Jak Brooklyn
wojuje dekalogiem, w który nie wierzy
Towarzystwo Strażnica znane jest z tego, że lubi sobie od
czasu do czasu zastosować przeciw katolickim obrazom i figurom jakiś wers
z ST (por. Wj 4:15-16; 20:4; Pwt 4:16-18), który zabraniał Izraelitom
sporządzania podobizn (por. Prowadzenie rozmów na podstawie Pism, Brooklyn
1991, str. 209 n.). Można i tak. Jednakże, Brooklyn nie byłby sobą, jakby
sam siebie nie zwalczył jakimś twierdzeniem. Czy tak było i tym razem?
Jasne, że tak.
JAN LEWANDOWSKI
ak się
okazuje, Towarzystwo Strażnica naucza, że owo Prawo ST, przy pomocy
którego Brooklyn niczym spychacz taranuje katolickie figury i obrazy, po
prostu.... nie jest już ważne i nie obowiązuje. Żeby nie było wątpliwości,
Brooklyn uważa tak nie tylko w stosunku do dekalogu, ale wręcz odnośnie
całego prawodawstwa ST (prawodawstwo zawarte w NT nic nie mówi o zakazie
czynienia podobizn). Żeby nie być gołosłownym, zacytujmy więc publikacje
samego Towarzystwa Strażnica. Książka pt. Niech Bóg będzie prawdziwy
poświęca temu zagadnieniu wyjątkowo dużo miejsca. Oto cytaty z tej
książki:
„Ze względu na to, że było to prawo teokratyczne i
że zostało dane przy górze Horeb w niezwykłych, budzących trwogę i głęboki
szacunek okolicznościach, mogłoby się zdawać, że powinno być niezmienne,
wiecznotrwałe, nieodwołalne, tak wiekuiste jak jego Dawca. Dlatego wiele
ludzi ogarnia zdumienie, gdy się dowiadują, że Jehowa zniósł takie prawo i
położył mu kres oraz że nie podlegają mu już więcej żadne stworzenia na
ziemi, nawet Żydzi. (...) To znaczy, że Prawo ze swymi wzorami musi być
zniesione, aby ustąpić miejsca wprowadzonym przez Chrystusa Jezusa
odpowiednikom, czyli rzeczywistościom. (...) W świetle tego oświadczenie
Jezusa, wypowiedziane do Żydów, których obowiązywał Zakon, czyli Prawo,
bynajmniej nie oznaczało, że po jego śmierci na palu klasa członków
>>królestwa niebios<< w dalszym ciągu miała podlegać Prawu. Nie podlegają
oni temu Prawu, (...)” (Niech Bóg będzie prawdziwy, str. 122-124).
Na tym jednak
nie koniec tej hecy. Brooklyn do tego stopnia radykalizuje swą tezę o
unieważnieniu Prawodawstwa ST, że w powyższej książce zajmuje się nawet
zwalczaniem poglądów tych, którzy twierdzą, że w pismach ST co prawda
zniesiono prawodawstwo kultyczne ST, natomiast moralny aspekt Prawa ST
nadal obowiązuje i nie został zniesiony:
„Przymierza Prawa nie można było dzielić przez
zniesienie jednej jego części, prawa ceremonialnego, a pozostawienie
drugiej jego części, tak zwanego prawa >>moralnego<<” (Niech Bóg
będzie....., str. 125).
Przytaczając
też inne „argumenty” Brooklyn konkluduje na stronie 128 wyżej cytowanej
książki:
„Chrześcijanie są właśnie kierowani w harmonii ze
Słowem Bożym Jego czynną mocą, czyli duchem. To dowodzi, że oni nie są pod
starym przymierzem prawa z jego Dziesięciorgiem Przykazań, lecz dzięki
niezasłużonej dobroci Bożej podlegają nowemu przymierzu (...)” (Niech Bóg
będzie...., str. 128).
owsze
publikacje Towarzystwa Strażnica również wyrażają ten pogląd. Książka pt.
Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi (Brooklyn 1989, 1990) do
tego stopnia stara się unieważnić Prawo ST, że aż zwalcza pogląd tych,
którzy twierdzą, że z całego ST współczesnych ludzi nie obowiązuje już
nic, prócz dekalogu. Wspomniana książka Będziesz...., podaje na str. 205:
„Niektórzy jednak twierdzą, że Prawo dzieli się na
dwie części: Dziesięcioro przykazań i resztę praw. Ta reszta praw – ich
zdaniem – została zniesiona, ale Dziesięcioro Przykazań pozostało. To
nieprawda. (...) Izraelici zostali też zwolnieni od Dziesięciorga
Przykazań”.
Ale nie tylko
Izraelici, zdaniem Brooklynu także chrześcijanie są zwolnieni od Prawa ST.
Ta sama książka kontynuuje na stronie 206:
„Skoro chrześcijanie nie podlegają Dziesięciorgu
Przykazań, czy to znaczy, że nie muszą przestrzegać żadnych praw? Wcale
nie. Jezus wprowadził >>nowe przymierze<< oparte na lepszej ofierze z jego
doskonałego życia ludzkiego”.
Kolejna książka
Towarzystwa Strażnica uczy tak samo:
„Do czego w takim razie prowadzi twierdzenie, że
prawo Mojżeszowe nadal obowiązuje? W gruncie rzeczy oznacza odrzucenie
wiary w Jezusa Chrystusa. Dlaczego? Ponieważ taki pogląd pozostaje w
sprzeczności z faktem, że Jezus wypełnił Prawo, torując Bogu drogę do
zniesienia go. (...). A zatem nie nałożono na chrześcijan pochodzenia
pogańskiego obowiązku przestrzegania całego prawa Mojżeszowego ani jego
części, (...)” (Zjednoczeni w oddawaniu czci jedynemu prawdziwemu Bogu,
Brooklyn 1989, str. 148-149).
Jak widać,
nauka Brooklynu, że Prawo ST nie obowiązuje dziś nikogo już w żaden sposób
jest przez nich deklarowana w sposób zdecydowany i jasny. W związku z tym
wszystkim ciśnie się na usta pytanie: jakim cudem zatem Brooklyn w chórze
wraz z sześcioma milionami swych Świadków kursujących od domu do domu na
całym świecie, rzuca gromy na rzymskich katolików, którzy sobie robią
obrazy postaci biblijnych? Jak można atakować kogoś przy pomocy przepisów,
o których jednocześnie uczy się, że te już nie obowiązują, polemizując
przy tym zaciekle nawet z tymi, którzy twierdzą, że przepisy te obowiązują
nas przynajmniej częściowo?
le
Brooklyn nie byłby sobą, gdyby po raz kolejny sobie nie zaprzeczył. Wyżej
cytowana książka Strażnicy pt. Niech Bóg będzie prawdziwy jest
świadoma odnośnie wyżej wzmiankowanego problemu. Książka ta zdaje sobie
sprawę z tego, że negując zasadę obowiązywania Prawa ST podcięła swój
„ulubiony argument” z dekalogu stosowany jako grom na katolickie obrazy.
Wspomniana książka Niech Bóg będzie...., próbuje więc jakoś wybrnąć
z tego dylematu, i na zasadzie próby łapania dwóch srok za ogon podaje:
„Ponieważ jednak drugie z Dziesięciorga Przykazań
było cieniem, czyli poprzedzającym wzorem tego obowiązującego chrześcijan
wymagania wymierzonego przeciw bałwochwalstwu, więc mają oni prawo
przytaczać drugie przykazanie jako wspierające świadectwo uzasadniające
odmowę oddawania bałwochwalczej czci ludziom i symbolom. Popierając swe
wywody przytoczeniami z Dekalogu, apostoł Paweł nie twierdził, że
chrześcijanie podlegają Dziesięciorgu Przykazań i pozostałym przepisom
prawa Mojżesza. On po prostu posługiwał się tymi przykazaniami jako
wspierającym dowodem, potwierdzającym słuszność napomnień, jakich udzielał
chrześcijanom, aby ich postępowanie podobało się Bogu” (Niech Bóg
będzie....., str. 129).
Przytoczony
przed chwilą wywód jest istnym „double-think”, czyli jednoczesnym
podtrzymywaniem wzajemnie wykluczających się twierdzeń, w celu
osiągnięcia określonych korzyści (jeśli czytelnicy jeszcze pamiętają to
pisałem o tym w artykule pt. Omylna nieomylność Towarzystwa Strażnica,
zamieszczonym na łamach niniejszego serwisu). Wtedy, kiedy to Brooklynowi
potrzebne, Prawo ST nie obowiązuje, a przy innej okazji, gdy Brooklyn chce
przy pomocy tego samego Prawa staranować obrazy katolickie, to wtedy Prawo
to jest jak najbardziej uprawomocnione. Jezus powiedział: „Niech wasza
mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt
5:37, Biblia Tysiąclecia [dalej: BT]).
Ciekawe, jak Towarzystwo Strażnica mając do dyspozycji tylko dwie możliwe
odpowiedzi (tak lub nie) odpowiedziałoby na pytanie, czy prawo ST
obowiązuje jeszcze dzisiaj? We wspomnianym przypadku Brooklyn nie tylko
złamał zasadę Jezusa, ale wręcz przekroczył ją w sposób nieprzewidziany
chyba przez nikogo. Brooklyn bowiem w tej sprawie wcale nie odpowiada przy
pomocy słów innych niż „tak”, lub „nie”. On odpowiada jednocześnie – tak i
nie. Niesamowite.
omentując
tę sprawę można by powiedzieć, że absurdem jest twierdzenie, iż jakieś
Prawo obowiązuje i nie obowiązuje kogoś zarazem, podobnie jak absurdem
byłoby twierdzenie, że Brooklyn zarazem leży i nie leży w Nowym Jorku, lub
że Nowy Jork znajduje się w USA i na Grenlandii jednocześnie. Wóz, albo
przewóz, jak to mówi mądrość ludowa.
Zauważmy, że w powyższym cytacie z książki Strażnicy pt. Niech Bóg
będzie....., czytamy, że Paweł choć nie uznawał dekalogu jako
obowiązującego Prawa, to jednak odwoływał się do niego jako do
„wspierającego dowodu”. Tym samym Brooklyn próbuje teraz ratować swój
argument, i mimo tego co pisał wyżej próbuje przekonywać, że prawodawstwo
dekalogu (w tym głównie jego „drugie przykazanie”) w „jakiś sposób” jednak
obowiązuje. Ale chwileczkę! Jeśli Brooklyn już musi wpierać św. Pawłowi
swoją naukę o nieuznawaniu dekalogu, to niech nie cieszy się zbytnio z
faktu, że skoro Paweł coś cytował, to od razu musi nas obowiązywać także
ta nie cytowana reszta treści z tego, co Paweł przytacza.
koro
bowiem Paweł cytował dekalog, który zdaniem Strażnicy już nie obowiązywał,
bo był wedle niej dla niego już tylko nieaktualnym zbiorem pradawnych
mądrości, to zachodzi tu podobna sytuacja jak w przypadku cytatu Pawła w
Tt 1:12. Aby więc ukazać jak puste i sofistyczne jest powyższe rozumowanie
Brooklynu, zastosujmy tu pewną analogie.
A więc tak, w Tt 1:12 Paweł cytuje mądrości jakiegoś wieszcza greckiego,
prawdopodobnie Epimenidesa (Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła, III,
16), którego nauki również nie obowiązywały chrześcijan, tak samo, jak
zdaniem Strażnicy od czasu przyjścia Jezusa nie obowiązuje ich już
dekalog. Czy to więc od razu znaczy, że mądrości Epimenidesa nas
obowiązują, skoro Paweł zacytował z niego tylko jedno zdanie? Podobnie w
Dz 17:28 Paweł w mowie pochwalnej o Bogu chrześcijan cytuje fragment hymnu
Kleantesa do Zeusa (por. przypis do Dz 17:28 w BT). W 1 Kor. 15:33 Paweł
cytuje Meandra (por. przypis w BT do 1 Kor 15:33) a w 1 Kor 2:9 (Orygenes,
Komentarz do Ewangelii Mateusza, XXVII, 9; Klemens aleksandryjski, Protr.,
X, 94, 4) a w Ef 5:14 (Epifaniusz, Haer., 42, 12, 3) cytuje Paweł
apokryficzną Apokalipsę Eliasza (por. też Wstęp ogólny do Pisma Świętego,
Poznań 1986, str. 116).
Czy to oznacza więc, że pozostałe treści tych cytowanych przez Pawła dzieł
i autorów niekanonicznych były „obowiązujące” dla chrześcijanina, tylko
dlatego, że Paweł je cytował? Nie. I tak samo ma się sprawa z dekalogiem,
który zdaniem Strażnicy był już dla Pawła prawem niezobowiązującym, będąc
dla niego jedynie czystą „ciekawostką dydaktyczną”. Nawet sam fakt, że
Paweł zacytował z dekalogu jakiś fragment, nie musiał tego prawodawstwa
uprawomacniać (podobnie jak zacytowanie fragmentu wyżej wspomnianego
Epimenidesa nie musiało czynić z całej spuścizny Epimenidesa „twórczości
chrześcijańskiej, tylko dlatego, że Paweł się na Epimenidesa powołał). Jak
widzimy twierdzenia Towarzystwa Strażnica są w tym miejscu więc puste i
bezpodstawne.
atem jeśli
Towarzystwo Strażnica chce uprawomocnić drugie przykazanie dekalogu z ST
(który to dekalog Towarzystwo zarazem w całości unieważniło), to niech
uczyni to poprzez wskazanie, że owo drugie przykazanie zostało podtrzymane
w NT przez cytat Pawła (albo innego autora Natchnionego z NT), lub przez
innego rodzaju nawiązanie. Tego Towarzystwo Strażnica jednak nie jest w
stanie zrobić, bo NT do owego drugiego przykazania nigdzie się już nie
odwołuje. Tym samym Towarzystwo Strażnica ostatecznie pogrzebało swój
argument z ST przeciw katolickim figurom. Towarzystwo dokonało tego
unieważniając w zasadzie całe Prawo ST, i nie wskazując zarazem, że Prawo
to zostało podtrzymane w NT.
Drugie przykazanie z dekalogu zabraniające sporządzania obrazów miałoby
zaś zdaniem powyższego cytatu z książki Niech Bóg....., być tylko
„cieniem, czyli poprzedzającym wzorem tego obowiązującego chrześcijan
wymagania wymierzonego przeciw bałwochwalstwu”. Niestety, w Biblii nie
znajdziemy nigdzie takiej nauki Pawła, jest to tylko nauka Brooklynu.
Ponadto, cytowana książka pisząc, że wspomniane drugie przykazanie
dekalogu jest starotestamentalnym „wzorem poprzedzającym” obecne
przykazania obowiązujące chrześcijanina zaprzecza tylko samej sobie,
bowiem kilka stron wcześniej ta sama książka pisze o przykazaniach
zawartych w Prawie (a więc także i o drugim przykazaniu z dekalogu), „że
Prawo ze swymi wzorami musi być zniesione, (...)” (str. 123). Nie
ma w tym ani krzty konsekwencji. Nic dziwnego, nie może być konsekwencji
tam, gdzie twierdzi się, że coś obowiązuje i nie obowiązuje zarazem.
Na koniec warto wspomnieć, że Świadkowie Jehowy, którym podsunie się
powyższy dylemat nie bardzo wiedzą jak z tego wybrnąć (wypróbowane na
jednej z grup dyskusyjnych w necie). Niektórzy cytują tylko wersy z NT,
mówiące o Prawie ST. Zapytani jednak co przez to chcą powiedzieć nie
odpowiadają jednak nic (nawet ci, którzy są zawsze najbardziej wygadani),
lub cytują jedynie jakieś inne wersy z NT, też mówiące o Prawie. Czyżby
jakieś zakłopotanie?
Jan Lewandowski; czerwiec 2003