Strona główna / Wykłady kongresowe / Oddawanie chwały...

Tematyczny spis wszystkich artykułów


 

Wykłady kongresowe A.D. 2003

 

 

(Uwaga: w nawiasach kursywą dodano nasze uwagi)
 

 

Zgodnie z Dziejami Apostolskimi, 1 rozdział 8 werset, uczniowie Jezusa mieli być jego świadkami aż do najodleglejszego miejsca na ziemi.  W następnym punkcie programu wysłuchamy doświadczeń kilku osób, które poszerzyły zakres swej służby. Punkt ten zatytułowano ''Oddawanie chwały Bogu przysparza błogosławieństw,'' a przedstawi go brat Jacenty Walczak ze zboru Kraków ''Azory.''

''Oddawanie chwały Bogu przysparza błogosławieństw''

 

Czy w tym samolubnym świecie jest jeszcze ktoś, kto oddaje chwałę Bogu? Z pewnością wiele ludzi, których dotknęły bezpośrednio okropności tego świata, nad tym się poważnie zastanawia. Czytający Biblię nie mają jednak tych wątpliwości ponieważ w Księdze Objawienia, w 7 rozdziale, w 15 wierszu możemy przeczytać, iż:

''są przed tronem Boga i dniem i nocą pełnią dla niego świętą służbę w jego świątyni'' (tyle zacytowano)

O kim tutaj pisał Jan? Otrzymał wizję milionów rozradowanych czcicieli Jehowy, wspaniałego Stwórcy całego wszechświata, który wbrew opinii wielu, jest żywo zainteresowany tym, by wszyscy mogli odczuwać błogosławieństwa. Ta wizja spełnia się na naszych oczach, gdyż obecnie ponad 6 milionów świadków Jehowy wychwala Boga swego w 234 krajach.

 

Gdy w jednych krajach zapada noc, w innych świadkowie Jehowy są pilnie zajęcie głoszeniem. Ruch obrotowy naszego globu sprawia, że Jehowa jest wychwalany stale. Dniem i nocą, jak napisał Jan. Teraz nasi bracia, np. w Nowej Zelandii śpią, a my zebrani na tym wspaniałym obiekcie, w blasku dnia wychwalamy Jehowę. Można więc powiedzieć, że nad tymi, którzy oddają chwałę Jehowie, nigdy nie zachodzi Słońce. Wszyscy zatem mamy możliwość wysławiania Jehowy i wychwalania tego wspaniałego imienia, gdyż tylko On jest Bogiem jak powiedział psalmista w 86 Psalmie, 10 wierszu.

 

Natomiast Ci, którzy rzeczywiście oddają chwałę Jehowie, mają radosny przywilej pomagania innym w poznawaniu i wychwalaniu boga Jehowy. A jakie błogosławieństwa płyną z wychwalania Jehowy? Porozmawiajmy o tym z braćmi i siostrami, którzy oddają chwałę Bogu służąc z całego serca wszędzie tam, gdzie są potrzebni. Mamy przywilej gościć na naszym zgromadzeniu dwóch braci, m.in. dwóch braci, służących Jehowie za granicą. Zacznijmy od brata Leszka:

Prowadzący: Zechciej się przedstawić.
Brat Leszek: Leszek Zieliński. Służbę zagraniczną rozpoczęliśmy z żoną w czerwcu ’93 roku. Obecnie pracujemy w Betel w Kazachstanie. Biuro nasze troszczy się o potrzeby zborów w 5 państwach: w Kazachstanie, w Kirgizji, w Tadżykistanie, Uzbekistanie i Turkmenii.
Prowadzący: To gorący teren. A powiedz, jaki aspekt służby zagranicznej przysparza tobie najwięcej radości.
Brat Leszek: Szczególną radość sprawia mi to, że mogę usługiwać i być pomocnym braciom, którzy działają w warunkach zakazu, np. w Turkmenistanie.
Prowadzący: A jak sobie radzicie w tych trudnych warunkach?
Brat Leszek: Bracia starają się regularnie dostarczać zborom literaturę chociaż jest to trudne i dość niebezpieczne. Np. niedawno brat miał przywieźć literaturę do miasta odległego ok. 600 kilometrów. Do tego miasta prowadzi tylko jedna droga i na niej są cztery posterunki, gdzie milicja i wojsko sprawdzają podróżnych. Brat miał do przewiezienia dwie duże torby z czasopismami. I przygotowując się do drogi, włożył do jednej z toreb kodeks prawny. I na jednym z posterunków autobus, którym jechał brat, zatrzymali żołnierze. Poprosili wszystkim wziąć bagaże i wyjść z autobusu. Potem zaczęli dokładnie rewidować każdego pasażera i bagaż. Nasz brat zwrócił się w modlitwie do Jehowy o pomoc. Kiedy przyszła jego kolej, żołnierz otworzył torbę, w której na wierzchu leżał kodeks. Zdziwił się. Zapytał brata ‘Ty to czytasz?’ Brat potwierdził, wtedy żołnierz powiedział, zamknął torbę i powiedział ‘Wybacz, że zacząłem cię sprawdzać, rewidować, przejdź dalej.’
Prowadzący: A gdyby żołnierz zauważył literaturę?
Brat Leszek: Literaturę skonfiskowaliby i zniszczyli, a brata w najlepszym przypadku pobiliby.
Prowadzący: A powiedz, jak bracia głoszą w tych trudnych warunkach?
Brat Leszek: Są bardzo aktywni chociaż ostrożni. Głoszą nieoficjalnie, na ulicy, trochę od domu do domu. Starają się unikać spotkań z urzędnikami i milicją, chociaż nie zawsze się to udaje.
Prowadzący: A jeśli się nie udaje? To co wtedy?
Brat Leszek: To w takim przypadku otrzymują karę pieniężną, niektórych zwalniają z pracy, są też przypadki uwięzienia. Chociaż niedawno takie spotkanie zakończyło się trochę inaczej. Naszą siostrę, która głosiła na ulicy, zatrzymał pracownik służby bezpieczeństwa i zaczął wymagać, żeby poszła z nim na posterunek. Siostra zachowała zimną krew. Przedstawiła się, zapytała też, jak on ma na imię. On się przedstawił. Potem siostra powiedziała ‘Wie Pan, niestety teraz nie mogę iść z Panem na komendę, bardzo się spieszę, ale obiecuje, że po obiedzie zgłoszę się sama.’ O dziwo mężczyzna zgodził się. Siostra rzeczywiście poszła na komendę. Od razu zaprowadzili ją do komendanta i komendant ostro zapytał: ‘Dlaczego wy, świadkowie Jehowy zajmujecie się agitacją?’ I nie czekając na odpowiedź siostry dalej mówi: ‘Ty możesz nie odpowiadać, ja wiem co ty powiesz. Będziesz twierdzić, że wy nie agitujecie, tylko głosicie i prawdopodobnie zacytujesz Mateusza 28:19-20. No ale my uważamy, że to jest agitacja.’ Komendant ciągnie dalej: ‘I teraz też wiem co ty powiesz. Pewnie zacytujesz Dzieje Apostolskie 5:29 „Musimy być bardziej posłuszni Bogu jako władcy niż ludziom.”’ Po krótkiej pauzie komendant powiedział: ‘Wy nas już zamęczyliście. No cóż, idź.’

Prowadzący: A w Biblii pisze, że nawet kamienie będą głosić w razie czego... Widać, że świadkowie Jehowy wypracowali sobie dobre imię w tym mieście, prawda?

Brat Leszek: Rzeczywiście tak i pewnie dlatego, że są bardzo gorliwi. W tym zborze jest około 150 regularnych głosicieli i w tym 69 pionierów. I ten zbór prowadzi miesięcznie około 600 studiów biblijnych. Przy czym wszyscy starsi i słudzy pomocniczy są pionierami. Oczywiście przykład jaki podałem, ci gorliwi bracia, wpływa na cały zbór. Niedawno w tym zborze ochrzciło się 16 osób i wszyscy oni wypełnili wnioski do pomocniczej służby pionierskiej. Bracia w tym zborze przejawiają też serdeczną miłość i braterskie przywiązanie. Często pomagają sobie nawzajem. Ponieważ akurat w tej części Turkmenii większość ludzi żyje bardzo skromnie. Np. przeciętny posiłek to 'lepioszka', to jest taki cienki, okrągły placuszek, zielona herbata, cukier i to wszystko.
Prowadzący: To niewiele.
Brat Leszek: Tak. Nasi bracia prowadzą tam bardzo proste życie, ale są radośni i oni kochają Jehowę. Jehowa im błogosławi. Nas też to cieszy.
Prowadzący: Widać, że rzeczywiście Jehowa im błogosławi. Bardzo dziękujemy ci bracie Leszku za te wspaniałe wieści. Jak z żoną wrócicie do domu, pozdrawiajcie braci na tamtym terenie.
Brat Leszek: Dziękuję bardzo.

(...aplauz...)

Prowadzący: Na naszym zgromadzeniu gościmy też brata, który od kilku lat pełni służbę na wschodzie, no może nieco bliżej. Powiedz nam coś więcej o sobie.

Brat Grzegorz: Nazywam się Grzegorz Komor i pochodzę z Trzebini. Zawsze bardzo lubiłem czytać w czasopismach o przeżyciach misjonarzy i to spowodowało, że zacząłem służyć tam, gdzie są większe potrzeby. W 1992 roku zostałem pionierem stałym, a w ’96 roku zostałem zaproszony na kurs usługiwania. Moim pierwszym przydziałem był Sant Petersburg w Rosji, gdzie usługiwałem dwa lata jako pionier specjalny. Tam poznałem moją żonę Irinę i już jako małżeństwo byliśmy pionierami specjalnymi w Lipiecku, to jest 600 - tysięczne miasto niedaleko Moskwy.
Prowadzący: Jakich błogosławieństw zaznałeś dzięki temu, że wyjechałeś ze swego kraju by usługiwać za granicą?
Brat Grzegorz: Mogę powiedzieć, że wszystko co się w moim życiu wydarzyło to są błogosławieństwa od Jehowy. Radości przysparza nam możliwość służenia w wielu miejscach, wśród ludzi różnych kultur i mentalności, oraz oglądanie jak Jehowa zbiera kosztowności tych wszystkich narodów. W 2000 roku zostaliśmy zaproszeni do pracy w obwodzie i to na dalekim wschodzie. 10 tysięcy kilometrów od Moskwy. Ten pierwszy przydział był trochę szokujący, szczególnie dla żony. No Jehowa obficie błogosławił nas i teraz z nostalgią wspominamy usługiwanie na tamtym terenie. A obecnie pracujemy w obwodzie na południu Ukrainy.
Prowadzący: To znowuż bardzo daleko. Opowiedz jak to się stało, że tak daleko musieliście się przenieść.
Brat Grzegorz: No, gdy byliśmy na Dalekim Wschodzie wyjechałem na jeden dzień z Rosji, aby móc przedłużyć pobyt. No taka zwykła formalność. No niestety, już mnie nie wpuszczono z powrotem. Ja wróciłem do Polski, można powiedzieć bez żadnych rzeczy, żona została w Petersburgu, a wszystkie nasze rzeczy 12 tysięcy kilometrów stąd, w Habarosko. No to były trudne chwile dla nas, no ale nie dla Jehowy, który wspaniale troszczy się o wszystkich, którzy oddają mu chwałę. Już po miesiącu spotkaliśmy się z żoną na nowym terenie. Właśnie na południu Ukrainy.
Prowadzący: Czy jesteście zadowoleni z takiego obrotu sprawy?
Brat Grzegorz: Za wielkie błogosławieństwo poczytamy sobie przyjaźń wielu braci, sióstr, których poznaliśmy odwiedzając zbory. Bardzo się cieszymy, że wielu z nich spotkamy na kongresie w Kijowie. Tym bardziej, że niektórzy z nich będą tam jechać 8 dni.
Prowadzący: To rzeczywiście dużo.
Brat Grzegorz: Jehowa błogosławi nam tym, że możemy także widzieć owoce swojej pracy. Np. w jednym ze zborów, w którym usługiwaliśmy jako pionierzy specjalni, już sześciu braci ukończyło kurs usługiwania. Są i tacy, którzy służą jako pionierzy specjalni.
Prowadzący: Z pewnością macie też wiele ciekawych przeżyć, których zaznaliście pomagając innym w wychwalaniu Jehowy.
Brat Grzegorz: Oboje z żoną mamy świadomość, że to co robimy ma nieprzemijającą wartość. Ale sił dodaje nam także to, jak widzimy, że bracia w zborach doceniają dar duchowe, nie bacząc na bardzo skromne warunki życiowe. Np. na zbiórki do służby przychodzi regularnie 30, 40, a nawet więcej głosicieli. Niektórzy pracę dostosowują do zbiórek. Wspaniały przykład dają pod tym względem starsi, słudzy pomocniczy, a także osoby w podeszłym wieku. Ci kochani bracia bardzo cenią zebrania zborowe. Np. jedno małżeństwo w wieku ok. 80 lat, żeby przyjechać na zebranie muszą wstać wcześnie rano, iść 3 kilometry do stacji kolejowej, przyjechać do miasta, czekać parę godzin głosząc. Wracają do domu późnym wieczorem. Podczas naszej wizyty często są na zbiórkach. Podobnie młody brat mieszkający na wsi, na zebrania dojeżdża 40 kilometrów na rowerze. Również w zimie. On bardzo chce się uczyć, by pomagać innym. Czujemy się naprawdę szczęśliwie, że możemy oddawać chwałę Bogu i pomagać innym czynić to samo.
Prowadzący: Bardzo dziękujemy Ci bracie Grzegorzu za to, że jesteś z nami. Jestem też pewien, że twoja żona, gdyby tylko mogła z tobą przyjechać do nas, też opowiedziałaby nam wiele miłych przeżyć. Dziękujemy bardzo.
Brat Grzegorz: Dziękuję.

(...aplauz...)

Prowadzący: Zaprosiłem też małżeństwo, które postanowiło służyć Jehowie tam, gdzie są większe potrzeby. Zechciejcie się przestawić.
Brat Grzegorz: Nazywam się Grzegorz Krawczyk, a ze mną jest moja żona Anna, z którą razem przez ostatnie kilka lat usługiwaliśmy jako pionierzy specjalni na terenie zborów Kępno i Byczyna.
Prowadzący: Wiem, że ukończyłeś też kurs usługiwania.
Brat Grzegorz: Tak, klasę 14-tą w ’99 roku. I w tym samym roku opuściłem Kraków, by wyjechać na mój pierwszy teren.
Prowadzący: Powiedz nam wobec tego, jak odebrane przez ciebie wówczas szkolenie, pomaga Ci oddawać chwałę Bogu i pomagać drugim.
Brat Grzegorz: To szkolenie bardzo zbliżyło mnie do Jehowy. Teraz lepiej potrafię w trudnych sytuacjach przejawiać rozsądek i zaufanie do Jehowy. Ten kurs jeszcze bardziej rozniecił we mnie ducha ewangelizacji, dzięki czemu mogę teraz przejawiać pozytywne nastawienie, również na terenie mało owocnym. Jestem bardziej wyczulony na potrzeby drugich, czy to współbraci czy zainteresowanych. Chętnie poświęcam czas braciom oczekującym pomocy. Rozumiem teraz, jak wielkie znaczenie dla rozwoju duchowego, ma wyruszanie do służby z różnymi głosicielami. Uważam, że kurs usługiwania jest wspaniałym szkoleniem, które zapewnić tylko Jehowa.
Prowadzący: A jakich błogosławieństw zaznaliście dotąd w waszej poszerzonej, bo specjalnej służbie dla Jehowy?
Brat Grzegorz: Dużym błogosławieństwem jest widok osób zainteresowanych, które zmieniają swoją osobowość. Warto zaznaczyć, że właśnie taka intensywna służba trwająca nie dłużej niż 2 do 3 lat na jednym terenie, pozwala szybko, bo w krótkim czasie, cieszyć się owocami swej pracy.
Prowadzący: A jakie to owoce?
Brat Grzegorz: Na terenie zboru Byczyna znaleźliśmy wiele osób mających potrzeby duchowe. Ja prowadziłem 6 studiów biblijnych, a Ania 8. Mieliśmy sposobność obserwować jak Jehowa, pod wpływem naszych wysiłków, otwiera tym ludziom serca i oczy.
Siostra Anna:
Cieszy nas również, że niektóre z naszych zainteresowanych osób, już regularnie uczęszczają na zebrania, ale jedna z nich jest dla nas takim szczególnym błogosławieństwem.
Prowadzący: Siostro Aniu, to opowiedz nam krótko o tej szczególnej waszej radości.
Siostra Anna: Bardzo chętnie. Bożenka, bo tak ma na imię ta osoba o której chcę opowiedzieć, poznaliśmy ją na początku służby specjalnej Grzegorza w Kępnie. Jej mama od 30 lat przyjmowała wizyty braci i czasem bywała na zebraniach, natomiast z Bożenką nikt nigdy przez ten okres nie rozmawiał. Kiedyś przyszliśmy z Grzegorzem odwiedzić mamę Bożenki, ale zwróciliśmy uwagę na siedzącą pod piecem Bożenke. No więc stwierdziliśmy, że od razu jej zaproponujemy studium biblijne. Bożenka się zgodziła, ale tylko dlatego, że nie miała nic lepszego do roboty, bo była przez dłuższy czas na bezrobociu. Cały czas była bardzo zamknięta w sobie i w ogóle zresztą nie lubiła mówić na swój temat. Szczerze mówiąc, przez pierwsze kilka miesięcy nie wiedziałam nawet co myśli o tym studium. Kiedyś byłam tak bardzo zmęczona po służbie, że zadzwoniłam do niej, żeby odwołać studium. A ona niespodziewanie na drugi dzień odwiedziła mnie, żeby zapytać o samopoczucie. I ten moment pozwolił nam się dowiedzieć, że jej zależy na naszym towarzystwie. Wobec tego zabraliśmy ją kiedyś z mężem w nasze rodzinne strony, żeby się z nią bardziej zaprzyjaźnić.
Prowadzący: I udał się ten eksperyment?
Siostra Anna:
Na szczęście tak. Podczas pobytu zabraliśmy ją również na zgromadzenie obwodowe do Sosnowca, którego program kładł nacisk na podejmowanie służby pionierskiej jako wyraz miłości do Jehowy. I okazało się, że ten moment był dla Bożenki momentem przełomowym. Podczas programu odwróciła się do mnie i zapytała:
-‘A Ty, kiedy zostaniesz pionierem?’
-‘Ja już nim jestem od wielu lat’ – odpowiedziałam.
I po powrocie w jej rodzinne strony, na pierwszym studium, mama weszła i z niepokojem zapytała:
-‘Co zrobiliście mojej córce w Krakowie, bo od powrotu bardzo się zmieniła.’

Na ścianach zauważyliśmy, że nie było już obrazów, mimo że nigdy wcześniej jej o tym nie wspominaliśmy. Bożenka od tamtego czasu wyraźnie zaczęła dostosowywać się do poznawanej Prawdy i wkrótce zaczęła uczęszczać na wszystkie zebrania. Po kilku miesiącach wyraziła chęć bycia głosicielem i wkrótce przyjęła chrzest, a było to tuż przed naszym wyjazdem na inny teren. Po chrzcie wręczyła nam list z podziękowaniami za trud, który włożyliśmy w to studium. I w tym liście, po raz pierwszy tak naprawdę, otworzyła się przed nami i wyraziła swoje uczucia. Napisała, że chce podjąć za naszym przykładem służbę pionierską.

Prowadzący: Czy zrealizowała ten zamiar?
Brat Grzegorz: Tak. Od roku jest pionierką pełnoczasową. Natomiast jej mama, niestety, stała się naszym przeciwnikiem. Teraz myślimy, że chyba po to przez tyle lat przyjmowała braci, żeby jej córka poznała Prawdę.
Prowadzący: To czego Jehowa dokonuje, przechodzi nasze naprawdę najśmielsze oczekiwania. To widać na tym przykładzie.
Brat Grzegorz: Zgadza się. Kolejne błogosławieństwo, to silne więzi z członkami zboru. Od dnia przybycia, bracia zawsze okazywali nam serdeczne zainteresowanie, również pod względem materialnym, pomimo iż dotykają ich bezrobocie i wszystkie inne problemy starego świata.
Siostra Anna: Zauważyliśmy, że bracia bardzo oczekiwali naszego towarzystwa i naszego wsparcia. Jak jechaliśmy rankiem rowerami na teren przez wioski, bracia wybiegali na ulice i prześcigali się w zapraszaniu nas na obiad po służbie. I przy tej okazji chcieli wysłuchać bieżących doniesień z terenu.
Prowadzący: To rzeczywiście wzruszające.
Siostra Anna: Rzeczywiście, bardzo nas do siebie zbliżało. I kiedy czasem zdarzyło się, że jedno z nas zachorowało to bracia zajmowali się bardzo intensywnie chorym, a ze zdrową osobą starali się umawiać do służby i to najchętniej na 5 godzin, zaznaczali. Dbali o to żebyśmy mieli współpracowników i dbali o to, żebyśmy zawsze wypracowywali kwantum. Jednak te więzi najbardziej są widoczne wtedy, gdy trzeba zmienić teren. Wtedy członkowie zboru i zainteresowani pokazują nam. jak bardzo się z nami zżyli. Muszę przyznać, że obydwoje z mężem odczuliśmy słuszną zapewnienia Jezusa o tym, że każdy kto opuści dom, rodzinę, otrzyma wielokrotnie więcej kochanych braci gotowych do poświęceń.
Brat Grzegorz: Za wielkie błogosławieństwo poczytujemy sobie też to, iż dzięki naszej służbie, nauczyliśmy się pełnego zaufania do Jehowy i poprzestawania na tym co się ma. To bardzo upraszcza życie. Nie mamy wygórowanych wymagań, a Jehowa i tak w swej wielkiej troskliwości daje nam więcej niż potrzebujemy. Czekamy na Jehowę, a on w stosownym czasie wskazuje nam jak postąpić i gdzie mamy mu służyć.
Prowadzący: Na początku powiedziałeś Grzegorzu, że byliście pionierami specjalnymi, tzn.?
Brat Grzegorz: Tzn., że od czerwca jesteśmy pionierami stałymi w macierzystym zborze Kraków 'Prądnik Czerwony', gdyż ze względu na ważne sprawy rodzinne, musimy przez jakiś czas pozostać w domu.
Prowadzący: A potem?
Siostra Anna: Naszym marzeniem jest, żeby cały czas pełnić służbę pionierską w jak najpełniejszej mierze, a szczególnie tam, gdzie są potrzeby i gdzie skieruje nas Towarzystwo.
Prowadzący: Wszyscy z całego serca tego właśnie wam życzymy.

(...aplauz...)

Prowadzący: Porozmawiajmy teraz z bratem, który współpracuje ze zborem w Wiedniu. Powiedz nam coś o sobie.

Brat Sebastian: Nazywam się Sebastian Nowak i wraz z moją żoną i dwoma synkami jesteśmy w zborze Reis Bricke. Jest to jeden z dwóch polskich zborów w Wiedniu. O trzech lat usługuję jako starszy, jestem też nadzorcą szkoły teokratycznej.
Prowadzący: Przybliż nam, bracie Sebastianie, jak wygląda w waszych warunkach działalność kaznodziejska. No przecież nie każdy wystarczająco zna język niemiecki.
Brat Sebastian: Każdy chętny głosiciel otrzymuje teren cząstkowy, w którym jest kilka osiedli, bądź nawet też część dzielnicy i na tym terenie wyszukuje polsko brzmiące nazwiska, lub po prostu wypytuje ludzi o Polaków zamieszkujących w pobliżu. Naszym zadaniem jest pomaganie Polakom, których bardzo dużo mieszka w Wiedniu.
Prowadzący: Czy masz jakieś ciekawe przeżycia związane z pomaganiem wiedeńskim Polakom w wychwalaniu Boga?
Brat Sebastian: Ludzie często zmieniają miejsce zamieszkania. I wtedy zdarza się, że znikają nam mimo, iż poświęciliśmy im niekiedy sporo czasu. Tak było z pewnym mężczyznom, z którym prowadziłem studium. Zostało przerwane, ponieważ się wyprowadził nie zostawiając adresu. Było mi żal tego mężczyzny, bo myślałem, że wszystko stracone. Jednak ziarno Prawdy trafiło na podatny grunt w jego sercu, gdyż po podziale naszego zboru, na innym terenie odnalazł się i teraz bracia pomagają mu robić dalsze postępy. Ja jestem szczęśliwy, bo widzę go na zebraniach i był też na zgromadzeniu dwa tygodnie temu w Wiedniu.
Prowadzący: To pięknie. A co pomaga Ci zachować pozytywne nastawienie do służby dla Jehowy w tych warunkach?
Brat Sebastian: Wypracowywanie pozytywnego nastawienia ma u nas szczególne znaczenie, gdyż napotykamy w służbie na trudności, które mogą nas zniechęcać.
Prowadzący: Co masz na myśli?
Brat Sebastian: Szukając Polaków, trzeba pokonać duże odległości. Czasami od adresu do adresu mija 10 do 20 minut. Gdy pytamy o jakiś adres lub o zamieszkujących w pobliżu Polaków, Austriacy często pytają ‘Dlaczego ich szukamy?’
Prowadzący: To zrozumiałe.
Brat Sebastian: Trzeba znać na tyle język by móc uspokoić ewentualne obawy. Jednak zawsze pamiętam, że służba to najlepsze zajęcie od Stwórcy, przynoszące pożytek i duchową ochronę dla nas. Służąc Jehowie na naszym terenie pokazujemy, że chwalimy Boga poświęcając swój czas i swoje siły.
Prowadzący: Odczuwacie też z pewnością błogosławieństwa od Jehowy. 
Brat Sebastian: Oczywiście. Bez nich nie bylibyśmy w stanie nic uczynić. Jehowa dodaje nam sił przez to, że prowadzimy ciekawe rozmowy, ludzie zaczynają się zmieniać, przychodzą na zebrania. Wiele radości daje nam też współpraca z braćmi, którzy chętnie wyruszają też ze mną do służby. Wielkim pokrzepieniem są też bracia działający tak jak my, na tym samym terenia, ale jeszcze w innych językach. Przekonuje nas to, że Jehowie bardzo zależy na dokładnym wykonaniu dzieła zbierania kosztowności ze wszystkich narodów.
Prowadzący: Czy masz jakieś plany na przyszłość z tym związane?
Brat Sebastian: Przeświadczenie o powinności wychwalania Jehowy i o duchowych potrzebach rodaków, skłoniło nas z żoną do zaangażowania się w głoszenie, w drugim co do wielkości mieście w Austrii, w Graz, leżącym 200 kilometrów na południe od Wiednia. Jest tam dużo Polaków, wobec tego myślimy poważnie, by się tam przeprowadzić, pomagać im w oddawaniu chwały Jehowie.
Prowadzący: Bardzo ci dziękujemy bracie Sebastianie i życzymy Tobie, Twojej rodzinie oraz braciom w Wiedniu licznych błogosławieństw. 

(...aplauz...)

Prowadzący: Czy, aby oddawać chwałę Jehowie i odczuwać błogosławieństwa Jego, koniecznie trzeba wyjeżdżać za granicę, być pionierem specjalnym bądź betelczykiem? Porozmawiajmy z rodziną, która przeżywa swoje troski i radości. działając w jednym zborze w oparciu o własny dom. Powiedzcie kochani coś o sobie.
Brat Grzegorz: Nazywam się Grzegorz Pacholczyk. Usługujemy (oryg.) jako starszy i nadzorca przewodniczący w zborze Olkusz 'Skalskie'. Jest ze mną moja żona Lucyna, która od 12 lat pełni stałą służbę pionierską, nasza córka Daria, która do czerwca również pełniła stałą służbę, z krótką przerwą. od 1994 roku, oraz syn Tymoteusz, który jest starszym i nadzorcą służby w naszym zborze.

Prowadzący: Bracie Grzegorzu, a czy Ty nie byłeś pionierem?
Brat Grzegorz: Owszem. Były takie dwa wspaniałe lata, kiedy i ja byłem pionierem stałym. Teraz udaje mi się przynajmniej co jakiś czas być pionierem pomocniczym.
Prowadzący: O właśnie. Z pewnością nie było wam łatwo osiągnąć taki stan duchowy waszej rodziny. Powiedzcie, od kiedy zaczęliście wdrażać wasze dzieci do służby.
Siostra Lucyna: Pamiętam, że Daria miała 3 lata, gdy zabieraliśmy ją na teren oddalony. Mamy nawet jej zdjęcie na przystanku autobusowym na jednej z wiosek.
Brat Grzegorz: : A Tymoteusz był z Tobą na ośrodku pionierskim, gdy miał 4 lata.
Prowadzący: Chyba trochę musieliście pomagać mu chodzić.
Brat Grzegorz: Tak. Niektórzy bracia nosili go na barana.
Prowadzący: Opowiedzcie jakie przeszkody napotykacie, gdy staracie się brać jak najpełniejszy udział w służbie kaznodziejskiej. Tymoteuszu?
Brat Tymoteusz: Dla mnie osobiście taką przeszkodą jest obojętność ludzi na moim terenie. I właśnie to mnie zniechęca.
Prowadzący: A Ciebie bracie Grzegorzu?
Brat Grzegorz: Utrzymać rodzinę. Musze coraz więcej czasu poświecić na pracę zarobkową. Stąd trudniej znaleźć czas na służbę i może właśnie dlatego nie jestem pionierem.
Prowadzący: A siostra Lucynka?
Siostra
Lucyna: Kiedyś miałam trochę trudności z dobrym przygotowaniem się do służby. Łatwo zniechęcałam się, gdy ktoś nie stawił się do współpracy. Dziś dużo czasu zabierają mi zajęcia w domu, bo większość obowiązków domowych spoczywa przecież na mnie.
Prowadzący: To przywilej naszych kochanych żon. A co pomaga wam pokonywać te trudności?
Siostra Daria: Wprawdzie nie mówiłam o trudnościach, ale to nie znaczy, ze ich nie mam. W walce ze zmęczeniem związanym z wyjazdami do pracy, ogromną zachęta jest dla mnie postawa starszych głosicieli w zborze. Szczególnie przykład mojej babci, która mimo 78 lat jest jednym z najaktywniejszych członków naszego zboru. Nigdy nie traci pozytywnego nastawienia, a gdy współpracownik nie dopisze, babcia pracuje w pojedynkę.
Prowadzący: To godne pochwały, rzeczywiście.
Siostra Lucyna: Dla mnie z kolei zachętą są młodzi wiekiem głosiciele, gdy patrzę na ich odwagę i zapał. Dobrze, że są w zborze takie młode osoby.
Brat Tymoteusz: Z racji tego, że jestem nadzorcą służby, mam możliwość współpracy z różnymi głosicielami. Ich pomysłowość w pokonywani obojętności, uczy mnie tego właśnie, jak sobie radzić z tego rodzaju problemami. Poza tym bardzo dużo korzyści odnoszę z programu zebrań, których nie opuszczam i w których także biorę udział. Ale mam też świadomość tego, że nie wszyscy mieszkańcy, do których zachodzimy, mieli pozytywnie reagować właśnie na orędzie, które przyszło nam głosić.
Prowadzący: To prawda.
Siostra Lucyna: Po jednym ze spotkań pionierskich lepiej uświadomiłam sobie, ze skuteczność służby zależy także od dobrego przygotowania się do niej. W związku z tym teraz częściej się modlę, częściej analizuję myśli z podręcznika z 'kursu służby pionierskiej'. Na zebraniach notuję myśli, które mogą mi się przydać w służbie. Staram się też wyszukiwać u braci pozytywnych cech, co szalenie ułatwia współpracę. Ciągle pracuję nad dyscypliną wewnętrzną i organizacją pracy w domu.
Brat Grzegorz: Ja z kolei staram się wykorzystywać różne sytuacje na głoszenie nieoficjalne, m.in. w pracy czy podczas dojazdów do niej. A okresy takiego lepszego samopoczucia wykorzystuję na umawianie się z kilkoma osobami w ciągu dnia.
Prowadzący: A jakich błogosławieństw zaznajecie?
Siostra Daria: Rok temu zdecydowałam o powrocie do służby pełnoczasowej. Niedługo potem znalazłam satysfakcjonujące zatrudnienie. Widzę w tym kierownictwo Jehowy, gdyż jest to praca, którą sobie wymarzyłam. Mam świetną możliwość prowadzenia rozmów ze współpracownikami. Np. jednej z koleżanek zreferowałam cały program zebrania, a ją szczególnie zainteresował temat małżeństwa. Nie mam też problemu z otrzymywaniem wolnego na różne zajęcia teokratyczne. Ostatnio przełożony podpisując wniosek o urlop na dzisiejsze zgromadzenia, podkreślił swoje docenianie dla mojego zaangażowania w sprawy religijne. Choć musiałam na pewien czas przerwać służbę pionierską, to nadal pragnę być pionierką i wiem, że Jehowa mnie wesprze.
Prowadzący: Z całego serca życzymy Ci tego. A jak ty czujesz siostro Lucynko?
Siostra Lucyna: To, że mam siły do takiego działania, że prowadzę 3 studia, że mam wielu stałych czytelników, a w czerwcu przybyło kolejnych dwóch, również to, że u niektórych byliśmy już w mieszkaniu na rozmowie, a ludzie sami proszą mnie o czasopisma, bo poznają mnie na ulicy. To wszystko jest bez wątpienia wielkim błogosławieństwem od Jehowy.
Brat Tymoteusz: Takim błogosławieństwem dla mnie jest możliwość wychwalania Jehowy wszystkim co mam, swoimi możliwościami, siłami, ale też usługiwania braciom w zborze.
Prowadzący: A Ty bracie Grzegorzu co nam powiesz?
Brat Grzegorz: Ja tak może podsumuję. W ogóle to właśnie dzięki Jehowie trzymamy się razem, możemy wzajemnie się wspierać, zachęcać, dzielić doświadczeniami, które mamy w służbie. Dla nas, jako dla rodziców, to z tego wszystkiego wyciąga pewien wniosek. Jest to... odbieramy to jako nagrodę, wielką nagrodę za systematyczne wdrażanie dzieci do chrześcijańskiej służby kaznodziejskiej.
Prowadzący: Bardzo dziękujemy wam za te szczere wypowiedzi, za te przykładne wypowiedzi, i życzymy wam wielu dalszych błogosławieństw.

(...aplauz...)

Jakie wnioski wyciągniemy, kochani, po wysłuchaniu naszych gości? Czy trzeba mieć jakieś szczególne predyspozycje, szczególne warunki, czy może specjalne umiejętności, by swoją służbą przysparzać chwały Bogu i radości? Ważne jest raczej nasze przykładne zachowanie, wygląd, mowa wszędzie tam, gdzie się znajdujemy. W pracy, w szkole, w domu czy poza nim, wśród ludzi, których być może jeszcze nie znamy. Być może będziemy musieli się czegoś o nich dowiedzieć, może nauczyć się ich języka, by im przekazać orędzie od Jehowy. Jest to postawa, która bardzo cieszy Jehowę. W Księdze Przysłów, w 28 rozdziale, 28 (w rzeczywistości: werset 20) wierszu Jehowa nas zapewnia:

''Mąż czynów świadczących o wierności zyska wiele błogosławieństw'' (tyle zacytowano)

To co usłyszeliśmy przed chwilą przekonuje nas, że Jehowa dotrzymuje słowa. Możemy być pewni, że Jehowa w dalszym ciągu będzie błogosławił wszystkim swym wiernym sługom, którzy oddają mu chwałę. Z pewnością każdy z nas chciałby jeszcze lepiej służyć Bogu, prawda? Ale gdyby nie te trudności. A tymczasem usłyszeliśmy, że przeszkody to coś nieodłącznie związanego ze służbą dla Jehowy. Ponieważ jesteśmy niedoskonali i żyjemy w świecie, póki co, rządzonym przez Szatana. Bez ograniczeń służyć Jehowie będziemy mogli dopiero w Jego bożym, nowym porządku. Jehowa o tym wie najlepiej, dlatego jest zadowolony z naszych wysiłków, o czym świadczą liczne Jego błogosławieństwa zlewane na jego wiernych sług. Jest to zapowiedziane ustami apostoła Pawła w 2 Liście do Koryntian: ''Kto obficie sieje, ten będzie też obficie żąć'

 

Dlatego siejmy wszyscy obficie z nadzieją, że będziemy zbierać  błogosławieństwa. A chyba największym z tych błogosławieństw będzie dla nas życie wtedy, gdy jak mówią ostatnie słowa Księgi Psalmów:

''Wszystko co oddycha będzie oddawać Jehowie należną mu chwałę.''

 

(...aplauz...)


Opublikowano na Brooklyn Sp. B.O. wrzesień 2003