Strona główna / Wykłady kongresowe / ''Nasze dzieci...

Tematyczny spis wszystkich artykułów


 

Wykłady kongresowe A.D. 2003

 

 

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)


Organizacja Jehowy żywo interesuje się najmłodszymi. Rodzice, czego waszym dzieciom najbardziej potrzeba w dniach ostatnich? Jakich pomocy dostarcza wam Organizacja Jehowy? Zapraszam zarówno młodych, jak i starszych, do uważnego wysłuchania brata Klaudiusza Skowrona, który wygłosi przemówienie: ''Nasze dzieci - cenne dziedzictwo''. Prosimy bracie Skowron.
 

''Nasze dzieci - cenne dziedzictwo''

 

Pomyślmy, jakiego cudu dokonał Bóg umożliwiając narodziny pierwszego dziecka na ziemi. Oboje rodzice, Adam i Ewa, dali cząstkę siebie, w wyniku czego, w łonie Ewy, mogła się ukształtować nowa istota ludzka. Aż po dziś dzień przyjście dziecka na świat określa się mianem "cudu narodzin". Pomówmy więc przez chwilę, jak dochodzi do tego zdumiewającego wydarzenia. W następstwie cielesnego zespolenia ojca i matki powstaje zapłodniona komórka, z której - w ciągu zaledwie 270 dni - rozwija się niemowlę. Jego ciało składa się z miliardów komórek należących do przeszło 200 typów. Pomyśl tylko: pierwotna komórka, która powstała z komórek ojca i matki, zawiera informacje potrzebne do utworzenia mnóstwa różnorodnych tkanek. Dzięki cudownie zaprojektowanemu procesowi, którego człowiek nie potrafi w pełni zrozumieć, te miliardy komórek powstają w odpowiedniej kolejności i w odpowiedni sposób, żeby utworzyć żywą istotę. Komu więc wasze dziecko tak naprawdę zawdzięcza swe istnienie? Oczywiście, inteligentnemu Stwórcy. Jeden z pisarzy w Biblii śpiewał w Psalmie 100, a wersecie 3:

"Wiedzcie, że Jehowa jest Bogiem, to On nas uczynił, a nie my sami siebie." 

Rodzice, dobrze wiecie, że to nie dzięki jakimś własnym wybitnym zasługom wydaliście na świat tę maleńką kruszynę. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Tylko nieskończenie mądry Bóg mógł sprawić, że w łonie matki w tak cudowny sposób powstaje nowa istota ludzka. Ale czy Jehowa jest obojętnym stwórcą, który poprzestał na zapoczątkowaniu procesu umożliwiającego wydawanie na świat potomstwa? Ale skąd! Zwróćmy uwagę na natchnioną wypowiedź biblijną zanotowaną tym razem w Psalmie 127, a wersecie 3. Czytamy tu: 

"Oto synowie są dziedzictwem od Jehowy, owoc łona jest nagrodą."

Rozważając ten tekst, zastanówmy się, czym jest dziedzictwo i o czym ono świadczy. Dziedzictwo jest swego rodzaju darem. Aby przekazać je potomstwu, niektórzy rodzice długo i ciężko pracują. Dziedzictwem mogą być pieniądze, posiadłości, albo jakaś szczególnie cenna rzecz. W każdym razie, taka spuścizna świadczy o miłości rodziców do dziecka. W Biblii czytamy, że dzieci są dziedzictwem od Boga, są więc darem od Niego, darem wypływającym z miłości. Czy twoje czyny dowodzą, że uważasz swoje pociechy za dar, który powierzył ci sam Stwórca Wszechświata? Zwróćmy uwagę na to, jaki stosunek do dzieci miał Jezus Chrystus. Jego przykład jest szczególnie ważny dla rodziców. Zobaczmy więc, jak Jezus interesował się dziećmi. Przede wszystkim poświęcał im czas i to nawet wtedy, gdy przeżywał trudne chwile lub był bardzo zajęty. Kiedy po raz ostatni wędrował z Jerozolimy, gdzie się - jak wiedział (oryg.) czekały go cierpienia i śmierć, ludzie przyprowadzali do niego małe dzieci. W 10 rozdziale Ewangelii wg Marka, wersetach 13 i 14 czytamy, że uczniowie próbowali nie dopuścić do niego dzieci. Być może chcieli go uchronić przed dodatkowym stresem. Ale Jezus ich zganił. O jego miłości do najmłodszych świadczą słowa zapisane w wersecie 14, czytamy tam:

"Pozwólcie małym dzieciom przychodzić do mnie, nie próbujcie ich zatrzymywać."

Jezus nie uważał, że dzieci są mało ważne. Zastanówmy się nad tym. Co robimy, jeśli dziecko przychodzi do nas akurat wtedy, gdy jesteśmy zajęci? Czy bierzemy przykład z Jezusa? Dzieci bardzo tego potrzebują. Właśnie to dawał im Jezus. Rodzice też są zainteresowani tym, żeby dzieciom poświęcać uwagę. Oczywiście, musimy mówić dziecku, że je kochamy, jednak głośniej niż słowa, mówią nasze czyny. O twojej miłości świadczy nie tylko to, co mówisz, ale przede wszystkim to, co robisz. Widać ją w tym, jak troszczysz się o dzieci, oraz ile czasu i uwagi im poświęcasz. Niektórzy twierdza jednak, że dzieci tak naprawdę nie potrzebują, by rodzice poświęcali im dużo czasu. Ostatnio coraz większą popularność zyskuje umiejętnie propagowany pogląd, że najważniejsze jest nie to, ile czasu się spędza z dziećmi, ale jak się go wykorzystuje. Według zwolenników tego poglądu, dziecku można poświęcić mniej czasu, trzeba tylko dobrze go zaplanować poprzez pożyteczne zajęcia. Czy rzeczywiście jest to recepta na sukces wychowawczy? Czy naprawdę chodzi tutaj o dobro dziecka? Pewien publicysta napisał: "Gdy rozmawiałem z przedszkolakami i uczniami młodszych klas szkoły podstawowej, ogromna większość z nich chciała, by rodzice częściej i dłużej poświęcali uwagę tylko im." Dodał też: "Maluchy bardzo pragną być zauważane. Pragną prawdziwej zażyłości, a nie uporządkowanego rozkładu zajęć i psychologicznego podejścia." 

 

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego więc tak się upowszechnił pogląd, że dzieciom można poświęcać mniej czasu, ale za to lepiej go wykorzystywać? Lee Solck (??), profesor medycyny na Uniwersytecie Cornella w USA zauważył: "To wynik poczucia winy rodziców. W ten sposób starali się usprawiedliwić to, że poświęcali dzieciom mniej czasu.".

 

Dlaczego w wypadku spędzania czasu z dziećmi, jakość, a nie ilość jest najważniejsza? (tak jest w oryginale, choć mówiący najprawdopodobniej się przejęzyczył, gdyż tekst popiera podejście ilościowe.) Ważnym powodem jest to, że dzieci najwięcej uczą się od rodziców, obserwując ich przykład, a dawanie dobrego przykładu wymaga czasu i to mnóstwa czasu, a nie jedynie paru krótkich chwil.  W nowojorskiej  gazecie "Daily News" tak o tym napisano: "Wychowywanie dzieci w idei jakość a nie ilość, ma pewien mankament. Otóż to, co najważniejsze w stosunkach między rodzicami, a dzieckiem, rozmowy i decyzje, dzięki którym dziecko czuje się bezpieczne, uczy się pewnych zasad i buduje poczucie własnych wartości, wszystko to rodzi się spontanicznie. A spontaniczności nie da się zaplanować. Któreś z rodziców może założyć, że pożytecznie spędzi z dzieckiem 15 minut, jednak kto zagwarantuje, że pozwoli to na szczerą wymianę myśli?  I w jaki sposób dziecko ma się uczyć z przykładu ojca czy matki, jeśli ich jedyne wspólne chwile, to wspomniane wcześniej 15 minut?

 

Jezus spędzał ze swymi uczniami dużo czasu, dzięki czemu mogli go naśladować. Nauczał ich, ale także spożywał z nimi posiłki. Wspólnie podróżowali i wspólnie wypoczywali. Podobnie dzieci potrzebują, by rodzice poświęcali im mnóstwo czasu i uwagi. Ale to jeszcze nie jest wszystko. Co myślicie o okazywaniu dzieciom czułości i o obejmowaniu ich czy przytulaniu? Czy jest to stosowne? Zajrzyjmy teraz do 10 rozdziału Ewangelii wg Marka i zobaczmy, co robił Jezus, gdy przychodziły do niego dzieci. W wersecie 16 czytamy:

"Brał dzieci w ramiona i zaczął je błogosławić, wkładając na nie ręce."

Jak waszym zdaniem reagowały na to maluchy? Z pewnością ujmowało je to za serce i zbliżało do Jezusa. Jeśli okazujecie swym dzieciom miłość i tkliwe uczucia, łatwiej im będzie przyjmować pouczenia. Otwórzmy teraz swoje Biblie na 6 rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa i zobaczmy, jakiej zachęty udzielono tam rodzicom jeśli chodzi o ilość czasu spędzanego z dziećmi. Werset 7 zachęca, żebyś:

"Rozmawiał z nimi, gdy siedzisz w domu, idziesz drogą, i gdy kładziesz, i gdy wstajesz." (oryg.)

Czego nas to uczy? Tak jak do zdrowia fizycznego potrzeba dzieciom dużo jedzenia i snu, tak samo muszą spędzać mnóstwo czasu z rodzicami, aby mogły odnieść korzyść z ich przykładu i pouczeń. Pamiętajcie też, że dobry nauczyciel powinien uważnie słuchać i okazywać szczere zainteresowanie. Nigdy więc nie zbywajcie pytań dziecka szorstkimi słowami w rodzaju "daj mi spokój, ni mam teraz czasu". Jeśli naprawdę jesteście zajęci, wytłumaczcie to dziecku, a potem obiecajcie, że porozmawiacie z nimi kiedy indziej. I koniecznie dotrzymajcie słowa. W ten sposób dziecko zobaczy, że się nim interesujecie i będzie bardziej skłonne wam się zwierzać. 

 

Jednak powodzenie w wychowywaniu dziecka nie zależy jedynie od spędzania z nimi czasu, czy nawet wspólnych rozmów. Najważniejsze jest to, o czym się rozmawia.  Zajrzyjmy jeszcze raz do 6 rozdziału księgi Powtórzonego Prawa, jak wersety 6 i 7 wskazują na to, czego powinno się uczyć dzieci.  Czytamy tu:

"Te słowa, które ci dzisiaj nakazuję, wpajaj swym synom." (7 werset, jak widać został przeczytany do połowy*)

O jakie słowa tu chodzi? Oczywiście, między innymi o te, które znajdujemy w wersecie 5. A czytamy tam:

"Masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą, i całą swą siłą życiową"

Według wypowiedzi Jezusa, zapisanej w 12 rozdziale Ewangelii wg Marka, jest to najważniejsze ze wszystkich przykazań bożych. Rodzice muszą więc przede wszystkim uczyć swe dzieci o Jehowie Bogu i wyjaśniać im, dlaczego jedynie On jest godzien, byśmy Go miłowali całą duszą i byli Mu oddani całym sercem. Jednak słowa, które słudzy boży mają przekazywać swym dzieciom, to nie tylko nakaz z Księgi Powtórzonego Prawa, rozdziału 6 wersetu 5. Wcześniej, w rozdziale 5, Mojżesz jeszcze raz wymienił prawa, które Bóg wypisał na kamiennych tablicach, a więc 10 przykazań. Prawa te zabraniają między innymi kłamstwa, kradzieży, morderstwa i cudzołóstwa. Już w starożytności uprzytomniały dzieciom i rodzicom, jak ważne jest wszczepianie zasad moralnych. W naszych czasach, chrześcijańscy rodzice muszą udzielać dzieciom podobnych pouczeń, jeśli chcą zapewnić im szczęśliwą i bezpieczną przyszłość. Warto też zauważyć, że w rozdziale 6 Księgi Powtórzonego Prawa, wersecie 7, można znaleźć radę, jak przekazywać dzieciom te słowa, czyli przykazania. Czytamy tu:

''Wpajaj je swym synom.'' (zacytowano* tylko część wersetu)

Co to znaczy? Hebrajskie słowo przetłumaczone tu na "wpajać" znaczy "powtarzać", "mówić raz po raz", "kłaść zdecydowany nacisk". Widać więc, że Bóg nakazuje rodzicom wprowadzać systematyczny program nauczania dzieci na podstawie Biblii, mający na celu zaszczepianie w ich młodych umysłach pouczeń duchowych. Taki systematyczny program wymaga zaangażowania ze strony rodziców. Dalej, w wersetach 8 i 9, znajdujemy rady dotyczące wpajania dzieciom tych słów:

''Przywiąż je jako znak do swej ręki, i będą ci służyć za przepaskę między twymi oczami; i wypisz je na odrzwiach swego domu i na swoich bramach."

Czy chodzi o to, żeby rodzice dosłownie wypisali prawa boże na odrzwiach i bramach swego domu, albo przytwierdzili odpis do ręki lub między oczami? Starożytny lud boży raczej nie tak rozumiał i wykonywał to polecenie. Nie ulega wątpliwości, że jest to wskazówka, by rodzice stale przypominali dzieciom pouczenia boże. Powinni to robić regularnie i konsekwentnie, żeby pouczenia te, niejako, wciąż były przed ich oczami. A jak wcześnie powinni zacząć rodzice pouczać dzieci? W liście 2 do Tymoteusza, w rozdziale 3, wersecie 15, apostoł Paweł napisał do tego młodego człowieka, który towarzyszył mu w podróżach misjonarskich, że od najwcześniejszego dzieciństwa zna święte pisma. Tak. Tymoteusz już od niemowlęctwa otrzymywał pouczenia duchowe, a jak daleko sięgał pamięcią, przypominał sobie, że mama Eunice i babcia Lois, przekazywały mu nauki Pisma Świętego. Niektórzy rodzice jeszcze przed narodzinami dziecka zaczynają do niego mówić, czytać mu i śpiewać. Kojący, przepełniony miłością ton głosu, najwyraźniej ma korzystny wpływ na rozwijające się w łonie maleństwo. Potem, już po porodzie niemowlę zaczyna rozpoznawać słowa i  to chyba dużo szybciej, niż mogłoby się nam wydawać. Przecież w ciągu zaledwie dwóch, czy trzech lat, dziecko potrafi też nauczyć się skomplikowanego języka, po prostu go słuchając, a niektóre dzieci uczą się kilku języków. Oczywiste jest więc, że w tym samym czasie mogą uczyć się czystej mowy prawdy biblijnej, o ile będzie im ona skutecznie przekazywana. 

 

Nie ma wątpliwości, że bardzo małe dzieci potrafią sobie przyswoić ogromną ilość informacji. Oczywiście, jeżeli tylko wielokrotnie się je powtarza. Pewna matka z Kanady napisała: "Któregoś dnia czytałam mojemu 4,5 letniemu synowi, Shawn'owi, opowiadanie z książki 'Mój zbiór opowieści biblijnych'. W pewnej chwili przerwałam i ku swemu zdziwieniu stwierdziłam, że podjął wątek powtarzając słowo w słowo, co dalej było w zbiorze. Spróbowałam zrobić to samo w następnych opowieściach i okazało się, że każdą zapamiętał. W sumie umiał na pamięć pierwsze 33 opowiadania, w tym także trudne nazwy miejscowości i imiona ludzi."

 

Kolorowe obrazki, których wiele jest w książce "Mój zbiór..." przyciągają uwagę dziecka i pomagają mu zapamiętać treść opowieści. Im bardziej zaangażuje ono różne zmysły: wzrok, słuch, dotyk, tym więcej radości da mu odbieranie pouczeń i tym łatwiej będzie je zapamiętywać. 

 

Pewien ojciec wspomina: "Kiedy dzieci były młodsze, razem z nimi czołgaliśmy się po podłodze. Bębniliśmy w garnki, ubieraliśmy hełmy z pokrywek od rondli i wymachiwaliśmy chochlami odgrywając historyczne wydarzenia, w których brały udział pewne postacie biblijne. Maluchy to uwielbiały." A co wy robicie, by wpajać dzieciom pouczenia biblijne? 

 

Jeden ojciec, który chciał pomóc dzieciom wyobrazić sobie wskrzeszenie Łazarza, odegrał scenkę: schował się w szafie ...i potem z niej wyszedł. Inni pokazywali dzieciom, jak wielka była arka. Szli razem z nimi na dwór i zaznaczali obszar, jaki ona zajmowała. Nie da się przecenić potrzeby nauczania dzieci. Pamiętajmy: w ogrodzie Eden Szatan zwrócił się do Ewy, a nie do starszego i bardziej doświadczonego Adama. Czy nie jest logiczne, że również dzisiaj szczególnie będzie starał się zwieść najbardziej bezbronne osoby - nasze dzieci? Księga Kaznodziei, rozdział 7, a werset 12 wskazuje, jak możemy chronić dzieci. Czytamy tam:

''Mądrość służy ochronie.''

Jednak by zdobyć mądrość, najpierw trzeba posiąść wiedzę. Możemy więc chronić dzieci przekazując im niezbędne wiadomości. W dzisiejszym świecie opanowanym obsesją na punkcie seksu, dzieci potrzebują wskazówek dotyczących moralnego zachowania. Problemy z jakimi się stykają są naprawdę delikatne i skomplikowane. Od lat rodzice prosili o pomoc w wychowywaniu dzieci. Pewna osoba napisała niedawno: "Nie ma żadnej publikacji pomiędzy 'Moim zbiorem ...' a 'Pytaniami młodych ludzi', czegoś, co pomagałoby rodzicom chronić przed zakusami Szatana dzieci w wieku od 6 do 10 lat." 

 

W innym liście można było przeczytać: "Nie znam książki lepiej kształtującej umysły i serca małych dzieci niż 'Przysłuchiwanie się Wielkiemu Nauczycielowi', którą wydano po angielsku 32 lata temu." Pewien starszy wiekiem nadzorca prosił: "Wydajmy na nowo książkę 'Wielki Nauczyciel' - nasze rodziny jej potrzebują! Uczy ona uprzejmości, dobrych manier, szacunku, odpowiedzialności, słowności, pracowitości, troskliwości, miłości i wiele innych podstawowych zasad. Dzieci dobrze ją pamiętają." Nadzorca ten zakończył swój list pytaniem "Czy nie warto odświeżyć książki 'Wielki Nauczyciel'? Czy byłoby to możliwe i uzasadnione?" W chwili, gdy list ten dotarł do Brooklynu, ukończono już prace nad nową książką zatytułowaną "Ucz się od Wielkiego Nauczyciela". A teraz, na tym Zgromadzeniu, mam przyjemność ogłosić jej wydanie. Książkę "Ucz się od Wielkiego Nauczyciela"! (...aplauz...)

 

Gdy otrzymacie swój egzemplarz tej książki, zobaczycie, że jej treść jest zgodna z tym, o co wielu z was prosiło. Między innymi książka ta daje możliwość porozmawiania z dziećmi o czymś, o co często pytają już nawet maluchy. Chodzi o życie płciowe. Pamiętajmy, że wyjaśnianie dzieciom spraw związanych z seksem nie pozbawia je niewinności. Przeciwnie! Może je uchronić przed jej utratą. W rozdziale 5, opisującym narodziny Jezusa, omówiono krótko skąd biorą się dzieci. Z kolei z rozdziale 10, który mówi o tym, jak niegodziwi aniołowie przybyli na Ziemię i mieli potomstwo, dziecku zadawane jest pytanie: "Czy wie, co to jest stosunek seksualny?" Dziecko może się wypowiedzieć, a potem otrzymuje prostą, a zarazem stosowną odpowiedź. 

 

Rozdział 32 zatytułowany "Jak Jehowa chronił Jezusa", opowiada o tym, co zrobił Stwórca, gdy ziemscy poplecznicy Szatana próbowali zabić Syna Bożego. Potem, w rozdziale tym podano wskazówki, które pomogą chronić dziecko przed wykorzystywaniem seksualnym. Bardzo dużo można się nauczyć z ilustracji. Widać to po tym, jak wiele potrafią dzieci zapamiętać z książki "Mój zbiór..." mającej ponad 125 obrazków. Nasza nowa książka ma 256 stron, jest formatu większego wydania "Mojego zbioru..." i zawiera ponad 230 obrazków. Pod każdą ilustracją, lub grupą ilustracji, jest podpis. Większość ze 160 podpisów to pytania, a odpowiedzi znajdują się na tej samej stronie. Można bardzo miło spędzić czas z dziećmi po prostu oglądając obrazki i odpowiadając na zadawane pytania. 

 

W całej książce umieszczono wiele trafnych pytań, które podobnie jak w książce "Przysłuchiwanie się Wielkiemu Nauczycielowi", zaznaczono myślnikiem. Przypomina on, by przerwać czytanie i zachęcić dziecko do wypowiedzi. Dzieciom się to podoba i szybko się do tego przyzwyczajają. 

 

W miarę zbliżania się końca tego systemu rzeczy, Szatan coraz zajadlej atakuje nasze dzieci. Apostoł Paweł napisał w 2 Liście do Koryntian, w rozdziale 2, wersecie 11, że...

''Nie jesteśmy nieświadomi zamysłów Diabła. "

Nowa książka wyjaśnia, jaki wpływ mają na młodych programy telewizyjne, filmy i gry elektroniczne nawiązujące do spirytyzmu. Poza tym bardziej szczegółowo, niż książka "Przysłuchiwanie się Wielkiemu Nauczycielowi", omawia podstawowe nauki biblijne. Wielokrotnie czytamy w niej o tym, że Bóg i Jego Syn są dwiema różnymi osobami i wobec tego nie wchodzą w skład Trójcy. Wyjaśniono, dlaczego ludzie starzeją się i umierają, co się dzieje po śmierci, czym jest dusza i piekło. Książka w prosty sposób pomaga zrozumieć naukę o okupie. Mówi również o zmartwychwstaniu i o tym, dlaczego do życia w Niebie ma powstać tylko 144 tysiące osób. 

 

Nowa książka szczególnie mocno podkreśla rolę Królestwa Bożego. Wyjaśnia, czym ono jest i pokazuje, że wszyscy naśladowcy Jezusa, nawet ci najmłodsi, mogą mówić drugim o tym, co o nim wiedzą. Jednak w dzisiejszym nieprzyjaznym świecie głoszenie nie jest łatwe. Dlatego jeden z rozdziałów uczy na przykładzie apostoła Piotra, jak pokonywać obawy. Jest także rozdział zatytułowany "Jak sprawiać Bogu radość". W przystępny sposób porusza kwestię zwierzchnictwa nad światem i pokazuje, jak nawet dzieci mogą sprawiać Bogu radość oraz dowodzić, że Szatan jest kłamcą. 

 

Oprócz tego nowa książka zawiera wszystkie wspaniałe, oparte na pouczeniach Jezusa lekcje, które zawierał podręcznik "Przysłuchiwanie się Wielkiemu Nauczycielowi". Między innymi przypomina o uprzejmości, dziękowaniu, pomaganiu drugim i dzieleniu się z nimi tym, co mamy. Mówi o miłości do naszych braci i sióstr, o wystrzeganiu się uprzedzeń rasowych czy narodowościowych i o wielu innych sprawach, których nauczał Jezus. 

 

Ale książka ta nie tylko mówi o naukach Jezusa. Zawarte w niej ilustracje pokazują, jak rodzice i dzieci mogą wprowadzać je w czyn. Rodzice, jak myślicie, czy ta nowa publikacja pomoże wam w pouczaniu waszych dzieci? (...aplauz...)

 

Nasze dzieci są cennym skarbem. Zasługują, byśmy poświęcali im tyle czasu, uwagi i energii, ile tylko możemy. Przecież dzieciństwo mija tak szybko. Wykorzystujmy więc każdą sposobność, by spędzać z nimi czas i im pomagać. Nigdy nie będziemy tego żałować, a dzieci odwzajemnią się nam szczerą miłością. Zawsze pamiętajmy, że dzieci są darem od Boga. Jakże cenne jest to dziedzictwo. Traktujmy więc nasze dzieci jak dar od Boga i nigdy nie zapominajmy, że to przed Nim odpowiadamy za ich wychowanie.


* ''zacytowano'' odnosi się do oryginalnego przemówienia i oznacza, iż to mówca skrócił lub poszerzył cytowanie danego, czy danych wersetów, dokładnie w taki sposób, w jaki przytaczamy.


Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O. sierpień 2003