna, do którego czasem jeździłem, kaplica adwentystów, ale niewiele mnie to interesowało. W klasie szkoły podstawowej miałem zaledwie jedną osobę niewierzącą (nie chodziła na religię). Nie miałem więc styczności z innowiercami. Tak było do klasy siódmej.

W bloku mieszkałem po sąsiedzku z chłopakiem starszym ode mnie o jeden rok. Ponieważ przyjaźniliśmy się od dzieciństwa, zawsze marzyliśmy by chodzić do jednej klasy. Było to jednak do czasu niemożliwe. Aż właśnie w siódmej klasie on nie uzyskał promocji do klasy ósmej i spotkaliśmy się w jednej ławce. Okazało się, że opuścił się w nauce, gdyż mama jego stała się głosicielką, później pionierką Świadków Jehowy. Całe dnie była poza domem i jego nie miał kto dopilnować w nauce. Jego matka rezygnowała nawet z pracy, by w terenie aktywniej dzielić się swoją wiarą (wyjeżdżała też poza Gdańsk). Ojciec jego pracował od rana do wieczora w stoczni, by utrzymać rodzinę.

Był rok 1973, gdy od tego kolegi, który z mamą chodził na zebrania, usłyszałem właśnie pierwszy raz o Świadkach Jehowy. Choć prosił mnie bym w klasie nie mówił nic o jego wierze, to jednak sam mnie zasypywał swoją wiedzą, którą bardzo chłonął. Wpadłem w sam wir roku 1975!

Pamiętam, że koledze prawie wszystko potwierdzało, że w tamtym roku będzie ‘koniec’ tzn. Armagedon. Znakami były dla niego jakieś występujące anomalia pogodowe, a nawet modne wtedy długie włosy (1Kor 11:14), które wskazywały na upodobnianie się mężczyzn do kobiet. Mówił też o kimś kto porzucił boks stając się głosicielem, co było wypełnianiem się pokojowego nastawienia (Mt 5:9). Wreszcie rozmowy rozbrojeniowe SALT I i II (1969-1979) między USA i ZSRR miały przybliżać słowa „Pokój i bezpieczeństwo” (1Tes 5:3). Wspominał też, że Świadkowie Jehowy jak pierwsi chrześcijanie spotykają się w domach i nie budują kościołów, które ulegną niedługo zagładzie. Kolega zarzucał mnie swoją propagandą kiedy tylko spotykaliśmy się, w szkole i na podwórku. Jako dziecko znałem dobrze tryptyk „Sąd Ostateczny” H. Memlinga (1440-1494) z Kościoła Mariackiego w Gdańsku i pod wpływem słów starszego kolegi myślałem sobie, że jak strasznie będzie gdy okaże się to prawdą (koniec świata) i będzie zrealizowane w tak nieodległym czasie. Ponieważ mówił on o jesieni 1975 r., więc pocieszałem się w myślach, że dobrze, że to choć po wakacjach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jego przekonanie może być mylne. Jego szczerość kojarzyłem w tamtym czasie z prawdą. Nie uważałem żeby on żartował. albo chciał mnie okłamać.

Oczywiście nie zainteresowałem się wtedy Świadkami Jehowy, bo miałem swój Kościół i rodzinę katolicką. Nie myślałem też o potrzebie zmiany religii skoro ‘koniec’ ma być tak rychło (uważałem że moja zmiana religii nie zatrzyma ‘końca’), ale jak widać w mojej podświadomości jakiś strach przed Armagedonem kolega zasiał.

Później nasze drogi rozeszły się. Poszliśmy do innych szkół średnich. Pamiętam tylko, że pytając po czasie kolegę o Armagedon, usłyszałem że opóźni się on o rok lub dwa, bo Bóg daje szansę na nawrócenie innym ludziom. Po jakimś czasie zapał kolegi, a szczególnie jego mamy opadł i pamiętam, że w roku 1980 byli już mocno zainteresowani gdańską Solidarnością i przemianami w kraju. Zahaczali nawet o kościół św. Brygidy, gdzie patriotyczne nabożeństwa prowadził znany ks. H. Jankowski. Dziś są oni katolikami. On zaś założył rodzinę katolicką, nie wspominając dawnych wierzeń.

Wtedy, a nawet już kilka lat przed 1980 r., prawie zapomniałem o Świadkach Jehowy, jednak utkwili mi oni w pamięci jako ci co zapowiadali koniec świata, który nie nastąpił.

Od starszych ludzi usłyszałem też, że oni wielokrotnie już ten koniec zapowiadali, między innymi w czasie wojny. Mówiono też o nich jako fałszywych prorokach.

W szkole średniej często w ławce siedziałem z kolegą, który interesował się muzyką rockową i grał sam też na gitarze. Nigdy bym się nie spodziewał, że on zostanie kiedyś Świadkiem Jehowy, a jednak tak się po kilku latach stało.

Po skończeniu szkoły poszliśmy do pracy do jednego zakładu. Niestety wylądowaliśmy w różnych działach i nasz kontakt był znikomy (byliśmy usadowieni po przeciwnych stronach kanału portowego). Zresztą on po roku pracy został powołany do wojska, a w domu porzucił ich jego ojciec. Już wtedy, gdy zadzwonił do mnie z jednostki pomyślałem sobie, że musi mu być bardzo ciężko skoro powiedział: „Włodek, ale drugi raz już bym do wojska nie poszedł”. Nie wiedziałem wtedy co to znaczy i bardziej kojarzyłem to z jego obecną sytuacją wojaka, czy rozpadem w rodzinie.

Dopiero po jego powrocie okazało się, że w trakcie służby wojskowej, jego rodzona siostra, pod wpływem ciotki, wstąpiła do Świadków Jehowy. On uczynił też później ten sam krok.

Po wojsku powrócił do pracy do zakładu, a popołudniami czasem spotykaliśmy się ma dyskusjach.

Pamiętam jak bardzo zabolało mnie, gdy wspominałem mu swe ‘doświadczenia’ związane z rokiem 1975, które miałem ukryte gdzieś głęboko w sercu, a on nazwał to „kłamstwem”. A jednak zawziąłem się i postanowiłem odnaleźć jakieś materiały, bo przypuszczałem, że coś musieli wtedy Świadkowie Jehowy pisać o tym. Pamiętałem jak przez mgłę, ze starych kontaktów, jakieś dziwne czarno-białe druki, które były Strażnicami, ale nigdy ich nie przeglądałem. Raczej kolega chwalił mi się nagraniami z magnetofonu. Były to kazania do wygłaszania przy drzwiach, które jego mama ucząc się utrwalała na taśmie.

Prócz tego widząc, jak kolega robi postępy w nabywaniu wiedzy postanowiłem też się poduczyć, aby być dla niego równorzędnym partnerem do dyskusji na temat Biblii.

Nawiązałem też kontakty z innymi wyznaniami religijnymi, by poznać tło dla Świadków Jehowy. Szczególnie chodziło mi o protestantów, a przede wszystkim o badaczy Pisma Św., którzy wywodzili się z Towarzystwa Strażnica. Pamiętam jak rozwścieczyło kolegę, gdy dowiedział się od jednego epifanisty, że ja bywałem u niego szukać argumentów przeciw Świadkom Jehowy.

Szukałem też byłych Świadków Jehowy, którzy posiadali publikacje mówiące o roku 1975. Dzięki nim dotarłem do takich artykułów jak:

  • „Co przyniosą lata siedemdziesiąte?” (Przebudźcie się! Nr 1, 1970),
  • „Dlaczego oczekujesz roku 1975?” (Strażnica Nr 5, 1969),
  • „Mądre spożytkowanie czasu, jaki jeszcze pozostał” (Strażnica Nr 16, 1968),
  • „Gdzie się znajdujemy według Bożego rozkładu czasu?” (Strażnica Nr 23, 1967).
  • „Jak długo to jeszcze potrwa? (Przebudźcie się! Nr 12 z lat 1960-69).

Dostałem też znaną książkę Świadków Jehowy z 1970 roku pt. „Życie wieczne w wolności synów Bożych”, która też o roku 1975 mówiła.

Przez te kontakty dowiedziałem się też o innych datach (np. 1914, 1915, 1918, 1925, 1931, 1941-42) i publikacjach mówiących o nich, bo wcześniej, jak wspomniałem, słyszałem tylko ogólnie od osób starszych o zapowiedziach końca świata wygłaszanych przez Świadków Jehowy.

Po kilkunastu spotkaniach z kolegą, jego nadzorcy zabronili mu dyskusji ze mną. Po prostu moje pytania kierowane do niego były coraz bardziej dociekliwe i trudne, a on z tymi problemami zwracał się do swych nauczycieli. Gdy oni zauważyli, że ja nie przejawiam „żadnego zainteresowania” ich wyznaniem, by do niego wstąpić, doradzili koledze zerwanie kontaktu. W końcu powiedział mi wprost, abym już do niego nie przychodził, chyba żebym się nawrócił. Tak zakończyły się nasze spotkania.

Pamiętam jak sprawiłem mu wcześniej zawód, gdy zaprosił mnie na studium książki w grupach domowych. Gdy zapytał mnie, jak zebranie mi się podobało, odpowiedziałem mu szczerze, że grupowe podnoszenie palców do góry (zgłaszanie się do odpowiedzi), kojarzyło mi się z pierwszymi klasami szkoły podstawowej. Bardzo zdenerwowała go ta ma wypowiedź.

Po tych doświadczeniach, należąc do duszpasterstwa studentów i młodzieży pracującej, postanowiłem dzielić się z innymi moimi doświadczeniami związanymi ze Świadkami Jehowy. Wygłaszałem prelekcje dla młodzieży. Mówiłem też o adwentystach, mormonach i innych grupach religijnych. Późniejsze moje kontakty ze Świadkami Jehowy odbywały się najczęściej poprzez poradnię religijną, którą założyłem w 1989 r. Potrafili do niej przyjść nawet nadzorcy ze zborów, którzy próbowali obalać moje kompetencje.

Polemikę ze Świadkami Jehowy przeprowadzałem też poprzez moją książkę „W obronie wiary. Pismo Święte a nauka Świadków Jehowy, innych sekt i wyznań niekatolickich” (pierwsza edycja 1992 r.) oraz przez dziesiątki artykułów publikowanych w internecie i w czasopismach „Effatha - Otwórz się!”, a obecnie w „Sektach i Faktach”. Nie uniknęłem też kontaku z mediami (Radio Plus, Radio Gdańsk, Radio Maryja, TVP-Gdańsk, „Dziennik Bałtycki” i inne), których dostęp do siebie jednak ograniczyłem.

I jeszcze dwa słowa o dalszych losach kolegi. Otóż do dziś jest Świadkiem Jehowy, choć zrezygnował z bycia starszym w zborze. Wyprowadził się do dzielnicy na obrzeżach Gdańska i prowadzi swoją działalność (sprzątanie firm) wspólnie z innym znanym mi głosicielem. Jego zapał religijny podobno opadł, choć ożenił się ze współwierzącą.

Natomiast jego siostra, poprzez którą stał się on Świadkiem Jehowy, opuściła organizację (była kiedyś gorliwą pionierką) i wyszła za mąż za mego znajomego, też byłego Świadka Jehowy, który przyczynił się do jej odejścia. Ich wzajemne kontakty są teraz utrudnione.

Dlaczego więc nie zostałem Świadkiem Jehowy?

Otóż dlatego, że przebadałem ich nauki i raczej byłbym skłonny zaliczyć ich do fałszywych proroków niż do poważnych badaczy Biblii. Zmiany ich nauk, także w czasie gdy obserwowałem ich organizację, były dla mnie tylko potwierdzeniem, że wyznanie to nie ma nic wspólnego z pierwotnym chrześcijaństwem.

Dziś, gdy w ich publikacjach widzę okazałe budynki Towarzystwa Strażnica. aż dziw mnie bierze, że ktoś mógł mi kiedyś wmawiać, że Świadkowie Jehowy spotykają się po domach jak pierwsi chrześcijanie i nie budują kościołów, bo one ulegną wkrótce zagładzie. Wiem, że ten pierwszy kolega, sympatyk Świadków Jehowy, nie był świadom wtedy jak inaczej żyją głosiciele w USA i na zachodzie Europy, i nie mając kolorowych publikacji myślał, że wszyscy jego współwyznawcy na całym świecie żyją skromnie i szaro jak nasi w PRL-u.


Włodzimierz Bednarski