''Poszerzając zakres swej służby
kaznodziejskiej''
Był schyłek XIX wieku. Dobiegał końca pewien
pięciotygodniowy, wyczerpujący rejs po Atlantyku. Pasażerowie
spodziewali się, że lada dzień ujrzą ląd. Wtem, na horyzoncie, pojawiło
się światło, samotna gwiazda. Tak naprawdę nie była to gwiazda, lecz
latarnia. ''Kiedy dostrzegliśmy światło, rzuciliśmy się na kolana i
dziękowaliśmy Bogu'' - opowiadał jeden z pasażerów. Dlaczego? Bo właśnie
to światło doprowadziło ich bezpiecznie do celu podróży.
Przytoczyłem tą historię, bo w całym tym
sympozjum dość mocno podkreślamy konieczność odbijania chwały naszego
Boga. Tak jak świecąca latarnia morska wskazująca właściwą drogę, tak my
musimy świecić pełnym blaskiem.
Może, drodzy, w tym miejscu, jeszcze raz wróćmy
do 2 Listu do Koryntian, 3 rozdziału, wersetu 18, kluczowego wersetu,
jeżeli chodzi o to sympozjum i przypomnijmy sobie jeszcze raz zachętę,
jakiej udzielił nam tutaj apostoł Paweł. 2 List do Koryntian, 3
rozdział, werset 18:
'' I my wszyscy, z odsłoniętymi obliczami
odbijając niczym zwierciadła chwałę Jehowy, jesteśmy przeobrażeni (oryg.
zapis jak odczytano) w ten
sam obraz, z chwały w chwałę, dokładnie tak, jak to sprawia Jehowa, ów
Duch. ''
Apostoł Paweł nawiązał, jak sobie przypominamy -
jak wspomniał to pierwszy mówca w tym sympozjum, nawiązał tutaj apostoł
Paweł do dziejów Izraela, gdy przy górze Synaj otrzymali Prawo od Jehowy.
Z Bogiem kontaktował się wtedy bezpośrednio Mojżesz, a gdy wracał do swego
Ludu, jego twarz promieniała blaskiem. Działo się z nim podobnie, jak w
przypadku substancji fosforyzującej, która poddana działaniu światła, w
nocy - świeci. Tak i Mojżesz, pośrednik Izraelitów, jaśniał odblaskiem
chwały Jehowy, co dowodziło, że przebywał przed Stwórcą. Niemniej, jest to
bardzo istotny szczegół, niemniej Izraelici bali się widoku chwały Bożej
na obliczu ich pośrednika i dlatego prosili, że gdy będzie stawał przed
nimi, żeby zakrywał swą twarz. W omawianej sytuacji Mojżesz jest trafnym
symbolem Jezusa Chrystusa. Ten ''większy pośrednik'', tak jak jego
poprzednik, nie boi się patrzeć wprost na chwałę Jehowy. Co więcej, zdjął
on zasłonę by objawić nam swego niebiańskiego Ojca Jehowę. W związku z tym
i my musimy jaśnieć, gdyż dzięki Jezusowi dociera do nas światło Prawdy.
Jak, wspomniane wcześniej latarnie, błyszczymy pełnym blaskiem, gdy za
pośrednictwem obwieszczanej przez nas dobrej nowiny jaśnieje chwała Boga.
Mamy więc, zobaczmy drodzy, ważkie powody by w dalszym ciągu odbijać to
życiodajne światło. Aby czynić to skutecznie musimy coraz dokładniej
naśladować Boga. To przecież On jest źródłem nadziei i dobrej nowiny. Im
ściślej się na Nim wzorujemy, tym lepiej odzwierciedlamy Jego chwałę.
Kiedy jeszcze raz popatrzymy do 2 Listu do Koryntian, 3 rozdziału, wersetu
18, Paweł w tym tekście podkreślił, iż mamy być przeobrażeni w chwałę. W
praktyce oznacza to, że im więcej tej świetlistej chwały do nas dociera,
tym bardziej musimy nią jaśnieć. I jaśniejemy, gdy głosimy dobrą nowinę i
staramy się przykładnie postępować. Gorliwie popierając sprawy Królestwa
sami odnosimy niemały pożytek, gdyż taka postawa znakomicie przyspiesza
robienie postępów duchowych. Dlatego stoi przed nami otworem wiele
dziedzin służby, np. stała, lub pomocnicza służba pionierska, usługiwanie
w zborze obcojęzycznym, albo tam, gdzie są większe potrzeby.
Zapewne zastanawiacie się, jak osiągnąć te, lub
temu podobne cele? Posłuchajcie jak te cele można osiągać, posłuchajcie
zaproszonych przeze mnie tutaj gości na podium, którzy opowiedzą,
jak oni starają się w swoim życiu odbijać tą chwałę.
Prowadzący: Małżeństwo braci Zglińskich od
półtora roku działa na terenie, gdzie są większe potrzeby. Powiedzcie, co
was skłoniło do opuszczenia rodzinnych stron by przenieść się do zboru w
Sławkowie?
Żona: Jako oddani słudzy Boży
zaczęliśmy bardziej dostrzegać różne błogosławieństwa jakich doznajemy od
Jehowy. To pobudziło nasze serca do okazania jeszcze większej wdzięczności
przez podjęcie służby pionierskiej.
Mąż: Poza tym dostrzegliśmy, że
w poprzednim zborze bracia świetnie sobie radzili w dziele ewangelizacji
czy też w życiu zborowym. Chociaż mieliśmy ustabilizowaną sytuację
materialną i życiową, to jednak z niecierpliwością czekaliśmy, aż Wandzia
przejdzie na emeryturę, by stawić się do dyspozycji tam, gdzie są większe
potrzeby. Naszym celem było przez kilka lat wpierać zbór do którego
zostaniemy skierowani.
Prowadzący: Z tego co wiem, doświadczacie wielu
błogosławieństw od Jehowy, bo na nowym terenie prowadzicie już sporo
studiów biblijnych.
Żona: Tak, to prawda. Razem z
mężem pomagamy obecnie 16 osobom w poznaniu Prawdy ze słowa Bożego.
Prowadzący: To spora grupa osób. Na jakie więc
wysiłki się zdobywacie, żeby wspierać zainteresowanych?
Żona: Może posłużę się
przykładem. Od kilku miesięcy jeden z zainteresowanych jest poważnie
chory. Odwiedzamy go w szpitalu zachowując takie pogodne nastawienie, a
rozmowami wzbudzamy głębokie przeświadczenie dobroci Jehowy. Spotykamy się
też z jego rodziną, by również i ich wspierać w tej ciężkiej sytuacji.
Staramy się wzbudzać w nich ufność w postanowienia Jehowy i że Jego imię
jest potężną wieżą właśnie w tej ciężkiej sytuacji.
Mąż: Czasem trzeba zrezygnować z
własnego planu i go skorygować. Niektórym zainteresowanym pora studium
pasuje akurat w nietypowej dla nas porze. Zdarza się, że takie osoby
dzwonią, bo mają problem. Wówczas decyduję się od razu na rozmowę, gdyż
czuję, że ktoś takiej oczekuje pomocy, czy wsparcia już teraz, a nie np.
za dwa, trzy dni, jak mamy przyjść na studium. Potrzebna jest też
elastyczność, gdyż zdarza się często, że nie prowadzimy studium, chociaż w
tym celu przyszliśmy do zainteresowanych.
Prowadzący: Jakie rezultaty daje takie
dostosowywanie się do potrzeb osób, z którymi się spotykacie?
Mąż: Np. wspólnie z żoną
prowadzimy studium z panią Elą w średnim wieku. Bardzo często jest
przytłaczana wieloma problemami, a do tego twierdzi, iż nie podoła, by
cieszyć się przychylnością Jehowy. Wtedy podajemy jej przykłady, czytamy
doświadczenia, podnosimy na duchu. Dzięki tym wysiłkom ostatnio ta pani
daje wyraźne dowody pozytywnych zmian. Przestała krzyczeć, od około 3
miesięcy, podczas naszej obecności, ubiera się stosownie do studium,
częściej bywa na zebraniach, darzy nas większym, nawet głębokim zaufaniem.
Wszystko to efekt ponad rocznej, trudnej, wyczerpującej emocjonalnie
pracy.
Żona: W tym miejscu chciałabym
dodać, że dużą rolę odgrywa okazywanie ciepła i serdecznych uczuć.
Studiujemy z 20-letnią Asią. W trakcie rozmów okazaliśmy troskę o jej
narzeczonego. Gdy mieliśmy okazję z nim zamienić kilka zdań, czyniliśmy to
okazując zainteresowanie wszystkim, co mówił. Dało to piękny efekt, bo
również i on przyłączył się do studium.
Prowadzący: To piękne. Powiedzcie na koniec, co
jeszcze czynicie, by poszerzać zakres swej służby?
Żona: Od jakiegoś czasu dokładam
szczególnych starań by pozyskać stałych czytelników. Jest ich obecnie 25,
ale nie jest to jednak cel sam w sobie. Głównym celem jest pomaganie im w
poznawaniu Prawdy ze słowa Bożego. Spośród tych 25 osób, 10 już studiuje,
z 3 rozpoczęłam takowe studium, a kilka innych dobrze rokuje na najbliższą
przyszłość.
Mąż: Myślę, iż najlepszym
dowodem, jak bardzo zależy nam by jeszcze w pełniejszej mierze odbijać
chwałę Jehowę (oryg.) jest to, że sprzedaliśmy mieszkanie w Zabrzu
i przenieśliśmy się na stałe do Sławkowa. Chociaż wcześniej planowaliśmy
tylko na kilka lat przenieść się na teren, gdzie są większe potrzeby, to
teraz zmieniliśmy zdanie. Pragniemy aby Jehowa wykorzystał nas w jeszcze
pełniejszej mierze dla tego zboru i dla ludzi, którzy akurat mieszkają na
jego terenie. Cieszy nas również, że nasz niebiański Ojciec posłużył się
nami by inni mogli poszerzyć zakres swej służby. Przyjechała do Sławkowa
nasze wychowanka w Prawdzie, która jest już od pół roku pionierką oraz
nasz młody przyjaciel, który od czerwca jest stałym pionierem i starszym
zboru. Naprawdę mamy wiele powodów do radości.
Prowadzący: Kolejną osobą, która w swym życiu
stara się odzwierciedlać chwałę Jehowy jest brat Roman Knapik ze zboru
Jaworzno Jeleń.
Jako głowa rodziny, pracujesz w pełnym wymiarze
godzin, poza tym usługujesz w zborze jako starszy, wchodzisz w skład
Komitetu Użytkowania tego Centrum, jak również jesteś nadzorca zgromadzeń
obwodowych. Pomimo tylu zajęć i obowiązków starasz się przynajmniej raz w
roku podjąć pomocniczą służbę pionierską. Jak osiągasz ten cel?
Brat Roman: No nie jest to
naprawdę łatwe. Muszę tak planować swój czas, aby zachowywać równowagę
pomiędzy służbą pionierską, obowiązkami zborowymi i rodzinnymi oraz pracą
zawodową. Najczęściej na okres, w którym chcę być pionierem, rezerwuję
urlop. Staramy się wtedy całą rodziną wyjechać na tereny, gdzie są większe
potrzeby i uczestniczyć w ośrodku pionierskim.
Prowadzący: Czy twój wysiłek ogranicza się tylko
do dobrego planowania?
Brat Roman: No nie, oczywiście,
że nie. Potrzebna jest również ofiarność. Chcąc wyjechać na ośrodek
pionierski najczęściej rezygnujemy z innych form wypoczynku, np. wyjazdu
na wczasy. Poza tym, nie zawsze da się wziąć urlop. Wtedy staram się być
pionierem na terenie naszego macierzystego zboru i bardzo dokładnie
planuję swój udział w służbie. Ograniczam do minimum czas na odpoczynek,
staram się nie oglądać telewizji, poza tym pomaga mi też rodzina. Nie
planujemy wtedy żadnych prac przy domu, a wszyscy członkowie mojej rodziny
starają się odciążyć mnie z zajęć domowych, tak abym mógł jak najlepiej
wykorzystywać czas.
Prowadzący: Jaką czerpiesz radość z pełnienia
tej służby?
Brat Roman: Wiesz, już sama
możliwość posługiwania się Biblią, aby rozwiewać różne wątpliwości, czy
odpowiadać na nurtujące pytania daje ogromną satysfakcję. Ale największą
radość daje możliwość dzielenia się Prawdą z osobami, które okazują
prawdziwe zainteresowanie i udzielania im pomocy.
Prowadzący: Opowiedz może jakieś przeżycie
ilustrujące tą sprawę.
Brat Roman: Przypominam sobie
taką sytuację, kiedy młoda dziewczyna musiała wyprowadzić się z domu, gdyż
jej rodzice nie zgodzili się by została Świadkiem Jehowy. Była ona
zdecydowana oddać swe życie na spełnianie woli Bożej. Rodzice nie
zostawili jej wyboru. Musiała opuścić dom, chociaż był to akurat miesiąc,
w którym miała pisać maturę. Zamieszkała wtedy u nas na kilka miesięcy.
Całą rodziną staraliśmy się, aby jej pomagać. Przezwyciężyła tę trudną dla
niej sytuację. Chcieliśmy jej pomóc, aby zdołała... zdała egzamin
maturalny i zachowała zapał do poznawania Jehowy i Jego zamierzenia.
Jehowa pobłogosławił naprawdę te wysiłki. Egzamin maturalny zdała bez
trudności, a na najbliższym Zgromadzeniu oddała swe życie na spełnianie
woli Bożej i służy Jehowie do dzisiaj.
Prowadzący: To wspaniale. Powiedz Romku, jak
jeszcze głoszenie na ośrodkach pionierskich pomaga ci świecić ku
chwale Jehowy?
Brat Roman: No przede wszystkim
głoszenie na terenach, gdzie są większe potrzeby to bardzo dobra
sposobność mądrego wykorzystania czasu oraz tego co mam, a więc swoich
sił, zdrowia, środków finansowych, tak, aby pomagać innym ludziom
prowadzić naprawdę szczęśliwe życie, którego ja z rodziną już zaznaję.
Poza tym poświęcając codziennie czas na dzielenie się z ludźmi dobrą
nowiną, można spotkać naprawdę wielu interesujących ludzi. Na jednym z
ośrodków, pracowaliśmy miejscowość niedaleko Jasła. Na początku
spotkaliśmy pana, który chociaż był bardzo zagorzałym katolikiem, zadawał
naprawdę wiele pytań i słuchał uważnie naszych odpowiedzi, które
staraliśmy się popierać Biblią. W pewnym momencie mężczyzna ten zauważył,
że nasza wiara rzeczywiście oparta jest na słowie Bożym. Rozmowa ta
rozbudziła w nim chęć lepszego poznania słowa Bożego, a nam dała naprawdę
wiele radości i zachęciła nas do dalszego działania.
Jeszcze więcej radości sprawiła
nam wizyta w kolejnym domu. Spotkaliśmy tam panią, która powiedziała nam,
że czekała na wizytę Świadków Jehowy. Spotykanie takich osób, pomaganie
im, chociaż w niewielkiej mierze, to radość, której nie da się naprawdę
opowiedzieć. Ale jeszcze większą sprawia radość spotykanie naszych drogich
braci, do których kiedyś zachodziło się z ziarnem Prawdy.
Prowadzący: Ostatnią osobą zaproszoną przeze
mnie jest siostra Irena Sławińska. Wiem, że od momentu usymbolizowania
swego oddania Jehowie, starałaś się gorliwie spełniać Jego wolę.
Powiedz, jakie wysiłki podejmowałaś po poznaniu Prawdy, by pełniej
odzwierciedlać Jego chwałę.
Siostra Irena: Zaraz po
chrzcie zgłosiłam się do pomocniczej służby pionierskiej i gdy tylko
zaczęłam spełniać wymagania podjęłam stałą służbę pionierską. Po jakimś
czasie, w naszym zborze, podejmowały tą służbę coraz to nowe osoby i
kiedyś wspólnie z trzema innymi pionierkami zdecydowałyśmy się poszerzyć
zakres swojej służby - wyjechałyśmy wtedy na teren, gdzie były większe
potrzeby. Ja trafiłam do zboru ''Puławy - Centrum'' i dostałam teren w
takim pięknym miasteczku, w Kazimierzu Dolnym, w którym pełniłam służbę
pionierską przez 4 lata, aż do czasu, gdy otrzymałam zaproszenie do
pełnienia specjalnej służby pionierskiej na Białorusi.
Prowadzący: Co cię pobudziło do stawienia się
by głosić dobrą nowinę na terenie zagranicznym?
Siostra Irena: Takim
bezpośrednim bodźcem było zaproszenie jednego z pionierów specjalnych,
który już pełnił taką służbę na Ukrainie. Ja to zaproszenie usłyszałam w
filmie nakręconym przez naszych braci, którzy uczestniczyli w Kongresie
Międzynarodowym w Kijowie w 1993 roku.
Prowadzący: Ale tego misjonarskiego ducha z
pewnością musiałaś pielęgnować wcześniej.
Siostra Irena: Tak, to prawda.
Pragnienie to pojawiło się u mnie jeszcze w czasie, gdy zapoznawałam się
z Prawdą i na pewno ogromną rolę w tym odegrały artykuły ze
''Strażnicy'', w których wieloletni misjonarze opowiadali o tej służbie,
a także bardzo zachęcające relacje z zakończenia nauki w szkole ''Gilead''.
Prowadzący: Wyjeżdżając za granicę musiałaś
się nauczyć nowego języka. Czy chętnie podjęłaś się tego wysiłku?
Siostra Irena: Muszę przyznać,
że to nie było takie proste. Wielu Polaków i również ja, uważałam, że
język rosyjski jest bardzo podobny do białoruskiego i dlatego nie ma
specjalnej potrzeby uczyć się tego języka. Jednak po jakimś czasie
zauważyłam, że głosząc z rosyjskimi głosicielami, że oni bardzo często
powtarzają moje słowa, to co ja powiedziałam w służbie.
Prowadzący: Dlaczego to robili?
Siostra Irena: Też o to
spytałam jedną siostrę i w odpowiedzi usłyszałam, że inaczej to ludzie
by nie zrozumieli, po co my przyszłyśmy. Byłam tym trochę zdziwiona,
więc siostra wyjaśniła mi, że mi się tylko wydaje, że mówię po rosyjsku.
Wtedy to zrozumiałam, że chcąc dobrze głosić, dawać gruntowne świadectwo
na nowym terenie, muszę poświęcić sporo czasu na naukę tego języka. I
taką największą pomocą w tym względzie byli dla mnie bracia, a także
szczerzy ludzie, którzy bardzo chętnie korygowali moje błędy językowe,
tym bardziej, że niektóre z nich były dosyć zabawne.
Prowadzący: Możesz podać jakiś przykład?
Siostra Irena: Przypominam
sobie jedno ze studiów biblijnych, które prowadziłam na podstawie
książki ''Żyć wiecznie'' i przy omawianiu tematu drukowania i transportu
literatury, powiedziałam, że literatury (oryg.), którą drukuje
się w Brooklynie rozwozi się na ''tankach'', czyli czołgami. A
przyszłyśmy na to studium z jedną ze sióstr, też która przyjechała z
Polski i była ulewa w tym dniu. I na przywitanie... drzwi do mieszkania
otworzył nam mąż zainteresowanej pani i siostra, która była ze mną na
przywitanie powiedziała, że jest na ulicy taka ulewa, że nawet ''trusy
pramokli''. Chciała po prostu powiedzieć, że pantofle przemoczyła, po
rosyjsku ''tufli'', a powiedziała, że przemoczyła majtki.
Prowadzący: Jakich błogosławieństw zaznałaś
odzwierciedlając chwałę Jehowy na tym zagranicznym terenie?
Siostra Irena: Najwięcej
radości sprawia mi rozmawianie z ludźmi o Bogu, a służba zagraniczna
daje w tym względzie wspaniale możliwości. Cieszę się, że mogłam pomóc
niektórym osobom zbliżyć się do Jehowy. Pierwsze studium, które
założyłam na Białorusi, było z pewnym Polakiem, który zbiegł z kraju
przed odpowiedzialnością za przestępstwa gospodarcze. Po jakimś czasie,
gdy dokładnie zrozumiał Boże zasady i uwierzył, że Bóg przygotował dla
posłusznych ludzi wspaniałą przyszłość, on również zapragnął dzielić się
poznanymi Prawdami z innymi ludźmi. Musiał jednak pokonać przeszkody,
które kiedyś wydawały się jemu nie do przezwyciężenia. Jednak i w tym
przypadku okazały się prawdziwe słowa, które napisał Paweł w Liście do
Hebrajczyków w 4 rozdziale, a 12 wersecie. Ten młody człowiek napisał
list do prokuratury, że chce się dobrowolnie oddać w ręce władz i z tym
listem w kieszeni zdecydował się wrócić do kraju. Został aresztowany
zaraz po przekroczeniu polskiej granicy. Ja bardzo się ucieszyłam, gdy
po jakimś czasie zadzwonił do mnie z Polski i podzielił się wspaniałymi
informacjami.
Prowadzący: Jakimi?
Siostra Irena: Powiedział, że
po odbyciu kary i uregulowaniu spraw rodzinnych został naszym bratem.
Prowadzący: Na jakie wysiłki dalej się
zdobywasz głosząc obecnie w naszym kraju?
Siostra Irena: Ze względu na
sytuację, jaka wytworzyła się w Rosji, po prawie 9 latach musiałam
wrócić do Polski. Z wielu powodów nie było to dla mnie łatwe. Nawet to,
że po tylu latach spędzonych na Białorusi i w Rosji, łatwiej mi było
głosić po rosyjsku niż po polsku, ponieważ w Polsce od momentu chrztu
służyłam tylko 6 lat, jednak doświadczenie zdobyte w służbie
zagranicznej przydaje mi się również w moim dawnym zborze. Nauczyłam się
cierpliwości, a to jest bardzo ważna i przydatna cecha. Głoszę obecnie
przeważnie na terenie wiejskim i osoby zainteresowane nie zawsze mogą
regularnie przyjeżdżać na zebrania i robić szybkie postępy. Niektórym
starszym osobom pomagam nie tylko w zrozumieniu Pisma Świętego, ale też
w udoskonaleniu sztuki czytania, a to niejednokrotnie wymaga wiele
cierpliwości.
Dziękuję Wam za wasze budujące wypowiedzi i
życzę abyście dalej gorliwością odbijali chwałę Jehowy będąc zarazem
zachętą dla innych! (...aplauz...)
Po wysłuchaniu tych wywiadów co niektórzy mogą
sobie myśleć, czy zastanawiać się, ale co zrobić gdy moja sytuacja
życiowa nie pozwala mi poszerzyć zakresu służby? Rzeczywiście, jednych
ograniczają obowiązki rodzinne, innych słabe zdrowie, jeszcze innych
podeszły wiek lub inne okoliczności. Z tych, czy innych powodów, nie
mogą robić tyle, ile by pragnęli. Ale zamiast uważać, iż taka czy i...
taka sytuacja, czy inne ograniczenia uniemożliwiają służenie Jehowie,
nie powinniśmy popadać w zniechęcenie, ale raczej powinniśmy starać się
jeszcze bardziej pogłębiać swoje poleganie na naszym niebiańskim Ojcu.
Pamiętajmy też, że o wartości chrześcijanina nie decyduje aktywność w
służbie, lecz jego wiara i głębia miłości. Kto miłuje Jehowę całą duszą,
ten służy mu wg swoich najlepszych możliwości i wtedy nie powinien
sądzić, że gorzej odzwierciedla chwałę Bożą, gorzej niż głosiciel
pełnoczasowy. Zawsze pamiętajmy, że ważniejsze od samooceny jest to, co
w nas dostrzega Jehowa. Gdy widzi jak staramy się uzyskać Jego uznanie,
odczuwa nie tyle umiarkowane zadowolenie, ile ogromną radość. Chociaż
to, co osiągamy może nam się wydawać stosunkowo znikome, On cieszy się z
naszej gotowości i szlachetnych pobudek. Jehowa patrzy poza nasze
dokonania. Świetnie to ilustruje, znana nam dobrze, historia o pewnej
wdowie, która wrzuciła do skarbony dwa znikomej wartości pieniążki.
Jezus widząc wielu wrzucających datki, mimo wszystko pochwalił tylko tę
kobietę. Swoim uczniom powiedział, że to ona wrzuciła więcej niż
pozostali. Oni wszyscy wrzucali ze swego nadmiaru, ale ona ze swej nędzy
wrzuciła wszystko, co miała - całe swoje utrzymanie. Tak więc zobaczmy,
za wzór dawania Bogu postawiono osobę, której dar nie miał prawie żadnej
wartości materialnej. Jednakże w oczach Bożych był bezcenny. Podobnie
będzie i w naszym wypadku: Gdy na miarę swych możliwości z całej duszy
odbijamy chwałę Jehowy, On z radością przyjmuje to, na co nas stać. Nie
ma zatem potrzeby porównywać się z drugimi. Tak jak ta wdowa nie
porównywała się może z o wiele bogatszymi Izraelitami, którzy może
wrzucali o wiele większe sumy do skarbon. My również nie musimy się, nie
powinniśmy się porównywać, tym bardziej, że w Liście do Galatów w
6 rozdziale, wersecie 4 i 5 znajdujemy taką oto przestrogę:
'' Ale niech każdy sprawdza, jakie jest jego
dzieło, a wtedy będzie miał powód do radosnego uniesienia ze względu na
samego siebie, a nie w porównaniu z drugim. Każdy bowiem poniesie swój
własny ciężar. ''
Poza tym, odzwierciedlamy chwałę Jehowy nie po
to, by zaznawać chwały w oczach ludzi, lecz chcemy sprawiać radość
naszemu niebiańskiemu Ojcu. Dlatego szukajmy sposobu by czynić dla Niego
jeszcze więcej. Być może uda się nam tak ułożyć swe sprawy by usługiwać
jako pionier stały. A może mógłbyś rozsmakować się w pomocniczej służbie
pionierskiej? Tak czy inaczej, każdy z nas obojętnie ile czasu poświęci
na głoszenie dobrej nowiny, może mimo wszystko pałać duchem pionierskim.
A przypomnę, że pojęcie to, czyli ''duch pionierski'', można określić,
jako pozytywne nastawienie do nakazu głoszenia i pozyskiwania uczniów.
Pełne angażowanie się w okazywaniu ludziom miłości i troski,
przejawianie ducha ofiarności i znajdowanie upodobania w rzeczach
duchowych, a nie materialnych. I właśnie, drodzy, program tego
Zgromadzenia Okręgowego wyraźnie uzmysławia nam, iż przejawianie takiego
ducha jest szczególnie ważne w dniach końca. Musimy mieć głęboko w
umyśle i sercu fakt, iż Jezus zdjął zasłonę dzięki czemu dociera do nas
chwała Jehowy. My natomiast ze swej strony, postępujemy jak Mojżesz
przebywający w obecności Stwórcy i nie zakrywamy swych serc przed chwałą
Bożą. Raczej: podziwiamy jej odblask na obliczu Jezusa Chrystusa i z
gorliwością niesiemy drugim światło chwały Bożej.
Do takiej wzmożonej aktywności pobudza nas
również świadomość tego, o czym wspomniał Paweł w 2 Liście do
Koryntian, 4 rozdziale, wersecie 4. Zobaczmy: List do Koryntian, 4
rozdział, werset 4, pisał:
'' wśród których bóg tego systemu rzeczy
zaślepił umysły niewierzących, aby nie mogło przeniknąć oświecenie
chwalebną dobrą nowiną o Chrystusie, który jest obrazem Boga. ''
Pamiętajmy kochani, że dobra nowina jest
zakryta dla wielu osób, gdyż umysły ich zaślepił Szatan Diabeł. Jeśli
nie wyrwą się z jego więzów i z religii fałszywej, czeka ich niechybna
zagłada. Będąc pod wpływem ciemności duchowych panujących w dzisiejszym
świecie, sami zakładają sobie na oczy zasłonę, gdyż tak, jak przed
chwilą czytaliśmy, nie pozwalają, by mogło do nich przeniknąć oświecenie
chwalebną dobrą nowiną o Chrystusie. Po prostu ludzie o zaślepionych
umysłach nie chcą wierzyć. Przez niewiarę wydają swe umysły na pastwę
demonów. Nie potrafią dostrzec chwały Jehowy, ani odblasku na obliczu
większego Mojżesza - Jezusa Chrystusa.
I dlatego musimy nią w dalszym ciągu świecić.
Jako lud Jehowy czerpiemy chwalebne światło z Biblii i niesiemy je
drugim. Jest to zgodne z kolejnym wersetem z tego 2 Listu do
Koryntian, 4 rozdziału, a werset 6. Paweł tu pisze:
'' Bo właśnie Bóg rzekł: 'Z ciemności niech
zajaśnieje światło', on też oświetlił nasze serca, by je oświecić
chwalebnym poznaniem Boga poprzez oblicze Chrystusa. ''
Tak więc wszyscy słudzy Boży są nosicielami
światła i odbijają Jego chwałę niczym zwierciadła. Musimy ją
odzwierciedlać i świecić dla tych, którzy... którym grozi zagłada, bo
pozostają w ciemnościach duchowych. Niczym te latarnie morskie starajmy
się, aby snop odbitego przez nas światła była jak najdłuższy i zataczał
jak największy krąg. Wtedy jeszcze więcej osób będzie mogło dojrzeć to
światło.
Przeobrażajmy zatem swe życie na wzór Jezusa
Chrystusa i wytężajmy siły w zaszczytnej służbie, dzięki której
ukazujemy innym to chwalebne światło. Jak pisał apostoł Paweł w Liście
do Hebrajczyków, 13 rozdziale, wersecie 15:
''Przez niego zawsze składajmy Bogu ofiarę
wysławiania, to jest owoc warg publicznie wyznających jego imię''
Przejdź do pierwszej części sympozjum:
''Rozgłaszając wszędzie dobrą nowinę''
Przejdź do drugiej części
sympozjum:
''Usuwając
zasłonę z zaślepionych umysłów''