Wykluczenie
From BrooklynQuotes
| Watchtower April 1, 1920, pp.100, 101 |
| We would not refuse to treat one as a brother because he did not believe the Society is the Lord's channel. If others see it in a different way, that is their privilege. There should be full liberty of conscience.
|
| Yearbook – 1975 (Dzieje, s.108,109) |
| Lud Boży był zdecydowany wyznawać religię prawdziwą oraz służyć Jehowie w czystości duchowej i moralnej. Sprawę tę szczególnie podkreślała Strażnica angielska z 1 marca 1952 roku, zawierająca nader ważne artykuły: „Utrzymanie organizacji w stanie czystym”, „Słuszność pozbawienia społeczności”, „Grzech, który uniemożliwia ponowne przyjęcie”. Wykazano, że jeśli ochrzczony członek zboru chrześcijańskiego grzeszy i nie okazuje skruchy, należy go usunąć ze społeczności (1 Kor. 5:1-13). Jeżeli później grzesznik żałuje swego postępku, może zostać na nowo przyjęty do zboru (2 Kor. 2:6-11).
Strażnica nie po raz pierwszy wspomniała wtedy o wykluczaniu ze zboru zatwardziałych grzeszników. Jednakże zwłaszcza od roku 1952 kładziono nacisk na konieczność utrzymania duchowej czystości zboru chrześcijańskiego. Z czasem lepiej też zrozumiano, jak istotne jest okazywanie miłosierdzia osobom okazującym skruchę (Jak 2:13). Niejednokrotnie więc nadzorcy pomagali błądzącym odzyskać zdrowie duchowe, zanim sprawy posunęły się tak daleko, że trzeba było ich wykluczyć ze zboru (Gal. 6:1). Chrześcijanie nie utrzymują, stosunków braterskich z osobami wykluczonymi. Nie tolerują wśród siebie niegodziwości. Ale co zrobić, gdy wykluczony porzuca złe drogi? Odpowiedzi na to pytanie udzieliły artykuły „Miłosierdzie Boże wskazuje Budzącym drogę powrotu” oraz „Zachowywanie zrównoważonego poglądu na wykluczonych”, opublikowane w Strażacy numer 22 z 1974 roku. Wykazano w nich, że osoby wykluczone ze społeczności można zachęcić do powrotu na drogę życia. Niemałą rolę w utrzymaniu czystości organizacji odegrały liczne wykłady kongresowe. Na przykład L. E. Reusch szczególnie pamięta przemówienie „Utrzymujmy organizację sług publicznych w stanie czystym i nieskażonym”, wygłoszone przez brata F. W. Franza na zgromadzeniu w roku 1964. Brat Reusch opowiada: „Mówca przyrównał dziewczynę lekkich obyczajów do brudnego ręcznika w publicznej umywalni. Mówił o moralności bez ogródek, nazywając rzeczy po imieniu. (...) Były to nader aktualne, mądre rady, przygotowujące nas na lawinowy upadek moralności!” |
| The Watchtower z 1 października 1961, s.596 (Strażnica nr9 z 1962, s.12) |
| Co począć gdy syn jakiejś rodziny świadków sprzeciwia się kazaniu dobrej nowiny o Królestwie Bożym i próbuje głosić coś, co jest sprzeczne z poselstwem o Królestwie albo gdy się stara na innych wywierać niewłaściwy wpływ czyniąc to w imieniu Jehowy? Co w takim wypadku powinni uczynić oddani Bogu, ochrzczeni rodzice? Nie powinni oni kierować się tylko swymi uczuciami, oszczędzając takiego ukochanego, którego narodzenie sami spowodowali.
Muszą mu wykazać śmiertelną grzeszność jego prorokowania i zwalczania dzieła Królestwa. Nie powinni tego tolerować, aby ich syn w imieniu Jehowy wypowiadał kłamstwa. Muszą go „przebić”, ponieważ fałszywie prorokuje. Choćby był ich własnym dzieckiem muszą go uważać za duchowo zmarłego, nie utrzymując z nim żadnej łączności lub społeczności religijnej i odrzucając jego proroctwa. Nie powinni udaremniać usunięcia go ze społeczności i wykluczenia go ze społeczeństwa Nowego Świata świadków Jehowy. Powinni sobie w tej sytuacji przypomnieć słowa Króla Jehowy, Jezusa Chrystusa: „Kto miłuje syna lub córkę nade mnie, nie jest mnie godzien.” — Mat. 10:37, NT.
|
| The Watchtower z 1 lipca 1963, s.410 (Strażnica nr7 z 1964, s.13) |
| Jakie uchybienia, gdy się przy nich trwa, mogą prowadzić do wykluczenia ze społeczności? Niemoralność, kradzieże, kłamstwo, nieuczciwość w interesach, bunt przeciw Organizacji Jehowy, oszczerstwo, pijaństwo, przejście do innej religii, rozpowszechnianie fałszywych nauk itd. Apostoł Paweł ostrzegał: „Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwieźli, ani sodomici, ani złodzieje, ani skąpcy, ani opoje, ani oszczercy, ani grabieżcy nie posiądą królestwa Bożego.” — 1 Kor. 6:9, 10, NDą.
(…) Jeśli ktoś jest wykluczony ze społeczności, jest on odłączony od zboru. Zbór nie ma z nim nic wspólnego. Członkowie zboru nie podają jemu ręki jako oznaki społeczności. Nie mówią mu nawet „dzień dobry” lub „do widzenia”. On również nie jest mile widziany w ich mieszkaniach prywatnych, a także w mieszkaniach, które służą jako ośrodki wielbienia dla miejscowych świadków Jehowy. (…) Złoczyńca traci także inne przywileje. Zostaną mu odebrane w zborze wszystkie stanowiska służbowe, które być może zajmuje. On może wprawdzie uczęszczać na wszystkie publiczne zebrania w Sali Królestwa, jednak nie zezwala mu się tam rozmawiać z poszczególnymi uczestnikami, przemawiać do zboru z podium lub ze swego miejsca brać udział w ogólnych dyskusjach. Jak długo zachowuje się porządnie, może wchodzić na salę, siedzieć tam i przysłuchiwać się. Jeśli jednak spowoduje przeszkody, to zostanie poproszony do opuszczenia sali. Jak długo jest wykluczony ze społeczności, tak długo, nie może reprezentować organizacji Jehowy w służbie polowej. Jego działalność nie będzie uznawana przez zbór. Jeśli nawet odda sprawozdanie ze swej służby, to wyniki jego nie zostaną ani przyjęte, ani zapisane. (…) członkowie zboru nie powinni utrzymywać stosunków z osobami, które trzeba było wykluczyć ze społeczności ani na Sali Królestwa, ani gdzie indziej. Nie prowadzą z nimi ładnych rozmów; w żaden sposób nie zwracają na nich uwagi. Jeżeli osoba, którą wykluczono ze społeczności, próbuje rozmawiać z innymi osobami ze zboru, powinny one po prostu pozostawić ją i odejść. Powaga nieposzanowania wykluczenia ze społeczności wynika z wyrażenia, że przez to się uczestniczy w złych uczynkach danej osoby. W rzeczywistości osoba, która nie podporządkuje się decyzji zboru i z wyłączonym w dalszym ciągu utrzymuje stosunki, kroczy drogą, na które sama może zostać wykluczona ze społeczności. Ją należy ocenić tak samo jak osobę, którą już wykluczono ze społeczności, ponieważ ona jest uczestnikiem jej uczynków. Dlatego jest logiczne, gdy w stosunku do buntownika zastosowane zostaną te same środki. On także może zostać odłączony od łaski Jehowy i organizacji Bożej. |
| The Watchtower z 15 lipca 1963, s.443(Strażnica nr14 z 1964, s.17) |
| Te zasady są jednoznaczne i jasne, jeśli osobą wykluczoną ze społeczności jest ktoś niespokrewniony z innymi członkami zboru chrześcijańskiego. Wszelkie stosunki z takim człowiekiem powinny zostać zerwane.
(…) Krewny wykluczonego, który nie mieszka z nim w jednym domu, również powinien się starać ograniczyć swą styczność z nim do minimum. Podobnie jak to się dzieje w świeckim miejscu pracy, tak i tu powinno się ograniczyć ten kontakt, a jeśli to możliwe całkowicie go przerwać. (…) nie wolno nam próbować utrzymywania jak najczęstszych kontaktów z krewnymi, którzy zostali wykluczeni ze społeczności organizacyjnej. Nie powinniśmy z nimi obcować! (…) Czy ta zasada siadania obok siebie dotyczy jednak mężczyzny i niewiasty, którzy się zaręczyli, gdy on lub ona zostali potem wykluczeni ze społeczności? Nie, ponieważ nie został jeszcze zawarty związek małżeński. Wierny chrześcijanin powinien zerwać swoje powiązania z osobą, która została wykluczona ze społeczności. „Wyjdźcie spomiędzy nich i odłączcie się.” (2 Kor. 6:17, NDą) Jeśli jednak wierny chrześcijanin mimo to poślubi osobę wydaloną ze zboru, to i on może, być wykluczony ze społeczności. |
| The Watchtower z 1 sierpnia 1963, s.472(Strażnica nr16 z 1964, s.16) |
| Skoro zaistniały nieodzowne oznaki żalu i zmiany postępowania, to po upływie dostatecznego okresu czasu do chwili wykluczenia komitet zboru może rozważyć sprawę ponownego przyjęcia do społeczności. Okres ten w większości wypadków trwa przynajmniej jeden rok.
|
| Strażnica nr21 z 1966, s.13 |
| Skoro po przywróceniu mu miejsca w społeczności stanowi dobry przykład dla stada Bożego przez dziesięć lat wiernej służby i skoro komitet zboru uważa, że można go obdarzyć większym przywilejem służby, to dlaczegóż by mu tego nie udostępnić? Jeżeli dawał dowody, że obecnie zamierza już na dobre pozostawać w domu swego Ojca oraz że lojalnie oddany jest sprawom tego domostwa, to wydaje się, że spokojnie można mu znowu powierzyć większą odpowiedzialność w zborze ludu Jehowy.
|
| Straznica nr4 z 1971, ss.27,28 |
| Jak wierny chrześcijanin powinien się ustosunkować do wykluczonego ze zboru krewnego z poza grona najbliższej rodziny? — H. W., Kanada.
Biblia wyjawia, że Jehowa skłonny jest przebaczać. Wszyscy ludzie są grzeszni, lecz On gotów jest wybaczyć poszczególnym osobom grzechy na podstawie ofiary Chrystusa, jeśli ze skruchą szukają takiego odpuszczenia. — Rzym. 3:23; Dzieje 26:20. Cóż jednak się dzieje, jeśli osoba, która w przeszłości ubiegała się o przebaczenie i nawet została oddanym sługą Boży, naraz popełnia grzech? Jehowa uznaje niedoskonałość ludzką i gotów jest także w tym wypadku przebaczyć, jeśli grzesznik przyznaje się do błędu i postępowaniem swoim udowadnia, że żałuje tego czynu (1 Jana 1:9). Skoro wszakże osoba mająca się za chrześcijanina robi z grzechu nawyk i uchyla się od okazania skruchy oraz zmiany postępowania, stosują się do niej jednoznaczne wskazówki Boże. Wypadek taki zdarzył się w pierwszym stuleciu, kiedy to w zborze korynckim pewien człowiek dopuszczał się praktyk niemoralnych. Natchnione polecenie wydane temu zborowi brzmiało: „Usuńcie tego, który jest zły, spośród siebie”. Tak jest, należało wydalić go ze zboru. – 1 Kor. 5:13. Przedsięwzięcie takich środków było bardzo ważne. Nie wolno dopuszczać do tego, by jakikolwiek zły wpływ zakorzenił się w społeczności ludu Bożego. Apostoł Paweł słusznie napisał, że ‚odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza’. Gdyby ów niemoralny człowiek nadal pozostawał w zborze, cały zbór mógłby zatracić dobre usposobienie duchowe. — 1 Kor. 5:5-7; Joz. 7:1-25. Jak wierni chrześcijanie w Koryncie mieli traktować tego człowieka? Paweł wyjaśnił im „Abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalca, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali” (1 Kor. 5:11). A zatem wydalenie ze zboru może być słusznie nazwane zerwaniem wszelkich kontaktów, bo wierni chrześcijanie przestają wtedy obcować z grzesznikiem. A w jakiej mierze? Tutaj przychodzi nam z pomocą apostoł Jan. Wykluczone ze społeczności bywają osoby, które się stały odstępcami, to znaczy nauczają doktryn niebiblijnych. Postępuje się tak również z osobami, które przez swój niemoralny tryb życia jak gdyby nauczały, iż można być chrześcijaninem, a równocześnie wszetecznikiem lub cudzołożnikiem. Rzecz jasna, że to wykracza poza sprawiedliwe nauki Jezusa. O ludziach, którzy niegdyś byli chrześcijańskimi braćmi albo siostrami, Jan pisze: „Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go”. — 2 Jana 9, 10. Wiersz następny jeszcze bardziej podkreśla powagę tej sprawy. „Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach” (2 Jana 11). Niekoniecznie musi to oznaczać, że chrześcijanin, który rozmawia z człowiekiem wyłączonym na przykład za kradzież, sam stanie się złodziejem, chociaż szybko mogłoby dojść do tego. Ale jeżeli lekceważy sobie radę Bożą i rozmawia z taką osobą, jest to równoznaczne z zaaprobowaniem postępowania złodzieja, z twierdzeniem, iż właściwie nie zrobił nic takiego złego. Tak więc na podstawie samej Biblii ustaliliśmy, jaki ma być zasadniczy stosunek wiernego chrześcijanina do osoby wykluczonej ze zboru: nie powinien utrzymywać z nią żadnych kontaktów, nawet z nią nie rozmawiać. Cóż jednak, gdy osobą taką jest krewny? Gdzie osoba wykluczona ze społeczności i wierny chrześcijanin żyją wspólnie w jednej rodzinie, będąc na przykład mężem i żoną, tam w grę wchodzą inne czynniki biblijne. Jeżeli na przykład wydalono za kłamstwo żonę chrześcijanina, nadal pozostaje on jej mężem, Biblia powiada, że są złączeni z sobą, jak gdyby stanowili jedno ciało (Efez. 5:31). W takim wypadku mąż dalej musi się o nią troszczyć jako o żonę i członka rodziny. Obejmuje to także rozmawianie z nią o sprawach życia codziennego. Jednakże z szacunku dla postanowienia o wykluczeniu jej ze społeczności zborowej, które rozerwało ich więź duchową jako brata i siostry, z całą pewnością nie powinien on przeprowadzać z nią studium biblijnego ani dążyć do wspólnoty w sprawach duchowych. (Dalsze szczegóły znaleźć można w „Strażnicy” z roku 1964 z czołowym tytułem: „Niewiasta Boża triumfuje nad swą zawziętą nieprzyjaciółką”, w artykule zatytułowanym: „Odpowiedzialność rodzinna i utrzymanie w czystości wielbienia Jehowy” na stronach 9 i 10). Niemniej postawione tu na wstępie pytanie dotyczy krewnego spoza kręgu bezpośredniej rodziny, a więc osoby nie mieszkającej wspólnie pod tym samym dachem. Czy jakakolwiek styczność z taką osobą byłaby dopuszczalna? W tym wypadku znowu wypada podkreślić, że fakt wydalenia ze zboru nie rozwiązuje cielesnych więzów pokrewieństwa, ale w tej sytuacji jakikolwiek kontakt, jeśli w ogóle konieczność do niego doprowadzi, powinien być o wiele rzadszy niż miedzy osobami żyjącymi w jednym domu. Mogą zaistnieć absolutnie pilne sprawy rodzinne, wymagające porozumienie się z taką osobą, jak na przykład przy otwarciu testamentu albo podziale spadku. Wykluczonemu ze społeczności krewnemu trzeba jednak dać do zrozumienia, że jego położenie uległo zmianie, że nie jest już serdecznie witany ani mile widziany w tym domu. Postępowanie takie jest zarówno zgodne z Pismem Świętym, jak i ze zdrowym rozsądkiem. Przekonaliśmy się już, że Bóg radzi chrześcijanom, aby „nie przestawali” z takim człowiekiem, a „nawet nie jadali” z nim. Poucza ich także, aby ‚nie przyjmowali go do domu i nie pozdrawiali’. Jeżeli chrześcijanin nadal utrzymywałby wynikające z pokrewieństwa normalne stosunki towarzyskie z osobą wyłączoną, co nie jest konieczne, skoro ta osoba mieszka poza jego domem, to czy byłby posłuszny Bogu? Gdyby w całym zborze obejmującym kilka spokrewnionych miedzy sobą rodzin każdy odnosił się do wydalonej w ten sam sposób, jak przed jej wykluczeniem — chodził razem z nią po zakupy, zapraszał ją na wspólne wycieczki, pilnował jej dzieci albo zostawiał u niej swoje dzieci — wówczas taka osoba na pewno by nie odczuje, że jej krewni jako wierni chrześcijanie wprost nienawidzą zła, jakiego się ona dopuściła (Ps. 97:10). Podobnie ludzie spoza zboru nie zauważyliby żadnej zmiany, choć mogą wiedzieć o niechrześcijańskim trybie życia danego grzesznika. Musimy sobie jasno zdawać sprawa, że fakt, iż osoba wykluczona ze społeczności nie może się cieszyć towarzystwem swych chrześcijańskich krewnych, nie wynikł z ich winy, nie stosują wobec niej nieusprawiedliwionej dyskryminacji. Działają zgodnie z zasadami, i to wzniosłymi zasadami Bożymi. Pozbawiony łączności sam jest odpowiedzialny za tę sytuację, sam ją na siebie sprowadził. Niechaj więc swe brzemię poniesie! Jeżeli wykluczony grzesznik pragnie powrotu do miłej łączności z Jehową oraz wiernymi chrześcijanami to możliwość taka istnieje, prorok Izajasz napisał: „Niech opuści niepobożny drogę swoją, a człowiek nieprawy myśli swoje, i niech się nawróci do Pana, a zmiłuje się; i do Boga naszego, gdyż jest hojnym w odpuszczaniu” (Izaj. 55:7). Wydalona ze społeczności osoba, która okazuje skruchę, może się spodziewać przebaczenia i można ją przyjąć z powrotem do zboru. — 2 Kor. 2:6-8. Dopóki to jednak nie nastąpi, na wiernych chrześcijanach ciąży obowiązek popierania postanowienia o wykluczeniu ze społeczności i unikania kontaktów z osobą wyłączoną. Jeżeli to jest krewny mieszkający poza ich domem, dołożą starań, aby nie mieć i nim nic wspólnego. A jeśli już wyłoni się jakaś nieunikniona i absolutnie konieczna sprawa rodzinna, którą trzeba załatwić z daną osobą, to kontakt z nią ograniczą do minimum i w żadnym wypadku nie będą prowadzić wymiany myśli na temat spraw duchowych. W ten sposób dowiodą swej lojalności wobec Boga, Jego Słowa oraz Jego zboru. |
