List o odłączeniu się skierowany do
zboru Nowa Dęba
List o odłączeniu się
14 lutego 2004 roku
Marek Boczkowski
Nowa Dęba
Grono starszych oraz zbór Świadków
Jehowy w Nowej Dębie
Drodzy członkowie zboru:
Piszę ten list po wielu miesiącach
intensywnego badania Biblii, materiałów wydanych przez Towarzystwo
Strażnica od roku 1879 aż do chwili obecnej, jak również
dodatkowych źródeł mając na uwadze zweryfikowanie wiarygodności
Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy.
Postaram się możliwie najbardziej
precyzyjnie i obiektywnie opisać kwestie, które doprowadziły mnie
do kryzysu wiary w nauczanie Towarzystwa Strażnica oraz
zaniepokoiły moje chrześcijańskie, wyszkolone na Biblii (a nie na
Strażnicy) sumienie.
[W cytowanych materiałach
zaznaczyłem pogrubioną czcionką zdania czy zwroty kluczowe w
omawianych zagadnieniach].
To, co odkryłem, wywołało we mnie
trudny do opisania szok. Doszedłem do przekonania, że Ciało
Kierownicze Świadków Jehowy mieniące się jedynym kanałem łączności
z Bogiem odpowiada raczej wzorcowi fałszywego proroka, gdyż
zafałszowuje własną historię i literaturę, czym zamieniali prawdę
w kłamstwo! Doszukałem się tego, że ta organizacja wielokrotnie
naruszyła zasady z Galatów 1:8, Objawienia 22:18,19 i Powtórzonego
Prawa 18:20-22!
Powtórzonego Prawa 18:20-22
'Jednakże prorok
ośmielający się mówić w moim imieniu słowo, którego mu nie
nakazałem mówić, lub mówiący w imieniu innych bogów, ów prorok
umrze. A jeśli powiesz w swym sercu: "Skąd będziemy wiedzieć,
którego słowa nie mówił Jehowa?", to gdy prorok mówi w imieniu
Jehowy i słowo to się nie sprawdzi ani nie spełni, jest to
słowo, którego nie mówił Jehowa. Prorok mówił je z
zuchwalstwa. Nie wolno ci się go ulęknąć'.
Według mojego przekonania,
Towarzystwo od początku do końca jest fałszywym prorokiem, co
poświadczają jego własne wypowiedzi. Ale żeby nie być gołosłownym,
najpierw ukażę cytaty z własnej literatury TS, w których
przyrównuje się ono do proroka Jehowy oraz udowadnia samo, że
występuje w imieniu Boga.
w72 4/1 197 'They Shall Know
that a Prophet Was Among Them'
Ten “prorok”
nie jest pojedynczym człowiekiem, lecz stanowi grono złożone z
mężczyzn i kobiet. Była to niewielka grupa wiernych
naśladowców Jezusa Chrystusa znanych w owym czasie jako
Międzynarodowi Badacze Pisma Świętego. Dzisiaj znani są jako
chrześcijańscy świadkowie Jehowy. I wciąż ogłaszają
ostrzeżenie, a w zleconym im zadaniu są wspierani przez
przyłączające się rzesze setek tysięcy ludzi, którzy odnieśli
się z wiarą do ich poselstwa.
Strażnica
nr 8 z 1972, s.24
"Prorokują oni gdyż występują w imieniu Boga"
[Towarzystwo o sobie]
Strażnica
nr 7 z 1978, ss.5, 6
A ponieważ nasze
czasy odpowiadają okresowi, w którym żył prorok Jeremiasz,
wiec siłą rzeczy powinno dziś istnieć grono ludzi na wzór
Jeremiasza występujące w imieniu Jehowy. Taka grupa
albo klasa istnieje! Tworzy ją cieszący się aprobatą Jehowy
ostatek klasy ‘niewolnika’ (...) Wydawca i współpracownicy
nowego czasopisma oraz zbór, który udzielał mu poparcia,
wystąpili na arenie światowej w imieniu Boga proroka
Jeremiasza (...) Rzecz nie ulega wątpliwości: Wydawca
‘Strażnicy Syjońskiej i Zwiastuna Obecności Chrystusa’
wystąpił na światowej arenie działalności religijnej w imieniu
JEHOWY, tak jak to niegdyś uczynił prorok Jeremiasz. (...)
Rzecz zrozumiała, iż na wydawców i zwolenników Strażnicy oraz
związanych z nią innych publikacji takie występowanie i
przemawianie w imieniu Boga proroka Jeremiasza od roku 1879
nakładało pewien obowiązek.
W powyższych cytatach Towarzystwo
samo utożsamia się z prorokiem Jehowy! W związku z tym są oni
odpowiedzialni za dokładność lub brak rzetelności wobec słów
wypowiadanych w imieniu Jehowy! Wziąwszy pod uwagę obecne nauki
Towarzystwa odnośnie oczekiwań związanych z okresem od roku 1914,
to dostrzegamy, że są one nierzetelne!
Na przykład w wydanej niedawno
Strażnicy z 15 września 1998 roku, w artykule Wypatrywanie
‘ze skwapliwym oczekiwaniem’ poczyniono następującą wzmiankę:
… również
XIX-wieczni szczerzy badacze Pisma Świętego pod wpływem
pewnego proroctwa trwali w oczekiwaniu. ‘Siedem czasów’ z
Księgi Daniela 4:25 powiązali z ‘czasami pogan’ i
spodziewali się, że w roku 1914 Chrystus obejmie władzę
królewską.
Jest to niesłychane przekręcenie
faktów i nauk, jakie propagowało Towarzystwo! To oczywista
nieprawda. Oto własne słowa pastora Russella na temat oczekiwań
związanych z rokiem 1914.
Nie bądźmy
więc zaskoczeni, kiedy w kolejnych rozdziałach prezentowane
będą dowody, że ustanawianie Królestwa Bożego już się zaczęło,
że według proroctwa jego panowanie rozpoczęło się w roku
1878, że „wojna onego wielkiego dnia Boga wszechmogącego”
(Obj. 16:14), która zakończy się w roku 1914 zupełnym
obaleniem obecnych mocarzy ziemi, została już rozpoczęta. Z
punktu widzenia Słowa Bożego zbieranie się armii jest wyraźnie
widoczne. (Wykłady Pisma
Świętego, tom 2, Nadszedł czas, wyd. z 1889, s.
101; W wydaniu z roku 1915 zmieniono tekst „w roku 1914” na „w
roku 1915”)
Jak widać, XIX-wieczni Badacze po
roku 1914 oczekiwali Armagedonu, a nie obecności Chrystusa i
objęcia przez niego władzy, gdyż uczono, że Chrystus przybył z
mocą swego Królestwa w roku 1878, a jego obecność datowano od roku
1874!
Zion’s Watch Tower 15 lipca
1894, s. 266; s. 1677 w reprintach
Nie widzimy
żadnego powodu do zmiany obliczeń – nawet gdybyśmy chcieli,
nie możemy tego uczynić. Wierzymy, że są one datami Bożymi, a
nie naszymi. Pamiętajmy jednak, że koniec roku 1914 nie
jest datą początku, lecz datą końca ucisku.
W powyższym cytacie rok 1914 opisano
jako „datę końca ucisku”, a nie jego początek, jak to się naucza
obecnie! A na dodatek uczono, że jest to „data Boża”! A zatem
wyraźnie dostrzegam tu fałszywe proroctwo.
Mało tego, chociaż w roku 1914
Armagedon nie nastąpił, to jeszcze przez wiele lat (co najmniej do
roku 1929) Towarzystwo uparcie stało na stanowisku, że koniec
„czasów Pogan” należy datować od roku 1799, a paruzja Chrystusa
rozpoczęła się w roku 1874:
Harfa Boża,
ss.238-239, 1929 r.
Stosując tą samą
regułę, dzień za rok, 1335 dni od R.P. 539 sprowadza nas do
R.P. 1874, w którym to czasie, według chronologii
biblijnej, Pan po raz wtóry przyszedł na ziemię.
Tu poruszymy
tylko niektóre ważniejsze daty, aby pokazać, jak proroctwo
spełniło się. Chronologia do pewnego stopnia polega na
akuratnych obliczeniach i dlatego, mogą zajść czasami omyłki.
Spełnione proroctwo jest dowodem fizycznym, w czem nie mogą
zajść żadne pomyłki. Stoi ono jako niemy świadek, którego
sprawozdania nie można powątpiewać.
Są dwie ważnedaty, których nie wolno uważać za jedno i to samo,
mianowicie, początek 'czasu końca' i 'obecność Pana'. 'Czas
końca' obejmuje okres od R.P. 1799, jak powyżej wskazano,
do czasu zupełnego obalenia rządów szatana i ustanowienia
królestwa Mesyjasza. Czas obecności naszego Pana datuje się
od R.P. 1874, jak powyżej udowodniono. Zrozumienie
proroctw do 'czasu końca' i obecności Pana celowo zostało
ukryte przez Jehowędo właściwego czasu.
(...) W r. 1844
wynaleziono telegraf, a później telefon. Z początku używano
drutów i elektryczności do przesyłania komunikacyi, lecz teraz
z błyskawiczną szybkością przesyła się je w powietrzu do
wszystkich krańców świata.
Ten wielki
wzrost wiedzy i podróżowania tam i sam,bez kwestyi,
jest spełnieniem proroctwa odnoszącego się do 'czasu końca'.
Te fizyczne fakta nie mogą być powątpiewane i wystarczą,
aby przekonać człowieka myślącego, że od r.1799 żyjemy w
'czasie końca'. [Pewność roku
1874 potwierdzono jeszcze kilkukrotnie na stronach 243, 252,
253]
Wspominając tamten okres,
Towarzystwo próbuje dziś ukryć te niewygodne dla siebie fakty:
Świadkowie Jehowy - głosiciele
Królestwa Bożego
,
s.631
Obliczenia
oparte na tym cyklu doprowadziły do wniosku, że być może
jesienią 1874 roku nastał dla całej ziemi większy rok
jubileuszowy, że chyba właśnie wtedy powrócił Pan i rozpoczęła
się jego niewidzialna obecność oraz 'czas naprawiania
wszystkich rzeczy'.
Jednak uważnie czytając literaturę z
tamtego okresu nie widać żadnego „być może” albo „chyba właśnie
wtedy”. Mamy dobitne i stanowcze stwierdzenia typu „prezentujemy
tu dowody”, „to daty Boga, a nie nasze”, „jesteśmy przekonani”,
„nie zaszły tu żadne pomyłki [w obliczeniach]”, „udowodniono” lub
„w to nie można wątpić”.
Ponieważ – jak wskazałem wcześniej –
Towarzystwo Strażnica mieni się być „prorokiem Bożym” oraz
„kanałem łączności pomiędzy Bogiem a ludźmi, poprzez który
Chrystus daje pokarm czeladzi”, to takie błędne i fałszywe
proroctwa, jakimi wprowadzili w błąd całe rzesze ludzi ściąga na
TS olbrzymią odpowiedzialność. A na dodatek Towarzystwo próbuje
ukryć te fakty przed nowymi ŚJ, którzy tych czasów nie pamiętają.
Jest o wiele więcej takich
fałszywych wypowiedzi ze strony Towarzystwa. Chociażby to, co
mówili o roku 1925!
Miliony obecnie żyjących nigdy
nie umrą, ss.60-1,
wyd. z 1918
Możemy przeto z
ufnością oczekiwać, że rok 1925-y zaznaczy się powrotem
Abrahama, Izaaka, Jakóba i wiernych proroków Starego Zakonu, a
mianowicie tych, których Apostoł wymienia w jedenastym
rozdziale listu do Żydów - do stanu ludzkiej doskonałości.
Miliony obecnie żyjących nigdy
nie umrą, ss.59,60,
wyd. z 1920
Proste
obliczenie tych lat miłościwych wskazuje nam następujący fakt:
Siedemdziesiąt lat miłościwych po pięćdziesiąt każde uczyni
3500 lat. Ten okres czasu zacząwszy się od 1575 roku przed
Rokiem Pańskim 1-ym z konieczności przywiódł nas do jesieni
1925 roku, o którym to czasie symbol się kończy a jego
wielki antysymbol się zaczyna. Czegóż tedy mamy się
spodziewać?
W symbolu
musiało być kompletne przywrócenie, a zatem wielki antysymbol
musi zaznaczyć się początkiem przywrócenia wszechrzeczy.
Główną rzeczą mającą być przywróconą, jest życie ludzkie; a
ponieważ Pismo Święte stanowczo powiada, że nastąpi
zmartwychwstanie Abrahama, Izaaka i Jakóba i innych mężów
starego Zakonu i że oni otrzymają pierwsi łaskę, przeto
możemy spodziewać się w roku 1925-ym powrotu tych wiernych
mężów Izraela ze stanu śmierci, gdy zostaną wskrzeszeni do
życia i przywróceni do doskonałego stanu ludzkiego, oraz
uczynieni widzialnymi, legalnymi przedstawicielami nowego
porządku rzeczy na świecie.
Jest to kolejne nietrafione
proroctwo, którego w żaden sposób nie jestem w stanie przypisać
Bożemu kanałowi łączności, a jedynie świadczy o ludzkim błędnym
sposobie rozumowania! Słowo Boże się nie zmienia! Jedynie ludzkie
słowa ulegają zmianom, ale Bóg stanowczo mówi, iż On się nie
zmienia!
Malachiasza 3:6
Ja bowiem jestem
Jehowa; ja się nie zmieniłem.
Jakuba 1:17
Każdy dobry dar
i każdy doskonały podarunek pochodzi z góry, bo zstępuje od
Ojca świateł niebiańskich, a u niego nie ma zmienności
obracania się cienia.
Podtrzymuję swoje zdanie na
podstawie biblijnych dowodów, że to Ciało Kierownicze się zmienia
- a nie Bóg – którego imię zostało zniesławione takim stanowiskiem
Towarzystwa, przez podawanie się za Boży kanał łączności!
Armagedonu wypatrywano także w
latach 1940-tych:
Wspaniały finał Objawienia
bliski! s. 246
W owym czasie
wielu sług Jehowy oczekiwało, że trwające zmagania zbrojne
przeobrażą się w wojnę Bożą, czyli Armagedon.
Czas pokazał, że i te spekulacje
Towarzystwa okazały się zwodniczym proroctwem.
Zatrzymajmy się teraz na chwilę przy
tym, co Towarzystwo twierdziło odnośnie roku 1975! Do dnia
dzisiejszego wśród wielu Świadków Jehowy (i nie tylko) wspominane
jest fiasko tych zapowiedzi.
Strażnica,
nr 5 z 1969, s.8, Rok 1975! - I jeszcze dużo dalej
"Jedna
jest rzecz absolutnie pewna: Chronologia biblijna poparta
spełnionymi proroctwami dowodzi, że sześć tysięcy lat
istnienia człowieka wkrótce dobiegnie końca, jeszcze za życia
obecnego pokolenia!(Mat.24:34) Nie pora więc na to, żeby pozostać
obojętnym i mówić sobie: jakoś to będzie. Nie pora na to, aby
sprawę obracać w żart, posługując się słowami Jezusa, że 'o
tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani
Syn, tylko sam Ojciec' (Mat.24:36) Wręcz przeciwnie, nadszedł
czas, by jasno zdać sobie sprawę, że szybko zbliża się kres
teraźniejszego systemu rzeczy, przy czym będzie to kres
gwałtowny. Nie łudźmy się: Zupełnie wystarczy, iż sam Ojciec
zna zarówno 'dzień', jak i 'godzinę'.
Nawet jeśli nie daje się spojrzeć poza rok 1975, czy jest to
podstawa do ograniczania aktywności? Apostołowie przecież
nie widzieli ani tak daleko, jak my; nie wiedzieli przecież
nic o roku 1975."
w68 8/15 499 Why Are You
Looking Forward to 1975?
(wyd. polskie nr 5 z 1969,Dlaczego oczekujesz roku 1975?)
30 Czy na
podstawie powyższych rozważań można wyrazić przekonanie, że
jesienią roku 1975 będzie już po bitwie Armagedonu i że mniej
więcej właśnie wtedy rozpocznie się od dawna oczekiwane
tysiącletnie królowanie Chrystusa? Jest to możliwe,
poczekajmy jednak i zobaczmy, w jakiej mierze siódme
tysiąclecie istnienia człowieka zbiega się z przyrównanym do
sabatu tysiącletnim panowaniem Chrystusa. Jeżeli te dwa okresy
pobiegną równolegle z dokładnością co do jednego roku
kalendarzowego, nie stanie się to przez zwykły przypadek czy
splot okoliczności, lecz wyniknie z miłościwych zamierzeń
Jehowy. Nasza rachuba czasu (która jest dość dokładna ale nie
rości sobie pretensji do nieomylności) w najlepszym wypadku
wskazuje tylko, że jesienią roku 1975 skończy się 6000 lat
istnienia człowieka na ziemi. Niekoniecznie znaczy to, że rok
1975 wyznacza także koniec pierwszych 6000 lat siódmego „dnia”
twórczego Jehowy. Dlaczego? Ponieważ Adam po stworzeniu żył
jeszcze jakiś czas w „szóstym dniu”, którego nieznaną część
należałoby odjąć od 930 lat z życia Adama i dopiero na tej
podstawie ustalić, kiedy dobiegł końca szósty z okresów
twórczych, czyli „dni” obejmujących po siedem tysięcy lat,
oraz dowiedzieć się, jak długo Adam żył w
„siódmym dniu”. Z drugiej strony koniec tego szóstego „dnia”
stwarzania mógł nawet przypaść na ten sam rok kalendarza
gregoriańskiego, w którym został stworzony Adam. Może tu
występować różnica zaledwie tygodni lub miesięcy, a nie lat.
Towarzystwo stwierdza tutaj, że „Armagedon
nastąpi w roku 1975, a różnica co do tej daty może wynosić
zaledwie kilka tygodni lub miesięcy, ale nie lat”. Tak wyglądało
nowe światło 30 lat temu. A oto kolejny cytat ze Służby
Królestwa z kwietnia 1970 roku:
Służba Królestwa,
nr 4 z 1970, s.6
Niektórzy może
myśleli sobie kiedyś: ‘Jak długo to jeszcze potrwa?
Gdybym to wiedział, wtedy ostatnie lata przed Armagedonem
poświęciłbym w całości Jehowie wstępując do służby
pionierskiej!’ A jak postąpisz teraz, gdy wiesz, gdy już
znasz odpowiedź na swoje pytanie?
I jeszcze jeden z
angielskojęzycznego wydania Służby Królestwa z maja 1974
roku:
km 5/74 3 How Are You Using
Your Life?
"I tak, od
lata 1973 roku każdego miesiąca uzyskujemy nowe najwyższe
liczby pionierów. Obecnie w Stanach Zjednoczonych działa
20,394 pionierów stałych i specjalnych, co stanowi najwyższą
wśród sług pełnoczasowych. To jest o 5,190 więcej niż
zanotowaliśmy w lutym 1973 roku! To stanowi wzrost aż o 34%!
Czyż nie rozgrzewa to naszych serc? Dochodzą wieści o braciach
sprzedających swoje domy i własność i planujących zakończyć
resztę swoich dni w tym starym systemie, w służbie
pionierskiej. Z pewnością jest to świetny sposób spędzenia
tego krótkiego czasu, który pozostał, zanim nikczemny
świat się skończy – 1 Jana 2:17"
[Polski odpowiednik nr 8 z 1974, s.4, z niewiadomych powodów
pomija słowa "o braciach sprzedających swoje domy i
własność"].
Tutaj Towarzystwo w dalszym ciągu
podtrzymywało datę 1975, chwaląc tych, którzy z powodu zwodniczych
wypowiedzi Towarzystwa sprzedawali swoje posiadłości i
wykorzystywali swoje oszczędności na pionierowanie podczas
ostatnich miesięcy tego systemu! Ale najgorsze jest późniejsze
nastawienie Towarzystwa wobec tych, którzy uwierzyli w jego
niespełnione proroctwo odnośnie roku 1975.
The Watchtower
z 15 lipca 1976, s.441, A
Solid Basis for Confidence(Strażnica nr10 z 1977,
s.10, Mocna podstawa ufności)
Nie byłoby
jednak wskazane, żebyśmy się sugerowali jakąś datą i
zlekceważyli sprawy codzienne, o które jako chrześcijanie
normalnie powinniśmy się troszczyć, a więc zaniedbali wszystko
to, czego razem z rodzinami naprawdę potrzebujemy. Być może
zapominamy, że gdy ten „dzień” nadejdzie, nie zmieni zasady,
iż chrześcijanie zawsze muszą się wywiązywać ze swych
powinności. Jeżeli ktoś czuje się zawiedziony, bo rozumował
inaczej, powinien się teraz zająć skorygowaniem swego poglądu,
uświadamiając sobie, że to nie słowo Boga zawiodło ani nie
wprowadziło go w błąd, tylko jego własne zrozumienie było
oparte na niewłaściwych przesłankach. Załóżmy jednak, że
to ty, czytelniku, wiele sobie obiecywałeś po jakiejś dacie i
- co godne pochwały - lepiej zdałeś sobie sprawę z powagi
chwili oraz faktu, że ludzie powinni o tym usłyszeć; ale czy
naprawdę coś na tym straciłeś? Czy rzeczywiście poniosłeś
szkodę? Możesz chyba śmiało powiedzieć, iż tylko zyskałeś na
tym i odniosłeś korzyść z takiego podyktowanego sumieniem
postępowania.
W tym miejscu Towarzystwo zrzuca
winę na szeregowego ŚJ, który uwierzył w to, co Ciało Kierownicze
mówiło o roku 1975, stwierdzając, że „szeregowi ŚJ powinni się
teraz zająć skorygowaniem własnych poglądów” oraz że to „coś sobie
obiecywali po tej dacie”, a było to zaledwie 2 lata po tym, jak w
Służbie Królestwa z maja 1974 roku chwalono trzodę za
właściwe reakcje na opublikowaną przez nich datę 1975!
Ale zawód, jaki przyniósł rok 1975
nie ostudził zapędów Towarzystwa w dalszych spekulacjach na temat
Armagedonu. Niemal co roku pojawiały się zapewnienia, że koniec
nastąpi przed upływem XX stulecia. Kilka z nich:
Narody mają poznać, że ja jestem
Jehowa – jak?, s.143
Już wkrótce,
jeszcze w naszym XX wieku, rozgorzeje 'walka w dzień
Jahwe' przeciw współczesnemu odpowiednikowi Jeruzalem, to
znaczy przeciw chrześcijaństwu.
Strażnica
nr17 z 1985, s.15
Niektórzy
przedstawiciele tego 'pokolenia' mogą dożyć nawet do końca
bieżącego stulecia. Jednakże dużo przemawia za tym, że
'koniec' jest o wiele bliżej!
Strażnica
z 15 lutego 1989, s.12
Apostoł Paweł
odegrał dominującą rolę w chrześcijańskiej działalności
misjonarskiej. Położył też podwaliny pod dzieło, które miało
być zakończone teraz, w XX wieku.
Wszystkie te zapowiedzi okryły hańbą
imię Boga, którego reprezentantami pragną być członkowie Ciała
Kierowniczego, gdyż przemawiając w Jego imieniu bezpośrednio lub
pośrednio na Niego złożyli odpowiedzialność za „proroctwa”, które
nie dość, że zupełnie się nie spełniły, to jeszcze zwiodły miliony
szczerych ludzi na całym świecie.
Jakby tego było mało, Towarzystwo
wypiera się swoich własnych wypowiedzi albo próbuje je
bagatelizować, jednocześnie winę za „mylne oczekiwania” zrzucając
na szeregowych ŚJ. A przecież od zawsze jest wiadomo, że w
Organizacji nie ma żadnych osobistych oczekiwań i żadnych
indywidualnych „przesłanek”.
Strażnica
z 1 sierpnia 2001, s.14
Po pierwsze,
skoro trzeba dbać o "jedność", dojrzały chrześcijanin musi być
zjednoczony i całkowicie zgodny ze swymi współwyznawcami w
kwestiach wiary i wiedzy. Jeśli chodzi o zrozumienie
Biblii, nie będzie krzewił osobistych opinii czy poglądów ani
się przy nich upierał. Wprost przeciwnie, odniesie się z
bezgranicznym zaufaniem do prawdy objawionej przez Jehowę Boga
za pośrednictwem Jego Syna, Jezusa Chrystusa, oraz
„niewolnika wiernego i roztropnego”. Regularnie
korzystając z pokarmu duchowego, dostarczanego „we właściwym
czasie” na łamach chrześcijańskich publikacji oraz na
zebraniach i większych zgromadzeniach, przyczynimy się do
‘jedności w wierze i poznaniu’ z naszymi współwyznawcami
(Mateusza 24:45).
Strażnica
z 15 września 1989, s.23
W świecie panuje
skłonność do odrzucania przewodnictwa. Pewien wykładowca
powiedział: „Rosnący poziom wykształcenia zwiększył zasoby
talentów i w rezultacie podwładni stali się tak krytyczni, że
prawie nie sposób nimi kierować”. Jednakże w organizacji
Bożej nie ma ducha niezależnego myślenia, a ponadto
naprawdę możemy ufać tym, którzy nam przewodzą.
Strażnica
nr15 z 1986, s.12
Wystrzegaj
się ludzi, którzy szerzą własne, sprzeczne z tym
[co głosi ‘niewolnik’]
poglądy.
Jak widać, żaden poszczególny ŚJ nie
mógł sobie niczego wymyślić odnośnie dat końca świata, bo wszystko
w co wierzą Świadkowie pochodzi wyłącznie od Ciała Kierowniczego.
Nie ma mowy o jakimkolwiek samodzielnym dochodzeniu do
czegokolwiek ani o osobistej interpretacji Biblii pod groźbą
wykluczenia za odstępstwo!
The Watchtower
z 1 października 1967, s. 587
Biblia nie może
być poprawnie zrozumiana bez uwzględnienia koncepcji
widzialnej organizacji Jehowy.
Strażnica
nr18 z 1982, s. 20, s.4
Kto nie nawiąże
kontaktu z tym kanałem łączności, którym się posługuje Bóg,
ten nie zrobi postępów na drodze życia, niezależnie od tego
jak często by czytał Biblię.
Na tej podstawie z całą mocą można
podkreślić, że nie były to żadne „nowe błyski światła” od Jehowy,
a zwyczajne nadużycie zaufania „czeladzi” i fałszywe proroctwa
popełnione w imię Boga!
Słyszałem jak Towarzystwo posługuje
się wersetem z Przysłów 4:18, by usprawiedliwić fałszywe
proroctwa.
The Watchtower
z 1 grudnia 1981, s.27 (Strażnica
nr18 z 1982, s.19)
Niektórym jednak
wydaje się, że ścieżka ta nie zawsze prowadziła prosto przed
siebie. Wyjaśnienia podawane przez widzialną społeczność
ludu Jehowy zawierają niekiedy poprawki, które jak gdyby
nawracały do punktu wyjścia, do dawniejszych poglądów. Ale
w istocie rzecz ma się inaczej. Nasuwa się tu porównanie z
tym, co w środowisku wodniaków bywa nazywane „halsowaniem”.
Manewrując osprzętem, żeglarze potrafią zmusić statek do
zwrotów w prawo i w lewo, tak i z powrotem, ale cały czas
posuwają się w upatrzonym kierunku pomimo przeciwnego
wiatru.
Bliższe zbadanie tej kwestii
ujawnia, że wiele z tych manewrów tam i z powrotem jest totalnie
sprzecznych ze sobą. Więc nie da się mówić tu o posuwaniu się
naprzód za pomocą halsowania. Skąd to niezdecydowanie doktrynalne,
by dziś ogłaszać „prawdy”, które jutro są odrzucane jako „błędy”,
a pojutrze następuje powrót do odrzuconych nauk, które zostają
odzyskane ponownie jako „nowe światło”?
A już zupełny cios temu poglądowi,
że nieustanne zmiany światła można usprawiedliwić „halsowaniem”
znajdujemy w innym wydaniu Strażnicy:
Strażnica
z 1 sierpnia 1992, s.17
Paweł rozumiał,
że do odniesienia sukcesu w biegu po życie potrzebne są
wytężone wysiłki, toteż powiedział dalej: „Ja tedy tak biegnę,
nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię
uderzał” (1 Koryntian 9:26). Słowo oddane tu przez „na oślep”
oznacza dosłownie „niejasne” (Kingdom Interlinear),
„niedostrzegalne”, „nieoznaczone” (Lange's Commentary).
A zatem jeśli ktoś nie biegnie „na oślep”, to dla każdego
obserwatora będzie zupełnie jasne dokąd zmierza. W pewnym
przekładzie czytamy tu: ‘nie biegnę zygzakami’ (The
Anchor Bible). Gdybyś zobaczył na plaży, że jakieś
linie śladów stóp wiją się w różne strony, co jakiś czas
zataczają koło, a niekiedy nawet zawracają, to chyba byś nie
pomyślał, iż ktoś tu w ogóle biegł lub przynajmniej wiedział
dokąd zmierza. Ale gdybyś ujrzał ślady tworzące długą,
prostą linię, biegnące jeden po drugim, wszystkie w równych
odstępach, to doszedłbyś do wniosku, że należą do kogoś, kto
dokładnie zna cel swej wędrówki.
A przecież fragment Biblii na jaki
powołuje się Towarzystwo ukazuje kontrast pomiędzy drogą człowieka
prawego a niegodziwca, stwierdzając, że “ścieżka prawych jest jak
jasne światło, które świeci coraz jaśniej”, podczas gdy „droga
niegodziwych jest jak mrok”. Nie ma tu niczego, co można by
powiązać z rozjaśnianiem prawd biblijnych, w które Towarzystwo
każe nam wierzyć. Księga Przysłów nie zawiera nic, o czym można by
powiedzieć, że przynajmniej usprawiedliwia tak zwane jaśniejsze
światło. Warto przeczytać to z całym kontekstem:
Przysłów 4:14-27
Nie wchodź na
ścieżkę niegodziwych i nie wkraczaj na drogę złych.
Stroń od niej, nie chodź nią; odwróć się od niej i idź
dalej. Bo oni nie zasną, dopóki nie popełnią zła, a sen ich
odbiega, dopóki nie przywiodą kogoś do potknięcia. Żywią się
bowiem chlebem niegodziwości i piją wino aktów gwałtu. Lecz
ścieżka prawych jest jak jasne światło, które świeci coraz
jaśniej, aż nastanie pełny dzień. Droga niegodziwych jest jak
mrok; nie wiedzą, o co się potykają. Synu mój, zważaj na me
słowa. Nakłoń swego ucha ku mym wypowiedziom. Niechaj nie
odstępują od twoich oczu. Zachowuj je w swoim sercu. Są bowiem
życiem dla tych, którzy je znajdują, i zdrowiem dla całego ich
ciała. Bardziej niż wszystkiego innego, czego należy pilnować,
strzeż swego serca, bo z niego pochodzą źródła życia. Odrzuć
od siebie przewrotność mowy i oddal od siebie przebiegłość
warg. Oczy twoje mają patrzeć wprost; tak, twe promienne oczy
mają patrzeć prosto przed ciebie. Wygładź ścieżkę twej stopy i
niech będą utwierdzone wszystkie twe drogi. Nie skłaniaj
się na prawo ani na lewo. Cofnij swą stopę od tego, co
złe.
Nie dość, że sama „ścieżka” nie
odnosi się do jakiegokolwiek „nowego światła”, to na dodatek wręcz
zabrania „skręcania na prawo czy na lewo”, co tym bardziej nie
pasuje do powyższych wyjaśnień Towarzystwa o „halsowaniu”. Prawda
jest taka:
Przysłów 13:5
Prawy nienawidzi
fałszywego słowa, lecz niegodziwcy postępują haniebnie i
okrywają się niesławą.
Pozwolę sobie powiedzieć coś o nowym
świetle. Pastor Russell oznajmił, że „nowe światło nie zaprzecza
staremu”.
Ale u Boga nie
ma żadnej zmienności, żadnego obracania się cienia, więc i tak
samo jest z prawdą; każda wiedza i każde światło pochodzące od
Boga muszą być takie jak ich autor. Nowy szczegół prawdy
nigdy nie może zaprzeczać dotychczasowej prawdzie. „Nowe
światło” nigdy nie przygasza wcześniejszego „światła”, ale je
uzupełnia.
Powyższy cytat pochodzi z
Watchtower reprints, luty 1881, s.188. Jest to wypowiedź
pastora Russella i jest interesująca ze względu na fakt, że
Towarzystwo robi zupełnie odwrotnie, niż to, co o „nowym świetle”
mówił jego pierwszy prezes!
Oto kilka przykładów:
Watchtower
nr7 z 1879 s. 8 mówi:
"Sodomici będą wskrzeszeni.”
Watchtower
z 1 czerwca 1952 s. 338 mówi:
"mieszkańcy Sodomy nie będą wskrzeszeni.”
Watchtower
z 1 sierpnia 1965 s. 479
mówi: "mieszkańcy
Sodomy będą wskrzeszeni.”
Strażnica
nr17 z 1988 s. 30 mówi:
"mieszkańcy Sodomy nie będą wskrzeszeni.”
Życ wiecznie (wydanie z 1982)
mówi: "mieszkańcy
Sodomy będą wskrzeszeni.”
Żyć wiecznie (wydanie z 1989)
mówi: "mieszkańcy
Sodomy będą wskrzeszeni.”, ale już
w wersji z roku 1990 książka podaje, że
„nie zmartwychwstaną” [fragment
ten w obu wersjach znajdziemy na s.179]
Insight on the Scriptures,
Vol. 2, s. 985 mówi:
"mieszkańcy Sodomy będą wskrzeszeni.”
Finał Objawienia
na s.273 mówi:
"mieszkańcy Sodomy nie będą wskrzeszeni.”
Podobnie było z fragmentem Listu do
Rzymian 13:1, który oznaczał:
Rządy
świeckie (Wykłady Pisma
Świętego, tom I, s.313, wyd. pol. z 1919 r.)
Jehowę
Boga i Jezusa Chrystusa (Prawda
was wyswobodzi, s. 312, wyd. pol. z 1943 r.; The
Watchtower z 1 i 15 czerwca 1929).
Rządy
świeckie (Strażnice nr 17 i
18 z 1963 r. oraz Strażnica nr 3, s. 4 z 1981 r.)
Inne „zwroty” w nauczaniu miały
miejsce w związku z Listem do Rzymian 10:13:
Kyrios
to Jezus (Boski plan wieków,
wyd. z 1917, s.122)
Kyrios
to Jehowa (Strażnica nr 18
z 1975, s. 16)
Kyrios
to Jezus (Strażnica nr 2 z
1979, s. 23)
Kyrios
to Jehowa (Imię Boże, które
pozostanie na zawsze, str. 26)
Takie samo „mruganie” światła było
związane z wyjaśnieniem wersetu z Rodzaju 6:2:
Niektórzy
aniołowie otrzymają sposobność dalszego życia
(Co Pismo Święte mówi o spirytyzmie,
wyd. z 1897, ss. 119-124; Co kaznodzieja Russell odpowiadał
na zadawane jemu liczne pytania, ss. 8-11)
Wszyscy
aniołowie zostaną zgładzeni (Wyzwolenie,
wyd. 1926-29, s. 35)
Aniołowie
będą żyć (Aniołowie, 1934,
ss. 11-13; Bogactwo, 1936, s. 91)
Aniołowie
zostaną zgładzeni (Strażnica
nr 8 z 1974, s. 24)
Nie jestem tu w stanie wymienić
dosłownie dziesiątek rozbieżności na jakie się natknąłem
porównując takie książki jak Dokonana tajemnica oraz
Światło z obecnym zrozumieniem Pisma prezentowanym przez
Towarzystwo. Ale ich ilość mnie przytłoczyła.
Za bardzo migocze to „nowe światło”!
Odniosę się jeszcze do kilku innych
przykładów sprzeczności występujących w „nowym świetle”.
Dobrze ukazuje to kwestia
przeszczepów narządów. Zobaczmy, jaki pogląd prezentowało w tej
sprawie Towarzystwo na przestrzeni lat. Na początku kwestia
transplantacji pozostawiona była osądowi sumienia. Mało tego,
kilkanaście lat przed rokiem 1967 zachwalano tą pionierską
podówczas praktykę, stwierdzając, że nie powinna ona budzić
wewnętrznych oporów i jest ona „cudem nowoczesnej medycyny” (The
Watchtower z 22 grudnia 1949, Spare Parts for Your Body
[Części zamienne dla twojego ciała]). Jeszcze w roku 1961
nie widziano w tym nic niestosownego:
The Watchtower
z 1 sierpnia 1961, s.480 (Strażnica nr 6 z 1962, s.14)
·
Czy w Biblii
znajduje się jakaś wypowiedź przeciwko udzielaniu zezwoleń na
przeszczepienie po śmierci swych oczu na osobę żyjącą?
Pewne
ugrupowania religijne niechętnie patrzą na używanie zwłok albo
części zwłok do doświadczeń naukowych lub na oddawanie ich do
dyspozycji naukowców w celu zastępowania pewnych części, ciała
innych ludzi. Nie wydaje się, aby to wykraczało przeciw
jakiejś zasadzie biblijnej lub prawu biblijnemu. Tym samym
jest to kwestia, którą każdy musi rozstrzygnąć sam. Jeżeli
uważa, że to jest właściwe i ma przy tym spokojne sumienie, to
może tak postąpić, i nikt nie powinien go z tego powodu
krytykować. Z drugiej strony nikogo nie powinno się krytykować
za to, że na taką propozycję nie przystaje.
Ale w 1967 Towarzystwo otrzymało od
Jehowy nowe światło:
The Watchtower
z 15 listopada 1967, s. 702 (Strażnica nr 14 z 1968
roku, s. 13)
·
Czy istnieje jakieś oparte na Piśmie Świętym zastrzeżenie co
do ofiarowania swego ciała na badania medyczne albo
przyjmowanie z takiego źródła narządów celem ich
przeszczepienia?
Bóg pozwolił
ludziom jeść mięso zwierzęce i podtrzymać życie ludzkie przez
zabieranie życia zwierzętom, chociaż nie wolno im było
spożywać krwi. Czy to obejmowało również jedzenie mięsa
ludzkiego, podtrzymywanie życia za pomocą ciała czy części
ciała innego człowieka, żywego bądź umarłego? Żadną miarą! To
byłby kanibalizm, ludożerstwo, czym brzydzi się każdy
cywilizowany lud na świecie. Jehowa czyni wyraźną różnicę
między życiem ludzkim a życiem zwierząt, ponieważ ludzkość
została stworzona na podobieństwo Boże, wyposażona w Jego
właściwości. (1 Mojż. 1:27) Rozróżnienie to widoczne jest w
następnych Jego słowach. Bóg wskazał tam, że życie ludzkie
jest święte i nie można go dowolnie odbierać chociaż można tak
postępować ze zwierzętami przeznaczonymi na pokarm. Brak
szacunku dla świętości życia ludzkiego naraża człowieka na
utratę własnego życia. – 1 Mojż. 9:5,6.
Kiedy któryś z
narządów jest chory lub działa wadliwie, zazwyczaj przywraca
się go do zdrowia przez odpowiednie środki odżywcze. Organizm
spożytkowuje ten pokarm do zregenerowania czy wyleczenia
danego narządu, stopniowo odnawiając jego komórki. Gdy uczeni
dochodzą do wniosku, że ten normalny proces nie będzie dłużej
przebiegał, w związku z czym proponują usunięcie danego organu
i bezpośrednie zastąpienie go organem innego człowieka,
usiłują dojść do celu krótszą drogą. Kto jednak poddaje się
takim zabiegom, ten po prostu żyje kosztem ciała innego
człowieka. Równa się to ludożerstwu. Jakkolwiek Jehowa Bóg
pozwolił człowiekowi jeść mięso zwierzęce, to jednak nie
udzielił nikomu zezwolenia na próbę przedłużenia swego życia
przez ludożercze praktyki, polegające na przyjmowaniu do swego
organizmu cudzego ciała, czy to przeżutego, czy też w postaci
całego narządu lub w ogóle części ciała innego człowieka.
Tak więc od roku 1967 szeregowy
Świadek Jehowy mógł liczyć się z wykluczeniem za praktykowanie
kanibalizmu jeśli przyjął przeszczep narządu. Ale wkrótce nowe
światło zaświeciło ponownie!
The Watchtower
z 15 marca 1980, s. 31 (Strażnica nr 2 z 1982 roku,
s.24)
·
Czy zbór powinien przedsięwziąć jakieś działanie, gdy
ochrzczony chrześcijanin da sobie przeszczepić organ ludzki,
jak na przykład rogówkę oka lub nerkę?
Zabranie
określonej tkanki lub kości jednemu człowiekowi i
przeszczepienie jej drugiemu jest sprawą, którą każdy
Świadek Jehowy musi rozstrzygnąć zgodnie z własnym sumieniem.
Niektórzy chrześcijanie mogą uważać, że przyjęcie do swojego
organizmu jakiejkolwiek tkanki bądź części ciała innej osoby
przypomina ludożerstwo. (...) Inni szczerzy chrześcijanie
doby dzisiejszej uważają, że Biblia nie wyklucza jednoznacznie
transplantacji organów. (...) Można by też argumentować,
że transplantacja różni się od kanibalizmu, gdyż dawca nie
musi być uśmiercony dla dostarczenia pożywienia
W roku 1980 jaśnieje nowe światło i
ludzie już mogą przyjmować przeszczepy narządów, ale... jest to
niezbyt pomyślna wiadomość dla osób, które zmarły albo straciły
wzrok na wskutek ślepego posłuszeństwa Ciału Kierowniczemu. Nie
znalazło się tu też ani jedno słowo przeprosin dla tych, którzy
ponieśli z tego tytułu szkody.
Poza tym, TS jest nie do końca
uczciwe kiedy stwarza pozory, że „szczerzy chrześcijanie uważają”
cokolwiek na ten temat, podczas gdy to właśnie Towarzystwo mówi
im, jak mają „uważać”. Nie inaczej jest z zakazem krwi – „szczerzy
chrześcijanie” nie mają swobody w podejmowaniu decyzji, mają
jedynie „swobodę” robić dokładnie to, co mówi im TS. Kiedy
poszczególni ŚJ narażają na szwank swoje życie, robią tak dlatego,
iż mają nakaz takiego postępowania pod groźbą wykluczenia ze
społeczności, oraz z przekonania, że Towarzystwo Strażnica
wypowiada się w imieniu Boga. Ciśnie się nam tutaj pytanie – Czy
to Jehowa Bóg zmienił swoje zapatrywania na te kwestie, czy to
raczej TS było po prostu w błędzie?
Aż samo nasuwa się tu skojarzenie z
sektą Niebo. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że zmiana w
poglądach Towarzystwa miała jakiś związek z coraz poważniejszym
wiekiem członków Ciała Kierowniczego, gdyż wiadomo, że wtedy
szczególnie ludzie potrzebują przeszczepu serca czy rogówki oka.
Ale szeregowi ŚJ mogli ponieść taką ofiarę; przecież w sumie nic
się nie stało – umarli dla wiary i mają nadzieję na
zmartwychwstanie. Do dnia dzisiejszego nikt nie przeprosił za to
ani poszkodowanych, ani ich rodzin. To tak, jakby TS mówiło:
„Wszelkie zażalenia prosimy kierować do Jehowy; my jedynie
podawaliśmy wam aktualne zrozumienie na jakie On nam pozwalał,
jesteśmy niewinni...”
Moją uwagę zwróciło także to, że
stanowisko Strażnicy wobec dzieci jest nie tylko niebiblijne, ale
wręcz sprzyja nadużyciom.
Weźmy pod uwagę chociaż stosunek
Towarzystwa do pedofilów. Prowadzona w ostatnich latach polityka
sprawia, że pedofile czują się w Organizacji bezpieczni i
chronieni przez grona starszych. Jak to możliwe?
Kiedy w zborze ŚJ zostanie ujawniony
pedofil, grono starszych wyznacza spośród siebie dwóch w celu
zbadania zarzutu i sprawdzenia, czy istnieją podstawy do
oskarżenia. Jeśli w śledztwie dowody się potwierdzą, wtedy
miejscowe grono starszych wyznacza dwóch starszych, aby zadzwonili
do Działu Prawnego i powiadomili ich o sprawie. Przedstawiciel
Działu Prawnego wypełnia wtedy komputerowy formularz na podstawie
zawartych w nim pytań i odpowiedzi, które ustala się przez
telefon. Dział Prawny nadaje później tok dalszym procedurom.
Do tego momentu wszystko pozornie
jest OK. Ale co wtedy, kiedy dochodzi do przesłuchania przed
komitetem sądowniczym? Mamy dwa wyjścia – 1) pedofil się
przyznaje, albo 2) wypiera wszystkiego. Jak postępują wtedy
starsi? Zobaczmy do podręcznika dla starszych zboru:
Zważajcie na samych siebie i na
całą trzodę, s.113
Ani waga złego
czynu, ani fakt, że nabrał on rozgłosu, nie przesądza o tym,
iż sprawcę należy wykluczyć; decydujące znaczenie ma tu raczej
szczera skrucha lub jej brak.
Więc praktyka jest taka: Jeśli
pedofil jakimś sposobem przekona komitet sądowniczy, że jest
przejęty skruchą, że żałuje, i że obiecuje się poprawić, to jest
duże prawdopodobieństwo, że nie zostanie wykluczony i zostanie w
zborze.
A teraz druga strona – pedofil nie
przyznaje się do winy:
Zważajcie na samych siebie i na
całą trzodę, ss.109,
111, 118
Musi być dwóch
świadków wykroczenia,
chyba że oskarżony przyznaje się do winy (...)
Musi być dwóch
lub trzech naocznych świadków,
nie mogą to być osoby powtarzające zasłyszane informacje;
nie podejmuje się żadnych kroków, gdy jest tylko jeden świadek
(...)
Jeżeli oskarżony
nie podejmuje żadnych kroków, dwaj starsi postarają się
porozmawiać z nim na ten temat. Gdy nie przyznaje się do
winy, a jest tylko jeden świadek, pozostawcie sprawę w rękach
Jehowy
Niech mi teraz ktoś powie, jak to
możliwe, żeby napastowane seksualnie dziecko miało „dwóch lub
trzech naocznych świadków”? Jaki zboczeniec jest na tyle głupi,
żeby molestować dziecko na oczach innych osób? Skąd gwałcone
dziecko ma wziąć świadków żeby ukarać pedofila?
Ale gdyby nawet pedofil przyznał się
do winy, albo gdyby została mu ona udowodniona, to zawsze ma
możliwość „okazania skruchy” i pozostania w zborze, a wtedy...
Wtedy starsi nie mogą „puścić pary” o co dana osoba była
obwiniona, nie mogą rozmawiać z innymi członkami zboru [nawet z
członkami własnej rodziny] o zarzutach wobec pedofila [bo wszak
się przyznał, więc pedofilem jest] i nie mają możliwości
przestrzec innych dzieci i rodziców przed zboczeńcem!
Mało tego, ostatnio w mediach głośne
są sprawy będących ŚJ pedofilów, którzy pomimo skazania ich przez
sądy państwowe nadal pozostają członkami zboru, gdyż rzekomo
okazali „skruchę”! Wszystko to sprawia, że Towarzystwo stworzyło w
Organizacji prawdziwy „raj” dla pedofilów! Nasze dzieci nie są
bezpieczne, a to wszystko dzieje się pod płaszczykiem zasad
biblijnych.
W czasach biblijnych każdą poważną
sprawę rozpatrywano „w bramach miasta”, więc każdy mieszkaniec
miał szansę dowiedzieć się, o co obwiniona jest dana osoba i
ewentualnie powziąć decyzję o unikaniu jej albo o ochronie swojej
rodziny przed takim zwyrodnialcem. Jeśli dla Towarzystwa
obowiązująca jest zasada z Powtórzonego Prawa 19:15, to dlaczego
pomija ono kontekst tej wypowiedzi?
Powtórzonego Prawa 19:15-20
Nie może jeden
świadek wystąpić przeciwko człowiekowi w związku z jakimś
przewinieniem lub jakimś grzechem,
w wypadku jakiegoś grzechu, który ten popełnił. Sprawa ta
ma zostać potwierdzona ustami dwóch świadków lub ustami trzech
świadków. Jeżeli świadek knujący zło wystąpi przeciwko
jakiemuś człowiekowi, by podnieść przeciw niemu zarzut o bunt,
to obaj wiodący spór staną przed obliczem Jehowy, przed
kapłanami i sędziami, którzy będą urzędować w owych dniach. A
sędziowie dokładnie zbadają i jeśli świadek jest świadkiem
fałszywym i podniósł fałszywy zarzut przeciw swemu bratu, to
uczynicie mu tak, jak on knuł, by uczynić swemu bratu, i
usuniesz spośród siebie zło.
A pozostali
usłyszą to i będą się bać, i już nigdy nie dopuszczą się
pośród ciebie żadnego takiego zła.
Kto oprócz starszych wie, kto
stanowi prawdziwe zagrożenie w zborze? Być może taka osoba w
dalszym ciągu bezkarnie wykorzystuje seksualnie dzieci, a one nie
mają „dwóch lub trzech naocznych świadków”? Ile dzieci musi zostać
skrzywdzonych, żeby Towarzystwo zmieniło swoją politykę wobec
zboczeńców w zborze?
Ostatnio Towarzystwo na szkoleniach
dla starszych przekazało im informację, że można łączyć przypadki
kilku dzieci dotyczących tego samego pedofila. Ale czy naprawdę to
coś zmieni? Osobiście szczerze w to wątpię...
Inna sprawa: izolowanie w szkole
dzieci ŚJ od dzieci nie-ŚJ, przez wmawianie, że wszystkie one
stanowią złe towarzystwo stanowi nie tylko obraźliwą formę
dyskryminacji, ale jest także rażącą formą sekciarskiej kontroli
umysłu wprowadzonej po to, żeby do minimum powstrzymać informacje
pochodzące z kanału innego niż Towarzystwo! Nie ma w Biblii żadnej
podstawy dla zabraniania dzieciom uprawiania nie związanych z
przemocą sportów w ramach zajęć pozalekcyjnych.
Podobnie stanowisko Towarzystwa
odnośnie urodzin jest z jego strony albo oczywistym kłamstwem,
albo brakiem biblijnej wiedzy Ciała Kierowniczego. Kiedy zaglądamy
do Księgi Hioba 1:4 to czytamy, że dzieci Hioba urządzały uczty w
dniu każdego z nich. Dalej czytamy (3:1-3), że kiedy Hiob
dowiedział się o śmierci dzieci i utracie swojego dobytku, to
wtedy przeklął swój dzień – dzień swoich narodzin. Zatem obie
wzmianki odnoszą się do dnia narodzin! Dzieci Hioba były
potomstwem tego, którego Jehowa nazwał „nienagannym i
prostolinijnym”. Gdyby uczty urodzinowe jego dzieci były czymś
niewłaściwym, Hiob nie mógłby zasłużyć sobie na miano męża
„nienagannego i prostolinijnego, bojącego się Boga i stroniącego
od zła”!
Towarzystwo próbuje jedną mało
miarodajną wypowiedzią pewnego profesora uspokoić zaniepokojonych
wnikliwych czytelników Biblii.
Awake!
z 8 lipca 1976, s.27
Według Biblii
dzień narodzin dziecka był dla rodziców dniem radości i
wdzięczności.
Traktowano to tak: "Oto synowie są dziedzictwem od Jehowy;
owoc łona jest nagrodą" (Ps. 127:3; Łukasza 1:57,58). Wiemy
również, że w czasach biblijnych słudzy Boga pamiętali o dniu
swoich urodzin. Na przykład: Pismo Święte podaje wiek Noego i
Abrahama w różnych momentach ich życia, a także dokładny wiek
ich śmierci (Rodz. 7:6, 11, 13; 9:28, 29; 12:4; 17:24; 25:7).
Za czasów Prawa Mojżeszowego członkowie pokolenia Lewiego
prowadzili zapisy swego wieku, by wiedzieć, czy mają
wystarczającą liczbę lat, do służby w Bożej świątyni. (Liczb
4:46,47) Czy to oznacza, że czciciele Boga w przeszłości
obchodzili urodziny?
Ludzie, którzy
tak myślą, wskazują na teksty Hioba 1:4 i Ozeasza 7:5.
Pierwszy fragment mówi o tym, że siedmiu synów Hioba
„urządzało uczty w swoich domach, każdy w swoim dniu”. Drugi
mówi o książętach izraelskich, którzy ‘nabawili się choroby z
powodu wina’ w uroczystym ‘dniu naszego króla’. Czy te
uroczystości były związane z urodzinami? Oczywiście, że nie.
Prof. G. Margoliouth pisze w Hastings' Encyclopedia of
Religion and Ethics: „Powód świętowania w Hioba 1:4 nie
jest jasny. Ponieważ było to siedem kolejnych dni, trudno
to uważać za dzień urodzin”. „Uroczysty dzień naszego króla z
Ozeasza 7:5 można równie dobrze rozumieć jako rocznicę jego
wstąpienia na tron”.
Ale jak widać wszystko to są tylko
spekulacje i przypuszczenia. „Powód świętowania w Hioba 1:4 nie
jest jasny”. Poza tym trudno sobie wyobrazić, że synowie Hioba
całe życie nic nie robili, tylko ucztowali dzień w dzień. Gdyby
według wyjaśnień Towarzystwa każdy z siedmiu synów Hioba miał swój
dzień na ucztę, a dni w tygodniu od zawsze jest też siedem, to ci
ludzie nie zajmowaliby się niczym innym jak nieustannym
świętowaniem! To byłyby „rozpasanie, pijatyki, hulanki” (Gal
5:19-21). Jest to nie do pomyślenia, żeby taka bogobojna rodzina
zachowywała się w ten sposób. W tamtych czasach trzeba było
pracować, a ucztowanie nie należało do codziennych zwyczajów.
Dziwne też, że Towarzystwo
przemilcza wypowiedzi na temat tych wersetów, jakie pojawiają się
w innych, bardzo poważnych opracowaniach biblijnych:
Adam Clarke's Commentary,
1810
Verse 4. Feasted
in their houses, every one his day. It is likely that a
birthay festival is here intended. When the birthay of one
arrived, he invited his brothers and sisters to feast with him;
and each observed the same custom.
John Wesley's Notes on the Bible
4. Feasted - To
testify and maintain their brotherly love. His day – Each
his appointed day, perhaps his birth-day, or the first day
of the month.
Robert Jamieson, A. R. Fausset
and David Brown Commentary Critical and Explanatory on the
Whole Bible, 1871
4. every one
his day - namely, the birthday (Job 3:1). Implying the
love and harmony of the members of the family, as contrasted
with the ruin which soon broke up such a scene of happiness.
John Gill's Exposition of the
Entire Bible
...rather on
each of their birthdays, which in those early times were
observed, especially those of persons of figure, Genesis
40:20, and the rather, as Job's birthday is called his day,
as here, Job 3:1, and sent and called for their three
sisters to eat and to drink with them.
Nie jestem z siebie zbyt dumny,
kiedy wspominam lata, w których nie pozwalałem mojemu dziecku na
utrzymywanie kontaktów z dziećmi nie-ŚJ, albo nie pozwalałem córce
na obchodzenie urodzin ze względu na wpajaną nam przez kilku
facetów z nowojorskiego Brooklynu demagogię poddającą nas kontroli
umysłu.
Zastanawiam się, jaki CK ma stosunek
do Kodeksu Pracy dla młodocianych w świetle faktu, że większość
dzieci ŚJ jest przymuszanych do służby polowej, bo nie chcą tego
robić dobrowolnie? Dzieci w krajach trzeciego świata są lepiej
opłacane, niż dzieci ŚJ. W rzeczywistości są one opłacane nawet
lepiej od poddanych kontroli umysłu pupilków z Betel. Jak to jest,
że zmuszanie do pracy na rzecz tak zwanej organizacji Bożej nie
jest nazywane niewolnictwem, a na dodatek Towarzystwo bez żenady
publikuje artykuły o problematyce związanej z wykorzystywaniem w
krajach trzeciego świata biednych dziecina rzecz społeczeństwa?
Towarzystwo przekonuje, i naprawdę
wielce się tym chełpi, że na całym świecie naucza tego samego. Ale
jak jest w rzeczywistości dobrze widać na jednej rzeczy, jaką jest
unikanie płacenia przez Towarzystwo na całym świecie podatków.
Na Zachodzie nie jest żadną
tajemnicą, dlaczego Towarzystwo swego czasu zmieniło swoją
politykę odnośnie pokrywania kosztów publikacji rozpowszechnianych
w wielu krajach świata. Otóż po to, żeby uniknąć płacenia podatków
ze sprzedaży! Aby uniknąć dania Cezarowi tego, co Cezara! A
przecież tak bardzo szczyci się uczciwością swoich członków pod
tym względem. Towarzystwo wspierało nawet w sądzie religijnego
oszusta i malwersanta, „wielebnego” Jimmy Swaggarta, gdy urzędy
państwowe domagały się od niego zwrotu zaległych podatków. A
wydawało mi się, że ŚJ mieli się nie mieszać z chrześcijaństwem.
Drugim przykładem są praktyki TS w
Meksyku, które mają swoje echa jeszcze do dziś, mianowicie takie,
że aby mieć możliwość posiadania swoich majątków w Meksyku (Sale
Królestwa, domy misjonarskie i inne obiekty), Towarzystwo
ogłosiło, że w Meksyku Strażnica jest „Stowarzyszeniem
kulturalno-oświatowym”, a nie religią! Jest to kolejny przykład
tego, jak Towarzystwo posługuje się kłamstwem i wybiegami, żeby
osiągnąć swoje cele! „Na zebraniach zaprzestano śpiewania oraz
publicznych modlitw, unikano też wszelkiego podobieństwa do
nabożeństw religijnych” (Rocznik 1995, ss. 212,213). Jakaż
to hipokryzja, zważywszy na fakt, że w wielu innych miejscach na
świecie – a zwłaszcza w krajach biedniejszych – bracia znosili
okrutne prześladowania, a nawet oddawali życie, właśnie za
praktykowanie religii, a nie działalności kulturalno-oświatowej!
Rocznik Świadków Jehowy – 1994,
ss.221,231, Polska
Na przykład w
maju 1949 roku kazano przerwać program zgromadzenia obwodowego
odbywającego się w okolicy Chełma. Odmowa doprowadziła do
aresztowania braci odpowiedzialnych. W ostatnim dniu
zjazdu uczestnicy znowu się zeszli, a pewien brat w
zastępstwie aresztowanego wygłosił przemówienie
okolicznościowe do chrztu; po południu na wykład publiczny
przyszło około tysiąca osób. Milicjanci aresztowali kolejnych
mówców, ale za każdym razem zabranego zastępował następny brat
i kontynuował przemówienie. Wieczorem okazało się, że tego
dnia przemawiało aż 27 braci!
Konstytucja w zasadzie gwarantowała wolność praktykowania
religii w Polsce. W związku z tym Świadkowie Jehowy
[w roku 1956]
konsekwentnie stali na
stanowisku, że głoszenie od drzwi do drzwi jest ich sposobem
oddawania czci Bogu,
i wobec tego wyruszali do służby. Ciągle jednak zdarzały się
wypadki aresztowania głosicieli.
Inną kwestią ukazującą dwojakie
mierniki i nauki różnicujące jeden kraj od drugiego jest fakt, że
w Malawi bracia zostali zmuszeni do tego, że powinni raczej umrzeć
niż wykupić od rządu legitymacje partyjne będące ekwiwalentem
dowodów osobistych oraz legitymacji ubezpieczenia zdrowotnego,
podczas gdy w tym samym czasie braciom w Meksyku zezwolono na
przekupywanie urzędników w celu otrzymania dokumentu
stwierdzającego, że odbyli oni służbę wojskową, co w rezultacie
przenosiło ich do rezerwy!
A co powiedzieć o podtrzymywanym
przez całe lata zakazie Ciała Kierowniczego odnośnie podjęcia
przez poborowych ŚJ służby zastępczej? Sprawa ta była na naradach
CK podnoszona kilkakrotnie (wg byłego członka CK, Raymonda Franza,
w latach 1977 do 1980 aż sześć razy!), ale zawsze brakowało
wymaganych 2/3 głosów większości, by przegłosować zniesienie tej
nauki. Przez to tysiące młodych ŚJ musiało iść do więzienia,
stracić pracę, czasem majątek i przeżywać okropną rozłąkę z
rodziną! A wszystko dlatego że zawsze brakowało jednego lub dwóch
głosów z wymaganych 2/3! Jak się czuli ci w Ciele, którzy chcieli
złagodzić politykę odnośnie służby zastępczej, ale byli w
mniejszości? A jak „ortodoksi” mogli spokojnie patrzyć na
cierpienia swoich współwyznawców, wmawiając im, że to wola Boża,
doskonale przy tym wiedząc, że nawet ich współpracownicy z CK nie
zgadzają się z takim obrotem sprawy? To koszmarne.
Towarzystwo „odpuściło” dopiero w
roku 1996.
Strażnica
z 1 maja 1996, s.19
Gdzieniegdzie
proponuje się służbę cywilną, która polega na przykład na
wykonywaniu jakiejś pracy społecznie użytecznej i nie jest
uznawana za służbę wojskową. Czy chrześcijanin mógłby się na
to zgodzić? Również w tej sprawie oddany Bogu, ochrzczony
chrześcijanin musi sam powziąć decyzję, kierując się
sumieniem wyszkolonym na Biblii.
Jakaż diametralna zmiana zapatrywań!
Sprawa ta musiała siłą rzeczy
wywołać olbrzymie zaniepokojenie wśród ŚJ, którzy dawali temu
wyraz w listach do CK. Dwa lata po zmianie poglądów na służbę
cywilną Towarzystwo poczuło się zmuszone uspokoić nieco nastroje.
Ale swoim zwyczajem znowu zrzucono winę na Jehowę oraz na
szeregowych członków organizacji!
Strażnica
z 15 sierpnia 1998, s.17
Gdy mamy
wrażenie, że niepotrzebnie cierpieliśmy.
W przeszłości
niektórzy Świadkowie cierpieli z powodu odmowy udziału w
jakiejś działalności, na którą obecnie sumienie by im
pozwoliło. Na przykład przed laty brat mógł powziąć taką
decyzję w związku z jakimś rodzajem służby cywilnej. Dziś może
uważać, że odbycie jej nie pogwałciłoby jego chrześcijańskiej
neutralności wobec tego systemu rzeczy.
Czy Jehowa
okazał się nieprawy, pozwalając mu cierpieć
za odmowę służby, której teraz mógłby się podjąć bez przykrych
konsekwencji? Większość osób mających za sobą tego rodzaju
przeżycie wcale tak nie myśli. Cieszą się raczej, że mogły
wyraźnie publicznie dowieść, iż zajmują zdecydowane stanowisko
w kwestii spornej co do zwierzchnictwa nad światem (porównaj
Hioba 27:5). Dlaczego ktoś miałby żałować, że śmiało obstając
po stronie Jehowy, pokierował swym sumieniem? Dzięki lojalnemu
trzymaniu się chrześcijańskich zasad, zgodnie ze swym
ówczesnym zrozumieniem, lub dzięki słuchaniu głosu
sumienia okazał się godny przyjaźni Jehowy.
Jak to „Jehowa”!? Jak to „zgodnie ze
swym ówczesnym zrozumieniem”!? Przecież to Towarzystwo, a nie
Jehowa, podaje „zrozumienie”! W Organizacji nie ma żadnego
osobistego zrozumienia!
Strażnica
z 15 września 1989, s.23
W świecie panuje
skłonność do odrzucania przewodnictwa. (...) w organizacji
Bożej nie ma ducha niezależnego myślenia, a ponadto
naprawdę możemy ufać tym, którzy nam przewodzą.
Żaden ze ŚJ nie mógł sobie zatem
tego „zrozumienia” wymyślić, ani też mieć w tym względzie jakiegoś
osobistego „przekonania sumienia”. To w Organizacji Strażnicy po
prostu jest niemożliwe. Ale najprościej jest zwalić winę za błędne
rozumienie Biblii na szeregowych członków, bo ich zawsze można
uciszyć wykluczając za brak lojalności i sianie odstępczej
niezgody!
A gdzie te mocne biblijne argumenty,
które nakazywały młodym ŚJ raczej pójść do więzienia, niż iść na
kompromis z szatańskim światem? Też gdzieś się rozmyły:
Strażnica
z 1 maja 1996, s.19
Wygląda na to,
że przymusową służbę znano już w czasach biblijnych.
Dziwna to bardzo sprawa, kiedy
weźmie się pod uwagę, że Jehowa jest Bogiem istniejącym „od czasu
niezmierzonego po czas niezmierzony” (Psalm 90:2). Jeśli
obserwował On w „czasach biblijnych” służbę wykonywaną przez
członków swojego narodu na rzecz państwa czy wojska i z pewnością
miał w tej kwestii określone zdanie, to dlaczego od początku nie
podał swemu „niewolnikowi” właściwego poglądu? Czyżby posłużył się
On zafałszowaniem prawdy w celu wypróbowania swoich sług co do
lojalności? To niemożliwe:
Jakuba 1:13
Niech nikt, kto
jest doświadczany, nie mówi: „Przez Boga jestem doświadczany”.
Bóg bowiem nie może być doświadczany przez coś złego ani
sam nikogo nie doświadcza.
A jednak Towarzystwo usiłuje wmawiać
ŚJ, że doświadczenia dzieją się za zgodą Boga i służą wypróbowaniu
wierności ludu Bożego. To bardzo wygodne każdą pomyłkę podciągnąć
pod „dopuszczenie przez Jehowę prób” powołując się na casus Hioba.
Ale bezstronne przeanalizowanie faktów pokazuje, że to konkretni
ludzie [których można nawet wymienić z nazwiska] są odpowiedzialni
za prześladowania, cierpienia i problemy spadające na szczerych
chrześcijan.
Nie inaczej było z udziałem w
wyborach i głosowaniem. Towarzystwo wmawiało milionom ŚJ na
przestrzeni lat, że uczestnictwo w wyborach stanowiłoby
pogwałcenie „zasady neutralności”, a tym samym kwalifikowałoby
daną osobę do wyrzucenia ze zboru. Z tego powodu dziesiątki
tysięcy ŚJ znosiło mniej lub bardziej brutalne prześladowania.
Świadkowie Jehowy – głosiciele
Królestwa Bożego,
1995, ss.673,674
W niektórych
krajach wprowadzono obowiązek uczestniczenia w wyborach.
Za niewywiązanie się z niego grozi w najlepszym razie kara
grzywny albo więzienia. Ale Świadkowie Jehowy popierają
mesjańskie Królestwo Boże, o którym Jezus powiedział, że „nie
jest częścią tego świata”. Dlatego nie mieszają się do
polityki państw tego świata (Jana 18:36). Każdy z nich
podejmuje taką decyzję sam i nikomu nie narzuca swoich
poglądów. Tam, gdzie brak tolerancji religijnej, neutralne
stanowisko Świadków wobec polityki służy rządom do
usprawiedliwienia brutalnych prześladowań. Działo się
tak na przykład w krajach, które znalazły się pod okupacją
hitlerowską, czy też na Kubie. Niemniej władze wielu państw
przejawiają większą tolerancję.
Rocznik Świadków Jehowy – 2002,
s.159, Ukraina
W latach
1947-1951 zatrzymano wielu Świadków pełniących ważne funkcje
organizacyjne. Braci zamykano nie tylko za drukowanie
pism, lecz także za odmowę pełnienia służby wojskowej,
udziału w wyborach lub zapisania dziecka do pionierów lub
Komsomołu (młodzieżowych organizacji komunistycznych).
Przez całe dziesięciolecia
Towarzystwo z determinacją przekonywało społeczność ŚJ, że odmowa
udziału w wyborach politycznych stanowi sprzeniewierzenie się
chrześcijańskiej wierze. Dlatego każdy, kto dobrowolnie brał
udział w takim przedsięwzięciu był wydalany ze zboru. Dla
uniknięcia problemów z władzami świeckimi Towarzystwo wymyśliło
zamiast zwrotu „wykluczenie”, termin „odłączenie”.
Zważajcie na samych siebie i na
całą trzodę, s.140
Świadkowie
Jehowy zachowują neutralność wobec politycznych
i militarnych spraw narodów (Jana 17:16; rs
ss.192-198)
Nie wtrącają się
do tego, co robią inni, jeśli chodzi o udział w wyborach
politycznych, kandydowanie na stanowiska polityczne bądź
prowadzenie kampanii politycznych, przynależność do
organizacji, które nie są neutralne, wykrzykiwanie sloganów
politycznych i tak dalej (w87/1, ss.15,16; w69/20,
ss.13,14).
Prawdziwi
chrześcijanie ‘nie należą do świata’, toteż członek zboru,
który narusza neutralność chrześcijańską i nie okazuje
skruchy, sam się odłącza od neutralnego zboru (Jana 15:19;
17:14-16, NW; w82/14, ss.23,24).
Na ogół ogłasza
się, że ten a ten odłączył się od zboru, zaś jego samego
powiadamia się ustnie, jak będzie traktowany.
A jak będzie traktowany? Oto
definicja Towarzystwa na temat odłączonych:
Zważajcie na samych siebie i na
całą trzodę,
ss.102,103
Osoby, które
same się odłączają, należy traktować identycznie, jak
wykluczone ze społeczności.
Jan odradza
prowadzenie rozmów lub kontaktowanie się z człowiekiem
wykluczonym albo takim, który się odłączył, żeby się nie
stać „uczestnikiem jego niegodziwych uczynków” (2 Jana 11,
NW).
A zatem udział w wyborach
politycznych czyli głosowanie Towarzystwo traktowało jako
„niegodziwy uczynek”, za który daną osobę trzeba ze zboru usunąć i
odciąć ją od kontaktów z dotychczasowymi przyjaciółmi i członkami
rodziny. Ilu szczerych braci zostało w ten sposób potraktowanych,
gdy na podstawie własnego sumienia podjęło inną niż narzucało
Towarzystwo decyzję? Ale jak to Towarzystwo ma w zwyczaju także i
w tej kwestii zajaśniało dla Organizacji „nowe światło”:
Strażnica
z 1 listopada 1999, ss.28,29
·
Jak Świadkowie Jehowy zapatrują się na głosowanie?
Co jednak
powiedzieć o sytuacji, gdy na obywateli nakłada się obowiązek
głosowania? W takim wypadku każdy Świadek musi sam podjąć
decyzję zgodnie ze swoim sumieniem i zasadami
wyłuszczonymi w Biblii. Jeśli ktoś postanawia pójść do lokalu
wyborczego, jest to jego sprawa. O tym, co tam robi, wie tylko
on i Stwórca.
A co powiedzieć
o krajach, gdzie głosowanie nie jest nakazane prawem, ale
osoba nieobecna na wyborach naraża się na fizyczne
niebezpieczeństwo lub inne przykre konsekwencje? W takiej
sytuacji chrześcijanin musi sam podjąć decyzję. „Każdy
bowiem poniesie swój własny ciężar” (Galatów 6:5).
W taki właśnie beztroski sposób
Towarzystwo w „imieniu Jehowy” zmieniło nauczanie o neutralności,
nie wspominając nawet słowem o bezgranicznych cierpieniach i
ofiarach, jakie ponieśli w imię tej „niby-biblijnej” nauki
oszukani ŚJ!
Przy okazji analizy tego tematu
jeszcze wyraźniejszy stał się dla mnie powód, dla którego
Towarzystwo tak uporczywie zaprzecza swoim powiązaniom z
Organizacją Narodów Zjednoczonych.
Zważajcie na samych siebie i na
całą trzodę, s.140
Świadkowie
Jehowy zachowują neutralność wobec politycznych i
militarnychspraw narodów (Jana 17:16; rs
ss.192-198)
Nie wtrącają się
do tego, co robią inni, jeśli chodzi o udział w wyborach
politycznych, kandydowanie na stanowiska polityczne bądź
prowadzenie kampanii politycznych, przynależność do
organizacji, które nie są neutralne, wykrzykiwanie
sloganów politycznych i tak dalej (w87/1, ss.15,16;
w69/20, ss.13,14).
Od roku 1942 Towarzystwo utożsamiało
ONZ ze „szkarłatną bestią” opisaną w księdze Objawienia. Wszelkie
związki z nią postrzegane były jako wyraz nielojalności wobec
Królestwa Bożego, a narody lub organizacje religijne, które z nią
w jakikolwiek sposób współpracowały, zasługiwały na zniszczenie w
Armagedonie.
W wielu publikacjach (np. The
Watchtower z 15 października 1976 lub książce Finał
Objawienia) przestrzegano przed przyjęciem tzw. „znamienia
bestii”, czyli unikania wszelkich powiązań z ONZ. „Szkarłatna
bestia” przez 50 lat była traktowana jak twór szatana, dlatego
ogólnoświatowy szok wywołała informacja o przynależności
Towarzystwa do ONZ! Ja również byłem wstrząśnięty. Sprawę
nagłośniło londyńskie czasopismo The Guardian w
październiku 2001 roku.
Na moją pisemną prośbę o udzielenie
bliższych wyjaśnień tego skandalu Towarzystwo napisało do mnie:
SCC:SSC,
8 sierpnia 2002
Czy Towarzystwo
Strażnica było związane z Organizacją Narodów Zjednoczonych?
Towarzystwo
przez całe lata korzystało z materiałów na temat zdrowia,
problemów społecznych i ekologicznych udostępnianych przez
bibliotekę ONZ. W roku 1991 dostęp do tych źródeł został
uwarunkowany rejestracją w Departamencie Informacji
Publicznych (DPI) jako organizacja pozarządowa (NGO).
Dokumenty rejestracji nie zawierały żadnego stwierdzenia,
które byłoby sprzeczne z naszymi chrześcijańskimi wierzeniami.
Co więcej, organizacje pozarządowe zostały poinformowane przez
ONZ, że 'związek z Departamentem Informacji Publicznych nie
oznacza włączenia do struktur ONZ, ani nie uprawnia tych
organizacji lub ich członków do żadnych przywilejów, ochrony
czy specjalnego statusu'.
Jednakże
dokumenty precyzujące warunki stowarzyszenia organizacji
pozarządowych - przynajmniej w ostatniej wersji - zawierają
pewne sformułowania, na które nie możemy się zgodzić. Kiedy
się o tym dowiedzieliśmy, natychmiast wycofaliśmy swoją
rejestrację.
Jak udało mi się przekonać,
odpowiedź ta była ni mniej, nie więcej, tylko cytatem z listu,
jaki Biuro Główne wysłało do poszczególnych Biur Oddziałów w dniu
1 listopada 2001 roku. Ale czy ktokolwiek w Nadarzynie zadał sobie
trud sprawdzenia prawdziwości tego oświadczenia? Szczerze w to
wątpię. Bo prawda jest taka, że zasady określające przynależność
do DPI wcale NIE ULEGŁY ZMIANIE od roku 1991! Zatem wierutnym
kłamstwem jest twierdzenie, że TS mogło się o czymkolwiek
dowiedzieć na podstawie rzekomo nowych dokumentów określających
przynależność!
A warunki były takie:
„organizacja [WTS]
zgodziła się spełniać wymagane do tego kryteria, włącznie ze
wsparciem i okazywaniem szacunku dla zasad Karty Narodów
Zjednoczonych, akceptowaniem zobowiązań i środków, jakimi
prowadzone są efektywne programy informacyjne w okręgach
wyborczych i wobec ogółu opinii publicznej na temat działań
ONZ”.
W oficjalnym piśmie skierowanym
przez szefa Służby ds. Kontaktów z Mediami Publicznymi przy DPI do
prywatnego zainteresowanego, czytamy:
United Nations – Nation Unies
Headquarters-Siege New York, NY
10017
18 marca 2001
Szanowny Panie,
W odpowiedzi na
Pański list z dnia 19 lutego 2002 r., pragniemy poinformować
co następuje:
1. Będąca NGO
Watchtower Bible and Track Society of New York, Inc.,
przynależy do DPI od 1992 roku i z własnej woli pozostawała
tam stowarzyszona do roku 2001, a chęć przynależności
wygasła z dniem 9 października 2001 roku. Według danych
zawartych na internetowej stronie www.watchtower.org,
organizacja ta jest „prawną organizacją, którą posługują się
Świadkowie Jehowy”.
2. Organizacja
Narodów Zjednoczonych nigdy nie przymuszała nie stosowała
„trików”, by jakakolwiek NGO wiązała się z DPI.
3. Kryteria
dla takiego związania się dla DPI nie uległy zmianom od roku
1991.
Nasze biuro
załącza przy okazji kopie odpowiedzi dotyczące Watchtower
Bible and Track Society.
Z poważaniem
Lyutha
Al.-Mughairy
Szef Służby ds.
Kontaktów z Mediami
Przy
Departamencie Informacji Publicznych
Zatem Towarzystwo było związane z
ONZ, a powodów można się tylko domyślać...
Jestem jedynie ciekawy, dlaczego
wobec siebie nie zastosowano zasady, że należy traktować ludzi
mających powiązania ze „szkarłatną bestią”, jako tych, którzy
„swoim postępowaniem sami dowiedli, że nie stosują się do zasady
neutralności”? Czy nie powinni oni być uważani za osoby, które
same się odłączyły od „neutralnego zboru chrześcijańskiego”?
Ale zamiast tego Towarzystwo próbuje
usprawiedliwiać ich winę, pomniejszając powagę sytuacji. Mało
tego, jeden z braci odpowiedzialnych za cały ten skandal, Ciro
Aulicino z Działu Służby, jest prawdopodobnie autorem „nowego
światła”, które upowszechnia po zgromadzeniach w USA, że ONZ
przestaje się już jawić jako Organizacja, którą posługuje się
Szatan Diabeł (Gog z Magog), i która „wykonuje jego zamysły”.
Niemniej w dalszym ciągu ONZ pozostaje narzędziem w ręku Boga,
który „włoży do jej serca swój zamiar”. Czyżby odtąd ONZ miała
odegrać rolę współczesnego Cyrusa, który chociaż nie jest
bezpośrednim sługą Jehowy Boga, to został nazwany przez Niego
„pomazańcem” ze względu na rolę jaką mu Bóg wyznaczył? (Izajasza
44:28; 45:1; Ezdrasza 1:1-4).
Byłoby to dla Strażnicy niezwykle
wygodne tłumaczenie, bo przecież tak, jak starożytni Izraelici
współpracowali z Cyrusem dla dobra czystego wielbienia, tak teraz
Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy może dzięki związkom z DPI
„pomagać jako organizacja pozarządowa [NGO] braciom broniąc ich
praw człowieka, a także bez przeszkód spotykać się z ambasadorami
i przedstawicielami rządów, by w ten sposób ‘bronić oraz prawnie
ugruntowywać dobrą nowinę’ (Filemona 1:7)”, jak napisało
Towarzystwo do jednego ze ŚJ. A na razie zmieniono oficjalna
wykładnię Towarzystwa na ten temat:
Strażnica,
1 czerwca 2003, str. 20
Gog z Magog to
poniżony od roku 1914 Szatan Diabeł. Jako istota duchowa, nie
może przeprowadzić swego ataku osobiście, dlatego uczyni to za
pośrednictwem ludzi. Jakie wykorzysta do tego grupy czy też
organizacje? Biblia nie podaje w tej sprawie szczegółów,
ale zawiera wskazówki pozwalające nam się zorientować, kim
Diabeł może się posłużyć. W miarę rozwoju wypadków
spełniających proroctwa biblijne sytuacja będzie dla nas coraz
jaśniejsza. Słudzy Jehowy wystrzegają się domysłów,
lecz pozostają czujni duchowo, w pełni świadomi rozgrywających
się wydarzeń politycznych i religijnych, które odpowiadają
proroczym zapowiedziom Pisma Świętego.
Przez ponad 50 lat Towarzystwo
Strażnica uczy, że Organizacja Narodów Zjednoczonych zniszczy
Babilon Wielki, a następnie zwróci się przeciwko Świadkom Jehowy,
a teraz piszą, że „Biblia nie podaje w tej sprawie szczegółów” o
tym, kto zaatakuje Świadków Jehowy, a Świadkowie nawet nie
domyślają się, o kogo mogłoby chodzić!
Takich doktrynalnych zmian, które
wywołują wstrząsy w Organizacji można wymienić jeszcze wiele,
Towarzystwo jest ich świadome:
Strażnica
z 1 sierpnia 1997, s.12
Ostatnio
„niewolnik wierny i roztropny” pomógł nam sprostować
dotychczasowe zrozumienie dotyczące słowa „pokolenie” z
Ewangelii według Mateusza 24:34, czasu sądzenia „owiec” i
„kóz”, wspomnianego w Ewangelii według Mateusza 25:31-46,
a także nasze stanowisko wobec pewnych rodzajów służby
cywilnej (Mateusza 24:45). Niektórzy odstępcy z pewnością
by się cieszyli, gdyby wielu Świadków Jehowy uparcie
obstawało przy poprzednim zrozumieniu tych zagadnień i nie
chciało robić postępów. Ale nic takiego się nie wydarzyło.
Dlaczego? Ponieważ lud Jehowy jest lojalny.
No i mamy kolejne kłamstwo
Towarzystwa. Wszystkie te zmiany wywołały głębokie zaniepokojenie
we wszystkich zborach świata. Wystarczy przeanalizować
sprawozdania z ogólnoświatowej działalności Świadków Jehowy z
kolejnych lat po opublikowaniu chociażby „nowego zrozumienia”
kwestii „pokolenia”, żeby dostrzec jakie spustoszenie i osłabienie
gorliwości w głoszeniu spowodowały te zmiany!
A poza tym, tzw. „odstępcy” wcale
nie cieszą się z „jaśniejszego światła”, tylko ubolewają, że
wcześniej poprzez spekulacje Ciała Kierowniczego tak wielu ludzi
było narażonych na problemy, a nawet utratę zdrowia czy życia!
Kolejny problem dla mojego sumienia
stanowi ukrywane całe lata zezwolenie osobom chorym na hemofilię
przyjmowania transfuzji krwi, podczas gdy z pozostałych 98% ŚJ
nikt nie miał takiej możliwości!
Szokującą prawdę o tym znajdujemy w
książce byłego członka Ciała Kierowniczego, Raymonda Franza, który
był naocznym świadkiem tych spraw:
Przez wiele lat
na nadsyłane do Biura Głównego organizacji (lub jej oddziałów)
listy z pytaniami od osób chorych na hemofilię odpowiadano, że
jednorazowe przyjęcie zastrzyku z frakcji krwi jest
dopuszczalne jako „lekarstwo”. Ale przyjęcie zastrzyku
więcej niż raz oznacza „spożywanie” frakcji krwi i
dlatego stanowi pogwałcenie nakazu Pisma Świętego dotyczącego
nie spożywania jej.
Wiele lat
później zarządzenie to uległo zmianie. Ci członkowie
personelu, którzy pracowali przy odpowiadaniu na
korespondencję wiedzieli, że w przeszłości wysyłali listy z
odpowiedziami innymi niż obecnie, i że chorzy na hemofilię,
którzy wzięli już swoją „jednorazową” iniekcję, żyli wciąż pod
wrażeniem, że następny zastrzyk będzie uznany za pogwałcenie
słów Pisma Świętego. Z powodu zajmowania takiego stanowiska
mogli wykrwawić się na śmierć.
Zarząd nie
zgadzał się na opublikowanie nowego stanowiska drukiem,
ponieważ dawna zasada nigdy nie była opublikowana, lecz
jedynie podawana tym, którzy konkretnie o to pytali.
Opublikowanie czegoś wymagało najpierw wyjaśnienia, na czym
polegało dawne stanowisko, a następnie poinformowania, że
obecnie jest ono już nieaktualne. Było to nie do przyjęcia.
Dlatego też pracownicy dokonali szczegółowego przeglądu
swych kartotek z korespondencją, starając się odszukać
nazwiska i adresy wszystkich chorych na hemofilię osób.
Wysłano do nich następnie listy, w których poinformowano o
zmianie. Takie rozwiązanie w odczuciu pracowników było
lepsze. W trakcie poszukiwań pracownicy uświadomili sobie, że
wiele pytań zgłaszano telefonicznie. Nie było rejestrów takich
rozmów, toteż administracja nie miała absolutnie żadnej
możliwości ustalenia, kim byli chorzy na hemofilię. Nie
wiedziano też, czy w międzyczasie, zanim wprowadzono nową
zasadę, niektórzy z nich nie zmarli. Nie wiedziano również – z
uwagi na brak kontaktu – ilu nieświadomych tego, że zaszła
zmiana, jeszcze umrze. Pracownicy wiedzieli tylko jedno:
należy wypełniać instrukcje, być lojalnym i posłusznym wobec
swych przełożonych.
Zmiana
stanowiska organizacji w stosunku do osób chorych na hemofilię
nastąpiła w 1971 r.,
zanim zostałem powołany do Ciała Kierowniczego. Jednakże
wiadomość o zmianie opublikowano dopiero w 1979 r., a i to
w sposób nie do końca jasny. Co dziwniejsze, w The
Watchtower z 15 czerwca 1978 r. sprawę tę potraktowano
na równi z zagadnieniem stosowania zastrzyków z surowicy,
podawanych w celu zwalczania chorób, a przecież hemofilia nie
jest chorobą, lecz defektem dziedzicznym. W artykule nie
przyznano jednak jasno, że jest to zmiana dotychczasowego
stanowiska, które zabraniało wielokrotnego przyjmowania
trombocytów przez osoby chore na hemofilię.
Jak można być tak obłudnym?! Jak
można przez swoją hipokryzję skazywać tylu ludzi na śmierć? Czy
tak postępują namaszczeni duchem bracia Chrystusa? Nie chce mi się
to pomieścić w głowie.
Kontrowersje wzbudza również
niedawne orzeczenie Ciała Kierowniczego o zezwoleniu na transfuzję
krwi w Bułgarii w zamian za uznanie przez ten kraj ŚJ za
pełnoprawną religię. Teraz próbują oni zaprzeczać temu
porozumieniu i wycofać się z niego!
Na oficjalnej stronie internetowej
Europejskiej Komisji Praw Człowieka można znaleźć tekst
porozumienia, jakie Towarzystwo zawarło w roku 1998 z rządem
Bułgarskim, po trwającym pewien czas sporze dotyczącym
zalegalizowania działalności Świadków Jehowy w tym państwie.
Najbardziej szokujące są poniższe wyjątki:
W
odniesieniu do zarzutów dotyczących dzieci, wnioskodawca
[Towarzystwo Strażnica]
oświadcza, że dzieci nie są członkami stowarzyszenia,
ale jedynie współuczestniczą razem ze swoimi rodzicami w
religijnej działalności społeczności. Co do odmowy transfuzji
krwi, wnioskodawca oświadcza, że nie istnieją żadne
religijne sankcje dla Świadków Jehowy, którzy podejmują
decyzje o wyrażeniu zgodzie na transfuzje krwi, biorąc
przy tym pod uwagę fakt, że chociaż religijne zasady wiary
Świadków Jehowy sprzeciwiają się transfuzji krwi, nie mogą
stanowić zagrożenia dla „zdrowia publicznego”.
Wnioskodawca
zobowiązuje się dodać do swojego statutu stwierdzenie na temat
transfuzji krwi uznające, że jego członkowie posiadają w tej
sprawie wolny wybór jeśli chodzi o nich samych, jak i
ich dzieci, bez jakiejkolwiek kontroli czy sankcji ze
strony stowarzyszenia.
Każdy, kto jest związany z
Organizacją ŚJ bez trudu dostrzeże, że przedstawiciele Strażnicy
zawarli w tej ugodzie niezwykle oszukańcze i dalekie od
rzeczywistości stwierdzenia dotyczące Świadków Jehowy i doktryny o
krwi. Nie można tego oświadczenia traktować inaczej, jak
krzywoprzysięstwo i oszustwo Trybunału.
Kilka miesięcy później, Towarzystwo
nieopatrznie wydało Oświadczenie prasowe, przez co cała
sprawa wyszła na jaw i nabrała znamion skandalu; między innymi
napisano tam:
Watch Tower Bible & Tract Society / Public Affairs Office,
27 kwietnia 1998
Bułgaria
zgodziła się przyznać Chrześcijańskiemu Stowarzyszeniu
Świadków Jehowy status uznanej religii. Bułgaria zgodziła się
również na stworzenie sprzyjającej ustawy, która dopuszczałaby
możliwość podjęcia zastępczej służby wojskowej dla tych,
którzy ze względów sumienia nie chcą zgodzić się na odbywanie
służby wojskowej. W porozumieniu zawarto również
potwierdzenie tego, że każda osoba posiada wolność wyboru
rodzaju metod leczenia według własnego uznania. Ze swojej
strony Świadkowie przystali w ugodzie na wycofanie swych skarg
wobec Bułgarii.
Kiedy Towarzystwo zorientowało się,
że zadało samo sobie samobójczy cios, próbowało matactwami nadać
swoim wypowiedziom inny sens, niż było to w rzeczywistości. W
liście do pewnej prywatnej osoby Biuro w Brooklynie napisało:
ECB: ECQ
August 27, 1998
Jednakże
chciałby Pan zasięgnąć informacji o ostatnich decyzjach
odnośnie Świadków Jehowy w Bułgarii. Rząd Bułgarii wyraził
zgodę na zarejestrowanie jako religii Chrześcijańskiego
Stowarzyszenia Świadków Jehowy w Bułgarii. Nastąpiło to na
wskutek tego, iż w dniu 9 marca 1998 roku Europejska Komisja
Praw Człowieka zaakceptowała treść ugody pomiędzy rządem a
braćmi z Bułgarii. W treści ugody zawarto obietnicę Bułgarii
do wdrożenia w ich ustawodawstwo ustawy związanej ze służbą
cywilną, jako alternatywę wobec służby wojskowej. Porozumienie
obejmuje również potwierdzenie tego, że każda jedna osoba ma
prawo do swobodnego wyboru rodzaju metod leczenia, jakie
zechce podjąć.
Czy porozumienie
to oznacza, że Świadkowie Jehowy zmienili swoją postawę w
związku z zabiegami medycznymi? Nie.
Zdanie, które dodano do statutu Chrześcijańskiego
Stowarzyszenia Świadków Jehowy w Bułgarii opisuje sposób, w
jaki Świadkowie Jehowy tradycyjnie podchodzą do tej sprawy.
Trzeba bowiem wiedzieć, że Świadkowie Jehowy są przekonani,
iż wszyscy ludzie posiadają prawo swobodnego podejmowania
decyzji w związku z tym, co chcą robić, nie tylko w
odniesieniu do metod leczenia, ale też we wszystkich decyzjach
życiowych, łącznie z religią. Każda osoba jest ponosi
odpowiedzialność za swoje osobiste decyzje w życiu oraz za
konsekwencje tych decyzji. Jako organizacja religijna
wyjaśniamy zasady biblijne, takie jak wymaganie
powstrzymywania się od krwi, ale sprawą każdego człowieka
jest, czy zechce ich przestrzegać, czy nie. Zanim dana
osoba zostanie Świadkiem Jehowy, są jej wyraźnie wyjaśniane
mierniki biblijne. Oczywiście, jeśli ktoś będąc ochrzczonym
członkiem Świadków Jehowy wdaje się w postępowanie, które
odbiega od owych biblijnych mierników, podejmuje się próby
różnorakich sposobów pomocy błądzącemu w odzyskaniu duchowego
zdrowia. Jeśli jednak odrzuca on takie wsparcie oraz
przestaje obstawać przy miernikach wyłuszczonych w Biblii,
wliczając w to biblijne zasady odnośnie niewłaściwego
obchodzenia się z krwią, może to z czasem doprowadzić do
uzasadnionego w Piśmie Świętym wykluczenia – 1 Koryntian
5:11-13.
Raz jeszcze
podkreślmy – Świadkowie Jehowy uważają, że wszyscy ludzie mają
prawo do nieskrępowanego podejmowania decyzji co do tego,
jakich wyborów zechcą dokonać, a ugodowe porozumienie zawarte
z rządem Bułgarii po prostu przyznaje taką wolność wyboru.
Niektórzy mogą niewłaściwie odbierać treść tego porozumienia,
a inni usiłują błędnie odczytać je jako zmiany u Świadków
Jehowy. Jednakże porozumienie opisuje sposób, w jaki
Świadkowie Jehowy zazwyczaj traktują te sprawy.
Co za krętactwo! Dodatkowo, żeby
formalnie „być w porządku” wobec rządów, Towarzystwo zmieniło
sposób traktowania osób, które wyraziły zgodę na przyjęcie krwi.
Ponieważ słowo „wykluczenie” nasuwa skojarzenia z psychiczną formą
nacisku [bo jeśli nie zachowasz się w ściśle określony sposób, to
zostaniesz ukarany wykluczeniem], o tyle nowe sformułowanie
uwalnia Towarzystwo od zarzutu o „sankcje” i „kontrolę”, chociaż
skutek jest ten sam.
„Do wszystkich nadzorców
podróżujących” z 26
kwietnia 2000 roku
Jeśli osoba
ochrzczona dobrowolnie przyjmuje krew i nie okazuje skruchy,
świadczy to o odrzuceniu przez nią Bożych mierników. W ten
sposób sama decyduje się odłączyć od zboru. Wówczas
można podać ogłoszenie: [nazwisko danej osoby] swoim
postępowaniem dowiodła, że nie chce już być Świadkiem Jehowy.
Sprawę należy traktować i załatwiać tak, jak w innych
przypadkach odłączenia się.
Strażnica
nr14 z 1982, s.24
W obu tych
sytuacjach człowiek słowem lub czynem, albo jednym i drugim
wyraźnie przekreśla swój status Świadka Jehowy, zrywając w ten
sposób łączność ze zborem. Toteż starsi w krótkim ogłoszeniu
powiadomią zbór, że dana osoba sama się odłączyła. Pozostali
członkowie zaakceptują decyzję danego człowieka i potem
będą go traktować jako byłego brata, z którym nie będą
utrzymywać stosunków towarzyskich, zgodnie z poleceniem
zapisanym w Liście 1 do Koryntian 5:11 i w Liście 2 Jana 9-11.
Jak widać, wiosną 2000 roku
Towarzystwo Strażnica potajemnie zaleciło starszym odstąpić od
wykluczania członków zboru, którzy wyrazili zgodę na transfuzję
krwi. Zamiast tego powzięto rozstrzygnięcie, żeby po prostu
ogłaszać, iż dana osoba „odłączyła się” sama. Będzie ona dalej tak
samo unikana przez drugich jak w poprzednim przypadku, ale teraz
pozbawiono członków nawet możliwości wypowiedzenia się na
przesłuchaniu przed komitetem sądowniczym! Do dnia dzisiejszego
zmiana ta nadal pozostaje nieznana ogółowi, oprócz starszych
zboru, i jest następnym dowodem na to, iż Towarzystwo haniebnie
usiłuje oszukać zarówno opinię publiczną, jak i samych Świadków
Jehowy!
Jest więc całkowicie jasne, że
Towarzystwo Strażnica nie ma zamiaru uszanować swojego
porozumienia z Bułgarią i Europejską Komisją Praw Człowieka. I
wszyscy widzimy, że dalszym ciągu trwają „sankcje” i „kontrola”,
pomimo zupełnie przeciwnych zapewnień! To istne przestępstwo,
obraza sądu i oszukaństwo! Przywódcy Strażnicy w pełni udowodnili,
że nie można zawierzyć ich słowu, ani nawet złożonym pod przysięgą
oświadczeniom, co zostało zupełnie wykazane, kiedy przedstawiciele
Ciała Kierowniczego dopuścili się krzywoprzysięstwa w swoim
pierwotnym wniosku do Europejskiej Komisji Praw Człowieka. Jestem
przerażonych postępowaniem TS.
Jak to wszystko się ma do
natchnionych wypowiedzi biblijnych:
Kolosan 3:9
Nie
okłamujcie się nawzajem
1 Jana 2:21
(...) żadne
kłamstwo nie wywodzi się z prawdy
Objawienie 21:27
Ale w żaden
sposób nie wejdzie do niego nic, co nie jest święte, ani nikt,
kto trwa w obrzydliwości i kłamstwie, tylko ci, którzy
są zapisani w Barankowym zwoju życia
Odczuwam teraz potrzebę, by
wspomnieć o jednym z głównych powodów, dla których opuszczam tą
Organizację. To pseudo-medyczne doktryny Towarzystwa kosztujące na
przestrzeni lat życie tysięcy ludzi.
Wszystko zaczęło się od czasopisma
Golden Age („Złoty Wiek”), które za wszelką cenę chciało
pretendować do elitarnych pism popularno-naukowych, publikując na
swoich łamach najróżniejszego typu rewelacje ze świata nauki i
medycyny. Ale myliłby się ten, kto by sądził, że publikacja ta
była obiektywna i rzeczywiście promowała naukę. Redaktorem
naczelnym „Złotego Wieku” był Clayton J. Woodworth działający pod
osobistym nadzorem Josepha F. Rutherforda. Wspomnieć tu należy, że
po roku 1919 wśród ówczesnych ŚJ panowała atmosfera nieufności i
wrogości wobec wszystkiego co świeckie czy religijne. Artykuły
pisane były ostrym, bezkompromisowym językiem, który atakował
wszystko, co było „na zewnątrz” Organizacji.
W takiej też atmosferze powstawały
„medyczne” opracowania na temat prowadzenia zdrowego trybu życia,
np. zalecano, żeby przed i po kąpieli wypijać 2 szklanki wody i
nie używać aluminiowych naczyń kuchennych gdyż powodują one
szaleństwo i wściekliznę albo to, że aspiryna wywołuje choroby
serca. Były też i takie stwierdzenia, że „pozwolenie na wycięcie
sobie migdałków jest gorsze niż popełnienie samobójstwa nożem”.
Jednak to były drobiazgi, z których możemy się dziś jedynie
pośmiać. Niebezpieczeństwo tkwiło w czymś innym. Towarzystwo
widząc, że jego „porady” wywołują żywe reakcje i posłuch (o czym
świadczą listy wdzięcznych czytelników), zaczęło w zdecydowany
sposób wkraczać w te rejony życia chrześcijan, które Biblia zawsze
pozostawiała kwestii sumienia.
Na „pierwszy ogień” poszły
szczepienia.
Golden Age
,
12 października 1921, s. 17
Szczepionki
nigdy przed niczym nie ochroniły i nie ochronią, i jest to
najbardziej barbarzyńska praktyka (...) Żyjemy w dniach
ostatnich; diabeł powoli traci swoje wpływy, czyniąc w
międzyczasie wysiłki, żeby zwieść każdego, kogo się da i to za
jego przyczyną ma miejsce całe to zło. (...) Skorzystaj ze
swoich praw obywatelskich jako Amerykanin, aby na zawsze
wykorzenić diaboliczną praktykę szczepień.
W Golden Age z 3 stycznia
1923 roku (s.211) ukazał się artykuł The Vaccination Fraud
(„Szczepionki oszustwem”), w którym Towarzystwo wyraziło swój
sprzeciw wobec tej praktyki. W roku 1929 (Golden Age z 1
maja, s.502) po raz kolejny potępione zostały szczepienia:
„Myślący ludzie
wolą się raczej nabawić ospy, niż dać się zaszczepić, (...) Z
tego powodu praktyka szczepień jest przestępstwem, obrazą i
oszustwem (...) nigdy nie uratuje ani jednego życia”
Dwa lata później Towarzystwo uznało,
że szczepienia są pogwałceniem Wieczystego Przymierza jakie Jehowa
zawarł z Noem (Golden Age z 4 lutego, s.294). W roku 1935
złagodzono nieco te radykalne poglądy, przyznając, że niektóre
rodzaje szczepionek faktycznie mogą pomagać, niemniej na
przestrzeni kolejnych lat w Złotym Wieku ukazywało się
mnóstwo rysunków wyśmiewających lekarzy i naukowców, a nawet
stwierdzeń, że lekarze to „agenci diabła”.
Wreszcie – po 29 latach – w roku
1952, Towarzystwo wystosowało list, w którym oficjalnie zezwolono
na przyjmowanie szczepionek. Stało się to wraz ze śmiercią C.
Woodwortha, który był zdecydowanym przeciwnikiem szczepionek (Watchtower
z 15 grudnia 1952, s. 764).
Bardzo ważne jest przy tym, żeby
pamiętać, jak poważnym problemem była na początku lat 20-tych
ospa. W samych tylko Stanach Zjednoczonych w roku 1921 odnotowano
100,000 przypadków zachorowań, z czego ponad 40% zakończyło się
śmiertelnie. Bóg jeden tylko wie, jak wielu Świadków naprawdę
poniosło uszczerbek na zdrowiu lub zmarło w rezultacie
podporządkowania się zakazowi szczepień wydanego przez
Towarzystwo.
Ale chociaż skończył się koszmar
zakazu szczepień, to w roku 1954 Towarzystwo opublikowało materiał
zabraniający korzystania z surowic krwi. Podobno był to wyraz woli
Jehowy.
Awake!
z 8 stycznia 1954, s.24
Wspomnieliśmy,
że na jeden zastrzyk proteiny krwi czyli „frakcji” znanej jako
gamma-globulina, niezbędne jest pobranie jednej trzeciej
jednostki pełnej krwi (...) jest on wytwarzany z pełnej krwi,
co stawia go w tej samej kategorii co transfuzje krwi, a co za
tym idzie, podlega zakazowi Jehowy odnośnie
wprowadzania krwi do organizmu.
Cztery lata później został odwołany:
The Watchtower
15 września 1958, s.575 (wyd. polskie w61/10 16).
Chociaż Bóg nie
przewidział dla człowieka, by kalał swój krwiobieg
szczepionkami, surowicami czy składnikami krwi, to jednak
wydaje się, że nie jest to objęte wyraźną wolą Bożą,
zakazującą spożywania krwi jako pokarmu. Czy ktoś zgodzi się
na tego rodzaju leczenie, pozostaje sprawą jego osobistego
osądu.
Niemniej powyższe zakazy tak głęboko
wryły się w świadomość ŚJ, że jeszcze kilka tak później proszono
Towarzystwo o dalsze wskazówki w tej sprawie:
The Watchtower
z 1 listopada 1961, s. 670:
·
Jeśli Biblia
zabrania spożywania krwi, to jak chrześcijanie mają zapatrywać
się na używanie surowic i szczepionek? Czy Towarzystwo
zmieniło swój punkt widzenia w tej sprawie? – J. D., U.S.A.
Biblia bardzo
wyraźnie wskazuje, że jedynym właściwym sposobem jej
wykorzystania było wylewanie jej na ołtarz; w każdym innym
wypadku należało ją wylać na ziemię (3 Mojż. 17:11-13). Cała
współczesna praktyka medyczna związana z używaniem krwi jest
przeciwna chrześcijańskiemu stanowisku. Zatem przyjmowanie
transfuzji krwi, lub wstrzykiwanie sobie zamiast niej
niektórych składników krwi w celu podtrzymywania życia danej
osoby jest rzeczą złą.
Co do używania
szczepionek i innych substancji, do których wytworzenia w
jakikolwiek sposób wykorzystuje się krew, nie ma powodu
uważać, że Towarzystwo Strażnica je pochwala albo twierdzi, iż
praktyki takie są dobre i właściwe. Jednakże szczepienia są
powszechną praktyką w wielu dziedzinach współczesnej nauki,
której nie sposób uniknąć, a chrześcijanin może dostrzec w
tych okolicznościach jakąś korzyść, tym bardziej, że w
rzeczywistości ich stosowanie nie wiąże się z procesem
spożywania i trawienia, który w szczególny sposób jest
zakazany gdyż Bóg oznajmił, iż człowiekowi nie wolno jeść
krwi, choć kala to ludzki organizm.
A zatem – jak
oświadczono w Strażnicy z 15 września 1958 roku, strona 575 –
„Czy ktoś zgodzi się na tego rodzaju leczenie, pozostaje
sprawą jego osobistego osądu”. I taki pogląd na tą sprawę
Towarzystwo wciąż podtrzymuje – Galatów 6:5.
Niemniej
dojrzały chrześcijanin nie będzie próbował na podstawie tego
doszukiwać się uzasadnienia dla medycznego używania wszelkich
innych dostępnych substancji z krwi. Wręcz przeciwnie, uzna
niewłaściwość ogółu takich praktyk, i będzie się tego
wystrzegał ze wszystkich sił, wybierając każde inne dostępne
metody leczenia.
Zatem chociaż Towarzystwo nie
dostrzegało już żadnych biblijnych przesłanek odnośnie zabraniania
stosowania szczepień i surowic, to w dalszym ciągu uważało je za
„rzecz złą”, której najlepiej byłoby się wystrzegać. Czy było to
jednak ostateczne zamknięcie sprawy? Otóż nie!
W roku 1963 Towarzystwo raz jeszcze
obdarzyło ŚJ błyskiem „nowego-starego światła” i w Strażnicy
z 15 lutego 1963 roku, s.124 (wyd. polskie w64/2 9), oznajmiło
powrót do zrozumienia z roku 1958. Surowice na powrót były
zakazane, gdyż odtąd każdą frakcję krwi zaczęto uważać za środek
odżywczy, a zatem – niedopuszczalny. Ale, co ciekawe, zasady tej
nie odniesiono do szczepionek.
Chrześcijanin
(...) potrzebuje tylko zapytać lekarza: (...) „Skąd pochodzi
ta substancja?” Jeśli odpowiedź brzmi: „Ona pochodzi z
krwi” lub „zachodzi we krwi”, wtedy chrześcijanin dokładnie
wie, co ma czynić, gdyż zasadzie tej podlega nie tylko
krew jako taka, lecz też wszystko, co z krwi jest wytwarzane.
Jednorazową pomyłkę dopuszczającą
surowice do użycia przez ŚJ jeszcze można by jakoś „przełknąć”.
Dostrzeżono błąd i powrócono do wcześniejszego zrozumienia. Ale
„kanał łączności” niecałe 2 lata później (dokładnie 21 miesięcy)
otrzymał kolejne „światło”. Tym razem – według Towarzystwa -
Jehowa ponownie zezwolił na korzystanie z surowic (The
Watchtower z 15 listopada 1964, ss. 680-3; wyd. polskie w66/11
11). To była już czwarta zmiana w kwestii dotyczącej czasami życia
lub śmierci poszczególnych Świadków Jehowy!
Towarzystwo nie
popiera żadnego ze współczesnych zastosowań krwi w medycynie,
jak na przykład użycie jej w związku ze szczepionkami. Jednak
w niektórych grupach społecznych szczepienie jest
okolicznością po prostu nieunikniona i decyzję co do poddania
się szczepieniu surowicą, zawierającą cząstki krwi i
przeznaczoną do zbudowania przeciwciał zwalczających chorobę,
pozostawiamy sumieniu każdego z osobna.
Jednak to nie koniec zgadywanki co
wolno, a co nie! W roku 1974 raz jeszcze nawrócono do poglądu z
1958 roku. W TheWatchtower z 1 czerwca 1974, s.352,
po raz kolejny oznajmiono, że przyjmowanie surowic krwi (m.in.
czynnika Rh oraz gamma-globulin) jest sprawą, która powinna być
odrzucona przez sumienie poszczególnych osób, chociaż dano przy
tym do zrozumienia, że nie jest to kwestia o fundamentalnym
znaczeniu.
Cztery lata później „nowe światło”
daje o sobie znać po raz szósty! W roku 1978 stanowisko co do
używania surowic zostaje złagodzone i nie są już one taktowane
jako środek służący „podtrzymywaniu życia”. Sprawa ich
przyjmowania znowu staje się kwestią sumienia, ale w dalszym ciągu
nie ma na ich stosowanie pełnej akceptacji Towarzystwa. CK
oświadcza, że sprawa ta leży „jakby w strefie pogranicznej” (The
Watchtower z 15 czerwca 1978, ss.30-1; wyd. polskie nr 5 z
1979, ss.22,23).
Problem surowic krwi (głównie
czynnika Rh) zostaje ostatecznie zamknięty dopiero w roku 1994.
Przebudźcie się!
z 8 grudnia 1994, s. 28
Czy
chrześcijanie mogą świadomie przyjmować immunoglobulinę
anty-RhD?
Ostateczną
decyzję o przyjęciu preparatu IgG anty-D musi podjąć
chrześcijańskie małżeństwo zgodnie ze swym sumieniem.
„Niewolnik” dostał prawdopodobnie
ostatnie w tej kwestii „nowe światło”, które mówi: wolno.
Pytam: Kto jest za to
odpowiedzialny? Jehowa czy omylna organizacja? Czy Jehowa albo
Chrystus nie mają pojęcia co wolno, a co nie? Czy bawią się Oni
ludzkim życiem, podając poprzez swój „kanał” tyle sprzecznych
informacji w jednej tylko sprawie? Kto odpowie za szkody jakie te
wszystkie zakazy sprowadziły na ludzi ufnych w „kierowaną duchem
Bożym Organizację”? Czy nadzieja na Nowy Świat albo na
zmartwychwstanie załatwia wszystko?
Przez te wszystkie lata ani raz nie
padło nawet zdawkowe „Przepraszamy”!
Jednakże cała ta sofistyka związana
z surowicami i szczepieniami dała podłoże do zakazu stosowania
krwi w zabiegach medycznych.
Na początek chciałbym sięgnąć do
wczesnych poglądów Towarzystwa na krew. Okazuje się bowiem, że ani
pastor Russell, ani początkowo J. Rutherford nie mieli żadnych
zastrzeżeń co do krwi, uważając, że zakaz z Dziejów 15 był
tymczasowy i służył jedynie zachowaniu jedności pomiędzy
chrześcijanami pochodzenia pogańskiego i żydowskiego. A już
absolutnie nie można go dopasować do używania krwi w medycynie.
Zion’s Watch Tower,
15 listopada 1892, s. 1473 reprinty:
Zasugerował on
[Jakub] zatem, żeby po prostu napisać im, aby wstrzymywali się
od nieczystości bałwanów (werset 29), i od rzeczy uduszonych,
i od krwi – gdyż spożywając te rzeczy mogli stać się
kamieniami potknięcia dla swoich żydowskich braci (zobacz
1 Kor. 8:4-13) – i od rozpusty.
W Zion’s Watch Tower z 15
kwietnia 1909 roku Russell podtrzymał swój wcześniejszy pogląd na
tą sprawę. Komentując 15 rozdział Dziejów Apostolskich oświadczył,
że według jego poglądu przestrzeganie owego zakazu nie „obejmowało
ogółu chrześcijan”, ale służyło zespoleniu ówczesnego grona
chrześcijan. Russell nie dość, że nigdy nie wypowiadał się o krwi
w kontekście medycznym, to na dodatek nie podejmował się
wyjaśnienia zasad dietetycznych jakie mogłyby z tego fragmentu
Biblii wynikać.
Prawdę mówiąc, po raz pierwszy na
krew w sensie negatywnym zwróciła uwagę Strażnica z 15
grudnia 1927 roku na s. 371, podkreślając, że „zakaz krwi” z
Rodzaju 9:4 odnosi się do wszystkich ludzi. Niemniej jednak
kwestią sporną były przepisy dietetyczne, a wykorzystywanie krwi w
medycynie było opisywane z uznaniem. Oto przykład:
Nowy Dzień
nr 3, 1936 r. s. 48; Krew zmarłego ratuje życie umierającym
Transfuzja krwi
jest dzisiaj już w codziennym użyciu i przy stosowaniu jej nie
ma obawy wypadków, których przyczyny przez długi czas nie
można było odkryć (...) Wielu ludzi mogłoby czuć pewną
instynktowną odrazę do takiej operacji w swoim rodzaju
makabrycznej. Ale kiedy się nad tym spokojnie zastanowimy,
dojdziemy do wniosku, że jest to wynalazek mogący oddać
ludzkości wielkie usługi. Krew jednego zmarłego może ratować
życie kilkunastu umierającym. Ten jedynie wzgląd powinien już
przekonać wszystkich do tego rodzaju operacji, która w istocie
swojej nie ma nic zdrożnego.
W roku 1940 w czasopiśmie
Consolation (z 25 grudnia, s.19) zamieszczono doniesienie o
lekarzu, który oddał jedną czwartą swojej krwi dla ofiary bardzo
poważnego wypadku. Został on odmalowany jako bohater.
Powyższe cytaty poniekąd zakładają
kłam wypowiedzi ze Strażnicy z 15 października 2000 roku,
s.30:
Kiedy w XX wieku
upowszechniło się oddawanie i przetaczanie krwi, Świadkowie
Jehowy zrozumieli, że praktyka ta jest sprzeczna ze Słowem
Bożym.
Po śmierci J. Rutherforda, który
miał dość liberalny stosunek do krwi, do głosu na powrót doszli w
Towarzystwie bracia o skrajnych poglądach na medycynę. W roku 1945
oficjalnie zostają potępione zarówno transfuzja krwi, jak i środki
krwiopochodne. Strażnica zaliczyła je do rzeczy „pogańskich
i uwłaczających Bogu” (The Watchtower z 1 lipca 1945, ss.
198-201).
Na przestrzeni kilkunastu kolejnych
lat pojawiają się inne artykuły utrzymane w tym tonie. Ale
stanowisko Towarzystwa jest bardzo niejasne. Z jednej strony
padają dość stanowcze stwierdzenia, że chrześcijanie powinni
stronić od krwi, gdyż korzystanie z niej jest pogwałceniem Prawa
Bożego, ale z drugiej strony Towarzystwo nie widzi powodów, by
potępiać czy wykluczać nawet „pomazańców” czyli członków
„niewolnika wiernego i roztropnego” za przyjmowanie transfuzji.
Osoby takie uważa się po prostu za „niedojrzałe duchowo”, ale
korzystanie z krwi pozostawia się ich osobistemu osądowi:
The Watchtower
z 1 sierpnia 1958, s.478 (Strażnica nr20 z 1958, s.23)
·
Pewna niewiasta będąca świadkiem Jehowy i utrzymująca, że
należy do pomazanego ostatka, była niedawno w szpitalu i
dobrowolnie poddała się transfuzji krwi. Czy można jej
pozwolić, żeby przy obchodzeniu Wieczerzy Pańskiej spożywała z
symbolów, to znaczy z chleba i wina? – R.J., St. Zj.
Oczywiście
ubolewamy razem z Tobą, że ta siostra – uważająca się za
członka pomazanego ostatka – będąc w szpitalu dobrowolnie
poddała się transfuzji krwi. Uważamy, że postąpiła wbrew woli
Bożej, a więc niewłaściwie. Jednak zbory nigdy nie
otrzymały wskazówki, żeby pozbawić społeczności osoby, które
dobrowolnie każą sobie robić transfuzję albo ją popierają.
Osądzenie ludzi, którzy przestępują prawo Boże co do świętości
krwi, pozostawiamy Jehowie, najwyższemu Sędziemu. W wypadku
takiej osoby można uczynić jedynie tyle, że się ją uważa za
niedojrzałą, czyli za kogoś, kto nie jest w stanie przyjąć
na siebie pewnych odpowiedzialności, i w związku z tym nie
powierzamy jej pewnych zadań służbowych.
Za dobrowolne
poddanie się transfuzji krwi albo za pochwalanie transfuzji
zastosowanej komuś bliskiemu czy członkowi rodziny nikt nie
zostaje pozbawiany społeczności, a wobec tego nie macie tez
prawa powstrzymywać tej siostry od udziału w uroczystości
Wieczerzy Pańskiej.
Jako pomazany członek ciała Chrystusowego podlega ona
poleceniu i nakazowi Chrystusa Jezusa, aby z niej spożywać.
Czy okazuje się niewierną w stosunku do tego, do czego się
przyznaje przez spożywanie z symbolów Wieczerzy Pańskiej, to
orzeknie sam Jehowa Bóg. Jego sąd rozpoczyna się od domu
Bożego. Ani wy, ani w ogóle nikt z podających symbole
Wieczerzy nie jest upoważniony do urzędowania jako sędzia;
symbole w zwykły sposób powinny być udostępnione wszystkim
obecnym, aby każdy miał możliwość spożycia z nich.
Chociaż nie pochwalono tu transfuzji
krwi, to jednak zdanie Towarzystwa wydaje się być tutaj bardzo
zrównoważone – „każdy odpowie za to przed najwyższym Sędzią,
Jehową”, gdyż jest to sprawa sumienia poszczególnego
chrześcijanina. Niestety, już niedługo miało błysnąć kolejne „nowe
światło” w tej kwestii!
The Watchtower
z 15 stycznia 1961, ss.63-4 (Strażnica nr17 z 1961,
s.14)
·
Czy z uwagi na poważne znaczenie, jakie ma przyjmowanie do
organizmu ludzkiego krwi przez transfuzję, naruszenie zasad
biblijnych pod tym względem przez oddaną Bogu,
ochrzczoną
osobę, która przyjmuje transfuzję krwi, może pociągnąć za sobą
wykluczenie jej ze społeczności zboru chrześcijańskiego?
Natchnione Pismo
Święte odpowiada na to twierdząco.
(...) Według prawa Mojżeszowego, które przedstawiano zarysy
rzeczy przyszłych, przyjmujący transfuzję krwi musi być
wytępiony spośród ludu Bożego przez wyłączenie, czyli
wykluczenie ze społeczności.
Jeśli przyjęcie
transfuzji krwi jest pierwszym przewinieniem oddanego Bogu,
ochrzczonego chrześcijanina, wynikającym z jego niedojrzałości
oraz braku stałości chrześcijańskiej, i jeśli on poznaje swój
błąd, żałuje tego oraz okazuje skruchę i prosi Boga jak
również ziemski zbór Boży o przebaczenie, to należy mu okazać
miłosierdzie i nie potrzeba go wykluczyć ze społeczności.
Powinno się roztoczyć nad nim nadzór oraz dokładnie pouczyć go
w tej sprawie na podstawie odnośnych tekstów Pisma Świętego i
w ten sposób pomóc mu nabrać sił do podejmowania w każdym
przyszłym wypadku decyzji zgodnej z miernikami
chrześcijańskimi.
Jeżeli jednak on
nie chce uznać swego odstępstwa od wymaganych mierników
chrześcijańskich i robi z tego kwestię sporną w zborze
chrześcijańskim oraz usiłuje wywrzeć wpływ na innych członków
tego zboru, żeby go poparli, albo gdyby w przyszłości nadal
upierał się przy tym, żeby przyjmować transfuzję krwi lub
oddawać krew na rzecz przeprowadzania tego lekarskiego zabiegu
na innych, to daje tym dowód, że w rzeczywistości nie okazał
skruchy, ale że się świadomie przeciwstawił wymaganiom Bożym.
Jako buntowniczy przeciwnik i przykład niewierności dla
innych członków zboru chrześcijańskiego musi zostać z niego
wytępiony przez wykluczenie ze społeczności.
Jakaż drastyczna zmiana poglądów! I
to zaledwie na przestrzeni dwóch i pół roku! Swoje stanowisko
Towarzystwo utrzymuje w mocy aż do roku 2000. W Liście „Do
wszystkich nadzorców podróżujących” z 26 kwietnia 2000 roku
„wykluczenie” zamieniono na „odłączenie się”. W skutkach nic się
nie zmienia, ale nieodparcie nasuwa się myśl, że ma to związek z
oszukańczym wnioskiem jaki Towarzystwo złożyło w kwestii krwi
przed Europejską Komisją Praw Człowieka w związku z tzw. „aferą
Bułgarską”.
Ale czy faktycznie wykluczenie daje
się usprawiedliwić Prawem Mojżeszowym? Pisma Chrześcijańskie
wydają się temu przeczyć:
Rzymian 10:4
Gdyż Chrystus
jest końcem Prawa, aby każdy, kto wierzy, osiągnął prawość.
Galatów 3:24,24
Toteż Prawo
stało się naszym wychowawcą prowadzącym do Chrystusa, abyśmy
dzięki wierze zostali uznani za prawych. Ale skoro wiara
nadeszła, nie podlegamy już wychowawcy.
Kolosan 2:14
[Bóg] wymazał
spisany ręcznie dokument przeciwny nam, który się składał z
postanowień i który był nam przeciwny, i usunął go z drogi
przez przybicie do pala męki.
Hebrajczyków 10:1
Prawo zawiera
cień mających nadejść dóbr, a nie samą ich istotę.
Zatem Prawo miało nas tylko
doprowadzić do Chrystusa i zostało usunięte wraz z jego ofiarną
śmiercią. Było tylko „cieniem”, a nie „istotą”, więc ma mowy o
podpieraniu się wymogami Prawa do ustanawiania tak zdecydowanych
wytycznych dla zboru chrześcijańskiego, jak zrobiło to Towarzystwo
w roku 1961! Pisma Greckie nie zawierają żadnej wzmianki o
wykluczaniu za przyjmowanie krwi.
We wspomnianym wydaniu Strażnicy
nr 17 z 1961 roku z całą mocą pojawia się zasygnalizowany w roku
1951 pogląd, który będzie dla Towarzystwa podstawą zakazu krwi aż
do dnia dzisiejszego, mianowicie – transfuzja krwi jest
równoznaczna ze spożywaniem krwi:
Obecnie medycyna
przyznaje, że transfuzja krwi, to bezpośrednie odżywianie
przez naczynia krwionośne ciała ludzkiego krwią innej osoby
lub innych osób, a zwolennik stosowania transfuzji krwi
twierdzi, że ona jest niezbędna do utrzymania przy życiu
człowieka, który ją przyjmuje.
W następnych latach mocno trzymano
się tego poglądu, posuwając się nawet do przytaczania wypowiedzi
żyjących w XVII wieku „naukowców”, albo wręcz sugerując, że
transfuzja krwi to ludożerstwo!
The Watchtower
z 15 września 1961 (Strażnica nr6 z 1962)
Nie ma
znaczenia, czy krew zostaje wprowadzona do ciała przez żyły,
czy przez usta. Również, twierdzenie niektórych ludzi, że to
nie jest to samo, jest nieistotne. Faktem jest, że to odżywia,
czyli utrzymuje ciało przy życiu. Zgadza się z tym
oświadczenie zamieszczone w książce pt. „Hemorrhage and
Transfusion” (Krwotoki i Transfuzja) pióra dra med. Georgea W.
Crile’a, który przytacza list Denisa, francuskiego
lekarza i pioniera w dziedzinie transfuzji krwi. Powiedziano w
nim: „Transfuzja to nic innego, tylko doprowadzenie pożywienia
krótszą drogą niż zwykle, to znaczy wprowadzenie do żył
gotowej już krwi zamiast przyjmowania pożywienia, z którego
dopiero po szeregu przekształceń powstaje krew”.
The Watchtower
z 15 lutego 1963, s.124 (Strażnica nr2 z 1964, s.8)
Może jednak ktoś
odpowie ci, że Biblia odnosi się tylko do jedzenia krwi i że
przy transfuzji krew się dostaje się do kanału trawienia. To
się zgadza, lecz w rzeczywistości krew bezpośrednio
doprowadzona do ciała, służy temu samemu celowi jak pokarm,
który wchodzi do żołądka; wzmocnieniu ciała i zachowaniu
życia. (...) Transfuzje krwi dokonywane są u osób słabych,
czyli chorych, aby je wzmocnić, tak samo jak wzmacniamy się
pokarmem, który przyjmujemy do siebie.
The Watchtower
z 1 lipca 1966, s.401 (Strażnica nr17 z 1967, s.5)
Czy wzdragasz
się na myśl o nieposłuszeństwie względem prawa Bożego? W takim
razie przyjęcie krwi byłoby w twoich oczach tak samo
bezecne jak ludożerstwo. Wyobraź sobie, że miałbyś jeść
ciało innego człowieka! Okropność! A czy picie krwi ludzkiej
jest mniej okropne? Czy coś w tym zmienia fakt, że nie
przyjmuje się jej przez usta, lecz wprowadza do ciała
bezpośrednio przez żyły? W żadnym wypadku!
Towarzystwo wyszukało wspaniały
cytat z dzieł Denysa, ale tym, czego nie powiedziano swoim
czytelnikom jest to, iż lekarz ten, Jean Baptiste Denys żył w
XVII wieku (umarł 257 lat przed rokiem 1961)! Nauka medyczna
już dawno temu porzuciła ten pogląd. Później Towarzystwo próbowało
odwoływać się do innego autorytetu – Dane Thomasa Bartholina, lecz
tutaj przynajmniej przyznali, że on także żył w XVII wieku.
Dlaczego TS nie szuka żadnego
poparcia dla tego osobliwego poglądu wśród wielu współczesnych
ekspertów z dziedziny medycyny? Ponieważ takich nie ma! Nie ma ich
nawet wśród lekarzy medycyny, którzy sami są Świadkami Jehowy,
gdyż zrujnowaliby swoją reputację przez popieranie takich
pomysłów. Fakty po prostu są takie, że transfuzja krwi jest
przeszczepem organu, a nie odżywianiem!
Posługiwanie się przez TS
wypowiedziami Denysa lub Bartholina świadczy o poważnym
niezrozumieniu podstaw biologii. Krew jest żywą tkanką pełniącą
określony zestaw funkcji w ciele. Jedną z tych funkcji jest rola
środka transportu, za pomocą którego pokarm jest przenoszony do
tkanek, w taki sam sposób jak ręka jest środkiem transportu,
którym żywność jest przenoszona do ust. Transfuzja krwi nie jest
jedzeniem, ale przeszczepem tej żywej tkanki, w zasadzie
przeszczepem organu. Poprzez transfuzję krwi nie odżywia się
ciała, nie ma ona na celu odżywiania ciała i nie stosuje się jej z
powodu konieczności odżywienia pacjenta.
I fakt ten jest obecnie uznawany
przez WTS:
Przebudźcie się!
z 8 grudnia 1990 roku, s.9
Kardiochirurg
Denton Cooley zaznacza: ‘Transfuzja krwi jest
przeszczepieniem tkanki’
Świadkowie Jehowy a kwestia krwi,
1977, 1992, s.40
Niektórzy ludzie
(...) nie chcą transfuzji. W gruncie rzeczy chodzi bowiem o
przeszczepienie tkanki, która w najlepszym razie tylko do
pewnego stopnia odpowiada krwi biorcy.
Jak krew może ocalić twoje
życie?, s.8
Gdy
lekarze przeszczepiają serce, wątrobę lub inny narząd, układ
odpornościowy biorcy potrafi rozpoznać taką obcą tkankę i ją
odrzucić. A przecież transfuzja to też przeszczepienie
tkanki. (kursywa w
oryginale)
Towarzystwo z biegiem lat musiało
ustąpić postępowi wiedzy naukowej i przekonało się, że transfuzje
nie są „odżywianiem się krwią”; jak można się domyślać, stanęło w
obliczu dylematu. Dlatego od lat 60-tych przez kilka ostatnich
dziesięcioleci TS próbowało rozproszyć ten problem wiążąc
transfuzje krwi nie z jej spożywaniem, ale z podtrzymywaniem
czyjegoś życia tym, co ona wyobraża.
The Watchtower
z 15 września 1961, s.558 (Strażnica nr6 z 1962)
Czy przez takie
łykanie krwi w medycynie wykracza się przeciw prawu Bożemu?
Czy podtrzymywanie życia przez przetaczanie krwi, osocza
(plazmy) lub czerwonych krwinek czy też innych składników krwi
jest czymś niewłaściwym? Tak! Prawo, które Bóg dał Noemu i
któremu podlegają wszyscy jego potomkowie, wskazuje, że
nikomu nie wolno jeść krwi to znaczy używać krwi innego
stworzenia w celu odżywiania się lub podtrzymywania życia.
Jak krew może ocalić twoje
życie?, 1990, s.4
Dany przez
Stwórcę zakaz przyjmowania krwi w celu podtrzymywania życia
powtórzono w Prawie kilkakrotnie.
Mamy tu mały problem: nigdzie w
Biblii nie znajdziemy wypowiedzi Boga wyrażonej takimi słowami.
Poza tym, jak na ironię, składniki krwi, na które Towarzystwo
obecnie zezwala, przyjmowane są właśnie dokładnie w celu
podtrzymywania życia danej osoby! Na przykład czynniki
krzepnięcia, albuminy czy hemoglobina. One służą podtrzymywaniu
życia! Zupełny brak logiki.
Porównanie spożywania z transfuzją
może przekonywująco brzmieć dla laika, jednak w medycznego punktu
widzenia aby krew stała się pokarmem musi zostać spożyta, przejść
przez układ trawienny i zostać rozłożona na elementy, które
mogłyby zostać wykorzystane przez komórki organizmu. Nic takiego
nie dzieje się podczas transfuzji krwi! Krew zachowuje
swoje właściwości i jest wykorzystywana tak, jak wykorzystywana
była w ciele dawcy – do rozprowadzania składników
odżywczych i tlenu w różne części ciała. Transfuzja krwi nie jest
większą odżywką, niż jest nią przeszczep nerki czy serca.
Jak wskazałem na to powyżej, TS
zakazywało w latach 1967-1980 przeszczepiania narządów wiążąc je z
kanibalizmem. Pomijając fakt, że stanowisko takie było wyraźnie
niebiblijne i nielogiczne, to było ono łączone z zakazem co do
krwi. Podówczas argumentowano tak:
jedzenie nerki
jest tym, co transplantacja nerki
jedzenie krwi jest tym, co transfuzja krwi
Jednakże gdy zakaz przeszczepu
narządów został przerwany, zmiana jest następująca:
jedzenie nerki
nie jest tym, co transplantacja nerki
jedzenie krwi jest tym, co transfuzja krwi
Sprzeczność w podtrzymywaniu zakazu
przetaczania krwi przy jednoczesnym zniesieniu zakazu przeszczepów
narządów nie mogła pozostać niezauważona przez Ciało Kierownicze w
Brooklynie. Dlaczego zatem dalej hołdowano tej irracjonalnej
pseudo-logice? Dlaczego w takim razie podtrzymuje się dalej zakaz
transfuzji krwi?
Według mnie jest tak z prostej
przyczyny – mianowicie TS przerywając ten zakaz znalazłoby się w
sytuacji bez wyjścia i musiałoby przyznać, że od samego początku
był on tragiczną pomyłką.
Bardzo wiele osób straciło życie.
Wiele młodych i starszych ofiar wychwalano jako bohaterów. A co
powiedzieć o braciach i siostrach, którzy przeszli przez tak wiele
bólu, rozpraw sądowych, przerażenia i strat, gdyby teraz nagle
zakaz ten odwołano, a na dodatek powiedziano im, że „nowe światło”
jest dokładnie tym, czego im do szczęścia potrzeba?
Skąd taki wniosek? Otóż wyraźnie
widać to w polityce wycofywania się „rakiem” z tej doktryny.
Przypomnijmy fakty:
The Watchtower
z 15 lutego 1963 roku, s.124 (Strażnica nr2 z 1964,
s.9)
Chrześcijanin
(...) potrzebuje tylko zapytać lekarza: „Z czego wytworzona
jest plazma?” „Z czego wytwarza się czerwone krwinki?”
„Skąd pochodzi ta substancja?” Jeśli odpowiedź brzmi: „Ona
pochodzi z krwi” lub „zachodzi we krwi”, wtedy chrześcijanin
dokładnie wie, co ma czynić, gdyż zasadzie tej podlega nie
tylko krew jako taka, lecz też wszystko, co z krwi jest
wytwarzane.
A zatem na początku zasada była
prosta – chrześcijanin ma wystrzegać się „wszystkiego, co z krwi
jest wytwarzane”, bez względu czy chodziłoby o pełną krew, krwinki
czerwone, surowicę, przeciwciała, albuminy, hemoglobinę, proteiny
czy jakąkolwiek frakcje krwi. Po prostu „wszystko”. Ale z biegiem
lat stanowisko Towarzystwa zaczęło mięknąć.
The Watchtower
z 15 czerwca 1978, ss. 29,30 (Strażnica nr5 z 1979,
ss.22,23)
Cóż jednak
wypada powiedzieć o przyjmowaniu zastrzyków surowicy,
stosowanych na przykład przeciwko błonicy, tężcowi, wirusowemu
zapaleniu wątroby, wściekliźnie, hemofilii (krwawiączce) i
niezgodności czynnika Rh? Wydaje się, że leży to jakby w
„strefie pogranicznej”. (...) Dlatego daliśmy wyraz
stanowisku, że tę kwestie każdy musi rozstrzygnąć osobiście.
W tym skromnym cytacie dokonano
przełomowej zmiany. Zezwolono ŚJ cierpiącym na hemofilię na
przyjmowanie – jeśli pozwoli im na to sumienie – „zastrzyków”.
Jakich? Otóż w tym przypadku istnieją tylko jedne – czynniki
krzepnięcia VIII i IX!
Jakie to niesie ze sobą
konsekwencje? Skuteczne leczenie hemofilii wymaga preparatu
zwanego czynnikiem VIII, który wspomaga krzepnięcie, a
wyodrębniany jest z ogromnej rzeki krwi wielu osób. TS częstokroć
argumentuje, że są one drobnymi frakcjami krwi. Jednakże w
rzeczywistości potrzeba około 9000 kilogramów pełnej krwi,
ażeby wyprodukować jedną dawkę czynnika VIII o wadze 0,1 grama.
Osoby cierpiące na ostrą hemofilię wymagają zazwyczaj kilku lub
kilkunastu jednostek rocznie.
Towarzystwo tego nie pomija:
Strażnica
nr 21 z 1985 roku, s. 27
Każda porcja
czynnika VIII wyprodukowana jest z osocza, które pochodzi
od co najmniej 2500 krwiodawców
Przebudźcie się!
z 8 marca 1989 roku, s. 11
Dr Margaret
Hilgartner z New York Hospital - Cornell Medical Center
powiedziała: „Człowiek chory na ciężką postać hemofilii może
co roku otrzymywać krew od 800 000 do 1 miliona różnych
dawców”
Każdego roku potrzeba ponad 250,000
dawek krwi do wyprodukowania czynnika VIII i czynnika IX, które są
konsumowane przez społeczność Świadków Jehowy. Żeby zaspokoić
potrzeby chorych na hemofilię Świadków trzeba napełnić ludzką
krwią olbrzymie zbiorniki, gdzie krew jest przechowywana, a
następnie przetwarzana.
Jak zatem widać, „nowe światło”
odnośnie „zastrzyków na hemofilię” z 1978 roku było olbrzymim
przełomem i odwrotem od nieugiętego stanowiska, żeby wystrzegać
się „wszystkiego, co z krwi jest wytwarzane”. A ilu nieszczęsnych
hemofilityków spośród ŚJ nie doczekało żywo tych dobrych wieści z
„kanału”? Na kogo spada wina krwi za te odgórne decyzje?
Podobny wstrząs nastąpił w związku
ze zmianą poglądów na albuminy.
Awake!
09/08/1956, s. 20
Chociaż lekarze
namawiają do stosowania niektórych frakcji krwi, zwłaszcza
albumin, to one także podlegają biblijnemu zakazowi.
W The Watchtower z 15 czerwca
1978 wspomniano co prawda o możliwości przyjmowania „zastrzyków
przy niezgodności czynnika Rh”, ale w rzeczywistości niewielu
Świadków Jehowy potrafiło to powiązać z albuminami. Wątpliwości
rozwiał kolejny strumień „nowego światła” z roku 1982:
Awake!
z 22 czerwca 1982, s.25 (Przebudźcie się! nr 3 z 1983,
s.12)
Poglądy
religijne Świadków nie wykluczają jednak całkowicie używania
takich komponentów, jak albuminy, immunoglobuliny i czynniki
krzepnięcia krwi. Każdy Świadek musi sam zadecydować, czy
zechce je przyjąć.
Co jest niezwykłego w tej zmianie
poglądów? Albuminy stanowią około 2,2% objętości krwi. Natomiast
leukocyty – które są zabronione – obejmują niecały 1% i wielu
Świadków łamie sobie głowę, dlaczego niektóre większe składniki
krwi są dopuszczone, a inne, mniejsze, zabronione.
Albuminy często stosuje się w
leczeniu oparzeń. Typowe leczenie poparzenia trzeciego stopnia
(30-50% powierzchni ciała) wymaga 600 gram albumin! Do
wyprodukowania takiej dawki potrzeba około 45 litrów pełnej
krwi. Jak ktoś może nazywać to „niewielką frakcją”?
A czy ktokolwiek jest w stanie
obliczyć koszty jakie ponieśli ludzie, którzy przed rokiem 1980
odmawiali albumin, gdyż ich stosowania rzekomo zabraniała Biblia?
Podobnie rzecz się ma z
immunoglobulinami – na wyprodukowanie jednego zastrzyku potrzeba
3 litry pełnej krwi!
Innym wstrząsającym zwrotem w
doktrynie o krwi jest pogląd na hemoglobinę, frakcję krwi
niezbędną w rozprowadzaniu w organizmie tlenu. Ten składnik krwi
od początku był na „czarnej liście”:
The Watchtower
z 01 listopada 1961, s.669 (Strażnica nr4 z 1967, s.12)
Jeżeli jednak
czytamy na etykiecie pudełka z tabletkami, że one zawierają
hemoglobiny, to już od razu wiadomo — a badanie podobne do
powyższego może to potwierdzić — że przy ich produkcji użyto
składników krwi. Chrześcijanin wie wtedy, nawet nie pytając
nikogo, że takich specyfików powinien unikać.
Strażnica
nr 6 z 1962 r., s. 4
Etykiety na
różnych środkach wzmacniających i tabletkach sprzedawanych w
drogeriach i aptekach zdradzają, że one zawierają składniki
krwi, na przykład hemoglobinę. (...) jest więc dla
chrześcijan rzeczą wielkiej wagi zwiększyć czujność, jeśli
mają zachować siebie ‘bez plamy od świata' (Jakuba 1:27).
Strażnica
z 15 października 1992 r., s. 30,31
Już we wczesnym
okresie historii człowieka nasz Stwórca zabronił ludziom
spożywać krwi (1 Mojżeszowa 9:3, 4). Oświadczył, że wyobraża
ona życie, będące darem od Niego. Krew usuniętą ze zwierzęcia
można było użyć wyłącznie w formie ofiary, na przykład na
ołtarzu. W przeciwnym razie należało ją wylać na ziemię i
poniekąd zwrócić Bogu. (...) Słuszne jest rzecz jasna
unikanie wyrobów, na których wymieniono takie składniki,
jak krew, osocze krwi, plazma, globiny, globuliny lub
żelazo z hemoglobiny.
Bailey R., Ariga T. The view
of Jehovah’s Witnesses on blood substitutes. Artif Cells Blood
Substit Immobil Biotechnol 1998; 26:571-576 (Richard
Bailey i Tomonori Ariga byli oficjalnymi przedstawicielami
Służby Informacji o Szpitalach w Brooklynie)
Opierając się na
takim religijnym zrozumieniu, Świadkowie Jehowy nie przyjmują
krwi pełnej ani głównych składników krwi, mianowicie
czerwonych płytek krwi, białych płytek krwi, krwinek
płytkowych i osocza. Nie godzą się również na hemoglobinę,
która jest głównym elementem czerwonych płytek krwi. (...)
Zatem na podstawie tych zasad Świadkowie Jehowy nie akceptują
środków krwiozastępczych zawierających w swoim składzie
hemoglobinę pochodzącą od ludzi albo zwierząt.
Stanowisko odnośnie hemoglobiny i
innych frakcji krwi zmieniło się w Strażnicy z 15 czerwca
2000 r.:
(...) jeśli
chodzi o poszczególne frakcje tych składników, każdy
chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i
podjąć świadomą decyzję. (...) Leczenie za pomocą tych
preparatów nie jest transfuzją podstawowych składników; na
ogół wykorzystuje się wtedy ich elementy lub frakcje.
Czy chrześcijanin powinien wyrazić zgodę na użycie ich podczas
leczenia? Tego nie możemy powiedzieć jednoznacznie. Biblia nie
podaje szczegółowych informacji, toteż każdy sam musi
powziąć decyzję pozwalającą mu zachować czyste sumienie przed
Bogiem.
W liście jaki otrzymałem z Biura w
Nadarzynie w odpowiedzi na moje pytanie „Czy nasze nowe
zrozumienie pozwala zaliczyć hemoglobinę do frakcji, o przyjęciu
których decyduje sumienie poszczególnego chrześcijanina?”,
napisano:
HIA, 9 lipca 2002
Niektórzy
chrześcijanie odmawiają przyjęcia krwi pełnej, krwinek
czerwonych, białych i płytkowych oraz osocza, ale mogą dojść
do wniosku, że skoro frakcje krwi są przekazywane drugiej
osobie w trakcie pewnych naturalnych procesów, to mogą przyjąć
jakąś frakcję wyizolowaną z osocza lub krwinek, łącznie z
hemoglobiną wyizolowaną z krwinek czerwonych.
Chrześcijanie, którzy podejmują taką decyzję, czynią to
zgodnie ze swym sumieniem i nie należy ich za to krytykować.
Kto się mylił – Jehowa czy
Towarzystwo? Czy w Biblii był zakaz stosowania hemoglobiny i
innych frakcji krwi, czy też Towarzystwo wyczytało rzeczy, jakich
nigdy w Piśmie nie było i arbitralnie wpajało swoje prywatne
poglądy jako „prawdę objawioną przez Jehowę Boga”?
Czy ktokolwiek zadał sobie pytanie:
Jak ten niebiblijny zakaz stosowania hemoglobiny, jaki przez 40
lat Towarzystwo w imieniu Boga wmawiało Świadkom Jehowy odbił się
na życiu i śmierci chorych współbraci? Ile bezcennych istnień
ludzkich zgasło przez samozwańcze stawianie się na miejscu Stwórcy
i decydowanie, co w kwestiach medycznych wolno, a co nie?
Doktor J.L. Carson z University
of Medicine and Dentistry w New Jersey wraz ze
współpracownikami przeprowadził badania nad 125 przypadkami
operacji chirurgicznych przeprowadzonych na pacjentach będących
Świadkami Jehowy, którzy z powodu ówczesnych nauk Towarzystwa
odmawiali transfuzji krwi, głównie masy czerwonokrwinkowej
zawierającej hemoglobinę. Wnioski były przerażające – ponad 60%
pacjentów, u których poziom hemoglobiny przed operacją wyniósł
poniżej 6g/ml, zmarło w wyniku komplikacji śródoperacyjnych
(czasopismo Lancet 1988 Apr 2; 1[8588]:727-9).
Oczywiście trudno jest oszacować
faktyczną śmiertelność, ale nie trzeba być fachowcem z zakresu
medycyny, żeby bez wątpliwości stwierdzić, iż z powodu wydanych
przez Towarzystwo zakazów zmarła lub poniosła uszczerbek na
zdrowiu cała rzesza ludzi!
Jakże zmieniła się „prawda
objawiona przez Jehowę Boga” przez ostatnie 40 lat! Od „zasady,
której podlega nie tylko krew jako taka, lecz też wszystko, co z
krwi jest wytwarzane” do poglądu, że „jeśli chodzi o poszczególne
frakcje tych składników (w oryginale:
fractions of any of
the primary components), każdy
chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i podjąć
świadomą decyzję”!
Jak to wszystko ma się do uporczywie
propagowanego przez Towarzystwo zakazu z Dziejów 15:28,29 o
„powstrzymywaniu się od krwi”? Raz jeszcze pozwolę sobie zadać
kluczowe pytanie: Kto się przez te wszystkie lata mylił – Bóg czy
Towarzystwo? Czyżby Bóg nie orientował się w swoim dziele
stwórczym i co rusz podawał swojemu ludowi poprzez „kanał
łączności” sprzeczne informacje? Czy można to sobie wyobrazić? Kto
zatem ponosi winę za cierpienia, kalectwo i śmierć tysięcy ludzi,
którzy zaufali zwodniczemu nauczaniu? Dla mnie odpowiedź jest
oczywista – Towarzystwo Strażnica! To osoby zasiadające w jego
Zarządzie (a potem w Ciele Kierowniczym) wyczytały w Biblii coś,
czego w niej nigdy nie było, a potem wmawiały bogobojnym i
prostolinijnym współwyznawcom, że stosowanie się do tych
wytycznych jest wyrazem „odnoszenia się z bezgranicznym zaufaniem
do prawdy objawionej przez Jehowę Boga za pośrednictwem
Jego Syna, Jezusa Chrystusa, oraz ‘niewolnika wiernego i
roztropnego’” (Strażnica z 1 sierpnia 2001, s. 14).
W nauczaniu Towarzystwa odnośnie
krwi jest jeszcze jedna rażąca niekonsekwencja – odmawianie
oddawania krwi na potrzeby własne lub innych, przy jednoczesnym
nieskrępowanym korzystaniu ze składników krwi oddawanej przez
innych.
The Watchtower
z 1 lipca 1966, s.400 (Strażnica nr17 z 1967, s.5)
„Powstrzymajcie
się (…) od krwi”. Przeciętny człowiek, który nie zna dobrze
tego rodzaju wypowiedzi, prawdopodobnie rozumuje w ten sposób:
Czyż nie byłoby słuszne, gdybym ofiarował trochę swojej krwi,
aby ratować życie drugiego, zwłaszcza gdy osoba potrzebująca
pomocy jest z mego ciała i krwi? – Otóż nie, ponieważ to
naruszałoby dalszą zasadę biblijną, którą Jehowa oznajmił
przez proroka Samuela: „Posłuszeństwo lepsze jest niżeli
ofiara” (1 Sam. 15:22). A w dodatku jeszcze krnąbrność i
buntowniczość jest takim samym złem jak posługiwanie się
wróżbami i innymi tajemnymi mocami oraz kult obrazów. Umysł
nieświadomy tego mógłby rozumować: Przecież w ten sposób można
drugiemu uratować życie! – Czy jednak trzeźwe zastanowienie w
oparciu o dojrzały pogląd i zasady potwierdza taki wniosek?
Strażnica
z 15 października 2000, ss.30,31
Czasami lekarz
zachęca pacjenta do oddania krwi na kilka tygodni przed
operacją (donacja przedoperacyjna), aby w razie potrzeby można
mu było przetoczyć jego własną krew. Jednakże takie
pobieranie, przechowywanie i przetaczanie krwi jest jawnie
sprzeczne z tym, co powiedziano w księgach Kapłańskiej i
Powtórzonego Prawa. Krwi nie wolno przechowywać; należy ją
wylać, niejako zwrócić Bogu. Owszem, Prawo Mojżeszowe dzisiaj
nas nie obowiązuje. Jednakże Świadkowie Jehowy szanują zawarte
w nim zasady podane przez Boga i są zdecydowani ‘powstrzymywać
się od krwi’. Dlatego też nie jesteśmy dawcami krwi ani nie
zgadzamy się na przechowywanie własnej krwi, która powinna
zostać ‘wylana’. Postępowanie takie byłoby sprzeczne z prawem
Bożym.
Wyjaśnienie na pozór logiczne, gdyby
nie fakt, że Świadkowie Jehowy stosują się do tej zasady bardzo
wybiórczo. Sami krwi nie oddają, ale nie mają oporów by korzystać
z hektolitrów krwi oddawanej przez nie-ŚJ. Czy nie pachnie to
obłudą?
Strażnica
z 15 czerwca 2000, s.30
Przygotowanie
gamma-globulin, czynników krzepnięcia krwi lub innych frakcji
wiąże się z gromadzeniem i przetwarzaniem krwi.
Jak pogodzić dopuszczenie możliwości
korzystania ze składników krwi, których „przygotowanie wiąże się z
gromadzeniem, i przetwarzaniem krwi” z tym, że „takie pobieranie,
przechowywanie i przetaczanie krwi jest jawnie sprzeczne z tym, co
powiedziano w księgach Kapłańskiej i Powtórzonego Prawa”, a w
rezultacie „sprzeczne z prawem Bożym”?
Doktryna tak pełna wewnętrznych
sprzeczności, niekonsekwencji i wielokrotnych zmian z pewnością
nie pochodzi od Jehowy Boga, który jest niezmienny w swoim zdaniu!
A co powiedzieć o narzuceniu
rodzicom konieczności odmowy niezbędnej transfuzji krwi dla
dziecka nawet w obliczu jego śmierci?
The Watchtower
z 1 lipca 1966, ss.400,401 (Strażnica nr17 z 1967, s.5)
Zachowaniu
naszej duszy i duszy naszych dzieci do życia wiecznego służy
zupełne i całkowite posłuszeństwo. Rzecz sama przez się
zrozumiała, że kochamy nasze dzieci, a prawdziwa miłość działa
w ich najlepiej pojętym interesie. Z pewnością nikt z nas
nie chciałby zaprzepaścić swemu dziecku nadziei na osiągnięcie
życia wiecznotrwałego przez kompromisowe ustosunkowanie się do
świeckich zasad albo poddanie się sentymentom! W tym
wypadku mają zastosowanie się słowa Jezusa, które czytamy w
sprawozdaniu ewangelicznym Mateusza 10:37: „Kto miłuje ojca
albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto
miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie
godzien”. Zatem co jest dla ciebie i twego dziecka lepsze:
przedłużenie obecnego życia o kilka krótkich lat czy
osiągnięcie życia wiecznego w nowym porządku rzeczy?
Nasza Służba Królestwa,
wrzesień 1992, ss.3-5
Chrońcie swe
dzieci przed nadużyciem krwi
„Oto synowie są
dziedzictwem od Jehowy” (Ps. 127:3, NW). Jeżeli
otrzymaliście od Jehowy takie cenne dziedzictwo, to jako
rodzice macie radosny, choć trudny obowiązek zapewniać swym
dzieciom opiekę, wychowywać je i chronić. Czy więc
uczyniliście wszystko, co mieści się w granicach rozsądku, by
zabezpieczyć je przed przetoczeniem krwi? Jak by się
zachowały, gdyby groziła im transfuzja? Czy omówiliście już w
rodzinie, jak sobie radzić w takiej krytycznej sytuacji? (…)
powinniście każdemu wyraźnie wyjaśnić, że jako rodzice
macie obowiązek czynić wszystko, by nie dopuścić do podania
krwi. Odpowiadacie za to przed Bogiem.
Nawet za cenę śmierci, rodzice mają
być posłuszni wytycznym Towarzystwa, a naturalne rodzicielskie
odruchy szyderczo nazywa się sentymentami. O ile w sprawie osoby
dorosłej można przyjąć, że ma prawo do decydowania o wyborze
leczenia, to w przypadku dzieci Biblia nigdzie nie upoważnia
rodziców do szafowania życiem „dziedzictwa od Jehowy”!
Tym bardziej, że ponad połowa dzieci
wychowanych w rodzinach Świadków Jehowy nie wybiera religii
rodziców w dorosłym życiu. Nawet syn J. Rutherforda, Malcolm, nie
został Świadkiem Jehowy. Dlaczego zatem pozbawiać kogoś życia w
imię zasad, których ta osoba może nie chcieć nigdy wyznawać?
Takich pytań można by mnożyć bez liku.
Nie potrafię sobie wyobrazić, jak
bym się czuł, gdybym ze względu na chwiejne poglądy Towarzystwa
odnośnie medycyny pozbawił życia swoje dziecko, a za miesiąc bądź
za rok nadeszłoby kolejne „nowe światło” zezwalające na taka
metodę. Nie jestem w stanie wczuć się w położenie rodziców, którzy
przeżyli taki koszmar. Co można powiedzieć matce bądź członkowi
najbliższej rodziny, kiedy przed 15 czerwca 2000 roku pozwolili
umrzeć bliskiej osobie nie godząc się na podanie niezbędnych
preparatów z hemoglobiny, a potem czytają w Strażnicy, że
„prawda objawiona przez Jehowę Boga” się zmieniła i już nie ma
konieczności ponoszenia takich ofiar? W jakim świetle stawia to
Boga? Jakie sumienie mają ludzie, którzy bawią się w ten sposób
cudzym życiem?
Jest też kilka innych spraw, które
zaniepokoiły moje sumienie. Jedną z nich jest poprawność
tłumaczenia niektórych ważnych fragmentów Biblii w Przekładzie
Nowego Świata. Ale może po kolei. Najpierw zacytuję wypowiedź
Towarzystwa dlaczego nie ujawniono nazwisk tłumaczy tego
przekładu.
Prowadzenie rozmów na podstawie
Pism, s.260
Kim byli
tłumacze?
Przekazując w
darze Towarzystwu Strażnica (Watch Tower Bible and Track
Society of Pennsylvania) prawa autorskie do Przekładu
Nowego Świata, komitet tłumaczy poprosił o zachowanie
anonimowości jego członków. Życzenie to zostało uszanowane.
Tłumacze nie szukali chwały dla siebie, lecz pragnęli oddać
chwałę Boskiemu Autorowi Pisma Świętego (...)
Czy rzeczywiście
jest to przekład naukowy?
Ponieważ
tłumacze postanowili zachować anonimowość, więc nie można nic
powiedzieć o ich wykształceniu. O wartości tego przekładu
muszą świadczyć jego zalety.
A teraz wyjaśnijmy prawdziwy powód,
dla którego każdy z nich pragnął anonimowości. Było tak dlatego,
iż żaden z nich nie miał odpowiednich kwalifikacji do tłumaczenia
z greckiego, hebrajskiego i aramejskiego! Nie mieli kwalifikacji
do tłumaczenia z jakiegokolwiek oryginalnego języka biblijnego!
Jak oni mogli nazwać to “Przekładem”, którego dokonano „z
uwzględnieniem języków oryginalnych” kiedy nikt w Brooklynie nie
miał wystarczającej wiedzy, by w tych językach czytać? Heretykami
XX wieku odpowiedzialnymi za wprowadzenie oszukańczych błędów w to
wydanie Biblii byli Nathan H. Knorr, Albert D. Schroeder, George
Gangas, Milton Henshel i Fred Franz. To właśnie oni byli tak
zwanymi „tłumaczami”. Z nich wszystkich jedynie Fred Franz miał
jakieś wykształcenie powyżej poziomu szkoły średniej, niemniej
zaliczenie przez Franza 1 semestru nauki języka greckiego na
Uniwersytecie nie stawia go w gronie osób uważanych za naukowców!
Twierdził on, że co do hebrajskiego był samoukiem, jednak gdy
podczas przesłuchania w pewnej sprawie, zeznając pod przysięgą na
procesie w Szkocji w roku 1954 został poproszony o przeczytanie
czegokolwiek z Księgi Rodzaju w języku hebrajskim – nie potrafił
tego uczynić! Oto, jaki z niego był uczony!
Zrobiłem też porównanie Przekładu
Nowego Świata z dokonanym słowo po słowie przekładem
angielskim zwanym Kingdom Interlinear Translation (zarówno
w wersji z roku 1969, jak i 1985), oraz z Grecko-polskim Nowym
Testamentem – wydanie interlinearne i Biblią warszawską.
Byłem wstrząśnięty, kiedy dostrzegłem jak ten tak zwany
„współczesny przekład” Towarzystwa Strażnica okazuje się być nie
tylko niedokładny, ale został umyślnie tak zredagowany, by poprzeć
istotne z punktu widzenia TS doktryny, jakich nie można się
doszukać w żadnym nieskażonym określonymi wpływami religijnymi
przekładzie Biblii, jak np. American Standard Version, oraz
że te przekłady w wielu miejscach dokładniej odpowiadają
dosłownemu tekstowi z Kingdom interlinear Translation of the
Greek Scriptures! Znalazłem także różnice pomiędzy wersją z
roku 1969, a wersją z roku 1985. Obie były oparte na pracach B.F.
Wescotta i F.J.A. Horta, a jednak w obu da się zauważyć różnice,
pomimo że bazowały na tym samym źródle. Jedynym logicznym
wyjaśnieniem jest szkodliwa chęć kontrolowania sposobu myślenia
poszczególnych osób związanych z Towarzystwem. Z wielu źródeł
wiadomym mi jest, że Kingdom Interlinear w wersji z roku
1969 jest odpowiedzialny za odejście od Towarzystwa mnóstwa
wnikliwych osób, które dostrzegły oczywistą manipulację tekstem
biblijnym.
Jestem przerażony sposobem, w jaki
Ciało Kierownicze umyślnie wstawiło Jehowa w miejsce
greckiego wyrazu Kyrios, co zmieniło kontekst słowa Bóg
w odniesieniu do Jezusa, kierując przez to uwagę na coś zupełnie
innego niż chcieli to ukazać pierwotni pisarze! Przykład tego
znajdujemy w Dziejach 2:21, gdzie Piotr wypowiadając się o Jezusie
powiedział: „Wszyscy wzywający imienia Pana będą wybawieni”.
Jednakże w NŚ czytamy: „Każdy, kto wzywa imienia Jehowy, będzie
wybawiony”. A przecież dosłowny przekład Kingdom Interlinear
wspiera umieszczenie tam Pan, a nie Jehowa,
natomiast słowo które umyślnie Towarzystwo zamieniło brzmi
Kyrios. Towarzystwo tłumaczy się, że niektóre z tych nadużyć
na tekście są uzasadnione, gdyż dotyczą cytatów ze Pism
Hebrajskich. Ale nie wytrzymuje to próby w świetle faktu, że Piotr
posługując się tym cytatem odniósł go do Jezusa oraz tego, że ani
Piotr, ani Jezus, ani żaden z apostołów nie prowokowałby
żydowskich neofitów występując przeciwko głęboko zakorzenionej w
owych dniach tradycji i wypowiadałby imię Boże publicznie!
Podobną haniebną rzecz w odniesieniu
do Jezusa Towarzystwo zrobiło z fragmentem Listu do Rzymian 10:13.
Tekst został przeredagowany w taki sposób, że zmieniło się jego
znaczenie – Jezusa zamieniono na Jehowę! Dziesiąty rozdział Listu
do Rzymian wyraźnie traktuje o Jezusie, jednakże Towarzystwo
wstawiło w ten werset Jehowa, którego to słowa wcześniej
tam nie było, i w ten sposób zmieniło cały kontekst Rzymian 10!
O tym, że dokonano zmiany, świadczy
wypowiedź Towarzystwa opublikowana na bazie pierwszej wersji
Kingdom Interlinear:
Strażnica
nr 2 z 1979, s. 23
Istnieją w
Pismach Hebrajskich wersety dotyczące Jehowy, które w Nowym
Testamencie przytoczono w kontekście odnoszącym się do Jezusa
(Izaj. 40:3 – Mat. 3:3; Jana 1:23; Joela 3:5 (2:32, Bg)
– Rzym. 10:13; Psalm 35:7,8 – Hebr. 1:8,9). Jest to
zrozumiałe, gdy się weźmie pod uwagę, że Jezus był
najwybitniejszym przedstawicielem Jehowy.
Nie może być zatem mowy o jakimś
błędnym zrozumieniu wypowiedzi z Rzymian 10:13 – dokonano tu
celowej manipulacji tekstem w Przekładzie Nowego Świata!
Kolejnym interesującym przykładem
zmiany kontekstu wypowiedzi Pisma Świętego przez Towarzystwo są
Dzieje Apostolskie 4:12, poprzez co usiłowano uzasadnić odstępcze
doktryny! W Biblii warszawskiej czytamy: „I nie ma w nikim
innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod
niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni”
(podobnie BT, Poz, Bg). Kluczowym słowem jest
tutaj „być” zbawieni. Towarzystwo oddaje ten zwrot słowami
„zostać” wybawieni, co jest intelektualną nieuczciwością! Dosłowny
Kingdom Interlinear przyznaje, że powinniśmy tam czytać
„być”, a nie „zostać”!
W Przekładzie Nowego Świata w Jana
1:1 pada zwrot „Bogiem” i aż do lat 80-tych Towarzystwo powoływało
się na Johannesa Grebera, by uzasadnić poprawość takiego
tłumaczenia. Jednak w połowie lat 80-tych Towarzystwa zaprzestało
posługiwania się przekładem pana Grebera, gdyż publicznie stał się
znany fakt, iż do tłumaczenia wersetu z Jana 1:1 Johannes Greber
wykorzystywał media spirytystyczne (demony)! Towarzystwo
oznajmiło, że nie znało tego faktu, ale to nieprawda! Towarzystwo
już od początku lat 50-tych było świadome, że Greber był w
porozumieniu z demonami!
Watchtower
z 1 października 1955, s.603, Part
3: What Do the Scriptures Say About "Survival After Death"?
(...) niejaki
Johannes Greber, były ksiądz katolicki został spirytystą
i opublikował swoją książkę pt. "Komunikowanie się ze
światem duchów, jego prawa i cele" (1932, Macoy Publishing
Company, New York). W swoim Wstępie podał typowe błędne
stwierdzenie: „Biblia jest najwybitniejszą książką
spirytystyczną.”
Watchtower
z 15 lutego 1956, ss.110-1 (Strażnica
nr8 z 1961, Triumf nad złymi mocami duchowymi)
Niejaki Johannes
Greber pisze we wstępie do swego przekładu Nowego Testamentu,
wydanego w roku 1937: „Byłem księdzem katolickim i do
czterdziestego ósmego roku życia w ogóle nie wierzyłem w
możliwość kontaktu ze światem duchów Bożych. Potem jednak
nastał dzień, kiedy niechcący zrobiłem pierwszy krok w
kierunku takich kontaktów. Przeżyłem rzeczy, które aż do
największych głębi wstrząsnęły moim jestestwem. (...)
Przeżycia swe opisałem w książce, która ukazała się w języku
niemieckim i angielskim, a nosi tytuł: ‘Komunikowanie się ze
światem duchów, jego prawa i cele.’ ” (Strona 17, § 1, 2)
Stosownie do swego katolickiego pochodzenia Greber dał na
okładce swego przekładu wytłoczyć złoty krzyż. W przedmowie do
ostatnio wspomnianej książki były ksiądz Greber powiada:
„Biblia jest najwybitniejszą książką spirytystyczną.”
Kierując się takim wrażeniem Greber stara się swemu
przekładowi Nowego Testamentu nadać nutę jak najbardziej
spirytystyczną.
Nawet jeszcze po opublikowaniu
powyższych wypowiedzi Towarzystwo cytowało Johannesa Grebera przy
wielu okazjach jako autorytet, który mógłby poprzeć odstępcze
nauki Towarzystwa! W wydanej w roku 1971 książce Aid to Bible
Understanding Towarzystwo cytuje Grebera na stronach 1134 i
1669, przy czym na stronie powołuje się ono na Johannesa Grebera
by poprzeć ich nienaukowe oddanie Jana 1:1. Istnieje o wiele
więcej cytatów Strażnicy przychylnie wyrażających się o Greberze.
The Watchtower
z 15 października 1975(Strażnica
nr21 z 1977, s.24)
Bez naruszania
zasad gramatyki greckiej można tekst Mateusza 27:52,53
przetłumaczyć w taki sposób, żeby z niego wynikało, iż podobne
odsłonięcie zwłok nastąpiło wskutek trzęsienia ziemi w chwili
śmierci Jezusa. Na przykład Johannes Greber oddał te teksty
(w roku 1937), jak następuje: „Groby się odkryły, a wiele
ciał tam pochowanych uległo podrzuceniu do postawy stojącej. W
takiej pozycji wstawały z grobów i widziało je wielu
przechodniów wracających tamtędy do miasta”. A oto dla
porównania brzmienie „Przekładu Nowego Świata”...
The Watchtower
z 15 kwietnia 1976(Strażnica
nr4 z 1979, ss.23,24)
Podobne
wydarzenie miało miejsce w Jeruzalem przy śmierci Jezusa.
Zgodnie z ówczesnym obyczajem zwłoki na ogół umieszczano wtedy
w grobowcach, czyli pomieszczeniach wykutych w większych
skałach wapiennych Palestyny, często na stokach górskich.
Sprawozdanie biblijne w przekładzie Johannessa Grebera podaje,
że kiedy Jezus umarł, „ziemia się zatrzęsła i pokruszyły się
skały. Odsłoniły się grobowce i liczne zwłoki pochowanych tam
zmarłych zostały podrzucone do pionu. W tej pozycji wystawały
z grobów i oglądało je wiele osób, które wracając do miasta
mijały to miejsce”. Zatem okazuje się, że zamiast
zmartwychwstania, jak sugerują niektóre tłumaczenia Biblii,
nastąpiło wtenczas jedynie odsłonięcie zwłok i ukazanie ich
oczom obserwatorów, co powtórzyło się teraz w Gwatemali – Mat.
27:51-53
W końcu Towarzystwo skapitulowało i
próbowało się zdystansować od Johannesa Grebera.
The Watchtower
z 1 kwietnia 1983, s.31 (Strażnica
nr22 z 1983, s.24)
·
Dlaczego w ostatnich latach „Strażnica” nie powoływała się na
przekład Pisma Świętego, który opracował były ksiądz
katolicki, Johannes Greber?
Wersję tę
przytaczano od czasu do czasu na poparcie sposobu, w jaki „New
World Translation” (Przekład Nowego Świata) oraz inne
miarodajne tłumaczenia Biblii oddają tekst Ewangelii według
Mateusza 27:52,53 oraz według Jana 1:1. Niemniej jednak w
roku 1980 ukazała się w przedmowie do „Nowego Testamentu”
Johannesa Grebera wzmianka o istotnym znaczeniu, z której
wynika, że tłumacz ten w poszukiwaniu sposobów wyjaśnienia
trudniejszych fragmentów zdał się na „Boski świat duchów”.
Powiedziano tam: „Jego żona, będąca medium Boskiego świata
duchów, często pośredniczyła w przekazywaniu księdzu Greberowi
trafnych odpowiedzi pochodzących od Posłańców Bożych”. Uznano
za niestosowne, by „Strażnica” korzystała z przekładu, który
ma tak ścisłe powiązania ze spirytyzmem (Powt.Pr. 18:10-12).
Podstawy naukowe, na jakich opiera się sposób oddania
powyższych wersetów w „New World Translation”, są dostatecznie
mocne i dlatego nie ma potrzeby, by powoływać się w tej
sprawie na tłumaczenia Grebera. Nic więc straconego, gdy nie
posługujemy się już tym przekładem.
Towarzystwo po raz kolejny ukazało w
powyższym cytacie swoją nieuczciwość, sprawiając tu wrażenie, że
do roku 1980 nie było świadome powiązań Grebera ze światem duchów,
które pomagały mu w tłumaczeniu Biblii, ale jak sami widzicie
zwyczajne odwołanie się do Watchtower Library na CD
dostarcza mnóstwo dowodów, iż Towarzystwo wiedziało o tym na długo
przed rokiem 1980. Mało tego, było tego świadome zanim
opublikowało swój Przekład Nowego Świata!
Jakich zmian potrafi dokonywać
Strażnica widać w Liście do Hebrajczyków 1:6, który w New World
Translation of the Holy Scriptures (wydanie z roku 1970)
brzmi: “But when He again brings His First-born into the inhabited
earth He says: ‘And let all God’s angels worship him.’”
[„Lecz gdy znowu wprowadza swego Pierworodnego na zamieszkaną
ziemię, mówi: ‘I niech mu oddadzą cześć wszyscy
aniołowie Boży’”]. W tym fragmencie powiedziano, że „aniołowie
Boży maja oddawać cześć Jezusowi”. Ale już w wydaniu z roku 1984
wymowa Hebrajczyków 1:6 została wykoślawiona przez skierowanie
uwagi z oddawania czci na złożenie hołdu,
czym rozwodniono rzeczywistą pozycję Jezusa. Ciało Kierownicze
powinno się wstydzić!
To, co dzieje się w praktykowanym
przez Towarzystwo wstawianiu słówek w Biblię, można ująć
następująco: 1) pojawiają się tam, gdzie nie powinny, i 2) poprzez
taki dodatek zmieniają cały kontekst wypowiedzi! Na przykład w
Filipian 2:9,10 wg Biblii warszawskiej czytamy: „Dlatego
też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię. Aby na imię Jezusa zginało się
wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią” (podobnie mamy
w BT, Brzeska, Romaniuk, Poz, Bg). [W NW: „For this very
reason also God exalted him to a superior position and kindly gave
him the name that is above every [other] name”; w
NŚ: „Dlatego też Bóg wyniósł go na wyższe stanowisko i
życzliwie dał mu imię, które przewyższa wszelkie inne imię,
żeby w imię Jezusa zgięło się wszelkie kolano tych w niebie i tych
na ziemi, i tych po ziemią”].
Takich samych zmian Towarzystwo
dokonało w Kolosan 1:16,17,20.
Inną manipulacją, jakiej dopuszczono
się na tekście biblijnym jest błędne przedstawianie okresleń
związanych ze „świątynią” i „sanktuarium”. W języku greckim słowa
te brzmią hieron i naos.
Hieron
jest greckim słowem określającym cały kompleks świątynny ze
wszystkimi jego przybudówkami i dziedzińcami. Wyraz naos
odnosi się do wewnętrznego sanktuarium kompleksu świątynnego,
które obejmowało Miejsce Święte i Najświętsze (Święte Świętych).
Różnica pomiędzy tymi dwoma
terminami została dobrze zdefiniowana w The Watchtower z 15
sierpnia 1960 roku. Objaśniając drugi rozdział Ewangelii wg Jana
(gdzie opisano obecność wymieniających pieniądze i wszystkich
zwierząt sprzedawanych w świątyni) na stronie 493 w paragrafie
drugim artykułu zatytułowanego „Świątynia w czasach
apostolskich'', powiedziano:
Jaki układ
musiałby mieć budynek, żeby wydzielić miejsce na cały ten
handel? Faktem jest, że ta świątynia nie była już pojedynczym
budynkiem, ale złożoną strukturą, w centrum której znajdowało
się sanktuarium. W oryginalnym języku bardzo wyraźnie ukazano,
że pisarze biblijni rozróżniali dwa używane wtedy słowa
hieron oraz naos. Hieron odnosi się do
całego placu świątynnego, podczas gdy naos miał
zastosowanie do samej struktury świątyni, będącej następczynią
przybytku z pustyni. Dlatego Jan powiedział, że Jezus natknął
się na cały ten handel w hieron.
W powyższej Strażnicy
poprawnie określono greckim słowem hieron zewnętrzną część
obszaru świątynnego (o którym Biblia mówi, że przebywali tam
wymieniający pieniądze). Jednakże dwadzieścia lat później w
Strażnicy z 15 sierpnia 1980 roku (wyd. pol.
nr 5 z 1981, s.3) błędnie wskazano, że
wymieniający pieniądze znajdowali się w miejscu świątyni
określanym słowem naos. Uczyniono to w artykule mającym na
celu uzasadnić naukę Towarzystwa, że „wielka rzesza” jest klasą
ziemską, podkreślając przy tym, że według Objawienia 7:15 znajdują
się w Bożym naos. (Sanktuarium świątyni, naos,
wyobraża z Biblii niebo).
Ale w tym artykule uczyniono coś
więcej. Dopuszczono się jaskrawego fałszowania Biblii. Wprowadzono
czytelników w błąd, wmawiając im, że w podawanych tekstach
występują inne słowa niż w rzeczywistości!
The Watchtower
z 15 sierpnia 1980, s.15
The Greek word
na·os´ refers often to the inner sanctuary representing heaven
itself
• BUT it was the
entire temple (na·os´) that had been 46 years in the building
• It was the
entire temple (na·os´) that was destroyed as a judgment from
God
• It was from
the courts of the outer temple (na·os´) that Jesus drove the
money changers
• It was in the
outer temple (na·os´) that Judas threw back the 30 pieces of
silver
• HENCE it is
consistent that the “great crowd” serve God in the earthly
court of the spiritual temple
Strażnica
nr 5 z 1981, s.3
Greckie słowo
naos’ odnosi się często do wnętrza przybytku,
przedstawiającego samo niebo:
ALE określa
także:
• cały kompleks
zabudowań świątynnych (naos’), których usunięcie trwało 46
lat,
• całą świątynię
(naos’) zburzoną z wyroku Bożego,
• zewnętrzny
dziedziniec świątyni (naos’), gdzie Judasz porzucił 30
srebrników.
STĄD wynika
logiczny wniosek,
• że „wielka
rzesza” służy Bogu na ziemskim dziedzińcu duchowej świątyni.
Cytat pochodzi z artykułu Gdzie
‘wielka rzesza’ pełni świętą służbę? Próbowano w nim wywołać
wrażenie że słowo naos było niekiedy używane w Biblii w
znaczeniu całego kompleksu świątynnego, a nie tylko wobec
wewnętrznego sanktuarium (jest to punkt o decydującym znaczeniu,
gdyż wewnętrzne sanktuarium oznacza niebo). W powyższych
wypowiedziach starano się przytoczyć biblijne przykłady odnoszenia
naos do „całej świątyni”, łącznie z Dziedzińcem Pogan.
[Co ciekawe, w polskim wydaniu
owej Strażnicy, nie wiedzieć czemu ramkę tą przetłumaczono
błędnie (punkt 1) i z pominięciem punktu 3, czyli -
It was from the courts of the
outer temple (na·os´) that Jesus drove the money changers
(Określa dziedziniec poza świątynią <naos’>, skąd Jezus przepędził
wymieniających pieniądze)].
Zastanawiające jest, dlaczego w
powyższych stwierdzeniach w Strażnicy przemilczano biblijne
wersety, jakie można byłoby zacytować na poparcie powyższych
wniosków. Otóż wyjaśnienie jest proste. W przeciwieństwie do
wyraźnie sformułowanych w ramce wniosków, to własny przekład
Towarzystwa The Kingdom Interlinear Translation of the Greek
Scriptures ujawnia, że w dwóch przypadkach na jakie się
powołano, słowo to nie występuje w Biblii. We wszystkich wersetach
opisujących poniższe wydarzenia wyraźnie występuje słowo hieron,
a nie naos:
• Określa
dziedziniec poza świątynią (hieron
– a nie naos),
skąd Jezus przepędził
wymieniających pieniądze. [Zdania
tego nie ma w polskim wydaniu Strażnicy]. (Zobacz: Mt 21:12;
Mk 11:15; Łk 19:45 i Jn 2:14,15 w Kingdom Interlinear
Translation).
• Określa
całą świątynię (hieron – a
nie naos)
zburzoną z wyroku Bożego. (Zobacz:
Mt 24:1,2; Mk 13:1-3 Łk 21:5,6 w Kingdom Interlinear).
Towarzystwo okłamało swoich
czytelników! Tam nie ma żadnego naos, tylko hieron!
The Kingdom Interlinear Translation
of the Greek Scriptures
konsekwentnie oddaje hieron jako świątynia, a
naos jako boskie miejsce zamieszkania. Nie ma ani
jednego miejsca, żeby było inaczej lub żeby posługiwano się tymi
terminami zamiennie.
Grecko-polski Nowy Testament,
wydanie interlinearne z kodami gramatycznymi,
także konsekwentnie oddaje naos’ jako przybytek, co
wyraźnie nawiązuje do Miejsca Najświętszego w świątyni Bożej.
Takie tłumaczenie popiera Wielki słownik grecko-polski Nowego
Testamentu (Vocatio), gdzie pod hasłem naos’ czytamy:
„świątynia, (święty)
przybytek”.
Ma to także swoje dalsze
konsekwencje. Takie fałszywe tłumaczenie wersetów pomaga
Towarzystwu podtrzymywać swoją doktrynę o drugorzędnej klasie
chrześcijan, czyli „wielkiej rzeszy”, która nie ma prawa wstępu do
nieba. Ale wnikliwa analiza użycia w Biblii (ja posłużę się tu
The Kingdom Interlinear Translation of the Greek Scriptures)
przez apostoła Jana słowa naos w odnośnych wersetach
Objawienia wykazuje, że ZAWSZE pojawia się ono w związku z
wewnętrznym sanktuarium wyobrażającym niebo (wystarczy sięgnąć do
Objawienia 3:12; 7:15; 11:1; 11:19; 14:15; 15:5; 16:1,17 w The
Jerusalem Bible lub w Grecko-polskim Nowym Testamencie).
Nawet jedna z własnych książek Towarzystwa, Wtedy dokona się
tajemnica Boża, (1969 [w języku polskim brak]) omawiając
Objawienie 11:2 podaje:
Then Is Finished the Mystery of
God, s.260
Sanktuarium
świątyni, czyli naos zajmowało jedynie część
obszaru świątynnego.
Objawienie 11:2 według Przekładu
Nowego Świata brzmi:
Ale co do
dziedzińca który jest na zewnątrz sanktuarium świątyni
(naos),
wyrzuć go precz i nie mierz, bo został dany narodom
(„poganom” – Poz, Kowalski, Bw, BT,
AV, NEB, Moffat),
a one będą deptać święte
miasto przez czterdzieści dwa miesiące.
Uczeni bibliści powszechnie zgadzają
się z tym, że „dziedziniec, który jest na zewnątrz” naos,
ma w tym wersecie związek z dziedzińcem pogan w świątyni
odbudowanej przez Heroda (na przykład przypis do tego wersetu w
The New American Bible). Oczywiste jest, że ten zupełnie
zewnętrzny dziedziniec w żaden sposób nie należy do naos
(wewnętrznego sanktuarium, czyli „boskiego miejsca zamieszkania”,
Kingdom Interlinear), na którym w Objawieniu 7:15
Towarzystwo usiłuje umieścić „wielką rzeszę” służącą Bogu.
Powiedziano o nim, że jest „na zewnątrz” naos, a osoby
znajdujące się na nim zobrazowano jako przeciwników, a nie jako
zwolenników prawdziwego wielbienia!
Kolejnym znaczącym punktem jest to,
że w Objawieniu 7:9,15 o „wielkiej rzeszy” powiedziano, iż
znajduje się „przed tronem” Boga. Jak wskazują publikacje
Towarzystwa, greckie słowo tłumaczone w tym wersecie na „przed”
brzmi enopion i dosłownie znaczy „w obliczu”.
Wspaniały finał Objawienia
bliski!, 1988, s. 123
Skoro jednak
wielka rzesza ‘stoi przed tronem’, to skąd wiadomo, że nie
znajduje się w niebie? Jest na to wiele przekonujących
dowodów. Na przykład wyraz grecki przetłumaczony tu na „przed”
(e·no’pi·on) znaczy dosłownie „w obliczu” i
kilkakrotnie został użyty w odniesieniu do ludzi na ziemi,
którzy znajdują się „przed” Bogiem, „w obliczu” Boga lub
„przed obliczem” Bożym (Rzymian 14:22, BT; Galatów
1:20, Bg; 1 Tymoteusza 5:21; 2 Tymoteusza 2:14, BT,
Bg).
Zjednoczeni w oddawaniu czci
jedynemu prawdziwemu Bogu,
1989, s.104
W widzeniu Jana
ta „wielka rzesza” nie znajdowała się w niebie. To, że „stali
przed tronem” (po grecku: e·no’pi·on tu thro’nu, „w
obliczu tronu”) Bożym, nie musi oznaczać, że są w niebie.
Stoją tylko „w obliczu” Boga, który mówi, że patrzy z nieba na
synów ludzkich.
Tłumaczenie na pozór logiczne, ale
to greckie słowo poprzez całą Księgę Objawienia używane jest
wielokrotnie do określenia umiejscowienia przedmiotów lub osób
„przed” czy „w obliczu” Boga w niebie i tylko tam! Rzut oka
na poniższe wersety w The Kingdom Interlinear Translation of
the Greek Scriptures wykazuje to wyraźnie:
Werset z Obj.
Tekst
1:4
i od
siedmiu duchów, które są przed [enopion]
jego tronem
4:5
a przed
[enopion] tronem
płonie siedem lamp ognistych i one oznaczają siedem duchów
Bożych
4:6
A przed
[enopion] tronem
jest jak gdyby morze szklane podobne do kryształu.
4:10
dwudziestu
czterech starszych upada przed [enopion]
Zasiadającym na
tronie i oddaje cześć Żyjącemu na wieki wieków i rzuca przed
[enopion] tron
swoje korony
7:9
wielka
rzesza, (...) stojąca przed [enopion]
tronem i przed
Barankiem, ubrana w długie, białe szaty
7:11
A wszyscy
aniołowie stali wokół tronu i starszych, i czworga żywych
stworzeń i upadli przed [enopion]
tronem na twarze
swoje, i oddali cześć Bogu
7:15
Właśnie
dlatego są przed [enopion]
tronem Boga i dniem i
nocą pełnią dla niego świętą służbę w jego świątyni
8:3
I przybył
inny anioł, (...) i dano mu dużo kadzidła, aby wraz z
modlitwami wszystkich świętych ofiarował je na złotym ołtarzu,
który był przed [enopion]
tronem
9:13
I
usłyszałem jeden głos od rogów złotego ołtarza, który jest
przed [enopion]
Bogiem
11:16
A
dwudziestu czterech starszych, którzy zasiadali przed
[enopion] Bogiem
na swych tronach, upadło na twarze swoje i oddało cześć Bogu
14:3
I śpiewają
[144 000] jak
gdyby nową pieśń przed [enopion]
tronem i przed
[enopion]
czworgiem żywych stworzeń, i starszymi
Gdy rozważymy kontekst zastosowania
w Objawieniu słowa e·no’pi·on, to nie ma najmniejszej
wątpliwości, że „wielka rzesza” znajduje się „przed tronem” (e·no’pi·on
tu thro’nu) w tym samym znaczeniu co siedem lamp ognistych,
podobne do kryształu morze szklane, korony 24 starszych,
aniołowie, sami starsi, cztery żywe stworzenia, złoty ołtarz i 144
000.
W roku 1998 Towarzystwo
zmodyfikowało swoją doktrynę o umiejscowieniu „wielkiej rzeszy”,
ale to daje dodatkowe argumenty przeciwko temu, że znajduje się
ona na ziemi.
Strażnica
z 1 lutego 1998, s.21
Wielka rzesza
razem z chrześcijanami namaszczonymi duchem oddaje cześć Bogu
na ziemskim dziedzińcu wielkiej duchowej świątyni Jehowy
(Objawienie 7:14,15; 11:2). Nie ma podstaw sądzić, że
znajduje się na odrębnym Dziedzińcu Pogan. Gdy na ziemi
przebywał Jezus, dziedziniec taki istniał w świątyni. Nie było
go jednak w planach świątyni Salomona i Ezechiela,
sporządzonych pod natchnieniem Boga. W świątyni Salomona
istniał dziedziniec zewnętrzny, na którym wspólnie wielbili
Boga Izraelici z prozelitami, mężczyźni i kobiety. Stanowi to
proroczy pierwowzór ziemskiego dziedzińca świątyni duchowej,
gdzie zgodnie z wizją Jana świętą służbę pełni wielka rzesza.
Dowodem, że „wielka rzesza” nie
znajduje się w niebiańskim sanktuarium Boga powinno być wykazanie
w jakiś sposób, iż zwrot „naos” może obejmować także
„dziedziniec, który jest na zewnątrz sanktuarium świątyni (naos)”,
o którym czytamy w Objawieniu 11:2. Ale – jak wskazuje na to
cytowana powyżej własna publikacja Towarzystwa – sam ten werset
jasno temu przeczy, ponieważ dokonano w nim wyraźnego rozróżnienia
pomiędzy dziedzińcem a sanktuarium świątyni. Jan w oczywisty
sposób używa terminu „naos” w wąskim znaczeniu
ograniczającym się tylko do „boskiego miejsca zamieszkania” Boga.
Nic takiego w tych wersetach nie ma:
Objawienie 7:14,15 (Grecko-polski
Nowy Testament, wydanie interlinearne)
Kai eipeka auto,
Kyrie mou, su oidas. Kai eipen moi Outoi eisin oi erchomenoi
ek tes thlipeos tes megales, kai eplunan tas stolas auton kai
eleukanan autas en to haimati tou arniou. Dia touto eisin
enopion tou thronou tou Theou, kai latreuousin auto hemeras
kai nuktos en to nao autou.
I rzekłem mu:
Panie mój, ty wiesz. I powiedział mi: Ci są przychodzący z
ucisku wielkiego i opłukali szaty ich, i wybielili je w krwi
baranka. Dla tego są przed tronem Boga, i służą mu dniem i
nocą w przybytku jego.
Objawienie 11:2 (Grecko-polski
Nowy Testament, wydanie interlinearne)
Kai ten aulen
ten ezothen tou naou ekbale ezothen kai me auten
metreses, hoti edothe tois ethnesin, kai ton polis ton hagias
patesousin
I
dziedziniec na zewnątrz przybytku porzuć na zewnątrz i
nie go zmierz, bo dany został narodom
[przypis: pogańskim].
I miasto święte deptać
będą.
Bez względu na to, którą świątynię
powiązalibyśmy z Objawieniem 11:2 – czy byłaby to świątynia
Salomona, Ezechiela czy Heroda – głównym punktem tematu jest to,
że ten „ziemski dziedziniec” znajduje się „na zewnątrz sanktuarium
świątyni (naos)”, podczas gdy „wielką rzeszę” z Objawienia
7:15 opisano, że stoi wewnątrz sanktuarium świątyni, czyli
w naos.
I takie tłumaczenie tożsamości
„wielkiej rzeszy” poparte zostało w roku 2002.
Strażnica
z 1 maja 2002 roku
W opisie
wielkiej rzeszy z wizji Jana „świątynia” jest tłumaczeniem
precyzyjniejszego określenia naos.
W kontekście świątyni jerozolimskiej na ogół odnosi się ono do
Miejsca Najświętszego, do samego budynku świątyni lub do
całego obiektu. Czasami tłumaczy się je na „sanktuarium”.
Jak się można łatwo przekonać na
podstawie greckiego tekstu z The Kingdom Interlinear
Translation of the Greek Scriptures nie ma żadnego „czasami
tłumaczy się je na...” – tam ZAWSZE jest tłumaczone na
„sanktuarium”, a dosłowniej na „boskie miejsce zamieszkania”! Poza
tym naos absolutnie nie ma w Biblii związku z „całym
obiektem świątyni”. Natchnione Pismo używa w takim wypadku innego
zwrotu – hieron. Zawsze.
Dlaczego zatem Towarzystwo okłamuje
swoich współbraci co do prawdziwego miejsca przebywania wielkiej
rzeszy?
Prawdopodobnie ma to związek z innym
bluźnierstwem Towarzystwa:
Świadkowie Jehowy – głosiciele
Królestwa Bożego,
s.83
W owym czasie [w
roku 1932] Jonadabów nie uważano za Świadków Jehowy
(zob. Strażnicę wyd. pol. Z 15 października 1934, s.314).
Jednakże kilka lat później w Strażnicy z 1 lipca 1942 roku
powiedziano: „Te ‘drugie owce’ [Jonadabowie] stały się Jego
świadkami, tak jak wierni słudzy żyjący przed śmiercią
Chrystusa – od Jana Chrzciciela wstecz aż do Abla – byli
niezłomnymi świadkami na rzecz Jehowy.
Chociaż w roku 1942 Towarzystwo
łaskawie pozwoliło członkom tzw. „drugich owiec” być Świadkami
Jehowy, to ich status cały czas pozostawał drugorzędny wobec
„braci” Jezusa. Do sprawy tej powracano kilkakrotnie. Najciekawsze
jest to, co obowiązuje aż do dnia dzisiejszego.
The Watchtower
z 1 kwietnia 1979 (Strażnica nr2 z 1980, s.24):
·
Czy Jezus jest „pośrednikiem” tylko dla chrześcijan
namaszczonych duchem?
Chrystus jest
„pośrednikiem Nowego Przymierza”, jakie Jehowa zawarł z
duchowym Izraelem, „Izraelem Bożym”, którego członkowie będą
służyć w niebie u boku Jezusa w charakterze królów i kapłanów
(...) zatem w sensie ściśle biblijnym Jezus jest
„pośrednikiem” tylko dla pomazańców.
The Watchower
z 15 listopada 1979 (Strażnica nr17 z 1980, ss.13,15)
Jezus Chrystus
zatem jest w niebie i tam pośredniczy między Bogiem a
duchowymi Izraelitami, przebywającymi jeszcze w ciele jako
mężczyźni i niewiasty.
Liczebność tego niewielkiego „narodu świętego” była wprawdzie
ograniczona, ale mimo to zakres pośrednictwa Jezusa Chrystusa
stopniowo się rozszerzał. Bóg przestrzegał pewnego porządku w
przyjmowaniu poszczególnych grup ludzkich do nowego
przymierza. I tak mniej więcej przez jeden rok od pamiętnej
Pięćdziesiątnicy pełnił Jezus rolę Pośrednika jedynie w
stosunku do duchowych Izraelitów. (...) Żyje jeszcze na ziemi
przeszło 9 000 osób, które wyznają swoją przynależność do
Izraela duchowego, objętego nowym przymierzem. Są to „słudzy
nowego przymierza”, podobnie jak Paweł i Tymoteusz (...) Z
chwilą gdy ostatni spośród tych aprobowanych Izraelitów
duchowych przestaną być „ludźmi” — wskutek śmierci na ziemi i
wzbudzenia z martwych do uczestnictwa w Królestwie — zarazem
ustanie także pośrednictwo Jezusa Chrystusa.
Reprezentujące tzw. “pomazańców’
Ciało Kierownicze zawłaszczyło Jezusa dla siebie, odmawiając
pozostałym chrześcijanom korzystania z arcykapłańskich usług
Chrystusa, a tym samym sami stali się pośrednikami dla swoich
współbraci!
The Watchower
z 15 listopada 1979 (Strażnica nr17 z 1980)
Mimo
wszystko [„drugie owce”]
odnoszą korzyść z
funkcjonowania nowego przymierza. Mają z niego podobny pożytek
jak w starożytnym Izraelu „cudzoziemcy”, czyli obcy
„przybysze” mieszkający pośród Izraelitów, których wtedy
obowiązywało Przymierze Prawa (Wyjścia 20:10; Kapł. 19:10, 33,
34; Apok. 7:9-15, NW).
Dla utrzymania
więzi ze „Zbawicielem naszym, Bogiem”, ta „wielka rzesza” musi
dbać o pozostawanie w jedności z ostatkiem duchowych
Izraelitów.
Według Towarzystwa zatem osoby
należące do tzw. „klasy ziemskiej” nie są objęte Nowym
Przymierzem, którego pośrednikiem jest Chrystus, a korzystają z
dobrodziejstw Bożych jedynie dzięki temu, że towarzyszy tym,
którzy uważają się za ostatek pozostających jeszcze na ziemi
144,000.
Ale to przecież bluźnierstwo!
Natchnione Słowo Boże mówi wyraźnie:
1 Tymoteusza 2:5,6
Albowiem jeden
jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi,
człowiek, Chrystus Jezus, który dał samego siebie na
odpowiedni okup za wszystkich.
Nigdzie nie czytamy w Biblii o
rozgraniczeniu na chrześcijan objętych Przymierzem czy też nie.
Paweł mówi o „ludziach” w sensie ogólnym, o każdym z nas, mówi, że
Jezus dał „okup za wszystkich” – tak za mnie jak i za każdego
innego chrześcijanina. Dlatego Chrystus jest też moim Pośrednikiem
w drodze do Boga. Nie ma innego sposobu na zbliżenie się do
Jehowy.
Jana 14:6
Jezus mu rzekł:
"Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do
Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie”.
Jeśli Towarzystwo odmawia mi
możliwości uznania Jezusa moim Pośrednikiem, to jednocześnie
odgradza mi drogę do Boga! Pozbawia mnie możliwości osobistej
więzi z Bogiem, bo nikt nie przyjdzie do Boga, inaczej jak poprzez
Jezusa. Wybawienie można uzyskać jedynie przez uznanie Jezusa
swoim Panem, Zbawicielem i Pośrednikiem:
Jana 10:9
Ja jestem
drzwiami; kto wejdzie przeze mnie, ten będzie wybawiony
i wejdzie oraz wyjdzie i znajdzie pastwisko.
Chrystus oddał swoje życie za
wszystkich, stał się okupem dla każdego, kto w niego uwierzy, a
błogosławieństwa płynące z tego faktu są dostępne dla wszystkich
ludzi, którzy pragną z tego skorzystać.
Jana 3:16
Albowiem Bóg tak
bardzo umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby
nikt, kto w niego wierzy, nie został zgładzony, lecz miał
życie wieczne.
Dodatkowym argumentem jest to, że
Chrześcijańskie Pisma Greckie każdego naśladowcę Jezusa Chrystusa
uznają za jego duchowego brata lub siostrę. Nie znajdziemy nigdzie
rozróżnienia na chrześcijan pierwszej i drugiej kategorii. Gdyby
faktycznie była to jedna z kluczowych nauk związanych ze
zbawieniem ludzkości, to bez wątpienia Bóg lub Jezus wyraźnie by o
tym powiedział. Natomiast Towarzystwo musi do tego dochodzić
różnymi pokrętnymi wyjaśnieniami. A przecież przesłanie Pisma jest
jasne:
Rzymian 8:14-17
Wszyscy
bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi. Gdyż nie
otrzymaliście ducha niewoli, na nowo wzbudzającego bojaźń,
lecz otrzymaliście ducha usynowienia, przez którego to ducha
wołamy: „Abba, Ojcze!” Tenże duch świadczy wespół z
naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli więc
jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami wprawdzie
Bożymi, lecz współdziedzicami z Chrystusem, jeśli tylko razem
cierpimy, abyśmy też razem zostali otoczeni chwałą.
Czytając cały kontekst ósmego
rozdziału Listu do Rzymian widać wyraźnie, że apostoł Paweł
rzeczywiście pisze o dwóch klasach. Lecz pisze nie o dwóch klasach
ludzi różniących się co do nadziei, co do niebiańskiego czy
też ziemskiego życia w przyszłości. Przeciwnie, te dwie klasy to z
jednej strony ci, których prowadzi duch Boży, z drugiej zaś ci,
którymi rządzi grzeszne ciało. Różnica, o jakiej mówi apostoł,
dotyczy nie nadziei na życie w niebie lub na ziemi, lecz
samego życia lub śmierci, przyjaźni z Bogiem lub nieprzyjaźni
wobec Niego. Wynika to z innych wersetów:
Rzymian 8:6-9
Albowiem
myślenie ciała oznacza śmierć, lecz myślenie ducha oznacza
życie i pokój; ponieważ myślenie ciała oznacza nieprzyjaźń z
Bogiem, bo nie jest podporządkowane prawu Bożemu ani w
rzeczywistości być nie może. Toteż ci, którzy są w zgodzie z
ciałem, nie mogą się podobać Bogu. Jednakże wy nie jesteście w
zgodzie z ciałem, lecz z duchem, jeśli duch Boży istotnie w
was mieszka. Ale jeśli ktoś nie ma ducha Chrystusa, to do
niego nie należy.
W tym, co pisze Paweł, sprawa nie
dotyczy niebiańskiego czy ziemskiego życia, lecz po prostu tego,
czy się żyje według Ducha, czy przeciwnie – według grzesznego
ciała. Paweł stawia sprawę jasno: Albo posiada się ducha Bożego i
wydaje jego owoc, albo jest się wrogiem Boga i nie przynależy się
do Chrystusa. Bez tego ducha nie ma ani „życia, ani pokoju”, jest
tylko śmierć. Jeśli człowiek posiada ducha Bożego, jest synem
Boga, zgodnie z tym, co Paweł stwierdza w wierszu 14: „Wszyscy
bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi”.
Apostoł Paweł nie mówi „niektórzy”,
ale „WSZYSCY, których prowadzi duch Boży” są Jego synami, Jego
dziećmi. Ci, których ten duch prowadzi, posiadają „świadectwo”
ducha łącznie z dowodem, jaki stanowią owoce ducha w ich życiu.
Bardzo ciekawie oddano Rzymian 8:9 w
przekładzie/parafrazie NT „Słowo Życia”:
I pamiętajcie,
że jeśli w kimś nie ma ducha Chrystusowego, w ogóle nie jest
on chrześcijaninem
Tu już nie pozostawiono wątpliwości
– nie można nawet być chrześcijaninem [bez względu jaką
przypiszemy mu nadzieję], jeśli nie ma się łączności z Chrystusem!
Innym umyślnie błędnie
przetłumaczonym wersetem w NŚ jest Jana 17:3:
To znaczy życie
wieczne: ich poznawanie ciebie, jedynego prawdziwego
Boga, oraz tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa.
Natomiast werset ten wg dosłownych
przekładów z greki powinien brzmieć następująco:
The Kingdom Interlinear
Translation of the Greek Scriptures
This but is the
everlasting life in order that they may be knowing you the
only true God
Ale to jest
niekończące się życie w znaczeniu, że oni mają być
zaznajomieni z tobą jedynym prawdziwym Bogiem
Emphatic Diaglott
This and is the
age-lasting life, that they might know thee the only true God
A to jest
wiecznotrwałe życie, że oni z mocą znają ciebie
jedynego prawdziwego Boga
To spora różnica pomiędzy „byciem
zaznajomionym” lub „znaniem czegoś z mocą” kogoś lub czegoś, a
ciągle „poznawać” kogoś lub coś”! Oczywistym powodem, dla którego
Towarzystwo kładzie nacisk na niekończące się „poznawanie” jest
to, że dzięki rozpowszechnianiu swoich publikacji ma możliwość
pomnażania swojej fortuny, przy czym wcale nie jest zainteresowane
osiągnięciem przez nas dokładnej znajomości Boga, ale wmawianiu,
że niezbędne jest niekończące się nabywanie ich literatury. TS
zamieniło też zwrot „poznać” (w odniesieniu do Boga), na „dokładne
poznanie”, co także kieruje umysł na niekończący się proces.
Mógłbym jeszcze długo rozwijać te
zagadnienia, ale powstała by z tego książka, zatem na tym
poprzestanę.
Panowie, i byli współwyznawcy ze
zboru, jestem przekonany, że większość z ponad 6 milionów Świadków
Jehowy na świecie to osoby szczere. I stale polecam te biedne
zwiedzione owce w moich modlitwach. Będzie mi brak wielu moich
byłych braci i sióstr, z którymi znałem się od kilkunastu lat.
Kocham i szanuje spore grono z moich byłych braci i sióstr. Nie
chowam urazy do nikogo z kim spotykałem się w Sali Królestwa. Moje
animozje dotyczą jedynie Ciała Kierowniczego, które umyślnie
wprowadza w błąd miliony ludzi na całym świecie, po to, by
utrzymać swoje struktury władzy!
Jestem przekonany, że ci, którzy
sami nazwali się klasą wiernego i roztropnego niewolnika dobrze
wiedzą, iż uczą ludzi fałszywych doktryn, które umacniają ich
pozycję. Nie istnieją żadne biblijne fakty na poparcie roku 607
p.n.e., przy którym oni się upierają, ani nie ma też
archeologicznych dowodów wpierających tą datę! Biblia nigdzie nie
mówi, że Jeruzalem miało byś spustoszone przez 70 lat, ale mówi,
iż „narody będą służyć Babilonowi 70 lat”!
Jeremiasza 25:11
I cała ta ziemia
stanie się miejscem spustoszonym, dziwowiskiem, a narody te
będą musiały służyć królowi Babilonu przez siedemdziesiąt lat
Kurczowe trzymanie się roku 607
p.n.e. jest z perspektywy Towarzystwa uzasadnione, gdyż na tej
dacie opierają się wszelkie wyliczenia związane z czasami
nowożytnymi. Jeśli Jeruzalem nie zostało zburzone w roku 607
p.n.e., to Jezus nie rozpoczął swojej paruzji w roku 1914, ani nie
przyszedł też na żadną inspekcję w roku 1918, nie wybrał też
Towarzystwa Strażnica na swojego „niewolnika” i „proroka” w roku
1919, a więc byliby oni po prostu samozwańcami!
I to jest prawdziwy powód upierania
się Towarzystwa przy roku 607 p.n.e. wbrew wszelkim dowodom
historycznym i archeologicznym.
Na zakończenie – jeśli ktokolwiek z
członków zboru zechce odwiedzić mnie z wizytą towarzyską, to
będzie on mile widziany. Ale nie chce gościć komitetu sądowniczego
ani nie życzę sobie jakiejkolwiek innej formy karcenia mnie czy to
przez wizyty w domu czy przez telefon. Jestem świadomy, że poprzez
sekciarskie rządy Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy zostanę
prawdopodobnie odcięty od jakichkolwiek kontaktów z wami zaraz po
otrzymaniu tego listu o odłączeniu się. Liderzy z Brooklynu
określają tą praktykę mianem ochrony zboru przed szkodliwymi
poglądami, ale tak naprawdę ma to chronić Ciało Kierownicze przed
zminimalizowaniem odpływu członków organizacji!
Jednocześnie oświadczam, że jeśli w
jakikolwiek sposób zostanę w Sali Królestwa zniesławiony, bez
względu na formę czy postawę poszczególnych Świadków, jestem
gotowy wszcząć postępowanie karne. Mam tu na myśli wypowiadanie
się o mnie jak o odstępcy albo o każdej innej oszczerczej
wypowiedzi powstałej na bazie mojej uzasadnionej powyżej decyzji
odejścia od tej sekty.
To wy, osoby na czołowych
stanowiskach w tej organizacji będziecie odpowiadać za fałszywe
proroctwa, jakie aktywnie propagujecie! Modlę się, abyście
doszli do poznania prawdziwego Boga. Nie mam wielkich nadziei
wobec odstępców z Brooklynu, znanych jako Ciało Kierownicze, ale
mam nadzieję – i modlę się za was wszystkich – że zrozumiecie,
iż Jezus swoim okupem pojednał z Bogiem wszystkich, którzy w to
uwierzą, a nie tylko 144 000!