Strona główna / Wykłady kongresowe / Jehowa, nasza...

Tematyczny spis wszystkich artykułów


 

Wykłady kongresowe A.D. 2003

 

 

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)
 

W Biblii przepowiedziano, że ''dni ostatnie'' będą okresem udręki. Chociaż cieszymy się, że spełniają się te proroctwa, żyjemy w świecie pełnym takich trosk, ale jako chrześcijanie musimy również żyć w takich warunkach i nie jesteśmy obojętni na otaczające nas cierpienia. Dlatego wysłuchajmy uważnie kolejnego punktu programu. Biblijne zachęty pomocne w radzeniu sobie z takimi problemami ''dni ostatnich'' przedstawi brat Jarosław Gromko - starszy ze zboru Kraków ''Wysokie.'' Przemówienie to nosi tytuł ''Jehowa, nasza 'twierdza w czasie udręki'.''

''Jehowa, nasza 'twierdza w czasie udręki' ''

 

Pewne małżeństwo, które w wypadku samochodowym straciło swojego 19-letniego syna przyznało: ''Nic jeszcze tak nas nie zdruzgotało, nigdy nie odczuwaliśmy tak ogromnej boleści serca.''

Może i ty odczuwasz podobne załamanie po stracie kogoś bliskiego? Wielu wiernych chrześcijan na całym świecie zmaga się z olbrzymi problemami. Wskutek ciężkiej choroby ich życie stało się nieprzerwanym pasmem cierpień. Innym zawalił się świat po rozdzierającym serce rozwodzie. Niektórzy popadli w kłopoty finansowe i pozostali bez środków do życia lub zaciekle są prześladowani przez nienawistnych przeciwników prawdziwego wielbienia. Tego rodzaju kłopoty mogą przytłaczać, zwłaszcza jeżeli się na siebie nakładają. Jakże dokładnie spełniają się słowa Jezusa, który zapowiedział, że ''dni ostatnie'' będą okresem udręk, a apostoł Paweł nawał je wręcz ''czasami krytycznymi, trudnymi do zniesienia.'' Co zrobić aby próby nie budziły w nas zniechęcenia i nie podkopywały woli wytrwania ''aż do końca''? Jak sobie radzić w takich stresujących sytuacjach i pokazać, że naprawdę uznajemy Jehowę za naszą ''twierdzę w dniu udręki''?

 

Stare porzekadło mówi, że ''nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.'' W prosty sposób ujmuje ono myśl, że nawet, gdy źle się dzieje, zawsze znajdzie się powód do nabrania otuchy.

Jehowa udostępnił nam obecnie narzędzia, które mogą bardzo nam pomóc w odzyskaniu sił. W nasze zbolałe serca może wlać pociechę modlitwa do Jehowy. Potrafi ona przynieść taką prawdziwą ulgę, a w krytycznych sytuacjach - zwłaszcza w obliczu ciężkiej choroby - zazwyczaj nie można liczyć na jedno, proste rozwiązanie. Zdani tylko na siebie moglibyśmy nie wiedzieć jak postąpić, ale wielu, drodzy, przekonało się, że gdy uczyni wszystko co jest w ich mocy, zwrócenie się do Jehowy w modlitwie może przynieść niesamowite wyniki. Krzepiące oddziaływanie modlitwy odczula nasza siostra, która nagle trafiła do szpitala. Gdy wróciła do zdrowia powiedziała: ''Modliłam się do Jehowy i naprawdę zrozumiałam, że muszę pozostawić swoje życie w Jego rękach ufając, że postąpi zgodnie ze swoją wolą.'' Czy odczuła pozytywne skutki takiej modlitwy? Powiedziała dalej: ''Przez cały czas byłam spokojna, ogarnął mnie pokój boży wspomniany w Liście do Filipian 4 rozdziale a 6 i 7 wersecie.'' Wersety te, drodzy, mogą dodać otuchy każdemu z nas. Sięgnijmy dlatego do naszych egzemplarzy Biblii i zobaczmy, do czego zachęcił nas apostoł Paweł z Liście do Filipian, 4 rozdziale a wersecie 6 i 7:

'' 6: O nic się nie zamartwiajcie, ale we wszystkim niech wasze gorące prośby zostaną przedstawione Bogu w modlitwie i błaganiu wraz z dziękczynieniem ''

Zobaczmy. Nasze gorące prośby zostaną przedstawione Bogu w modlitwie.

''  a pokój Boży (jak mówi dalej) , który przewyższa wszelką myśl, będzie strzegł waszych serc i władz umysłowych przez Chrystusa Jezusa. ''

Podobne pokrzepienie znajdował w modlitwach także Dawid. W 1 Księdze Samuela, 30 rozdziale a wersecie 6 czytamy, że Dawid zaczął się wzmacniać dzięki Jehowie, swemu Bogu.

 

Niektórzy jednak mogą pomyśleć: ''Jestem już tak przygnębiony, że nawet nie potrafię się modlić.'' Ale jeżeli przeżywasz tego rodzaju zniechęcenie, pamiętaj, że Jehowa szczególnie interesuje się osobami przygnębionymi. W Psalmie 34, a wersecie 18 zapewnia takie osoby słowami:

'' Jehowa jest blisko tych, którzy serce mają złamane, a zdruzgotanych na duchu wybawia. ''

W uporaniu się z udręką może pomóc także duch święty. Jezus w noc przed śmiercią wyraźnie powiedział apostołom, że niebawem ich opuści. Ich to bardzo zmartwiło. Jezus wiedział o tym i wiedział także, że będą potrzebować nieustannego wsparcia. Dlatego powiedział do nich: ''Poproszę Ojca i da wam wspomożyciela, aby był z wami na wieki''. Duch święty, o którym wspomniał, oprócz innych czynników, oddziaływał na apostołów i pocieszał ich w różnych ciężkich przeżyciach. Umacniał ich do dalszego spełniania woli Bożej.

Taj jak pierwsi chrześcijanie, drodzy, możemy być pewni, że duch boży doda nam sił i śmiałości, bez niego nie bylibyśmy w stanie znieść wszystkich prób i zachować siłę. Bez względu na osobistą sytuację życiową czy rodzaj niepomyślnych okoliczności, możemy też doznać pociechy ze strony braterskiej społeczności zboru Jehowy. Bracia potrafią zapewnić takie duchowe wsparcie i pomoc. Można tam naprawdę odnaleźć troskliwych i kochających przyjaciół, którzy są gotowi podnieść każdego z nas na duchu i wspomóc, kiedy każdy z nas może mieć rożnego rodzaju zgryzoty.

Zdobywana wiedza biblijna także może nas pobudzać do przejawiania takiej miłości braterskiej i tkliwych uczuć. Tak więc Jehowa może posłużyć się współchrześcijanami żeby nas wsparli dobrym słowem i ulżyli nam w chwilach udręki. Przykładem tego może być apostoł Paweł. On również martwił się o swoich braci w Koryncie. Sam powiedział, że zaznał pociechy dzięki swemu współpracownikowi. W 2 Liście do Koryntian, 7 rozdziale, 6 wersecie napisał:

'' Jednakże Bóg, który pociesza , pocieszył nas obecnością Tytusa.'' (tak zacytowano)

Gdy jesteśmy udręczeni, starajmy się regularnie spotykać z braćmi na zebraniach, nie ulegajmy pokusie odosabniania się. Niektórzy bywają tak przybici, że uważają, że towarzystwo współchrześcijan nie sprawia im radości. Ale walczmy z takimi uczuciami i nie pozbawiajmy się pokrzepienia, które mogą nam udzielić nasi współbracia. Drodzy, jeżeli wyzuty z miłości świat odbiera nam siły; odbiera nam siły niczym spiekota na pustyni, niech Organizacja Jehowy, drodzy, będzie dla nas taką orzeźwiającą oazą.

 

Posłuchajmy teraz, drodzy, wypowiedzi 3 naszych sióstr, które przeżywały i przeżywają różnego rodzaju udręki. Jak udawało i udaje im się nadal je pokonywać?

Prowadzący: Siostra Bożena Puczek jest głosicielem w zborze Kraków ''Rakowice.'' Siostro Bożenko, o takiej osobie jak ty mówi się, że jest kobietą samotnie wychowującą dzieci. Co możesz powiedzieć o takiej roli?

Siostra Bożena: Rzeczywiście. Mąż mój wyjechał do Stanów Zjednoczonych w 1989 roku i tam wkrótce założył nieformalną rodzinę, uznając swoją nowonarodzoną córkę. A ja pozostałam w Polsce z dwoma malutkimi chłopcami. W roku 90-tym zetknęłam się z Prawdą, co dodatkowo wywołało sprzeciw: najpierw teściów, potem rodziców, na koniec jeszcze rodzeństwa. Dzieci bez ojca bardzo potrzebowały mojej opieki. Wręcz zabierały mnie zachłannie, także już prawie nic nie miałam dla siebie. Później przekonałam się, że okres dojrzewania także nie jest łatwym okresem. Ale nauczyłam się o tych sprawach rozmawiać z dziećmi. Starali się mnie słuchać, byli posłuszni.

Prowadzący: Matka i ojciec w jednej osobie, o to bardzo trudne zadanie.

Siostra Bożena: Pamiętam rady na zgromadzeniu, że dobrzy rodzice, czy jest ich jedno czy dwoje, dobrze wychowują swoje dzieci. Ja też chciałam być dobrą matką. Kiedy poznawałam Prawdę, wcześniej zabierałam dzieci z przedszkola i szliśmy na studium biblijne, na którym brat pierwsze pół godziny poświęcał dzieciom. Pokazał mi także, jak prowadzić takie studium i ja nauczyłam się być odpowiedzialna w tej kwestii. Później poprosiłam brata o pomoc w prowadzeniu studium z chłopcami. Przykład jego rodziny, którą bacznie obserwowałam, jak również modlitwy do Jehowy, pozwoliły mi odzyskać wiarę w to, że małżeństwa mogą być szczęśliwe.

Prowadzący: No wiesz, kiedy kobieta zostaje sama, na początku ogarnia ją uczucie pustki. A jak ty sobie z tym poradziłaś?

Siostra Bożena: Z samotnością rzeczywiście trudno sobie poradzić. Ale wypełniałam czas służbą, zebraniami, opieką nad dziećmi i Jehowa pokazał mi, że mnie ceni, chociaż mnie wydawało się, że ciągle robię za mało, że powinnam więcej. Też każdą sprawę powierzałam Jehowie w modlitwie. On się stał dla mnie mężem, ojcem, przewodnikiem w domu. A kiedy przychodziły trudne chwile, ja szukałam wsparcia u Jehowy. Więcej wtedy się modliłam, więcej czytałam Biblię. Nieocenione też w tym względzie okazały się nasze publikacje, w których rady pojawiały się jakby w stosownym czasie. Ja miałam też świadomość, że Jehowa zadbał też o nasze sprawy. Jak sobie przypominam te wszystkie ciężkie chwile to wiem, że gdyby nie Jehowa, to nie miałabym sił sprostać problemom.  Jego Organizacja uczy być odpowiedzialnym i ustalać hierarchię wartości, uczy też cierpliwości, czekania, pokory.

Prowadzący: Siostro Bożenko, powiedz nam jeszcze o efektach twoich wysiłków.

Siostra Bożena: Moi dwaj synowie: Michał ma 18 lat, Jakub 17, są już od 3 lat ochrzczonymi Świadkami Jehowy. Młodszy - Jakub - nawet ostatnio założył studium biblijne z kolegą ze szkoły. Ja także prowadzę 3 studia biblijne. Jedno z nich założyłam ostatnio z panią z pracy. Ciszę się, że rady otrzymywane na zebraniach są wskazówką do życia, bo niełatwo jest znaleźć mądrość życiową samemu i sobie ja wprowadzić. To dzięki zebraniom zrozumiałam że... co jest prawdą i że nie ma lepszej drogi życiowej.

Prowadzący: Życzę ci siostro Bożenko żeby Jehowa w dalszym ciągu błogosławił ci tak, jak do tej pory.

 

(...aplauz...)

 

Jen z nami także siostra Zosia Pajdzik ze zboru Kraków ''Szkolna''. Siostru Zosiu, powiedz nam w którym roku się urodziłaś?

Siostra Zosia: W 1924.

Prowadzący: Ty obecnie masz 79 lat. No, muszę powiedzieć, że w twoim wieku najczęściej ludzie siedzą w domu i tylko wspominają, jak byli młodzi, piękni i zdrowi. Ale z tobą jest inaczej.

Siostra Zosia: Tak, od września 2001 roku podjęłam stałą służbę pionierską. Wcześniej, od listopada 1997 byłam pionierką pomocniczą i jednocześnie opiekując się moją mamą ''leżącą'', która miała 100 lat (jak zmarła w zeszłym roku).

Prowadzący: Czy to oznacza, że ty czujesz się bardzo dobrze?

Siostra Zosia: Nie. Przy chodzeniu wspieram się kulą ponieważ mam biodro ''do wymiany'', ale nie mogę tego zrobić ze względu na osteoporozę. No i lekarze jeszcze też oceniają, że mam około 30 do 40% mniejszy dopływ krwi do mózgu z lewej strony. Innych chorób nie będę wymieniać, bo to by oznaczało, że już nie żyję. (...śmiech... aplazuz...)

Prowadzący: Widać więc, że masz taką silną wolę służenia Jehowie. Powiedz, co w ostatnim czasie sprawiło ci taką wielką przyjemność?

Siostra Zosia: No bardzo mnie to ucieszyło, że Jehowa pozwolił mi skorzystać z Kursu Pionierskiego w tak podeszłym wieku. Byłam naprawdę szczęśliwa, bo to był naprawdę ''inny świat'', gdzie byłam - pomiędzy młodzieżą.

Prowadzący: A jak udaje ci się zachować tyle sił?

Siostra Zosia: No, modlę się bez przestanku ponieważ wiem, że Jehowie jesteśmy coś winni. On jest najważniejszy na świecie i w moim życiu. Dlatego musimy mu służyć dokąd nam siły, życie i zdrowie powala. Martwiłam się, że już nie będę mogła chodzić, ponieważ nie mogłam stać na nogi, ale dzięki Stwórcy mogę chodzić. Zawsze pamiętam na słowa Salomona: Ufaj Jehowie z całego serca, na rozumie swoim nie polegaj.

Kiedy nie mogę wstać - smaruję maściami nogi, i mówię: musicie chodzić!

Prowadzący: No tak, rzeczywiście i ''chodzą.'' A powiedz, siostro Zosiu, jak w związku z tym sobie radzisz zimą?

Siostra Zosia: No tak jak apostoł Paweł powiedział, że pracował w porze sprzyjającej i niesprzyjającej. Dla mnie też nie ma zimy, nie ma deszczu. Jeżeli pada i idę do Czyżyn, do podziemia, gdzie ludzie tak jak i tramwaje; przychodzą i odchodzą, i im tam głoszę. Tam też mam dwie stałe czytelniczki, którym udostępniam literaturę. W sumie mam pięciu takich czytelników, szczególnie po sklepach, no i jedno studium prowadzę. No już służę Jehowie 63 lata, no i życzę naprawdę wszystkim, żeby byli tak szczęśliwi ze służby, jak ja jestem szczęśliwa. Mam także nadzieję, że wkrótce zobaczę wszystkich moich najbliższych i innych braci i sióstr, którzy zmartwychwstaną.

Prowadzący: Życzę ci siostro Zosiu dalszych sił w trwaniu w tej służbie dla Jehowy.

 

(...aplauz...)

 

Siostra Nina Rys jest głosicielem w zborze Kraków ''Podgórze'''. Siostro Nino, kiedyś musiałaś dokonać bardzo, bardzo trudnego wyboru: czy oddać się Jehowie a zarazem znosić szykany i prześladowania w domu, czy raczej niech wszystko zostanie po staremu dla spokoju w rodzinie.

Siostra Nina: Tak, rzeczywiście. Od samego początku mojego studium mąż bardzo się sprzeciwiał i im więcej robiłam postępów, tym sprzeciw narastał. Kiedy zostałam głosicielką, było coraz gorzej - wręcz krytycznie. Za każdym razem, kiedy wracałam z zebrania miałam awantury, albo po prostu dostawałam lanie. Pewnego dnia musiałam uciec z dzieckiem z domu i ukrywać się 2 tygodnie u braci, ponieważ mąż groził, że zabije mnie siekierą. Powtarzał to bardzo często, nawet na trzeźwo. Ponieważ się bałam, postanowiłam, że musze wyprowadzić się z domu. Niestety, kiedy pakowałam się, maż zastał mnie i kazał mi wyjść z dzieckiem z domu, polał wszystko lakierem i podpalił. W tym dniu zostałam bez mieszkania, bez środków do życia, bez zasiłku, bez pracy, ale Jehowa nas nie opuścił, ponieważ nazajutrz przyjęła nas do siebie rodzina kochanych braci, która sama miała trójkę dzieci.

Prowadzący: Wiesz, tak słuchając ciebie zauważyłem, że tkwi w tobie olbrzymia siła i mnóstwo optymizmu.

Siostra Nina: Tak, ponieważ Jehowa dba o nas i w zasadzie niczego nam nie brakuje. Wprawdzie musimy żyć skromnie; staram się prowadzić proste życie, ale za to pielęgnować sprawy duchowe i Jehowa rzeczywiście rozwiązuje wszystkie nasze problemy, a nawet spełnia marzenia, tak że już sama nie muszę się o to głowić. Na przykład w ciągu jednego dnia rozwiązał moje niedawne problemy z mieszkaniem. Poprzednie mieszkanie było bardzo zagrzybione, często chorowaliśmy i mieliśmy uciążliwych sąsiadów. Jednego dnia, kiedy zanosiłam literaturę zainteresowanej okazało się, że akurat opuszcza ona dotychczasowe mieszkanie i szuka kogoś ''pewnego'' na swoje miejsce. Zawsze zależało mi na tym, aby kolejny raz przeprowadzając się, nie zmieniać Mateuszowi szkoły, a tymczasem to nowe mieszkanie okazało się, że będzie na tym samym terenia, a nawet bliżej Sali Królestwa i nawet będę w tej samej grupie książki - trudno się nie cieszyć.

Prowadzący: No to rzeczywiście ciekawe.

Siostra Nina: Kiedy przeprowadzaliśmy się, to zjawił się no niemalże tłum kochanych braci i sióstr, którzy pomagali nam nie tylko przeprowadzać się, ale też urządzać. Jeden brat, który jest stolarzem, powiedział do mnie: ''Nina, ta szafa do niczego się nie nadaje, muszę zrobić ci nową.'' Zdziwiona powiedziałam: ''No ale jak to zrobisz, skoro nie masz własnej firmy tylko pracujesz u szefa?'' ''Porozmawiam z szefem'' - powiedział. I za dwa dni zadzwonił do mnie z informacją, że po przedstawieniu szefowi mojej sytuacji życiowej, szef zgodził się podarować konieczne materiały do wykonania szafy i jeszcze w tym samym tygodniu brat zmontował mi wspaniałą, nową szafę. No i jak tu nie tracić optymizmu w takiej sytuacji? (oryg.)

Prowadzący: No rzeczywiście. Nino, opowiedz nam jeszcze i braciom, jak odczuwasz, że Jehowa odpowiada na twoje modlitwy?

Siostra Nina: Uważam, że Jehowa odpowiada na moje modlitwy i to w najdrobniejszych szczegółach. często, gdy byłam pionierem pomocniczym, Mateusz - mój syn - często chorował i miałam problem z wypracowaniem kwantum. Pewnego dnia pracowałam dość długo, głosiłam sama na ulicy i byłam przygnębiona z tego powodu. Pomodliłam się do Jehowy o wsparcie i po pewnym czasie podszedł do mnie mężczyzna, który z boku jakiś czas przyglądał mi się, a później zaczął mnie przekonywać, że to co robię jest najprawdziwszą prawdą, że jest to coś wspaniałego, że nie powinnam z tego rezygnować. Więc kiedy wróciłam do domu, byłam bardzo szczęśliwa, że nawet w taki dziwny sposób, można powiedzieć, Jehowa wspiera mnie.

Prowadzący: Życzę ci, abyś dalej z taką ufnością służyła Jehowie.

 

(...aplauz...)

Chociaż naśladowcy Chrystusa nie są częścią świata, to jednak żyją w tym systemie rzeczy kierowanym przez Szatana. Chrześcijanie nie mogą pozwolić, żeby kłopoty i trudności osłabiły ich więź z Jehową. Jeżeli stoisz w obliczu ucisku, wystrzegaj się negatywnego myślenia, które może osłabić twoją wiarę. W chwilach udręki warto stale pamiętać, że Jehowa i Jezus są blisko każdego i to niezależnie od okoliczności. Jeżeli natomiast przeżywasz kłopoty emocjonalne, nie zwlekaj - zwróć się do Jehowy. Osoba przeżywająca takie trudności musi pamiętać także, że naprawdę jest potrzebna w zborze. Ona potrafi lepiej czasami, niż ktokolwiek inny, pomóc tym, którzy przychodzą do zboru, ponieważ potrafi zrozumieć ich problemy. Dlatego staraj się zwalczać negatywne uczucia. Z drugiej strony, nie powinniśmy odnosić się także podejrzliwie do osób przygnębionych, ale zgodnie z zachęta apostoła Pawła z 1 Listu do Tesaloniczan 5:14, pocieszajmy swą mową dusze przygnębione. Jehowa wie, że nawet wierni chrześcijanie przeżywają trudne chwile. Jednym z narzędzi, które udostępnił, aby im pomóc, jest wsparcie i zachęty ze strony serdecznych i wyrozumiałych pasterzy. Oczywiście, to grono starszych zboru nie jest zespołem lekarzy i terapeutów, którzy potrafiliby leczyć fizyczne czy psychiczne niedomagania. Niemniej pasterze ci mogą pomóc pod względem duchowym, a gdy to jest tylko możliwe, organizują wsparcie również pod innym względem. Pamiętaj, nasze udręki są przejściowe. Z czasem znajdziesz wyjście z prób. Jehowa naprawdę cię kocha, On jest gotów cię osłonić i pocieszyć, zgodnie ze słowami Psalmu 91:4:

'' Lotkami swymi zagrodzi dostęp do ciebie i pod jego skrzydłami się schronisz''. (tyle zacytowano)

Wypowiedź ta, drodzy, przypomina myśl o orle, który w chwili zagrożenia potrafi rozpościerać swoje skrzydła i chronić swoje małe. W znacznie szerszym sensie, Jehowa staje się prawdziwym obrońcą dla tych, którzy u Niego szukają schronienia.

Już niedługo, drodzy, zostanie położony kres cierpieniom fizycznym, troskom i zmartwieniom. Jehowa obiecał: ''rzeczy dawne nie będą wspominane, ani nie wstąpią do serca.'' Jakąż ulgę sprawi ludziom to, że gdy wstaną rano będą radośni, a nie będą odczuwać udręki, będą mogli z radością zastanawiać się nad wypełnieniem zadań, które przewidzieli na dany dzień. Nigdy nie będą zaznawać udręki. Drodzy, dalej róbmy to, na co nas stać, stale lojalnie ufajmy Jehowie, który Jest naszą ucieczką, naszym schronieniem i naszą twierdzą.


Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O. wrzesień 2003