Strona główna / Wykłady kongresowe / Bezustannie oznajmiajmy

Tematyczny spis wszystkich artykułów


 

Wykłady kongresowe A.D. 2003

 

 

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)

 

Czego możemy się nauczyć z tego dramatu i z relacji biblijnych, na których był oparty? Jaki praktyczny pożytek może nam to przynieść w naszych czasach? Żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania wysłuchajmy z uwagą następnego punktu programu. Przemówienie pt. ''Bezustannie oznajmiajmy dobrą nowinę.'' Wygłosi brat Wiesław Flag ze zboru Kraków ''Stare Miasto.''


''Bezustannie oznajmiajmy dobrą nowinę''

 

Po obejrzeniu tego dramatu zapewne każdemu z nas nasuwa się wiele wniosków, być może refleksji, że przecież żyjemy... nie żyjemy w tamtych czasach, no a jednak jakże zbliżone sytuacje możemy dzisiaj zaobserwować i doświadczać. Dobrze by było, aby każdy z nas przemyślał swój stosunek do prowadzonej na całym świecie takiej działalności, jaka miała miejsce w I wieku, działalności głoszenia dobrej nowiny.

 

Ale może nie wybiegajmy aż tak daleko, lecz niech każdy z nas zada sobie pytanie: Jaki jest mój osobisty stosunek do głoszenia na swoim terenie, w zborze do którego należę?

Wydaje się, że przykład apostołów i innych uczniów Jezusa wyraźnie nam uświadomił, że trzeba głosić śmiało, gorliwie i bezustannie dobrą nowinę o Królestwie Bożym.

 

Zastanówmy się, jak dalece nasza sytuacja przypomina sytuację pierwszych chrześcijan. Są przynajmniej dwa charakterystyczne podobieństwa. Po pierwsze: podobnie jak oni otrzymaliśmy wspaniały przywilej rozumienia prawd biblijnych. Dlaczego możemy tak sadzić? Ponieważ to tylko my wiemy i wierzymy w to, że Jehowa osądził religię fałszywą i że rzeczywiście żyjemy w "dniach ostatnich". Dlatego też pragniemy głosić ludziom tkwiącym w ciemnościach duchowych.

 

Drugie podobieństwo to to, że my również staliśmy się przedmiotem szatańskich ataków, a mimo to, tak jak pierwsi chrześcijanie, śmiało głosimy w dzisiejszym czasie końca o nadziei wynikającej z panowania Królestwa Bożego. 

 

Czy przypominacie sobie postawę przywódców religijnych z Sanhedrynu? Tu obok na scenie to było widoczne. Właśnie w dramacie widzieliśmy jak bardzo przeciwstawiali się naśladowcom Jezusa, jak chcieli im zamknąć usta przykazując im, aby się nigdzie nie wypowiadali i nie nauczali z powoływaniem się na imię Chrystusa.

Jak na to zareagowali nasi bracia z I wieku? Nie stracili ducha, lecz byli pewni, że Jehowa doda im śmiałości. Modlili się o to. W błagalnej modlitwie powiedzieli do Jehowy "A teraz, Jehowo, zwróć uwagę na ich groźby i daj twym niewolnikom oznajmiać twoje słowo z całą śmiałością". Czytamy o tym w 4 rozdziale Dziejów Apostolskich, a wersecie 29. Nasi bracia tak żarliwie błagali Jehowę o pomoc. No ale czy się zawiedli? Nic podobnego. Jehowa odpowiedział na ich żarliwą modlitwę. Otwórzcie proszę Biblię na 4 rozdziale Dziejów Apostolskich i werset 31, tam bowiem, ukazano reakcję Jehowy, jak postąpił. Cóż tam czytamy? Otóż 31 werset 4 rozdziału Dziejów mówi tak:

"Kiedy zwrócili się już z tym błaganiem, zatrzęsło się miejsce, w którym byli zebrani, a wszyscy zostali napełnieni duchem świętym i ze śmiałością oznajmiali słowo Boże". 

Podobnie jak oni, my również uznajemy, że źródłem takiej śmiałości jest sam Jehowa. To Jego powinniśmy prosić i dlatego modląc się do Niego prośmy o śmiałość, o odwagę, prośmy o wytrwałość. Pamiętajmy jednak, że nie wolno nam rozwadniać orędzia Jehowy przeciw chrześcijaństwu i pozostałej części Babilonu Wielkiego. Śmiało ogłaszajmy ostrzeżenie, by jeszcze inni mogli ratować się ucieczką. Orędzie to musi być zdecydowane. Nie może być łagodzone jakąś nieśmiałością, czy brakiem zdecydowania z naszej strony. 

 

Przypomnijmy sobie koniec tej drugiej sceny w tym dramacie, kiedy to Filip i Justyn wyjaśniali młodemu Linusowi, dlaczego apostołowie musieli otwarcie mówić, że Sanhedryn jest odpowiedzialny za śmierć Jezusa. Ten chłopiec dziwił się temu. Czemu tak właśnie mówili? Przecież narażali się przez to na prześladowania. 

 

Tak, Linus rzeczywiście dziwił się. Tak jak zapewne nie jeden z nas, kiedy co to tylko poznaje Prawdę i zapoznaje się z nią. I z prawdami i z tym wszystkim, co ukazuje się przed nową osobą. Ale Filip i Justyn wyjaśnili mu, że nie czynią tego, by rozzłościć starszych, ale tylko po to, aby ludzie poznali Prawdę. Wyraźnie wyjaśnili, że większość ludzi sądzi, że starsi Sanhedrynu reprezentują samego Boga i przemawiają właśnie w Jego imieniu. A przecież tak nie było. Jeśli zatem ludzie nie dowiedzą się, że ci mężowie zamordowali Jezusa, to nigdy w Niego nie uwierzą i nigdy nie zyskają życia. Chodziło zatem o życie ludzi, którzy przez ówczesnych przywódców religijnych zostali wprowadzeni w błąd, przez co mogliby nigdy nie osiągnąć zbawienia. Widzimy więc, że sprawa była bardzo poważna. Tu chodziło o życie ludzi! 

 

A czy dzisiaj, kochani bracia jest inaczej? Wiemy, że nie. Jest tak samo. Dlatego też musimy śmiało ogłaszać orędzie i nie wolno nam go rozwadniać, nawet, gdyby to się nie podobało dzisiejszym przywódcom religijnym. Pamiętajmy jednak, że nie możemy być wojowniczy. Apostoł Piotr radził, by naszej nadziei bronić w łagodnym usposobieniu i z głębokim respektem, jak czytamy o tym w 1 liście Piotra, w 3 rozdziale i wersecie 15. Gdy otworzymy Biblię w tym miejscu, przeczytamy te słowa:

"Ale w swych sercach uświęcajcie Chrystusa jako Pana, zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto od was żąda uzasadnienia nadziei, którą macie w sobie, lecz czyńcie to w łagodnym usposobieniu i z głębokim respektem."

Czy tak właśnie wydajemy świadectwo? Czy mówimy dobitnie i zdecydowanie, nie rozwadniając orędzia, a jednocześnie jesteśmy łagodni i respektujemy odczucie naszych słuchaczy? Jakże wspaniałym przykładem dla nas jest Szczepan, który zwrócił się do słuchaczy z szacunkiem, a swe przemówienie rozpoczął od czego? Od prawd, które akceptował zarówno on, jak i oni. Pomimo to, nie zawahał się być stanowczym w swych wypowiedziach i wyraźnie wykazał winę tych, którzy zabili Jezusa. To ich poruszyło. Wzbudziło w nich oburzenie i wściekłość. Za to za chwilę go zamordowali. No ale czas, w którym teraz żyjemy, możemy z całą śmiałością nazwać okresem spokoju. Czyż nie tak? Nasza służba dla Jehowy nie jest związana wyłącznie z okresami przecież trudności i prześladowań. Są przecież okresy spokoju. Względnego spokoju, jeśli można go tak już nazwać. Nie wiemy, jak to długo jeszcze potrwa. Podobnie było i w I wieku. I tu warto zauważyć, że bracia wykorzystali ten czas. W jaki sposób? Otóż w 9 rozdziale Dziejów Apostolskich w wersecie 31 czytamy. Cóż takiego się wydarzyło. Właśnie w tym okresie spokoju. 

"Wtedy zbór w całej Judei i Galilei, i Samarii rzeczywiście wszedł w okres pokoju i się budował; a chodząc w bojaźni przed Jehową i w pociesze ducha świętego, stale się pomnażał."

Tak. Stale się pomnażał, bo była odpowiednia do tego pora, była to pora sprzyjająca. Dzięki temu też się budował. Drodzy, zróbmy taką analizę tych słów. Zobaczmy, że od pierwszych Chrześcijan naprawdę możemy się tutaj dużo nauczyć, jeśli chodzi o wykorzystanie takiego sprzyjającego czasu. Czytamy, że zbór się co? Pomnażał. Co dowodzi, że jego członkowie pilnie wywiązywali się ze zleconego im dzieła głoszenia. Dlaczego? No cóż, w przeciwnym wypadku, ten zbór by się nie pomnażał, gdyby nie głosili. Zwróćmy uwagę, że dla nas, dzisiaj jest też pora sprzyjająca. A statystyki wyraźnie to potwierdzają, że zbory się pomnażają. Ponadto czytaliśmy, że zbór się budował. A to nam przypomina, że powinniśmy również wykorzystać okres spokoju na wzmacnianie się pod względem duchowym. Czy tak właśnie czynimy? 

 

Niechaj za przykład posłuży starożytny król Asa, który spożytkował czas pokoju budując fortyfikacje. Przenieśmy to jednak na grunt duchowy, gdyż w naszym przypadku chodzi o budowanie 'umocnień duchowych', to jest bardzo ważne. Przy czym nie oznacza to, że nie mielibyśmy żyć w lęku i próbować w jakiś sposób fizycznie przygotowywać się na prześladowania, albo to, że każde niepomyślne zdarzenie uznawać za przejaw jakiejś dyskryminacji religijnej. Tak nie myślmy. Tak przecież nie jest, ale z całą pewnością takie budowanie oznacza przede wszystkim wzmacnianie wiary, odwagi i wytrwałości. Po co to wszystko? Byśmy bez względu na okoliczności, śmiało obwieszczali Słowo Boże.

 

Niech takim przykładem będzie również bardzo nam współczesny i nie tak odległy fakt. Nasza siostra, która tak niedawno, może półtora miesiąca temu przyjechała do naszego kraju z dalekiego Kirgistanu pokonując tysiące kilometrów. Przywiozła tutaj swoje małe dziecko, trzyletnią, malutką Marzenkę, żeby ratować jej życie. Dziecko było śmiertelnie chore. Jak się zachowała matka? Przeważnie w takich sytuacjach rodzice są zamknięci w sobie, nie chcą z nikim rozmawiać, boją się przecież o los swojego dziecka. Ale siostra z dalekiej Kirgizji nie umiała ani słowa po polsku, a jednak codziennie głosiła w szpitalu. Codziennie wydawała świadectwo. Na świetlicę przychodziły dzieci z innych sal, aby posłuchać tej "Rosjanki", jak ją tam nazwano, gdyż mówiła tylko po rosyjsku. Dzieci, kiedy odchodziły w swojej kolejce na operację, to jeszcze na chwilę opuszczały swoich rodziców, aby pożegnać się z ciocią Dinarą - jakież to niezwykłe. Popatrzmy. Jej dziecko było przecież śmiertelnie chore, a ona o tym nie zapominała, że również należy wydawać świadectwo. 

 

Drodzy, powróćmy jeszcze do 9 rozdziału Dziejów Apostolskich, wersetu 31, czytaliśmy tam, że "chodzili oni w bojaźni przed Jehową". Czy ta informacja coś oznacza dla nas? Niewątpliwie ma to życiowe znaczenie, gdyż chodzi o duchowe karmienie się. A to przez studium, poprzez rozmyślanie, czy też stosowanie w życiu tego, czego się uczymy. A więc nie tylko sucha teoria, którą dzisiaj słyszymy, a być może już jutro zapominamy. Podsumowując rozważania tego wersetu, pamiętajmy, aby pilnie głosić. Wzmacniać się pod względem duchowym, stosować się też do rad Jehowy, naśladując Jego Syna, słuchać tego, co mówi Jehowa poprzez swego niewolnika, i co najważniejsze, nie bać się człowieka, ani tego, czego on się lęka. Kochani, ludzie bez przerwy są w jakiś sposób zastraszani. Stracisz pracę, obniżą ci zarobki, ciężko zachorujesz, grożą tez aktami terrorystycznymi, moglibyśmy tutaj bez końca wymieniać takie czynniki wywołujące strach w ludziach. Tak, drodzy. Ludzie są w ciągłym lęku, nie mają czasu skupić się na swoich  sprawach, oni czegoś ciągle się boją. Bo tak zorganizował życie ten świat. A jak zachowuje się sługa boży? Nie ulegajmy temu, kochani bracia. Nie bójmy się tego, czego boją się ludzie. Prorok Izajasz, w natchnieniu, w 8 rozdziale swego proroctwa, otwórzmy Biblię na tym... w tym miejscu, 12 rozdział... 8 rozdział, werset... druga część wersetu 12 i werset 13 tak napisał:

"A tego, co wzbudza ich bojaźń, nie bójcie się ani przed nim nie drżyjcie."

Więc mowa tutaj o człowieku. I dalej czytamy: 

"Jehowa Zastępów - to jego macie uważać za świętego i wobec niego macie żywić bojaźń, i on ma wzbudzać w was drżenie."

Tak, drodzy. To Jehowa jest największym autorytetem, któremu chcemy się podobać i którego chcemy się bać. Czy tak właśnie myślimy i postępujemy? Czy takie nastawienie jest widoczne w naszych zborach? Z siostrą Dinarą i jej maleńka córeczką Marzenką, przyjechała lekarka, ateistka. 35letnia pani anestezjolog imieniem Szinara. Była chłodna i z dystansem. Zdecydowanie zapowiedziała: "Ja nie będę Świadkiem Jehowy! Ja jestem lekarzem. Żebyście czasem nie myśleli agitować mnie w jakiś sposób." Była z braćmi 28 dni. Współpracowała z komitetem łączności i z braćmi z miejscowego zboru, tutaj na Śląsku. Po 28 dniach, gdy pani Szinara wyjechała do swego kraju, pozostawiła list, w którym ta zdeklarowana ateistka, napisała: ...co ciekawe, nie zatytułowała go "Moi Drodzy", czy "Szanowni Państwa" (oryg.). Czy wiecie jak? "Dziękuję za to, że jesteście". A oto niewielki fragment jej listu:

"Chciałabym wyrazić ogromne i serdeczne podziękowanie dla organizacji Świadków Jehowy. Naprawdę rozumiałam... zrozumiałam, jak ważne jest rozwijanie bezkrwawej chirurgii na świecie, dla dobra nie tylko Świadków Jehowy, ale i całej ludzkości. Cieszy też fakt, że wasza religia pomaga rozwijać się nauce. Moja wdzięczność dla Organizacji Świadków Jehowy przepełnia mnie i nie wiem, jak ją wyrazić. Żyjąc w mieszkaniu wśród was, przez 28 dni, czułam się jak w bajce. Każdy dzień przed pójściem spać myślałam sobie: 'to sen'. Pierwszy raz w życiu spotkałam ludzi naprawdę wierzących Bogu, żyjących według Jego norm. Jestem poruszona do głębi duszy. Pierwszy raz w życiu spotkałam ludzi czyniących dobro i to tak całkiem bezinteresownie. Mało wiem o Biblii i Świadkach Jehowy, ale jeśli ta religia daje światu takich ludzi, to bez wątpienia jest to najlepsza religia na świecie. Ogromnie dziękuję zborowi w Ochojcu, gdzie chodziłam na zebrania i który przyjął mnie jak swojego człowieka. Wiedziałam to i czułam, jak wszyscy mnie lubili i jak chcieli pomóc, a przecież mnie nie znali. Dowiedziałam się, czym jest wasza religia i wiem, że jest wspaniała. Życzę wam, byście dalej wierzyli Bogu, jak obecnie wierzycie. Życzę, by dał wam zachować serca takimi, jakimi są teraz i stawały się jeszcze lepsze. A kiedy nauczę się modlić, będę się modlić za was."

Drodzy bracia, czyż nie jest to wymowne? Chociażby na otrzymywanie takich listów, warto być Świadkiem Jehowy, czyż nie tak?

 

(...aplauz...)

 

A zatem bracia zbór, który zaopiekował się tą osobą i bracia z Komitetu Łączności, czy zrobili coś specjalnego? Nie, to była ich zwykła powinność jaką każdy z nas na co dzień okazuje wszystkim ludziom, których otaczamy opieką i w jakiś sposób pomagamy.

Jest to przecież jedna z form głoszenia. Tam, gdzie ta pani przebywała wśród braci, poznawała ich, to oni wszyscy głosili, głosili swoją postawą, tym że odbijali chwałę Jehowy. A przecież do tego byliśmy zachęcani przez cały wczorajszy dzień na tym Zgromadzeniu.

 

Kochani, dramat przypomniał nam, że sprzeciw nie powstrzymał uczniów Jezusa z I wieku. Również i nas nie powinien skłonić do zwolnienia tempa, czy przerwania - w jakiś sposób - przerwania działalności. Jak zobaczyliśmy, prześladowania nie potrafiły zahamować dzieci... dzieła. Widzieliśmy tutaj płaczącą Klaudię, przypominacie sobie z przedstawionego dramatu, mówiła: ''Jak oni mogli być tacy okrutni?''. Płacząc mówiła dalej: ''Nie mogę patrzeć, że jesteście tacy poranieni.'' Wtedy Jan, jak widzimy, bardzo czule do niej powiedział, przygarnął ją do siebie: ''Nie płacz nad nami dziecko. Musimy się cieszyć.'' Wyobraźcie sobie tą sytuację. Zbici, pełni bólu, mówią: ''Musimy się cieszyć, że zostaliśmy poczytani za godnych zniesienia cierpień, ze względu na imię naszego Pana Jezusa.''

 

Jakież to wzruszające. To takie wspaniałe, prawdziwe perły ukazane w tym dramacie. Nigdy o nim nie zapomnijmy. Pamiętajmy, że świat nie ma przywileju cierpieć za Prawdę, bo Prawdy nie zna. To my - Świadkowie Jehowy możemy cierpieć za Prawdę. Możemy być wyszydzani, wykpiwani i wyśmiewani.

Uczniowie wykorzystywali okresy wolne od prześladowań, by budować się duchowo i kontynuować gorliwą służbę. My również postanówmy sobie, że nigdy się nie wycofamy pod wpływem strachu, ale raczej - ugruntujemy się w wierze. Nie wolno nam zrobić ani jednego kroku do tyłu - po prostu nas na to nie stać. Nie możemy choćby na jeden dzień przyhamować, bo tego chce Szatan. W Liście do Hebrajczyków w 10 rozdziale, wersecie 38 i 39, Paweł wyraził takie pewne odczucia. Przeczytajmy proszę:

'' "Ale prawy mój będzie żył dzięki wierze", a "jeśli się wycofuje, moja dusza nie ma w nim upodobania".
My zaś nie jesteśmy z tych, którzy się wycofują ku zagładzie, lecz z tych, którzy wierzą ku zachowaniu duszy przy życiu.''

Czy my też podobnie czujemy? Obecnie dzieło głoszenia dochodzi do wspaniałego finału, odkrywając chw... okrywając chwałą Jehowę i przynosząc wybawienie przecież milionom ludzi. Musimy im pomagać. Jeszcze wielu uzyska życie! Może również i pani Szinara z Kirgizji. Pamiętajmy o świadczenia apostołów... o oświadczeniu, jakie skierowali do Sanhedrynu: ''Musimy być bardziej posłuszni Bogu jako władcy, niż ludziom.'' I dzięki temu bądźmy tym mocniej zdecydowani bezustannie oznajmiać dobrą nowinę ku pożytkowi milionów ludzi.


Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O. wrzesień 2003