Świadkowie
Jehowy
Oprac. Centrum Informacji o
Kultach Destrukcyjnych w Lublinie
tel. (081) 7437984
Rozdział 6.
Sposoby na podtrzymanie
przynależności.
Podtrzymywanie przynależności
- zakamuflowany system kar i nagród
yły
członek Towarzystwa Strażnicy (z 21-letnim stażem w organizacji)
oświadczył, że aprobatą starszego zboru najbardziej cieszyła się postawa
"pełnego poświęcenia się i zaangażowania", natomiast dezaprobatą -
"jakiekolwiek wątpliwości i sprzeciwy przeciwko Strażnicy". Inny
ex-Świadek (po 4-letnim okresie pobytu w Towarzystwie) za najbardziej
wskazaną postawę głosiciela uznał "posłuszeństwo" a niewskazaną -
"wdawanie się w dyskusję" [109]. Oczywiście, z czasem system nakazów i
zakazów staje się dla członka organizacji coraz bardziej jawny,
szczególnie po "symbolu" (czyli tzw. chrzcie). Pani z 32-letnim stażem w
"Strażnicy" potwierdziła ten fakt: "(...) przed symbolem zupełnie
inaczej traktuje się człowieka. Wcześniej jest wszystko ładnie i pięknie,
wokół człowieka kręci się wiele osób, służą pomocą, chętnie rozmawiają.
Potem sytuacja zmienia się, gdyż mają już człowieka w ręku. Straszą
Armagedonem, czyli wojną przy końcu świata i wtedy należy robić, co każą
starsi, bez żadnego szemrania" [110].
Podtrzymywanie
przynależności - nakłanianie do wyczerpującego trybu życia
unther
Pape, jako starszy zboru Świadków Jehowy, często podejmował temat
totalnego zaangażowania się w głoszenie: "Nie zapominajmy, że nasze
zadanie kaznodziejskie obejmuje wszystkie 24 godziny życia. Pracujemy by
głosić naukę; śpimy po to, aby móc głosić naukę" [111], "Według
przepisów Towarzystwa mamy powiększyć nasz zbór co roku o 10 procent.
Potrzeba do tego wielu wysiłków wszystkich głosicieli. Musimy przeznaczyć
jeszcze więcej czasu na służbę. Nasza przeciętna wyników jest niska w
porównaniu z przeciętną krajową. Nie zapominajmy, że uratują się tylko
głosiciele gorliwi, niedbali mogą utracić życie. Dlatego więcej czasu na
służbę w terenie! Rozdzielać więcej literatury!" [112]. Gunther sam o
sobie pisze: "Nie ma prawie niedzielnego popołudnia, które mógłbym
poświęcić rodzinie; nie mówiąc już o zwykłych dniach tygodnia. Nie mam po
prostu chwili wytchnienia. Może to i dobrze, bo w tej sytuacji moje
wątpliwości, co do mej wiary, zdają się tracić na znaczeniu" [113].
Pani Eugenia, ex-członkini Towarzystwa Strażnicy, zapytana o to, czy nie
zastanawiała się nad odejściem od Świadków Jehowy, odparła: "Na
myślenie nie ma tam czasu. Trzeba ciągle się uczyć <<Strażnicy>>, jeździć
na spotkania, głosić po domach, itd." [114].
Podtrzymywanie
przynależności - izolowanie od dotychczasowego środowiska
zieci
Świadków Jehowy szczególnie silnie przeżywają odizolowanie swojej rodziny
od innych osób - "nie-Świadków". Anne Sanderson z Wielkiej Brytanii (była
wyznawczyni Towarzystwa Strażnicy) wspomina: "Nie wolno nam było
wstąpić do zuchów ani do harcerstwa, chodzić na urodziny kolegów i
koleżanek. Nie mogłam brać udziału w uroczystościach z okazji Bożego
Narodzenia i przyjaźnić się z innymi dziewczynkami (...) Czułyśmy się
głupio, gdy grali hymn państwowy a nam nie wolno było wstać i śpiewać wraz
z innymi" [115].
Towarzystwo Strażnicy programowo izoluje swoich wyznawców od
społeczeństwa. Oto niektóre z potępionych wśród Świadków Jehowy czynności
(zebrane na podstawie relacji ex-członków organizacji), wraz z
uzasadnieniem ich zaniechania:
obchodzenie
urodzin (z powodu bałwochwalstwa),
wznoszenie
toastów (czczenie fałszywych bóstw),
udział w
wyborach (mieszanie się w sprawy świata),
działalność w
stowarzyszeniach młodzieżowych (strata czasu),
ubieganie się o
stanowiska polityczne - nawet na szczeblu gminy (skażenie przez świat),
oglądanie
filmów (grzeszny wpływ, stracony czas, który można poświęcić na
głoszenie),
wizyta u
psychiatry lub psychologa (ryzyko wprowadzenia w błąd*),
udział w
zajęciach pozaszkolnych (strata czasu przeznaczonego na głoszenie),
studia na
uczelni wyższej - niektóre kierunki kategorycznie zabronione (światowe
towarzystwo, strata czasu),
gra w szachy,
warcaby, karty, itp. (charakter militarny),
czytanie
książek i publikacji innych wyznań religijnych (zaśmiecanie umysłu),
interesowanie
się znanymi osobistościami i ich filozofią (cześć oddawana ludziom,
niebiblijne wartości), organizowanie spotkań młodzieżowych (pokusa
seksualna),
przyjaźnienie
się z osobami spoza organizacji (światowe towarzystwo) [116].
la pewnej
starszej pani (podobnie jak dla wielu innych członków Towarzystwa)
odejście od Świadków Jehowy było tym bardziej utrudnione, dlatego że nie
miała dokąd wracać: "(...) gdy już człowieka nafaszerują tą diabelską
nauką, wówczas gdy się już środowisko dowie i straci się autorytet u
ludzi, gdy nie ma do kogo wrócić (...) zamyka się krąg znajomych tylko do
świadków" [117].
* częściej
wskazują Świadkowie na możliwość... łatwego poddania się wpływowi demonów
(np. poprzez przyjmowanie zapisanych leków psychotropowych, czy
wykorzystanie hipnozy w terapii) - dod.: Brooklyn Spółka B.O.
Podtrzymywanie
przynależności - wzbudzanie poczucia winy
wiadkowie
Jehowy muszą sprostać wymaganiom rodziny, pracodawcy i organizacji.
Jednakże organizacja domaga się pierwszeństwa. Od wyznawców oczekuje się
bezwzględnej lojalności i posłuszeństwa. W celu wywoływania
konformistycznej postawy, "zaszczepia się" im poczucie winy choćby z
powodu nienadążania za wymaganiami Towarzystwa [118]. Gunther Pape
oświadczył, że "o służbie każdego kaznodziei informuje specjalnie
prowadzona kartoteka, pozwalająca w każdej chwili skontrolować jego
działanie" [119]. Były starszy zboru pisze: "W czasie jednego z
zebrań rozdzieliliśmy karty poszczególnym głosicielom, po czym - na
wezwanie tzw. <<informatora>> - odbyliśmy niejako sesję sądową z sędzią,
prokuratorem i oskarżonymi. Przedmiotem oskarżenia była karta któregoś z
braci nie wykazująca wyznaczonej liczby godzin posługi" [120]. Gdy
Gunter zakochał się w jednej z wyznawczyń Towarzystwa, przyszedł do niego
kierownik obwodu. Rozpoczęło się "uderzenie" obliczone na wywołanie
poczucia winy i zmobilizowanie do jeszcze większego zaangażowania w
działalność organizacji: "Wiedział niemal o każdym moim spotkaniu z
Krystyną i wyliczał, ile czasu straciłem na to co niepotrzebne. A poza tym
Krystyna - jak twierdził - nie jest odpowiednią żoną dla mnie. Chodzi do
kina, także na tańce, z czego wynika, że nicości świata bardziej miłuje
niż Jehowę" [121].
Podtrzymywanie
przynależności - wywoływanie strachu
a pytanie
o powód zwlekania z decyzją odejścia z grupy, skierowane do dwóch byłych
Świadków Jehowy, padły następujące odpowiedzi: "Ogarnął mnie strach i
przerażenie, że nie poradzę sobie bez tej grupy", "Bałem się, że
Bóg mnie zgładzi i moją rodzinę" [122]. Gdy pani Eugenia (32 lata w
Towarzystwie Strażnicy) otrzymała podobne pytanie, dała wyraz swojej
bezradności: "O, nie takie to proste! Człowiek jest tam sparaliżowany
strachem, a poza tym nie ma dokąd wrócić. Wszystkie religie ma świadek
maksymalnie obrzydzone, jako pochodzące i należące do szatana. Więc czy
ktoś - mimo wątpliwości - chciałby odejść i przejść do religii szatana? I
jeszcze ten ciągły strach przed końcem świata. Każdy ze świadków ma
wmówione, że po Armagedonie zostaną tylko świadkowie, a wszyscy inni
zostaną wytraceni" [123].
dam,
niemal od dziecka wychowywany w rodzinie Świadków Jehowy, w wieku około 18
lat targany był wieloma wątpliwościami i niepewnością dotyczącą sensu
dalszej przynależności do organizacji. Minęły jednak jeszcze trzy lata,
zanim zdołał ją opuścić. Napisał w swoim "świadectwie": "(...) mimo
moich wysiłków one [wątpliwości - przyp. autora] nie ustępowały.
Wręcz przeciwnie. Były tym bardziej przykre, że bałem się z kimkolwiek
nimi podzielić, ponieważ kiedy ktoś ośmieli się wątpić w <<Niewolnika>>,
jest szybko napiętnowany jako człowiek, którego należy się strzec, aby nie
zarazić się jego chorobą. W praktyce oznacza to odsunięcie takiego na
margines zboru" [124].
ddi z
Wielkiej Brytanii przeżył szok, gdy jego żona oświadczyła, że nie zamierza
być dłużej Świadkiem Jehowy: "Byłem przerażony, powiedziałem, że jeśli
to zrobi, nie będzie żyła w chwili nadejścia Armagedonu (...) kiedy
powiedziałem o tym synom, że mamusia już nie będzie chodzić z nami do
zboru, drugi syn wybiegł z płaczem, bo uwierzył, że Bóg ją za to zabije"
[125]. Decyzja żony zmusiła Eddiego do refleksji. Gdy niedługo potem
opuścił kilka spotkań, miał w domu serię "pasterskich wizyt". Wspomina je
niezbyt pozytywnie: "To było mniej więcej tak przyjemne jak wizyty
gestapo. Nacisk był ogromny" [126].
unther
Pape w końcowym okresie swojej przynależności do Świadków, w którym
szczególnie silnie targały nim wątpliwości i uczucie strachu, nie mógł
spokojnie spać, dręczyły go koszmary: "Co noc dopiero po długich
godzinach zapadam wreszcie w sen. Nękany przez złe majaki, budzę się
rychło oblany potem. Znowu to straszne uczucie lęku... Czy jestem
potępiony?" [127]. Były starszy zboru "rekonstruuje" przeżycia,
których doświadczył tuż przed decyzją o opuszczeniu organizacji: "(...)
nie mogę przezwyciężyć lęku. Czy naprawdę jestem zgubiony? Służyłem
szczerze Bogu przez wiele lat a jeśli przyszły wątpliwości to dlatego, że
były uzasadnione. Muszę je przezwyciężyć. Już od tygodni wre we mnie
walka, nęka mnie ten straszny niepokój. Moje siły załamują się coraz
bardziej. Chudnę, odczuwam dolegliwości serca, występują objawy paraliżu.
Głosząc wykład muszę go przerwać. Nie jestem zdolny mówić dalej. Chwiejnym
krokiem wracam z podium na swoje miejsce. Czy to Bóg mnie karze? Czy znów
nękają mnie demony?" [128].
Podtrzymywanie
przynależności - uodparnianie na krytykę i wątpliwości
o jednym z
masowych kongresów Świadków Jehowy, na stadionie w Norymbergii, Gunther
zaczął wątpić w prawdziwość min. przepowiedni o "książętach Nowego
Świata". Chociaż był wstrząśnięty, cisnącymi się do głowy, myślami i
bardzo pragnął zbadać nurtujące go kwestie z "Biblią w ręku", nie był w
stanie zdobyć się na realizację swych zamiarów: "Zaniechałem zamiaru
krytycznego zbadania, czy wszystko istotnie tak się przedstawia, jak to
głosi Towarzystwo <<Strażnica>> (...) Przekonany byłem, że krytyczna
analiza byłaby jednak grzechem i że za moimi wątpliwościami kryją się
demony" [129].
Równie irracjonalną formą obrony przed krytyką może być planowe i
bezwzględne zaprzeczanie. Ex-Świadek z Warszawy relacjonuje: "Prowadziłem
rozmowę z pionierem specjalnym. Zaczęło mi się coś nie zgadzać i zacząłem
moje wątpliwości argumentować według mojego rozumu. I wtedy następowało
coś takiego, że on za każdym razem wytrącał mi oręż z ręki, mówiąc: <<Nie
masz racji! Nie masz racji! Nie masz racji!>> I to było coś, co
powodowało, że zacząłem wątpić w to, że ja mam rację" [130]. Inny były
świadek Jehowy na pytanie, co powinien był zrobić jako oddany członek
grupy, gdyby ktoś "z zewnątrz" ją krytykował, odpowiedział: "W ogóle
nie wolno było słuchać krytyki, jako podszeptów diabła" [131].
Podtrzymywanie
przynależności - rola odmiennych stanów świadomości
wiadkowie
Jehowy potrzebują od czasu do czasu (...) masowych imprez, by w
entuzjazmie, który ogarnia tłumy, zapomnieć, że poszczególne zbory żyją w
niesnaskach" [132] - pisze Gunther, wspominając jeden z wielu,
organizowanych na stadionach, kongresów, w którym sam miał okazję
uczestniczyć. Świadkowie, kontynuuje, "przyjęli zaproszenie, aby przez
kilka dni żyć jak gdyby w Nowym Świecie - w jednomyślności ze wszystkimi
braćmi. Entuzjazm, który nie mógł pojawić się w zborach, przybierał tu
formę upojenia (...) Wokół nas tylko nieliczne lampy rzucały skąpe
światło na ludzkie masy. Uroczysta cisza, przerywana tylko przez głos
płynący z megafonów, zalegała nad zebraną rzeszą. Każdy wytężał słuch, by
nie uronić ani słowa z wypowiedzi tak wielkiej wagi. Zaskoczeni wszyscy
podnoszą nagle głowy. Niektórzy zrywają się z miejsc... Co to za słowa
padły właśnie z głośników? - <<Książęta Nowego Świata są pośród nas!>> W
panującej dotąd ciszy wybucha entuzjazm, jakiego jeszcze nie przeżyłem.
Przez długie minuty słychać radosne krzyki wielu, wielu tysięcy. Bez
wątpienia większość zebranych spodziewa się, że lada moment na scenę
wstąpią Abraham, Izaak i Jakub. Otrzeźwienie przynoszą kolejne słowa
mówcy: "Książęta są pośród nas, a są nimi słudzy organizacji w zborach,
biurach obwodowych i centralnych>>. Nowe, nie milknące owacje. W porywie
entuzjazmu wszyscy Świadkowie zaakceptowali nową <<prawdę>>" [133].
Przypisy:
[109] Archiwum
CIKD.
[110] 32 lata w niewoli Strażnicy, dz. cyt., s. 5.
[111] BŚJ, s. 56.
[112] Tamże, s. 61.
[113] Tamże, s. 59-60.
[114] Trzydzieści dwa lata w niewoli Strażnicy, dz. cyt., s. 6.
[115] TSK, s. 168.
[116] Słowo Nadziei, 29 (1997), s. 16.
[117] Trzydzieści dwa lata w niewoli Strażnicy, dz. cyt., s. 5.
[118] Słowo Nadziei, dz. cyt., s. 15.
[119] BŚJ, s. 62.
[120] Tamże.
[121] Tamże, s. 31.
[122] Archiwum
CIKD.
[123] Trzydzieści dwa lata w niewoli Strażnicy, dz. cyt., s. 5-6.
[124] Archiwum kieleckiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach
Religijnych przy Akcji Katolickiej.
[125] TSK, s. 175.
[126] Tamże.
[127] BŚJ, s. 64.
[128] Tamże.
[129] Tamże, s. 48.
[130] Archiwum CIKD.
[131] Tamże.
[132] BŚJ, s. 46.
[133] Tamże, s. 46-47.
WSTECZ
SPIS TREŚCI
STRONA GŁÓWNA