Wykłady
kongresowe A.D. 2003

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)
Organizacja Jehowy żywo interesuje się
najmłodszymi. Rodzice, czego waszym dzieciom najbardziej potrzeba w dniach
ostatnich? Jakich pomocy dostarcza wam Organizacja Jehowy? Zapraszam
zarówno młodych, jak i starszych, do uważnego wysłuchania brata Klaudiusza
Skowrona, który wygłosi przemówienie: ''Nasze dzieci - cenne dziedzictwo''.
Prosimy bracie Skowron.
''Nasze dzieci - cenne dziedzictwo''
Pomyślmy, jakiego cudu dokonał Bóg umożliwiając
narodziny pierwszego dziecka na ziemi. Oboje rodzice, Adam i Ewa, dali cząstkę
siebie, w wyniku czego, w łonie Ewy, mogła się ukształtować nowa istota ludzka. Aż
po dziś dzień przyjście dziecka na świat określa się mianem
"cudu narodzin". Pomówmy więc
przez chwilę, jak dochodzi do tego zdumiewającego wydarzenia. W następstwie
cielesnego zespolenia ojca i matki powstaje zapłodniona komórka, z której
- w ciągu zaledwie 270 dni - rozwija się niemowlę. Jego ciało składa
się z miliardów komórek należących do przeszło 200 typów. Pomyśl
tylko: pierwotna komórka, która powstała z komórek ojca i matki,
zawiera informacje potrzebne do utworzenia mnóstwa różnorodnych tkanek.
Dzięki cudownie zaprojektowanemu procesowi, którego człowiek nie
potrafi w pełni zrozumieć, te miliardy komórek powstają w odpowiedniej
kolejności i w odpowiedni sposób, żeby utworzyć żywą istotę. Komu
więc wasze dziecko tak naprawdę zawdzięcza swe istnienie? Oczywiście,
inteligentnemu Stwórcy. Jeden z pisarzy w Biblii śpiewał w Psalmie
100, a wersecie 3:
"Wiedzcie, że Jehowa jest Bogiem, to On
nas uczynił, a nie my sami siebie."
Rodzice, dobrze wiecie, że to nie dzięki jakimś
własnym wybitnym zasługom wydaliście na świat tę maleńką kruszynę.
Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Tylko nieskończenie mądry Bóg
mógł sprawić, że w łonie matki w tak cudowny sposób powstaje nowa
istota ludzka. Ale czy Jehowa jest obojętnym stwórcą, który poprzestał
na zapoczątkowaniu procesu umożliwiającego wydawanie na świat
potomstwa? Ale skąd! Zwróćmy uwagę na natchnioną wypowiedź biblijną
zanotowaną tym razem w Psalmie 127, a wersecie 3. Czytamy
tu:
"Oto synowie są dziedzictwem od Jehowy,
owoc łona jest nagrodą."
Rozważając ten tekst, zastanówmy się, czym
jest dziedzictwo i o czym ono świadczy. Dziedzictwo jest swego rodzaju
darem. Aby przekazać je potomstwu, niektórzy rodzice długo i ciężko
pracują. Dziedzictwem mogą być pieniądze, posiadłości, albo jakaś
szczególnie cenna rzecz. W każdym razie, taka spuścizna świadczy o miłości
rodziców do dziecka. W Biblii czytamy, że dzieci są dziedzictwem od
Boga, są więc darem od Niego, darem wypływającym z miłości. Czy
twoje czyny dowodzą, że uważasz swoje pociechy za dar, który powierzył
ci sam Stwórca Wszechświata? Zwróćmy uwagę na to, jaki stosunek do
dzieci miał Jezus Chrystus. Jego przykład jest szczególnie ważny dla rodziców.
Zobaczmy więc, jak Jezus interesował się dziećmi. Przede wszystkim poświęcał
im czas i to nawet wtedy, gdy przeżywał trudne chwile lub był bardzo
zajęty. Kiedy po raz ostatni wędrował z Jerozolimy, gdzie się - jak
wiedział (oryg.) czekały go cierpienia i śmierć, ludzie
przyprowadzali do niego małe dzieci. W 10 rozdziale Ewangelii wg Marka,
wersetach 13 i 14 czytamy, że uczniowie próbowali nie dopuścić do
niego dzieci. Być może chcieli go uchronić przed dodatkowym stresem.
Ale Jezus ich zganił. O jego miłości do najmłodszych świadczą słowa
zapisane w wersecie 14, czytamy tam:
"Pozwólcie małym dzieciom przychodzić do
mnie, nie próbujcie ich zatrzymywać."
Jezus nie uważał, że dzieci są mało ważne.
Zastanówmy się nad tym. Co robimy, jeśli dziecko przychodzi do nas
akurat wtedy, gdy jesteśmy zajęci? Czy bierzemy przykład z Jezusa?
Dzieci bardzo tego potrzebują. Właśnie to dawał im Jezus. Rodzice też
są zainteresowani tym, żeby dzieciom poświęcać uwagę. Oczywiście,
musimy mówić dziecku, że je kochamy, jednak głośniej niż słowa, mówią
nasze czyny. O twojej miłości świadczy nie tylko to, co mówisz, ale
przede wszystkim to, co robisz. Widać ją w tym, jak troszczysz się o
dzieci, oraz ile czasu i uwagi im poświęcasz. Niektórzy twierdza jednak,
że dzieci tak naprawdę nie potrzebują, by rodzice poświęcali im dużo
czasu. Ostatnio coraz większą popularność zyskuje umiejętnie
propagowany pogląd, że najważniejsze jest nie to, ile czasu się spędza
z dziećmi, ale jak się go wykorzystuje. Według zwolenników tego poglądu,
dziecku można poświęcić mniej czasu, trzeba tylko dobrze go zaplanować
poprzez pożyteczne zajęcia. Czy rzeczywiście jest to recepta na sukces
wychowawczy? Czy naprawdę chodzi tutaj o dobro dziecka? Pewien publicysta
napisał: "Gdy rozmawiałem z przedszkolakami i uczniami młodszych
klas szkoły podstawowej, ogromna większość z nich chciała, by rodzice
częściej i dłużej poświęcali uwagę tylko im." Dodał też:
"Maluchy bardzo pragną być zauważane. Pragną prawdziwej zażyłości,
a nie uporządkowanego rozkładu zajęć i psychologicznego podejścia."
Ktoś mógłby zapytać, dlaczego więc tak się
upowszechnił pogląd, że dzieciom można poświęcać mniej czasu, ale
za to lepiej go wykorzystywać? Lee Solck (??), profesor medycyny na
Uniwersytecie Cornella w USA zauważył: "To wynik poczucia winy
rodziców. W ten sposób starali się usprawiedliwić to, że poświęcali
dzieciom mniej czasu.".
Dlaczego w wypadku spędzania czasu z dziećmi,
jakość, a nie ilość jest najważniejsza? (tak jest w oryginale, choć
mówiący najprawdopodobniej się przejęzyczył, gdyż tekst popiera
podejście ilościowe.) Ważnym powodem jest to,
że dzieci najwięcej uczą się od rodziców, obserwując ich przykład,
a dawanie dobrego przykładu wymaga czasu i to mnóstwa czasu, a nie
jedynie paru krótkich chwil. W nowojorskiej gazecie "Daily
News" tak o tym napisano: "Wychowywanie dzieci w idei jakość a
nie ilość, ma pewien mankament. Otóż to, co najważniejsze w
stosunkach między rodzicami, a dzieckiem, rozmowy i decyzje, dzięki którym
dziecko czuje się bezpieczne, uczy się pewnych zasad i buduje poczucie własnych
wartości, wszystko to rodzi się spontanicznie. A spontaniczności nie da
się zaplanować. Któreś z rodziców może założyć, że pożytecznie
spędzi z dzieckiem 15 minut, jednak kto zagwarantuje, że pozwoli to na
szczerą wymianę myśli? I w jaki sposób dziecko ma się uczyć z
przykładu ojca czy matki, jeśli ich jedyne wspólne chwile, to
wspomniane wcześniej 15 minut?
Jezus spędzał ze swymi uczniami dużo czasu,
dzięki czemu mogli go naśladować. Nauczał ich, ale także spożywał z
nimi posiłki. Wspólnie podróżowali i wspólnie wypoczywali. Podobnie
dzieci potrzebują, by rodzice poświęcali im mnóstwo czasu i uwagi. Ale
to jeszcze nie jest wszystko. Co myślicie o okazywaniu dzieciom czułości
i o obejmowaniu ich czy przytulaniu? Czy jest to stosowne? Zajrzyjmy teraz
do 10 rozdziału Ewangelii wg Marka i zobaczmy, co robił Jezus,
gdy przychodziły do niego dzieci. W wersecie 16 czytamy:
"Brał dzieci w ramiona i zaczął je błogosławić,
wkładając na nie ręce."
Jak waszym zdaniem reagowały na to maluchy? Z
pewnością ujmowało je to za serce i zbliżało do Jezusa. Jeśli
okazujecie swym dzieciom miłość i tkliwe uczucia, łatwiej im będzie
przyjmować pouczenia. Otwórzmy teraz swoje Biblie na 6 rozdziale Księgi
Powtórzonego Prawa i zobaczmy, jakiej zachęty udzielono tam rodzicom
jeśli chodzi o ilość czasu spędzanego z dziećmi. Werset 7 zachęca,
żebyś:
"Rozmawiał z nimi, gdy siedzisz w domu,
idziesz drogą, i gdy kładziesz, i gdy wstajesz." (oryg.)
Czego nas to uczy? Tak jak do zdrowia fizycznego
potrzeba dzieciom dużo jedzenia i snu, tak samo muszą spędzać mnóstwo
czasu z rodzicami, aby mogły odnieść korzyść z ich przykładu i
pouczeń. Pamiętajcie też, że dobry nauczyciel powinien uważnie słuchać
i okazywać szczere zainteresowanie. Nigdy więc nie zbywajcie pytań
dziecka szorstkimi słowami w rodzaju "daj mi spokój, ni mam teraz
czasu". Jeśli naprawdę jesteście zajęci, wytłumaczcie to
dziecku, a potem obiecajcie, że porozmawiacie z nimi
kiedy indziej. I koniecznie dotrzymajcie słowa. W ten sposób dziecko
zobaczy, że się nim interesujecie i będzie bardziej skłonne wam się
zwierzać.
Jednak powodzenie w wychowywaniu dziecka nie
zależy jedynie od spędzania z nimi czasu, czy nawet wspólnych rozmów.
Najważniejsze jest to, o czym się rozmawia. Zajrzyjmy jeszcze raz
do 6 rozdziału księgi Powtórzonego Prawa, jak wersety 6 i 7 wskazują
na to, czego powinno się uczyć dzieci. Czytamy tu:
"Te słowa, które ci dzisiaj nakazuję,
wpajaj swym synom." (7 werset, jak widać został przeczytany do
połowy*)
O jakie słowa tu chodzi? Oczywiście,
między innymi o te, które znajdujemy w wersecie 5. A czytamy tam:
"Masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą,
i całą swą siłą życiową"
Według
wypowiedzi Jezusa, zapisanej w 12 rozdziale Ewangelii wg Marka, jest
to najważniejsze ze wszystkich przykazań bożych. Rodzice muszą więc
przede wszystkim uczyć swe dzieci o Jehowie Bogu i wyjaśniać im,
dlaczego jedynie On jest godzien, byśmy Go miłowali całą duszą i byli
Mu oddani całym sercem. Jednak słowa, które słudzy boży mają
przekazywać swym dzieciom, to nie tylko nakaz z Księgi Powtórzonego
Prawa, rozdziału 6 wersetu 5. Wcześniej, w rozdziale 5,
Mojżesz jeszcze raz wymienił prawa, które Bóg wypisał na kamiennych
tablicach, a więc 10 przykazań. Prawa te zabraniają między innymi kłamstwa,
kradzieży, morderstwa i cudzołóstwa. Już w starożytności uprzytomniały
dzieciom i rodzicom, jak ważne jest wszczepianie zasad moralnych. W
naszych czasach, chrześcijańscy rodzice muszą udzielać dzieciom
podobnych pouczeń, jeśli chcą zapewnić im szczęśliwą i bezpieczną
przyszłość. Warto też zauważyć, że w rozdziale 6 Księgi Powtórzonego
Prawa, wersecie 7, można znaleźć radę, jak przekazywać dzieciom
te słowa, czyli przykazania. Czytamy tu:
''Wpajaj
je swym synom.''
(zacytowano* tylko część wersetu)
Co
to znaczy? Hebrajskie słowo przetłumaczone tu na "wpajać"
znaczy "powtarzać", "mówić raz po raz", "kłaść
zdecydowany nacisk". Widać więc, że Bóg nakazuje rodzicom
wprowadzać systematyczny program nauczania dzieci na podstawie Biblii,
mający na celu zaszczepianie w ich młodych umysłach pouczeń duchowych.
Taki systematyczny program wymaga zaangażowania ze strony rodziców.
Dalej, w wersetach 8 i 9, znajdujemy rady dotyczące wpajania
dzieciom tych słów:
''Przywiąż je jako znak do swej ręki, i będą
ci służyć za przepaskę między twymi oczami; i wypisz je na odrzwiach
swego domu i na swoich bramach."
Czy chodzi o to, żeby rodzice dosłownie
wypisali prawa boże na odrzwiach i bramach swego domu, albo
przytwierdzili odpis do ręki lub między oczami? Starożytny lud boży
raczej nie tak rozumiał i wykonywał to polecenie. Nie ulega wątpliwości,
że jest to wskazówka, by rodzice stale przypominali dzieciom pouczenia
boże. Powinni to robić regularnie i konsekwentnie, żeby pouczenia te,
niejako, wciąż były przed ich oczami. A jak wcześnie powinni zacząć
rodzice pouczać dzieci? W liście 2 do Tymoteusza, w rozdziale 3,
wersecie 15, apostoł Paweł napisał do tego młodego człowieka, który
towarzyszył mu w podróżach misjonarskich, że od najwcześniejszego
dzieciństwa zna święte pisma. Tak. Tymoteusz już od niemowlęctwa
otrzymywał pouczenia duchowe, a jak daleko sięgał pamięcią,
przypominał sobie, że mama Eunice i babcia Lois, przekazywały mu nauki
Pisma Świętego. Niektórzy rodzice jeszcze przed narodzinami dziecka
zaczynają do niego mówić, czytać mu i śpiewać. Kojący, przepełniony
miłością ton głosu, najwyraźniej ma korzystny wpływ na rozwijające
się w łonie maleństwo. Potem, już po porodzie niemowlę zaczyna
rozpoznawać słowa i to chyba dużo szybciej, niż mogłoby
się nam wydawać. Przecież w ciągu zaledwie dwóch, czy trzech lat,
dziecko potrafi też nauczyć się skomplikowanego języka, po prostu go
słuchając, a niektóre dzieci uczą się kilku języków. Oczywiste jest więc,
że w tym samym czasie mogą uczyć się czystej mowy prawdy biblijnej, o ile
będzie im ona skutecznie przekazywana.
Nie ma wątpliwości, że bardzo małe dzieci
potrafią sobie przyswoić ogromną ilość informacji. Oczywiście, jeżeli
tylko wielokrotnie się je powtarza. Pewna matka z Kanady napisała:
"Któregoś dnia czytałam mojemu 4,5 letniemu synowi, Shawn'owi,
opowiadanie z książki 'Mój zbiór opowieści biblijnych'. W pewnej
chwili przerwałam i ku swemu zdziwieniu stwierdziłam, że podjął wątek
powtarzając słowo w słowo, co dalej było w zbiorze. Spróbowałam zrobić
to samo w następnych opowieściach i okazało się, że każdą zapamiętał.
W sumie umiał na pamięć pierwsze 33 opowiadania, w tym także trudne
nazwy miejscowości i imiona ludzi."
Kolorowe
obrazki, których wiele jest w książce "Mój zbiór..."
przyciągają uwagę dziecka i pomagają mu zapamiętać treść opowieści.
Im bardziej zaangażuje ono różne zmysły: wzrok, słuch, dotyk, tym więcej
radości da mu odbieranie pouczeń i tym łatwiej będzie je zapamiętywać.
Pewien
ojciec
wspomina: "Kiedy dzieci były młodsze, razem z nimi czołgaliśmy się
po podłodze. Bębniliśmy w garnki, ubieraliśmy hełmy z pokrywek od
rondli i wymachiwaliśmy chochlami odgrywając historyczne wydarzenia, w których
brały udział pewne postacie biblijne. Maluchy to uwielbiały." A co
wy robicie, by wpajać dzieciom pouczenia biblijne?
Jeden
ojciec, który chciał pomóc dzieciom wyobrazić sobie wskrzeszenie Łazarza,
odegrał scenkę: schował się w szafie ...i potem z niej wyszedł. Inni
pokazywali dzieciom, jak wielka była arka. Szli razem z nimi na dwór i
zaznaczali obszar, jaki ona zajmowała. Nie da się przecenić potrzeby
nauczania dzieci. Pamiętajmy: w ogrodzie Eden Szatan zwrócił się do
Ewy, a nie do starszego i bardziej doświadczonego Adama. Czy nie jest
logiczne, że również dzisiaj szczególnie będzie starał się zwieść
najbardziej bezbronne osoby - nasze dzieci? Księga Kaznodziei, rozdział
7, a werset 12 wskazuje, jak możemy chronić dzieci. Czytamy tam:
''Mądrość służy ochronie.''
Jednak by zdobyć mądrość, najpierw trzeba
posiąść wiedzę. Możemy więc chronić dzieci przekazując im niezbędne
wiadomości. W dzisiejszym świecie opanowanym obsesją na punkcie seksu,
dzieci potrzebują wskazówek dotyczących moralnego zachowania. Problemy
z jakimi się stykają są naprawdę delikatne i skomplikowane. Od lat
rodzice prosili o pomoc w wychowywaniu dzieci. Pewna osoba napisała
niedawno: "Nie ma żadnej publikacji pomiędzy 'Moim zbiorem ...' a
'Pytaniami młodych ludzi', czegoś, co pomagałoby rodzicom chronić
przed zakusami Szatana dzieci w wieku od 6 do 10 lat."
W innym liście
można było przeczytać: "Nie znam książki lepiej kształtującej
umysły i serca małych dzieci niż 'Przysłuchiwanie
się Wielkiemu Nauczycielowi', którą wydano po angielsku 32 lata
temu." Pewien starszy wiekiem nadzorca prosił: "Wydajmy na
nowo książkę 'Wielki Nauczyciel' - nasze rodziny jej potrzebują! Uczy
ona uprzejmości, dobrych manier, szacunku, odpowiedzialności, słowności,
pracowitości, troskliwości, miłości i wiele innych podstawowych zasad.
Dzieci dobrze ją pamiętają." Nadzorca ten zakończył swój list
pytaniem "Czy nie warto odświeżyć książki 'Wielki Nauczyciel'?
Czy byłoby to możliwe i uzasadnione?" W chwili, gdy list ten dotarł
do Brooklynu, ukończono już prace nad nową książką zatytułowaną
"Ucz się od Wielkiego Nauczyciela". A teraz, na tym
Zgromadzeniu, mam przyjemność ogłosić jej wydanie. Książkę "Ucz się od
Wielkiego Nauczyciela"! (...aplauz...)
Gdy
otrzymacie swój egzemplarz tej książki, zobaczycie, że jej treść
jest zgodna z tym, o co wielu z was prosiło. Między innymi książka ta
daje możliwość porozmawiania z dziećmi o czymś, o co często pytają
już nawet maluchy.
Chodzi o życie płciowe. Pamiętajmy, że wyjaśnianie dzieciom spraw związanych
z seksem nie pozbawia je niewinności. Przeciwnie! Może je uchronić
przed jej utratą. W rozdziale 5, opisującym narodziny Jezusa, omówiono
krótko skąd biorą się dzieci. Z kolei z rozdziale 10, który mówi
o tym, jak niegodziwi aniołowie przybyli na Ziemię i mieli potomstwo,
dziecku zadawane jest pytanie: "Czy wie, co to jest stosunek
seksualny?" Dziecko może się wypowiedzieć, a potem otrzymuje prostą,
a zarazem stosowną odpowiedź.
Rozdział
32 zatytułowany "Jak Jehowa chronił Jezusa", opowiada o
tym, co zrobił Stwórca, gdy ziemscy poplecznicy Szatana próbowali zabić
Syna Bożego. Potem, w rozdziale tym podano wskazówki, które pomogą
chronić dziecko przed wykorzystywaniem seksualnym. Bardzo dużo można się
nauczyć z ilustracji. Widać to po tym, jak wiele potrafią dzieci zapamiętać
z książki "Mój zbiór..." mającej ponad 125 obrazków. Nasza
nowa książka ma 256 stron, jest formatu większego wydania "Mojego
zbioru..." i zawiera ponad 230 obrazków. Pod każdą ilustracją,
lub grupą ilustracji, jest podpis. Większość ze 160 podpisów to
pytania, a odpowiedzi znajdują się na tej samej stronie. Można bardzo
miło spędzić czas z dziećmi po prostu oglądając obrazki i odpowiadając
na zadawane pytania.
W
całej książce umieszczono wiele trafnych pytań, które
podobnie jak w książce "Przysłuchiwanie się Wielkiemu
Nauczycielowi", zaznaczono myślnikiem. Przypomina on, by przerwać
czytanie i zachęcić dziecko do wypowiedzi. Dzieciom się to podoba i
szybko się do tego przyzwyczajają.
W
miarę zbliżania się końca tego systemu rzeczy, Szatan coraz zajadlej
atakuje nasze dzieci. Apostoł Paweł napisał w 2 Liście do Koryntian, w
rozdziale 2, wersecie 11, że...
''Nie jesteśmy nieświadomi zamysłów Diabła.
"
Nowa książka wyjaśnia, jaki wpływ mają na młodych
programy telewizyjne, filmy i gry elektroniczne nawiązujące do
spirytyzmu. Poza tym bardziej szczegółowo, niż książka "Przysłuchiwanie
się Wielkiemu Nauczycielowi", omawia podstawowe nauki biblijne.
Wielokrotnie czytamy w niej o tym, że Bóg i Jego Syn są dwiema różnymi
osobami i wobec tego nie wchodzą w skład Trójcy. Wyjaśniono, dlaczego
ludzie starzeją się i umierają, co się dzieje po śmierci, czym jest
dusza i piekło. Książka w prosty sposób pomaga zrozumieć naukę o
okupie. Mówi również o zmartwychwstaniu i o tym, dlaczego do życia w
Niebie ma powstać tylko 144 tysiące osób.
Nowa książka
szczególnie mocno podkreśla rolę Królestwa Bożego. Wyjaśnia, czym
ono jest i pokazuje, że wszyscy naśladowcy Jezusa,
nawet ci najmłodsi, mogą mówić drugim o tym, co o nim wiedzą. Jednak
w dzisiejszym nieprzyjaznym świecie głoszenie nie jest łatwe. Dlatego
jeden z rozdziałów uczy na przykładzie apostoła Piotra, jak pokonywać
obawy. Jest także rozdział zatytułowany "Jak sprawiać Bogu radość".
W przystępny sposób porusza kwestię zwierzchnictwa nad światem i
pokazuje, jak nawet dzieci mogą sprawiać Bogu radość oraz dowodzić,
że Szatan jest kłamcą.
Oprócz
tego nowa książka zawiera wszystkie wspaniałe, oparte na pouczeniach
Jezusa lekcje, które zawierał podręcznik "Przysłuchiwanie się
Wielkiemu Nauczycielowi". Między innymi przypomina o uprzejmości,
dziękowaniu, pomaganiu drugim i dzieleniu się z nimi tym, co mamy. Mówi
o miłości do naszych braci i sióstr, o wystrzeganiu się uprzedzeń
rasowych czy narodowościowych
i o wielu innych sprawach, których nauczał Jezus.
Ale
książka ta nie tylko mówi o naukach Jezusa. Zawarte w niej ilustracje
pokazują, jak rodzice i dzieci mogą wprowadzać je w czyn. Rodzice, jak
myślicie, czy ta nowa publikacja pomoże wam w pouczaniu waszych dzieci?
(...aplauz...)
Nasze
dzieci są cennym skarbem. Zasługują,
byśmy poświęcali im tyle czasu, uwagi i energii, ile tylko możemy.
Przecież dzieciństwo mija tak szybko. Wykorzystujmy więc każdą
sposobność, by spędzać z nimi czas i im pomagać. Nigdy nie będziemy
tego żałować, a dzieci odwzajemnią się nam szczerą miłością.
Zawsze pamiętajmy, że dzieci są darem od Boga. Jakże cenne jest to
dziedzictwo. Traktujmy więc nasze dzieci jak dar od Boga i nigdy nie
zapominajmy, że to przed Nim odpowiadamy za ich wychowanie.
* ''zacytowano'' odnosi się do
oryginalnego przemówienia i oznacza, iż to mówca skrócił lub poszerzył
cytowanie danego, czy danych wersetów, dokładnie w taki sposób, w jaki
przytaczamy.