Strona główna / Wykłady kongresowe / Sympozjum cz. 3

Tematyczny spis wszystkich artykułów


 

Wykłady kongresowe A.D. 2003

 

 

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)

 

A teraz posłuchajmy ''nadzorcę obwodu'', brata Grzegorza Kołodyńskiego, który wyjaśni, jak możemy odzwierciedlać chwałę Bożą poszerzając zakres swej służby kaznodziejskiej.


''Poszerzając zakres swej służby kaznodziejskiej''

 

Był schyłek XIX wieku. Dobiegał końca pewien pięciotygodniowy, wyczerpujący rejs po Atlantyku.  Pasażerowie spodziewali się, że lada dzień ujrzą ląd. Wtem, na horyzoncie, pojawiło się światło, samotna gwiazda. Tak naprawdę nie była to gwiazda, lecz latarnia. ''Kiedy dostrzegliśmy światło, rzuciliśmy się na kolana i dziękowaliśmy Bogu'' - opowiadał jeden z pasażerów. Dlaczego? Bo właśnie to światło doprowadziło ich bezpiecznie do celu podróży.

Przytoczyłem tą historię, bo w całym tym sympozjum dość mocno podkreślamy konieczność odbijania chwały naszego Boga. Tak jak świecąca latarnia morska wskazująca właściwą drogę, tak my musimy świecić pełnym blaskiem.

Może, drodzy, w tym miejscu, jeszcze raz wróćmy do 2 Listu do Koryntian, 3 rozdziału, wersetu 18, kluczowego wersetu, jeżeli chodzi o to sympozjum i przypomnijmy sobie jeszcze raz zachętę, jakiej udzielił nam tutaj apostoł Paweł. 2 List do Koryntian, 3 rozdział, werset 18:

'' I my wszyscy, z odsłoniętymi obliczami odbijając niczym zwierciadła chwałę Jehowy, jesteśmy przeobrażeni (oryg. zapis jak odczytano) w ten sam obraz, z chwały w chwałę, dokładnie tak, jak to sprawia Jehowa, ów Duch. ''

Apostoł Paweł nawiązał, jak sobie przypominamy - jak wspomniał to pierwszy mówca w tym sympozjum, nawiązał tutaj apostoł Paweł do dziejów Izraela, gdy przy górze Synaj otrzymali Prawo od Jehowy. Z Bogiem kontaktował się wtedy bezpośrednio Mojżesz, a gdy wracał do swego Ludu, jego twarz promieniała blaskiem. Działo się z nim podobnie, jak w przypadku substancji fosforyzującej, która poddana działaniu światła, w nocy - świeci. Tak i Mojżesz, pośrednik Izraelitów, jaśniał odblaskiem chwały Jehowy, co dowodziło, że przebywał przed Stwórcą. Niemniej, jest to bardzo istotny szczegół, niemniej Izraelici bali się widoku chwały Bożej na obliczu ich pośrednika i dlatego prosili, że gdy będzie stawał przed nimi, żeby zakrywał swą twarz. W omawianej sytuacji Mojżesz jest trafnym symbolem Jezusa Chrystusa. Ten ''większy pośrednik'', tak jak jego poprzednik, nie boi się patrzeć wprost na chwałę Jehowy. Co więcej, zdjął on zasłonę by objawić nam swego niebiańskiego Ojca Jehowę. W związku z tym i my musimy jaśnieć, gdyż dzięki Jezusowi dociera do nas światło Prawdy. Jak, wspomniane wcześniej latarnie, błyszczymy pełnym blaskiem, gdy za pośrednictwem obwieszczanej przez nas dobrej nowiny jaśnieje chwała Boga. Mamy więc, zobaczmy drodzy, ważkie powody by w dalszym ciągu odbijać to życiodajne światło. Aby czynić to skutecznie musimy coraz dokładniej naśladować Boga. To przecież On jest źródłem nadziei i dobrej nowiny. Im ściślej się na Nim wzorujemy, tym lepiej odzwierciedlamy Jego chwałę. Kiedy jeszcze raz popatrzymy do 2 Listu do Koryntian, 3 rozdziału, wersetu 18, Paweł w tym tekście podkreślił, iż mamy być przeobrażeni w chwałę. W praktyce oznacza to, że im więcej tej świetlistej chwały do nas dociera, tym bardziej musimy nią jaśnieć. I jaśniejemy, gdy głosimy dobrą nowinę i staramy się przykładnie postępować. Gorliwie popierając sprawy Królestwa sami odnosimy niemały pożytek, gdyż taka postawa znakomicie przyspiesza robienie postępów duchowych. Dlatego stoi przed nami otworem wiele dziedzin służby, np. stała, lub pomocnicza służba pionierska, usługiwanie w zborze obcojęzycznym, albo tam, gdzie są większe potrzeby.

Zapewne zastanawiacie się, jak osiągnąć te, lub temu podobne cele? Posłuchajcie jak te cele można osiągać, posłuchajcie zaproszonych  przeze mnie tutaj gości na podium, którzy opowiedzą, jak oni starają się w swoim życiu odbijać tą chwałę.

Prowadzący: Małżeństwo braci Zglińskich od półtora roku działa na terenie, gdzie są większe potrzeby. Powiedzcie, co was skłoniło do opuszczenia rodzinnych stron by przenieść się do zboru w Sławkowie?

 

Żona: Jako oddani słudzy Boży zaczęliśmy bardziej dostrzegać różne błogosławieństwa jakich doznajemy od Jehowy. To pobudziło nasze serca do okazania jeszcze większej wdzięczności przez podjęcie służby pionierskiej.

 

Mąż: Poza tym dostrzegliśmy, że w poprzednim zborze bracia świetnie sobie radzili w dziele ewangelizacji czy też w życiu zborowym. Chociaż mieliśmy ustabilizowaną sytuację materialną i życiową, to jednak z niecierpliwością czekaliśmy, aż Wandzia przejdzie na emeryturę, by stawić się do dyspozycji tam, gdzie są większe potrzeby. Naszym celem było przez kilka lat wpierać zbór do którego zostaniemy skierowani.

 

Prowadzący: Z tego co wiem, doświadczacie wielu błogosławieństw od Jehowy, bo na nowym terenie prowadzicie już sporo studiów biblijnych.

 

Żona: Tak, to prawda. Razem z mężem pomagamy obecnie 16 osobom w poznaniu Prawdy ze słowa Bożego.

 

Prowadzący: To spora grupa osób. Na jakie więc wysiłki się zdobywacie, żeby wspierać zainteresowanych?

 

Żona: Może posłużę się przykładem. Od kilku miesięcy jeden z zainteresowanych jest poważnie chory. Odwiedzamy go w szpitalu zachowując takie pogodne nastawienie, a rozmowami wzbudzamy głębokie przeświadczenie dobroci Jehowy. Spotykamy się też z jego rodziną, by również i ich wspierać w tej ciężkiej sytuacji. Staramy się wzbudzać w nich ufność w postanowienia Jehowy i że Jego imię jest potężną wieżą właśnie w tej ciężkiej sytuacji.

 

Mąż: Czasem trzeba zrezygnować z własnego planu i go skorygować. Niektórym zainteresowanym pora studium pasuje akurat w nietypowej dla nas porze. Zdarza się, że takie osoby dzwonią, bo mają problem. Wówczas decyduję się od razu na rozmowę, gdyż czuję, że ktoś takiej oczekuje pomocy, czy wsparcia już teraz, a nie np. za dwa, trzy dni, jak mamy przyjść na studium. Potrzebna jest też elastyczność, gdyż zdarza się często, że nie prowadzimy studium, chociaż w tym celu przyszliśmy do zainteresowanych.

 

Prowadzący: Jakie rezultaty daje takie dostosowywanie się do potrzeb osób, z którymi się spotykacie?

 

Mąż: Np. wspólnie z żoną prowadzimy studium z panią Elą w średnim wieku. Bardzo często jest przytłaczana wieloma problemami, a do tego twierdzi, iż nie podoła, by cieszyć się przychylnością Jehowy. Wtedy podajemy jej przykłady, czytamy doświadczenia, podnosimy na duchu. Dzięki tym wysiłkom ostatnio ta pani daje wyraźne dowody pozytywnych zmian. Przestała krzyczeć, od około 3 miesięcy, podczas naszej obecności, ubiera się stosownie do studium, częściej bywa na zebraniach, darzy nas większym, nawet głębokim zaufaniem. Wszystko to efekt ponad rocznej, trudnej, wyczerpującej emocjonalnie pracy.

 

Żona: W tym miejscu chciałabym dodać, że dużą rolę odgrywa okazywanie ciepła i serdecznych uczuć. Studiujemy z 20-letnią Asią. W trakcie rozmów okazaliśmy troskę o jej narzeczonego. Gdy mieliśmy okazję z nim zamienić kilka zdań, czyniliśmy to okazując zainteresowanie wszystkim, co mówił. Dało to piękny efekt, bo również i on przyłączył się do studium.

 

Prowadzący: To piękne. Powiedzcie na koniec, co jeszcze czynicie, by poszerzać zakres swej służby?

 

Żona: Od jakiegoś czasu dokładam szczególnych starań by pozyskać stałych czytelników. Jest ich obecnie 25, ale nie jest to jednak cel sam w sobie. Głównym celem jest pomaganie im w poznawaniu Prawdy ze słowa Bożego. Spośród tych 25 osób, 10 już studiuje, z 3 rozpoczęłam takowe studium, a kilka innych dobrze rokuje na najbliższą przyszłość.

 

Mąż: Myślę, iż najlepszym dowodem, jak bardzo zależy nam by jeszcze w pełniejszej mierze odbijać chwałę Jehowę (oryg.) jest to, że sprzedaliśmy mieszkanie w Zabrzu i przenieśliśmy się na stałe do Sławkowa. Chociaż wcześniej planowaliśmy tylko na kilka lat przenieść się na teren, gdzie są większe potrzeby, to teraz zmieniliśmy zdanie. Pragniemy aby Jehowa wykorzystał nas w jeszcze pełniejszej mierze dla tego zboru i dla ludzi, którzy akurat mieszkają na jego terenie. Cieszy nas również, że nasz niebiański Ojciec posłużył się nami by inni mogli poszerzyć zakres swej służby. Przyjechała do Sławkowa nasze wychowanka w Prawdzie, która jest już od pół roku pionierką oraz nasz młody przyjaciel, który od czerwca jest stałym pionierem i starszym zboru. Naprawdę mamy wiele powodów do radości.


Prowadzący: Kolejną osobą, która w swym życiu stara się odzwierciedlać chwałę Jehowy jest brat Roman Knapik ze zboru Jaworzno Jeleń.

Jako głowa rodziny, pracujesz w pełnym wymiarze godzin, poza tym usługujesz w zborze jako starszy, wchodzisz w skład Komitetu Użytkowania tego Centrum, jak również jesteś nadzorca zgromadzeń obwodowych. Pomimo tylu zajęć i obowiązków starasz się przynajmniej raz w roku podjąć pomocniczą służbę pionierską. Jak osiągasz ten cel?

 

Brat Roman: No nie jest to naprawdę łatwe. Muszę tak planować swój czas, aby zachowywać równowagę pomiędzy służbą pionierską, obowiązkami zborowymi i rodzinnymi oraz pracą zawodową. Najczęściej na okres, w którym chcę być pionierem, rezerwuję urlop. Staramy się wtedy całą rodziną wyjechać na tereny, gdzie są większe potrzeby i uczestniczyć w ośrodku pionierskim.

 

Prowadzący: Czy twój wysiłek ogranicza się tylko do dobrego planowania?

 

Brat Roman: No nie, oczywiście, że nie. Potrzebna jest również ofiarność. Chcąc wyjechać na ośrodek pionierski najczęściej rezygnujemy z innych form wypoczynku, np. wyjazdu na wczasy. Poza tym, nie zawsze da się wziąć urlop. Wtedy staram się być pionierem na terenie naszego macierzystego zboru i bardzo dokładnie planuję swój udział w służbie. Ograniczam do minimum czas na odpoczynek, staram się nie oglądać telewizji, poza tym pomaga mi też rodzina. Nie planujemy wtedy żadnych prac przy domu, a wszyscy członkowie mojej rodziny starają się odciążyć mnie z zajęć domowych, tak abym mógł jak najlepiej wykorzystywać czas.

 

Prowadzący: Jaką czerpiesz radość z pełnienia tej służby?

 

Brat Roman: Wiesz, już sama możliwość posługiwania się Biblią, aby rozwiewać różne wątpliwości, czy odpowiadać na nurtujące pytania daje ogromną satysfakcję. Ale największą radość daje możliwość dzielenia się Prawdą z osobami, które okazują prawdziwe zainteresowanie i udzielania im pomocy.

 

Prowadzący: Opowiedz może jakieś przeżycie ilustrujące tą sprawę.

 

Brat Roman: Przypominam sobie taką sytuację, kiedy młoda dziewczyna musiała wyprowadzić się z domu, gdyż jej rodzice nie zgodzili się by została Świadkiem Jehowy. Była ona zdecydowana oddać swe życie na spełnianie woli Bożej. Rodzice nie zostawili jej wyboru. Musiała opuścić dom, chociaż był to akurat miesiąc, w którym miała pisać maturę. Zamieszkała wtedy u nas na kilka miesięcy. Całą rodziną staraliśmy się, aby jej pomagać. Przezwyciężyła tę trudną dla niej sytuację. Chcieliśmy jej pomóc, aby zdołała... zdała egzamin maturalny i zachowała zapał do poznawania Jehowy i Jego zamierzenia. Jehowa pobłogosławił naprawdę te wysiłki. Egzamin maturalny zdała bez trudności, a na najbliższym Zgromadzeniu oddała swe życie na spełnianie woli Bożej i służy Jehowie do dzisiaj.

 

Prowadzący: To wspaniale. Powiedz Romku, jak jeszcze głoszenie na ośrodkach pionierskich pomaga  ci świecić ku chwale Jehowy?

 

Brat Roman: No przede wszystkim głoszenie na terenach, gdzie są większe potrzeby to bardzo dobra sposobność mądrego wykorzystania czasu oraz tego co mam, a więc swoich sił, zdrowia, środków finansowych, tak, aby pomagać innym ludziom prowadzić naprawdę szczęśliwe życie, którego ja z rodziną już zaznaję. Poza tym poświęcając codziennie czas na dzielenie się z ludźmi dobrą nowiną, można spotkać naprawdę wielu interesujących ludzi. Na jednym z ośrodków, pracowaliśmy miejscowość niedaleko Jasła. Na początku spotkaliśmy pana, który chociaż był bardzo zagorzałym katolikiem, zadawał naprawdę wiele pytań i słuchał uważnie naszych odpowiedzi, które staraliśmy się popierać Biblią. W pewnym momencie mężczyzna ten zauważył, że nasza wiara rzeczywiście oparta jest na słowie Bożym. Rozmowa ta rozbudziła w nim chęć lepszego poznania słowa Bożego, a nam dała naprawdę wiele radości i zachęciła nas do dalszego działania.

Jeszcze więcej radości sprawiła nam wizyta w kolejnym domu. Spotkaliśmy tam panią, która powiedziała nam, że czekała na wizytę Świadków Jehowy. Spotykanie takich osób, pomaganie im, chociaż w niewielkiej mierze, to radość, której nie da się naprawdę opowiedzieć. Ale jeszcze większą sprawia radość spotykanie naszych drogich braci, do których kiedyś zachodziło się z ziarnem Prawdy.


Prowadzący: Ostatnią osobą zaproszoną przeze mnie jest siostra Irena Sławińska. Wiem, że od momentu usymbolizowania swego oddania Jehowie, starałaś się gorliwie spełniać Jego wolę. Powiedz, jakie wysiłki podejmowałaś po poznaniu Prawdy, by pełniej odzwierciedlać Jego chwałę.

 

Siostra Irena: Zaraz po chrzcie zgłosiłam się do pomocniczej służby pionierskiej i gdy tylko zaczęłam spełniać wymagania podjęłam stałą służbę pionierską. Po jakimś czasie, w naszym zborze, podejmowały tą służbę coraz to nowe osoby i kiedyś wspólnie z trzema innymi pionierkami zdecydowałyśmy się poszerzyć zakres swojej służby - wyjechałyśmy wtedy na teren, gdzie były większe potrzeby. Ja trafiłam do zboru ''Puławy - Centrum'' i dostałam teren w takim pięknym miasteczku, w Kazimierzu Dolnym, w którym pełniłam służbę pionierską przez 4 lata, aż do czasu, gdy otrzymałam zaproszenie do pełnienia specjalnej służby pionierskiej na Białorusi.

 

Prowadzący: Co cię pobudziło do stawienia się by głosić dobrą nowinę na terenie zagranicznym?

 

Siostra Irena: Takim bezpośrednim bodźcem było zaproszenie jednego z pionierów specjalnych, który już pełnił taką służbę na Ukrainie. Ja to zaproszenie usłyszałam w filmie nakręconym przez naszych braci, którzy uczestniczyli w Kongresie Międzynarodowym w Kijowie w 1993 roku.

 

Prowadzący: Ale tego misjonarskiego ducha z pewnością musiałaś pielęgnować wcześniej.

 

Siostra Irena: Tak, to prawda. Pragnienie to pojawiło się u mnie jeszcze w czasie, gdy zapoznawałam się z Prawdą i na pewno ogromną rolę w tym odegrały artykuły ze ''Strażnicy'', w których wieloletni misjonarze opowiadali o tej służbie, a także bardzo zachęcające relacje z zakończenia nauki w szkole ''Gilead''.

 

Prowadzący: Wyjeżdżając za granicę musiałaś się nauczyć nowego języka. Czy chętnie podjęłaś się tego wysiłku?

 

Siostra Irena: Muszę przyznać, że to nie było takie proste. Wielu Polaków i również ja, uważałam, że język rosyjski jest bardzo podobny do białoruskiego i dlatego nie ma specjalnej potrzeby uczyć się tego języka. Jednak po jakimś czasie zauważyłam, że głosząc z rosyjskimi głosicielami, że oni bardzo często powtarzają moje słowa, to co ja powiedziałam w służbie.

 

Prowadzący: Dlaczego to robili?

 

Siostra Irena: Też o to spytałam jedną siostrę i w odpowiedzi usłyszałam, że inaczej to ludzie by nie zrozumieli, po co my przyszłyśmy. Byłam tym trochę zdziwiona, więc siostra wyjaśniła mi, że mi się tylko wydaje, że mówię po rosyjsku. Wtedy to zrozumiałam, że chcąc dobrze głosić, dawać gruntowne świadectwo na nowym terenie, muszę poświęcić sporo czasu na naukę tego języka. I taką największą pomocą w tym względzie byli dla mnie bracia, a także szczerzy ludzie, którzy bardzo chętnie korygowali moje błędy językowe, tym bardziej, że niektóre z nich były dosyć zabawne.

 

Prowadzący: Możesz podać jakiś przykład?

 

Siostra Irena: Przypominam sobie jedno ze studiów biblijnych, które prowadziłam na podstawie książki ''Żyć wiecznie'' i przy omawianiu tematu drukowania i transportu literatury, powiedziałam, że literatury (oryg.), którą drukuje się w Brooklynie rozwozi się na ''tankach'', czyli czołgami. A przyszłyśmy na to studium z jedną ze sióstr, też która przyjechała z Polski i była ulewa w tym dniu. I na przywitanie... drzwi do mieszkania otworzył nam mąż zainteresowanej pani i siostra, która była ze mną na przywitanie powiedziała, że jest na ulicy taka ulewa, że nawet ''trusy pramokli''. Chciała po prostu powiedzieć, że pantofle przemoczyła, po rosyjsku ''tufli'', a powiedziała, że przemoczyła majtki.

 

Prowadzący: Jakich błogosławieństw zaznałaś odzwierciedlając chwałę Jehowy na tym zagranicznym terenie?

 

Siostra Irena: Najwięcej radości sprawia mi rozmawianie z ludźmi o Bogu, a służba zagraniczna daje w tym względzie wspaniale możliwości. Cieszę się, że mogłam pomóc niektórym osobom zbliżyć się do Jehowy. Pierwsze studium, które założyłam na Białorusi, było z pewnym Polakiem, który zbiegł z kraju przed odpowiedzialnością za przestępstwa gospodarcze. Po jakimś czasie, gdy dokładnie zrozumiał Boże zasady i uwierzył, że Bóg przygotował dla posłusznych ludzi wspaniałą przyszłość, on również zapragnął dzielić się poznanymi Prawdami z innymi ludźmi. Musiał jednak pokonać przeszkody, które kiedyś wydawały się jemu nie do przezwyciężenia. Jednak i w tym przypadku okazały się prawdziwe słowa, które napisał Paweł w Liście do Hebrajczyków w 4 rozdziale, a 12 wersecie. Ten młody człowiek napisał list do prokuratury, że chce się dobrowolnie oddać w ręce władz i z tym listem w kieszeni zdecydował się wrócić do kraju. Został aresztowany zaraz po przekroczeniu polskiej granicy. Ja bardzo się ucieszyłam, gdy po jakimś czasie zadzwonił do mnie z Polski i podzielił się wspaniałymi informacjami.

 

Prowadzący: Jakimi?

 

Siostra Irena: Powiedział, że po odbyciu kary i uregulowaniu spraw rodzinnych został naszym bratem.

 

Prowadzący: Na jakie wysiłki dalej się zdobywasz głosząc obecnie w naszym kraju?

 

Siostra Irena: Ze względu na sytuację, jaka wytworzyła się w Rosji, po prawie 9 latach musiałam wrócić do Polski. Z wielu powodów nie było to dla mnie łatwe. Nawet to, że po tylu latach spędzonych na Białorusi i w Rosji, łatwiej mi było głosić po rosyjsku niż po polsku, ponieważ w Polsce od momentu chrztu służyłam tylko 6 lat, jednak doświadczenie zdobyte w służbie zagranicznej przydaje mi się również w moim dawnym zborze. Nauczyłam się cierpliwości, a to jest bardzo ważna i przydatna cecha. Głoszę obecnie przeważnie na terenie wiejskim i osoby zainteresowane nie zawsze mogą regularnie przyjeżdżać na zebrania i robić szybkie postępy. Niektórym starszym osobom pomagam nie tylko w zrozumieniu Pisma Świętego, ale też w udoskonaleniu sztuki czytania, a to niejednokrotnie wymaga wiele cierpliwości.

Dziękuję Wam za wasze budujące wypowiedzi i życzę abyście dalej gorliwością odbijali chwałę Jehowy będąc zarazem zachętą dla innych! (...aplauz...)

Po wysłuchaniu tych wywiadów co niektórzy mogą sobie myśleć, czy zastanawiać się, ale co zrobić gdy moja sytuacja życiowa nie pozwala mi poszerzyć zakresu służby? Rzeczywiście, jednych ograniczają obowiązki rodzinne, innych słabe zdrowie, jeszcze innych podeszły wiek lub inne okoliczności. Z tych, czy innych powodów, nie mogą robić tyle, ile by pragnęli. Ale zamiast uważać, iż taka czy i... taka sytuacja, czy inne ograniczenia uniemożliwiają służenie Jehowie, nie powinniśmy popadać w zniechęcenie, ale raczej powinniśmy starać się jeszcze bardziej pogłębiać swoje poleganie na naszym niebiańskim Ojcu. Pamiętajmy też, że o wartości chrześcijanina nie decyduje aktywność w służbie, lecz jego wiara i głębia miłości. Kto miłuje Jehowę całą duszą, ten służy mu wg swoich najlepszych możliwości i wtedy nie powinien sądzić, że gorzej odzwierciedla chwałę Bożą, gorzej niż głosiciel pełnoczasowy. Zawsze pamiętajmy, że ważniejsze od samooceny jest to, co w nas dostrzega Jehowa. Gdy widzi jak staramy się uzyskać Jego uznanie, odczuwa nie tyle umiarkowane zadowolenie, ile ogromną radość. Chociaż to, co osiągamy może nam się wydawać stosunkowo znikome, On cieszy się z naszej gotowości i szlachetnych pobudek. Jehowa patrzy poza nasze dokonania. Świetnie to ilustruje, znana nam dobrze, historia o pewnej wdowie, która wrzuciła do skarbony dwa znikomej wartości pieniążki. Jezus widząc wielu wrzucających datki, mimo wszystko pochwalił tylko tę kobietę. Swoim uczniom powiedział, że to ona wrzuciła więcej niż pozostali. Oni wszyscy wrzucali ze swego nadmiaru, ale ona ze swej nędzy wrzuciła wszystko, co miała - całe swoje utrzymanie. Tak więc zobaczmy, za wzór dawania Bogu postawiono osobę, której dar nie miał prawie żadnej wartości materialnej. Jednakże w oczach Bożych był bezcenny. Podobnie będzie i w naszym wypadku: Gdy na miarę swych możliwości z całej duszy odbijamy chwałę Jehowy, On z radością przyjmuje to, na co nas stać. Nie ma zatem potrzeby porównywać się z drugimi. Tak jak ta wdowa nie porównywała się może z o wiele bogatszymi Izraelitami, którzy może wrzucali o wiele większe sumy do skarbon. My również nie musimy się, nie powinniśmy się porównywać, tym bardziej, że w Liście do Galatów w 6 rozdziale, wersecie 4 i 5 znajdujemy taką oto przestrogę:

'' Ale niech każdy sprawdza, jakie jest jego dzieło, a wtedy będzie miał powód do radosnego uniesienia ze względu na samego siebie, a nie w porównaniu z drugim. Każdy bowiem poniesie swój własny ciężar. ''

Poza tym, odzwierciedlamy chwałę Jehowy nie po to, by zaznawać chwały w oczach ludzi, lecz chcemy sprawiać radość naszemu niebiańskiemu Ojcu. Dlatego szukajmy sposobu by czynić dla Niego jeszcze więcej. Być może uda się nam tak ułożyć swe sprawy by usługiwać jako pionier stały. A może mógłbyś rozsmakować się w pomocniczej służbie pionierskiej? Tak czy inaczej, każdy z nas obojętnie ile czasu poświęci na głoszenie dobrej nowiny, może mimo wszystko pałać duchem pionierskim. A przypomnę, że pojęcie to, czyli ''duch pionierski'', można określić, jako pozytywne nastawienie do nakazu głoszenia i pozyskiwania uczniów. Pełne angażowanie się w okazywaniu ludziom miłości i troski, przejawianie ducha ofiarności i znajdowanie upodobania w rzeczach duchowych, a nie materialnych. I właśnie, drodzy, program tego Zgromadzenia Okręgowego wyraźnie uzmysławia nam, iż przejawianie takiego ducha jest szczególnie ważne w dniach końca. Musimy mieć głęboko w umyśle i sercu fakt, iż Jezus zdjął zasłonę dzięki czemu dociera do nas chwała Jehowy. My natomiast ze swej strony, postępujemy jak Mojżesz przebywający w obecności Stwórcy i nie zakrywamy swych serc przed chwałą Bożą. Raczej: podziwiamy jej odblask na obliczu Jezusa Chrystusa i z gorliwością niesiemy drugim światło chwały Bożej.

Do takiej wzmożonej aktywności pobudza nas również świadomość tego, o czym wspomniał Paweł w 2 Liście do Koryntian, 4 rozdziale, wersecie 4. Zobaczmy: List do Koryntian, 4 rozdział, werset 4, pisał:

'' wśród których bóg tego systemu rzeczy zaślepił umysły niewierzących, aby nie mogło przeniknąć oświecenie chwalebną dobrą nowiną o Chrystusie, który jest obrazem Boga. ''

Pamiętajmy kochani, że dobra nowina jest zakryta dla wielu osób, gdyż umysły ich zaślepił Szatan Diabeł. Jeśli nie wyrwą się z jego więzów i z religii fałszywej, czeka ich niechybna zagłada. Będąc pod wpływem ciemności duchowych panujących w dzisiejszym świecie, sami zakładają sobie na oczy zasłonę, gdyż tak, jak przed chwilą czytaliśmy, nie pozwalają, by mogło do nich przeniknąć oświecenie chwalebną dobrą nowiną o Chrystusie. Po prostu ludzie o zaślepionych umysłach nie chcą wierzyć. Przez niewiarę wydają swe umysły na pastwę demonów. Nie potrafią dostrzec chwały Jehowy, ani odblasku na obliczu większego Mojżesza - Jezusa Chrystusa.

I dlatego musimy nią w dalszym ciągu świecić. Jako lud Jehowy czerpiemy chwalebne światło z Biblii i niesiemy je drugim. Jest to zgodne z kolejnym wersetem z tego 2 Listu do Koryntian, 4 rozdziału, a werset 6. Paweł tu pisze:

'' Bo właśnie Bóg rzekł: 'Z ciemności niech zajaśnieje światło', on też oświetlił nasze serca, by je oświecić chwalebnym poznaniem Boga poprzez oblicze Chrystusa. ''

Tak więc wszyscy słudzy Boży są nosicielami światła i odbijają Jego chwałę niczym zwierciadła. Musimy ją odzwierciedlać i świecić dla tych, którzy... którym grozi zagłada, bo pozostają w ciemnościach duchowych. Niczym te latarnie morskie starajmy się, aby snop odbitego przez nas światła była jak najdłuższy i zataczał jak największy krąg. Wtedy jeszcze więcej osób będzie mogło dojrzeć to światło.

Przeobrażajmy zatem swe życie na wzór Jezusa Chrystusa i wytężajmy siły w zaszczytnej służbie, dzięki której ukazujemy innym to chwalebne światło. Jak pisał apostoł Paweł w Liście do Hebrajczyków, 13 rozdziale, wersecie 15:

''Przez niego zawsze składajmy Bogu ofiarę wysławiania, to jest owoc warg publicznie wyznających jego imię''


Przejdź do pierwszej części sympozjum:

''Rozgłaszając wszędzie dobrą nowinę''

 

Przejdź do drugiej części sympozjum:

''Usuwając zasłonę z zaślepionych umysłów''


Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O. sierpień 2003