W dzisiejszych czasach, kiedy przyklejanie komuś
etykietki antysemityzmu stało się dla niektórych wygodnym orężem w
ideologicznej walce z różnego rodzaju oponentami, modne też stało
się u niektórych kojarzenie tego co katolickie, czy w ogóle
chrześcijańskie, z tym co nazistowskie. Czyni się tak oczywiście w
tym celu, aby uderzyć w katolicyzm, czy w ogóle w chrześcijaństwo.
JAN LEWANDOWSKI
ntysemita, często niezależnie od tego, czy został nim jedynie z
nominacji, czy faktycznie nim jest, staje się bowiem z reguły
człowiekiem publicznie przegranym, skreślonym, bez jakiejkolwiek
możliwości samoobrony i dalszego funkcjonowania w jakimkolwiek
zakresie życia publicznego. Ten mechanizm publicznej porażki
antysemitów niektórzy próbują uskutecznić w swej walce z Kościołem,
przypisując Adolfowi Hitlerowi katolicyzm, a tym samym katolickie
motywy działania w jego zbrodniczym szaleństwie. Swego czasu
widziałem, jak pewien gorliwiec porozklejał po warszawskich
przystankach autobusowych nalepkę z napisem: „Hitler był
katolikiem!”. Ten pełen ekspresji manifest „uświadamiający” miał
prawdopodobnie uzmysłowić katolickiej części naszego społeczeństwa,
że bycie nadal katolikami równa się od tej pory dla nich byciu kimś
takim jak Hitler – następnymi potencjalnymi zbrodniarzami tego
kalibru. Skoro bowiem Hitler „był katolikiem”, to tym samym również
jego chory plan rozpętania II Wojny Światowej i unicestwienia Żydów
był katolicki. Jako katolik Hitler kierował się bowiem w życiu
zasadami swej wiary katolickiej; będąc antysemitą i katolikiem
zarazem, był jedynie ofiarą katolickiej doktryny, doktryny iście
antysemickiej rzecz jasna, skoro doprowadziła ona „katolika Hitlera”
do takich a nie innych działań.
czasach, gdy największym grzechem (zdaniem niektórych nie do
odpuszczenia nawet przez samego papieża) jest bycie antysemitą,
bycie katolikiem staje się zatem - według norm wyżej wspomnianych
adwersarzy wysuwających zarzut „katolicyzmu Hitlera” - równie
niepoprawne, jak bycie samym Hitlerem, a tego grzechu (zdaniem
niektórych) nawet wszyscy na raz wzięci papieże nie daliby rady
odpuścić. Ba, bycie katolikiem staje się w tym momencie jeszcze
większym grzechem niż bycie Hitlerem (skoro ten ostatni był jedynie
ofiarą katolicyzmu), a tego grzechu nie daliby rady odpuścić nie
tylko wszyscy na raz wzięci papieże, ale i nawet sam święty Piotr,
który był Żydem. W tej sytuacji bycie nawet samą matką, czy ojcem
Hitlera byłoby już chyba lepszym wyjściem, pod warunkiem, że owa
matka, czy ojciec, nie byliby rzecz jasna katolikami.
Tym samym, Hitler, aby stać się czarną owcą w oczach współczesnego
konsumenta informacji medialnej, nie musiał rzecz jasna nigdy
zostawać antysemitą, skoro prawie zawsze nim był. Musiał jednak w
oczach niektórych zostać katolikiem (choć prawie nigdy nim nie był)
aby stać się owcą podwójnie czarną, tzn., nie tyle antysemicką, co i
na dodatek katolicką. Niektórzy adwersarze wydają się nawet
sugerować, że Hitler poza tym, że był katolikiem, był nawet całkiem
rozsądny.
Przydawanie Hitlerowi czerni nie ma tym razem jednak na celu próby
dowodzenia, że był on czarny jak heban, lub w jakikolwiek sposób
spokrewniony z mieszkańcami afrykańskiego kontynentu, ma natomiast
na celu uderzenie w katolików. Motywy tak konstruowanych zarzutów
stają się jasne i po tego typu zarzuty sięgnęło dziś również samo
Towarzystwo Strażnica, które tym samym w walce z ortodoksyjnym
chrześcijaństwem nie zawahało się sięgać po wszelkie możliwe metody
(z wyłączeniem metod zbrojnych, przynajmniej na razie), także po te
najmniej wybredne (z tymi poniżej pasa włącznie).
ie powinno zatem w tym momencie nikogo specjalnie dziwić, że
również w publikacjach Towarzystwa Strażnica (dalej: TS) istnieje
bardzo nieeleganckie i jeszcze bardziej nieuczciwe zjawisko
przypisywania Adolfowi Hitlerowi z czasów II Wojny światowej
katolickich przekonań. Analizując przeróżne mentalności propagandowe
rozumiem to jako próbę przekazania sugestii, że skoro Hitler był
jaki był, i skoro robił to co robił, to było tak pewnie dlatego, że
Kościół go na takiego „wychował”.
TS na łamach swych publikacji nie poprzestaje na podawaniu
informacji (por. np. Bądź wola Twoja, Brooklyn 1964, str. 322, par.
54), że Hitler został ochrzczony jako katolik (co jest prawdą). TS
idzie bowiem dalej i w swych sugestiach twierdzi wręcz, że Hitler
nawet w czasie II Wojny światowej nadal był „katolikiem”. Zajrzyjmy
do publikacji TS.
I tak, Strażnica z 1 maja 1992 pisała na stronie 12 (par. 15) o
tysiącach „Świadków Jehowy, którzy za czasów Hitlera ‘padli
wśród pocisków’ za odmowę złożenia hołdu temu katolickiemu władcy
nazistowskich Niemiec”.
Inna Strażnica podaje:
„Są wśród nich setki tych chrześcijan, których ścięto, rozstrzelano,
zagłodzono lub zatłuczono na śmierć w obozach koncentracyjnych
zorganizowanych z rozkazu katolika Hitlera” (Strażnica, rok CIII, nr
6, str. 8, par. 5, patrz też określanie Hitlera mianem katolika w
takim samym kontekście w ang. Strażnicy z 15 grudnia 1981, str. 23;
ang. Strażnicy z 15 stycznia 1981, str. 30; ang. Strażnicy z 1
października 1969, str. 590).
Z twierdzenia tego jasno wynika, że wedle TS Hitler był katolikiem
jeszcze w czasach II Wojny światowej, bowiem obozy koncentracyjne
stworzone przez Hitlera to dzieło właśnie tego czasu.
Wedle kolejnej Strażnicy, „gdyby papież Pius XII ekskomunikował
katolika Hitlera – jak tego usilnie od niego żądano – ileż
oszczędziłoby to światu cierpień i krwi!” (Strażnica, rok CI, nr 16,
str. 2, por. ten cytat w ang. Strażnicy z 1 listopada 1979, str. 3).
zy to wszystko prawda? Czy w czasach II Wojny światowej Hitler
wciąż był jeszcze katolikiem?
Niestety, jest to zwykłe manipulowanie historią przez TS. Gdyby TS
miało w tym wypadku choć elementarne poczucie uczciwości (niektórzy
może dziwią mi się, że wciąż jeszcze podejrzewam TS o takie
zwyczajnie ludzkie odruchy), to nigdy nie napisałoby takich
stwierdzeń jak powyższe. Nie jest bowiem tajemnicą, że Hitler już w
młodości stracił wiarę w Boga, a potem gardził już tylko ludźmi,
którzy w Boga wierzyli, gardząc także wszystkim co katolickie (z
duchowieństwem na czele), czego specjalnie nie ukrywał.
Aby nie być gołosłownym, w niniejszym tekście przytoczę na
potwierdzenie tego prace historyków i biografów Hitlera, którzy na
podstawie relacji świadków, źródeł, pamiętników, itd., odtworzyli
życiorys Hitlera. Wszyscy ci badacze analizując wiele wypowiedzi
Hitlera, zachowanych w różnych dostępnych jeszcze do dziś
dokumentach, są niezależnie od siebie zgodni co do tego, że w
czasach II Wojny światowej Hitler katolikiem, czy w ogóle
chrześcijaninem, już dawno nie był. Na potwierdzenie tego, że Hitler
nie był z przekonań katolikiem, czy człowiekiem jakkolwiek
religijnym, przytoczę też wspomnienia osobiste wywodzących się z
najbliższego otoczenia Hitlera świadków jego życia, jego sekretarek,
adiutantów, żołnierzy znajdujących się w kręgu jego osobistych
współpracowników, itd.
acznijmy jednak od najbardziej znanych historyków i biografów
Hitlera. Jak podaje Karol Grunberg, jeden z najbardziej znanych
niemieckich historyków i biografów Hitlera, „Nie był Hitler w
istocie wierzącym chrześcijaninem” (K. Grunberg, Życie osobiste
Adolfa Hitlera, Toruń 1991, str. 59).
Hitler nie tylko nie wierzył w chrześcijańskiego Boga, wręcz w
żadnego Boga on nie wierzył. Lech Z. Niekrasz, w swej książce
poświęconej porównywaniu biografii Hitlera i Stalina pisze o tym,
jaki był stosunek Hitlera do wiary w Boga: „Bóg był dla niego takim
samym urojeniem, jak pojęcie dobra i zła. >>Wiarę w Boga – powtarzał
– powinno się tracić tak jak pierwsze zęby<<” (cyt. za Lech Z. Niekrasz,
Czerwone i brunatne, Gdańsk 1991, str. 31). Nicolas v.
Below, adiutant Hitlera, napisał o postawie religijnej Hitlera w
swych wydanych po latach wspomnieniach wojennych: „Nigdy nie
zauważyłem u niego żadnych oznak pobożności […]” (Nicolas v. Below,
Byłem adiutantem Hitlera, 1937-45, Warszawa 1990, str. 401).
iografowie Hitlera są na ogół zgodni co do tego, że pojawiające się
w wielu przemówieniach słowo „Opatrzność” rozumiał on w sensie
siebie samego. Mniemał bowiem, iż jest mężem opatrznościowym,
wybranym przez los dla zbawienia Niemiec. Natomiast zbiór doktryn i
pojęć religijnych został przez Hitlera i jego partię NSDAP
napełniony nową treścią, w której przewodnią rolę (doktryny) pełnił
narodowy socjalizm, Hitler zaś miał pełnić w tym wszystkim rolę
swego rodzaju obiektu kultu religijnego. Jak podaje Grunberg, NSDAP
w swym nowo przyjętym wyznaniu wiary oświadczyła, że „uznajemy
narodowy socjalizm za jedyną prawdziwą wiarę naszego narodu” (cyt.
za K. Grunberg, Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz. cyt., str. 61n.).
Jednocześnie, jak podaje kolejny autor, NSDAP dbała w wychowywaniu
młodzieży o to „aby nabrała ona krytycznego stosunku do
chrześcijaństwa” (Hermann Rauschning, Rozmowy z Hitlerem, Warszawa
1994, str. 23). Zgadza się to z tym, co podaje Z. Zieliński, który
pisze, że naziści w Niemczech zwalczali organizacje katolickiej
młodzieży męskiej, chcąc właściwie od początku rozbić wszystkie
organizacje katolickie w Niemczech (por. Z. Zieliński, Katolicyzm w
III Rzeszy przed sądem historii, Katowice 1992, str. 22). Nic
dziwnego zatem, że „W świetle ustaleń policyjnych ogół księży nie
tylko był do reżimu negatywnie nastawiony, ale czynił wszystko by w
tym duchu urabiać wiernych. Wierność wobec Kościoła w ustach kleru
oznaczała wrogość wobec III Rzeszy” (cyt. za tamże).
racając do zagadnienia Opatrzności w pojęciu Hitlera, to wyżej
wspomniany K. Grunberg pisze również w innej swej książce, że dla
Hitlera Opatrzność była metafizyczną projekcją własnych dążeń,
nadziei oraz osobistych pragnień. Hitler uważał się za Boga
człowieka, jego wcielenie (por. K. Grunberg, Adolf Hitler,
biografia, Warszawa 1996, str. 428).
W zgodzie z tym jest inny biograf Hitlera, były dygnitarz
hitlerowski, który na podstawie swych wspomnień pisze jaki był
stosunek Hitlera do Opatrzności: „Gdzie jednak jest Bóg, o którym
wielokrotnie wspomina w swoich tyradach Hitler, nazywając go
Opatrznością i Wszechmogącym? Bóg to człowiek piękny, człowiek
boski, […]. Bóg to sam Hitler” (Hermann Rauschning,
Rozmowy z
Hitlerem, dz. cyt., str. 259).
I nawet Werner Maser, który w pewnych wypowiedziach Hitlera próbuje
dopatrywać się wiary w jakąś wyższą siłę nadprzyrodzoną, wraz z
tolerancją dla takiej wiary, jako jednak potrzebnej ludzkości (por.
Werner Maser, Adolf Hitler, legenda, mit, rzeczywistość, Warszawa
1998, str. 199-200), jest zgodny co do tego, że Hitler w swych
wypowiedziach był zdecydowanie negatywnie nastawiony do idei
istnienia Kościoła chrześcijańskiego (niżej rozwinę te kwestię w
oparciu o materiał historyczny jaki zebrał Maser w swej książce na
ten temat).
Grunberg, cytując w swej powyższej książce wiele wypowiedzi (i
opierając się na bardzo obfitym materiale źródłowym) w rozdziale
specjalnie poświęconym poglądom Hitlera na temat Kościoła i Boga
pisze, że Hitler uczęszczał na nabożeństwa kościelne tylko i
wyłącznie „z przyczyn politycznych”, i miało to miejsce do roku 1935
(por. K. Grunberg, Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz. cyt., str.
60). Potwierdza to pewien fiński badacz życiorysu Hitlera, który
pisze, że Hitler jeśli już czasem był publicznie w miarę
tolerancyjny dla Kościoła, to było tak tylko dlatego, że ten był w
Niemczech liczącą się siłą (por. Veikko Huovinen, Hycler, Życie i
działalność Hitlera, Warszawa 1991, str. 106).
arto w tym kontekście nadmienić, że nawet sam fakt, iż Hitler
uczęszczał czasem na katolickie nabożeństwa nie czyni z niego
jeszcze wierzącego katolika, bowiem dziś często możemy sobie
obejrzeć w TVP jak w katolickich nabożeństwach bierze udział
prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, agnostyk przecież, czy Jerzy Buzek
- protestant.
Wracając do tematu, nie dość, że Hitler był niewierzący, to w
dodatku, jego postawa wobec duchowieństwa katolickiego i wiary
katolickiej była nie tylko obojętna, ale momentami wręcz wroga (por.
K. Grunberg, Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz. cyt., str. 65).
Wzmiankowany już wyżej adiutant Hitlera Nicolas Below wspominał, że
Hitler wygłaszał publicznie „pogróżki pod adresem Kościołów” (Nicolas
v. Below, Byłem adiutantem Hitlera, 1937-45, dz. cyt., str. 140).
Wedle kolejnego autora, Hitler „Bez opanowania dawał się ponosić
nienawiści do Żydów, księży, socjaldemokratów, Habsburgów” (Alan Bullock,
Hitler, studium tyranii, Warszawa 1997, str. 25).
Ataków tych było tyle, że – jak podaje kolejny z autorów,
przemysłowcy, junkrzy, i wielka prawica żądała zaprzestania „ataków
na Kościół” (W. L. Shirer, Powstanie i upadek Trzeciej Rzeszy,
Kraków 1995, str. 71). I o ile faktem jest, że stopień radykalizmu
jaki Hitler przejawiał w swym negatywnym nastawieniu do Kościołów
wahał się od skrajnie negatywnego po mocno niechętny, to zawsze był
to jednak w sumie stosunek negatywny.
ak podaje K. Grunberg, Hitler w dwóch swoich wypowiedziach (jedna z
21 października 1941 i druga z 29 listopada 1944) „nazwał Jezusa
synem żydowskiej prostytutki i rzymskiego legionisty” (K. Grunberg,
Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz. cyt., str. 61). Ciekawe, czy
zdaniem TS taki pogląd mógłby zostać wygłoszony przez katolika, bo
przecież za takiego uważa Hitlera właśnie TS w swych powyższych
publikacjach.
Co do innych dogmatów rzymskokatolickich, to również w katolickiej
nauce o przeistoczeniu Hitler widział „najbardziej zwariowane, co
kiedykolwiek mógł stworzyć mózg ludzki w swoim obłędzie” a katolicką
naukę o Eucharystii określał jako „szyderstwo z wszystkiego co
boskie” (oba cytaty za: Werner Maser, Adolf Hitler, legenda, mit,
rzeczywistość, dz. cyt., str. 207).
Hitler nie wierzył także w mesjaństwo Jezusa, w Trójcę świętą, ani w
katolickie koncepcje życia po śmierci. Z jego wypowiedzi, jakie
przytacza Maser wynika, że w swych poglądach na życie po śmierci był
on agnostykiem (por. Maser, tamże, str. 207). Jednym z mistrzów
życia duchowego był dla Hitlera Schopenhauer, który uważał, że
chrześcijaństwo jako światopogląd nie jest tworem Objawienia, lecz
zostało zmontowane z koncepcji starożytnych religii pogańskich,
indyjskich, egipskich, wschodnich, zwłaszcza buddyzmu (por. M.
Rusecki, Istota i geneza religii, Lublin-Sandomierz 1997, str. 279).
prócz dogmatów katolickich Hitler nie znosił także katolickich
świąt. Jak podaje jeden z biografów Hitlera, „Fuhrer nie znosił
Bożego Narodzenia oraz związanej z nim świątecznej uroczystej
atmosfery […]” (Bartłomiej Zborski, Adolf Hitler, Warszawa 1994,
str. 15). Ta informacja jest potwierdzona przez niejaką Traudl,
która swego czasu była sekretarką Hitlera. Wspominała ona o
Hitlerze: „Nie uznawał świąt Bożego Narodzenia, choinek, świeczek,
kolęd i świątecznych obyczajów” (cyt. za „Dziennik Bałtycki” z 5
kwietnia 2002, str. 19).
Hitler uważał katolicyzm wręcz za „nieszczęście” dla Niemiec. W
jednej z wypowiedzi ujął to w taki oto sposób: „Naszym nieszczęściem
jest posiadanie niewłaściwej religii […] dlaczego nie mamy takiej
religii jak Japończycy, która za najwyższe dobro uznaje ofiarę dla
ojczyzny?” (cyt. za K. Grunberg, Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz.
cyt., str. 65).
Christa Schroeder, również sekretarka Hitlera, wspominała w swych
wydanych po latach pamiętnikach: „Hitler nie był przywiązany do
Kościoła. Uważał religię chrześcijańską za przeżytek, obłudny
wynalazek służący do uzależniania ludzi. Jego religią były prawa
natury” (Christa Schroeder, Byłam sekretarką Adolfa Hitlera,
Warszawa 1990, str. 60). Dodaje ona również, że Hitler, mimo iż
„pozostał do końca w Kościele katolickim, chciał jednak wystąpić z
niego zaraz po wojnie” (tamże, str. 61).
Hitler był nie tylko w słowach wrogi katolicyzmowi, jego wrogość do
katolicyzmu znajdywała też swoje ujście w konkretnych czynach. Otto Dietrich, szef prasy nazistowskiej, pisał: „Na funkcjonariuszy
partyjnych wywierany był w sposób nieoficjalny nacisk, aby
występowali oni z Kościoła” (cyt. za K. Grunberg, Życie osobiste
Adolfa Hitlera, dz. cyt., str. 61).
a tym nie koniec tej wrogości. Hitler nie tylko był wrogi
katolicyzmowi, czy wierze w Boga, on wręcz głosił, że kiedy już
nastąpi „ostateczne zwycięstwo” nazizmu, to wtedy on rozprawi się z
katolicyzmem i resztą chrześcijaństwa. Jak pisze Lech Z. Niekrasz,
Hitler „nie taił, że po wygraniu wojny położy kres wpływom kościołów
chrześcijańskich, uznając ich naukę za absurd, a samo
chrześcijaństwo za sprzysiężenie przeciw ludzkości” (Lech Z. Niekrasz, Czerwone i brunatne, dz. cyt., str. 31). Potwierdza to
inny badacz życiorysu Hitlera, który pisze: „Znany był negatywny
stosunek Hitlera do religii, zwłaszcza do chrześcijaństwa. […]
ostateczną rozprawę z Kościołem przywódca Rzeszy odłożył na
późniejsze czasy” (Bartłomiej Zborski, Adolf Hitler, dz. cyt., str.
50).
Istnienie u Hitlera planu rozprawienia się z chrześcijaństwem
potwierdza Werner Maser, który przytacza nawet słowa Hitlera na ten
temat. Hitler powiedział, że jeśli chodzi o Kościół, to pewnego dnia
trzeba będzie „wytrzebić go siłą” (Werner Maser, Adolf Hitler,
legenda, mit, rzeczywistość, dz. cyt., str. 201; por. też K.
Grunberg, Życie osobiste Adolfa Hitlera, dz. cyt., str. 65).
Takie plany u Hitlera potwierdza również pewien były dygnitarz
hitlerowski, który wspominał pewną wypowiedź Hitlera na temat
Kościoła i masonerii. Hitler miał powiedzieć: „Teraz my jesteśmy
najsilniejsi i dlatego usuniemy jednych i drugich, zarówno Kościół
jak i masonerię” (Hermann Rauschning, Rozmowy z Hitlerem, dz. cyt.,
str. 257).
Współgra to z tym co podają K. Gotto i K. Repgen w pewnej pracy
zbiorowej, w której czytamy, że Martin Bormann w piśmie okólnym do
galeiterów z dnia 9 czerwca 1941 kreślił takie oto plany wobec
Kościoła: „Musi on być ostatecznie złamany” (K. Gotto i K. Repgen,
Kościół, katolicy i narodowy socjalizm, Warszawa 1983, str. 72).
Plan rozprawienia się nazistów z Kościołem szkicuje Otto Ogierman,
który pisze: „Po ostatecznym zwycięstwie miano postawić pod sąd
katolickich biskupów niemieckich za zdradę stanu. Tajna konferencja
specjalistów do spraw kościelnych z dnia 22 i 23 września 1941 używa
wyrażenia >>końcowy obrachunek z Kościołem<< […]. Gestapo za
ostateczny cel w walce z Kościołem uważa rozbicie wyznaniowych
Kościołów przy pomocy materiałów wcześniej zebranych, aby na ich
podstawie oskarżyć Kościół o zdradę stanu […]” (O. Ogierman,
Do
ostatniego tchu. Proces Bernarda Lichtenberga, proboszcza katedry
św. Jadwigi w Berlinie, Paryż 1983, str. 181).
Hitler przyznawał w 1941 roku, iż już wcześniej „głosił pogląd, że
Kościół trzeba sprzątnąć ze świata natychmiast, przemocą fizyczną i
bezwzględnie, niczym >>dynamitem<<”( Werner Maser,
Adolf Hitler,
legenda, mit, rzeczywistość, dz. cyt., str. 201). Wedle własnych
wspomnień Hitlera na temat Kościoła, spisanych na piśmie przez
jednego z ludzi z jego otoczenia, przestał on uznawać naukę Kościoła
już w 1903 roku, szydząc już w wieku nastoletnim z kolegami
szkolnymi z nauczycieli religii i instytucji spowiedzi (tamże, str.
201n., gdzie można przeczytać zapis osobistych wspomnień Hitlera na
ten temat).
W 1942 roku Hitler „oświadczył, że nie zawahałby się przed otwartą
walką z kościołem, gdyby był czas ku temu” (Maser, tamże, str. 206).
Rok wcześniej Hitler oświadczył, że „organizacje kościoła pokonamy
powoli przy pomocy uświadamiania i uczynimy to bezboleśnie” (cyt. za
tamże).
itler powiedział również: „Wolę […] dać się na jakiś czas
ekskomunikować, niż być winnym kościołowi wdzięczność” (cyt. za
tamże). Jak jednoznacznie wynika z tego zabarwionego lekkim
szyderstwem oświadczenia, Hitler zwyczajnie nie przejąłby się
ekskomuniką. Spłynęłoby to po nim jak woda po gęsi. W tym momencie
widać, jak naiwne jest powyższe oświadczenie jednej z publikacji TS,
gdzie czytamy, że „gdyby papież Pius XII ekskomunikował katolika
Hitlera – jak tego usilnie od niego żądano – ileż oszczędziłoby to
światu cierpień i krwi!” (Strażnica, rok CI, nr 16, str. 2, por. ten
cytat w ang. Strażnicy z 1 listopada 1979, str. 3). Czyż takie
mniemanie TS to nie czysta dziecinna naiwność? A w najlepszym
przypadku kompletna ignorancja, lub po prostu bezczelna manipulacja
milionami czytelników.
Maser pisał, że Hitler „odrzucał kościół” i „nawet jeśli do śmierci
do niego należał, to uznawał jego nauki religijne za >>zdecydowanie
obłąkane<<, groził mu, otwarcie go zwalczał i wykpiwał jego
duchownych” (Werner Maser, Adolf Hitler, legenda, mit,
rzeczywistość, dz. cyt., str. 199).
Zakończenie
owyższe świadectwa są po prostu niezbite. Teza, że w najbardziej
zbrodniczym okresie swego szaleństwa Hitler był katolikiem ma co
najwyżej tyle wspólnego z prawdą, co teza, że Michael Jackson,
będący jak wiadomo przez pewien czas swego życia Świadkiem Jehowy,
korzystał przy pisaniu swego słynnego Moonwalkera z publikacji TS.
Wręcz przeciwnie, dokładna analiza danych historycznych jakie
posiadamy wyraźnie wskazuje, że Hitler, choć urodzony w katolickiej
rodzinie, z katolicyzmem w swym życiu nie utożsamiał się. Był on
katolikiem mniej więcej na tej samej zasadzie, co dziś „jest” nim
premier Leszek Miller, który swego czasu był nawet katolickim
ministrantem. Zatem rozpowszechniając informacje, w których sugeruje
się, że Hitler był w czasie II Wojny światowej katolikiem, TS i jemu
podobni stawiają się albo na miejscu manipulatorów łatwo dostępną
prawdą historyczną w tej kwestii (uważając swych czytelników za
niedouczonych w zakresie współczesnej historii), lub w najlepszym
przypadku TS wychodzi w tym miejscu na historycznych ignorantów.
Jeśli zdaniem TS Hitler był w czasie II Wojny światowej katolikiem,
to od dziś dnia równie uprawomocnione jest też twierdzenie, że
obecnie Iszbin a także były członek Ciała kierowniczego Raymond
Franz są również Świadkami Jehowy, tylko dlatego, że kiedyś nimi
byli.
Jan Lewandowski, grudzień 2003