| |
''Współżycie
kontrolowane''
Ciało Kierownicze Świadków Jehowy na łamach swoich publikacji często
szczyci się wysokim poziomem moralnym członków swojej Organizacji. W
zdecydowanej większości przypadków nie można temu zaprzeczyć – ŚJ to z
reguły ludzie przyzwoici i pragnący zachowywać czystość moralną. Jednak
dzisiaj mało kto wie, jak dalece CK posunęło się w kontrolowaniu
osobistego życia poszczególnych Świadków, wnikając nawet w sposoby
współżycia cielesnego pomiędzy małżonkami, określając co wolno, a czego
nie wolno robić małżonkom w ich sypialniach. Kontrola ta przyniosła
opłakane skutki, wiele małżeństw przeżyło ostry kryzys, a niektóre się
rozpadły.
''Łukasz''
aocznym
świadkiem tych tragicznych posunięć CK był Raymond Franz, który w
swojej książce „Kryzys sumienia” szczerze przyznaje, że z ramienia
Ciała został zobowiązany do napisania artykułów do Strażnicy, które tak
wyraźnie przyczyniły się do bólu i kłopotów w wielu małżeństwach.
Poniższa treść jest swoistym studium materiału dowodowego zebranego z
publikacji Towarzystwa Strażnica, opatrzonego
krótkimi komentarzami z książki „Kryzys sumienia”.
O początku całej „afery” Raymond Franz pisze tak:
Sprawa, (…) która stała się powodem poważnej
dyskusji, dotyczyła pewnego małżeństwa z Kalifornii. Ktoś zobaczył w ich
sypialni literaturę pornograficzną dotyczącą innych niż tzw. „klasyczne”
praktyk seksualnych. (Nie przypominam sobie, czy dowiedzieliśmy się, w
jaki sposób autor raportu znalazł się w sypialni omawianego małżeństwa).
Przesłuchanie i śledztwo przeprowadzone przez lokalnych starszych
potwierdziły, że nasza para małżeńska utrzymywała stosunki seksualne
odbiegające w swej formie od „klasycznych”, dopuszczalnych w ramach
moralności Świadków Jehowy.
Orzeczono to na
podstawie poniższego artykułu:
Watchtower 1969 December 15 pp.765-8 Questions
from Readers
Strażnica nr 19 z 1970 ss.21-2 Pytania Czytelników
Od osób żonatych i zamężnych otrzymaliśmy sporo zapytań o sprawy
seksualne: pytania te wyłoniły się w wyniku konfrontacji poglądów na ten
temat, obszernie publikowanych w wydawnictwach świeckich. Dotyczyły one
stosunków małżeńskich, kontroli urodzeń, sterylizacji i przerywania ciąży.
Omówimy tutaj te sprawy w takiej mierze, w jakiej czujemy się do tego
upoważnieni. (…)
Czuliśmy się zobowiązani odpowiadać, że dyktowanie parze małżeńskiej
sposobu postępowania w tak intymnych sprawach nie leży w kompetencji osób
trzecich. (...)
Niektórzy wszakże utrzymują, iż między mężem i żoną dozwolone jest
absolutnie wszystko. Taki pogląd nie ma oparcia w Biblii. W Liście do
Rzymian 1:24-32, gdzie czytamy zarówno o mężczyznach, jak i kobietach
oddanych niemoralnym praktykom seksualnym, włącznie z uprawianiem tak
zwanej miłości lesbijskiej oraz sodomii, Biblia napomina także o
„normalnym współżyciu z kobietą” (BT). Tym samym wskazuje ona, że
folgowanie sobie w przewrotnym używaniu organów rozrodczych, aby
zaspokoić pożądliwą dążność do podniecenia seksualnego, nie ma uznania
u Boga. W całej rozciągłości dotyczy to również par małżeńskich: mąż nie
powinien wypaczać wspomnianego „normalnego współżycia z kobietą”. W
wielu krajach nawet miejscowe ustawodawstwo stoi na tym stanowisku i pewne
praktyki między mężem a żoną traktuje jako nielegalne. Na przykład w
odniesienia do Stanów Zjednoczonych gazeta „Time” z dnia 8 sierpnia
ubiegłego roku nadmieniła: „Sodomia jest bezprawiem po prostu w każdym
wypadku, nawet między partnerami związanymi małżeństwem”. (Kto nie wie,
jak się odbywają rozmaite haniebne praktyki, powinien być z tego
zadowolony, ponieważ Jehowa Bóg upomina chrześcijan, żeby byli „w złem jak
niemowlęta”. — 1 Kor. 14:20).
Jeżeli wziąć pod uwagę obustronne potrzeby, stosunki małżeńskie są dla
męża i żony sposobnością do wyrażenia czułej miłości i głębokiego
przywiązania. Czy dałoby się to pogodzić z samolubnym żądaniem od swego
partnera, aby uczestniczył w zwyrodniałym używaniu organów
rozrodczych? Czy można dla zaspokojenia własnych zmysłów postępować z nim
w sposób budzący u niego odrazę? Czy tak wygląda owo postępowanie czułe,
nacechowane miłością? Żaden człowiek zdrowo myślący nie będzie
nadużywać swego ciała ani narzucać mu odrażających praktyk. Pismo
święte mówi o mężu i żonie, że są jednym ciałem (Efez. 5:28-31). Czy w
takim razie rozsądny mąż lub kochająca żona może wymagać aktów, które
partner słusznie uważa za nienaturalne i wstrętne? Rzecz chyba
jasna, że władza nad ciałem współmałżonka nie jest nieograniczona ani nie
może być stosowana z pominięciem zasad biblijnych. — 1 Kor. 7:1-5; Prz.
5:15-19.
onsekwencje
stosowania się przez starszych zboru do rad wyłuszczonych w tym artykule
nie dały na siebie długo czekać. W zborach zawrzało. Rozpoczęto szeroko
zakrojone „polowanie na czarownice”. A zdezorientowane małżeństwa
zaczęły zasypywać Towarzystwo Strażnica setkami listów z pytaniami, jakim
prawem CK wtrąca się w tak osobiste sfery małżeństwa, jak współżycie
intymne. W międzyczasie wiele osób zostało wykluczonych, a rzesza innych
pozbawionych przywilejów w zborach. Niemniej ŚJ nie dawali za wygraną.
Pisali i przekonywali Ciało o błędności ich decyzji.
Czy CK ugnie się pod naporem niezadowolenia braci z całego świata? Nie.
Posunięto się jeszcze dalej:
Watchtower 1972 December 1 pp.734-6 Questions
from Readers
Strażnica nr 23 ss.22-4 Pytania czytelników
Jakiś czas temu opublikowano decyzję sądu, na mocy której w jednym z
amerykańskich stanów zniesiono poprzednio tam obowiązującą karę za
oralne spółkowanie osób dorosłych. Czy wobec tego chrześcijańska para
małżeńska, która by się wdawała w taką praktykę, może ją odtąd uważać za
sprawę zależną wyłącznie od głosu sumienia?
(…) Uważamy, że wyjąwszy tych, którym wpojono przeświadczenie, iż w
małżeństwie wszystko wolno, ogromna większość ludzi wstrząsnęłaby się
ze wstrętem na myśl o kopulacji oralnej (przez usta), tak samo jak i
analnej (przez odbytnicę). Jeżeli tego rodzaju obcowanie nie jest
„przeciwne naturze”, to co w takim razie podpada pod tę kategorię?
Okoliczność, że praktykujący je czynią to za wzajemną zgodą jako partnerzy
małżeńscy, nie zmienia postaci rzeczy; takie formy współżycia nie stają
się przez to ‘zgodnymi z naturą’, nie przestają być „uprawianiem
bezwstydu”. Czy zajmując wyłuszczone tutaj stanowisko bronimy zbyt
ciasnych lub krańcowych poglądów?
Nie, a wynika to choćby z faktu, te w niektórych krajach, jak również w
szeregu stanów amerykańskich, prawnie zakazano przed laty właśnie takich
czynów, zaliczając je do „sodomii” - bez względu na to, czy by je
uprawiano w małżeństwie. Z uwagi na takie stanowisko prawodawców „sodomia”
została, w wielkim słowniku Webstera („Webster's Third New International
Dictionary”) między innymi zdefiniowana w sposób następujący: „Cielesne
spółkowanie z osobą tej samej płci lub ze zwierzęciem, albo też przeciwne
naturze spółkowanie z osobą płci odmiennej; w szczególności
wprowadzenie męskiego organu do ust lub odbytnicy drugiej osoby”.
Oczywiście definicje słownikowe i prawa państwowe bywają różne, a nasze
stanowisko opiera się przede wszystkim na Słowie Bożym, na Biblii. Mimo
wszystko takie świadectwo ze źródła świeckiego spełnia określony cel,
odpowiadający w zasadzie temu, co apostoł Paweł napisał w Liście 1 do
Koryntian 5:1. Paweł nadmienił tam, że pewien członek zboru korynckiego
pozwolił sobie na takie stosunki płciowe, jakie potępiali nawet ludzie z
narodów pogańskich. Skoro więc w czasach nowożytnych do wyżej wspomnianych
form obcowania cielesnego stosuje się określenie „sodomia”, to jest rzeczą
jasną, że nie postępujemy nierozsądnie, gdy nie tylko nie traktujemy
ich obojętnie, ale je uważamy za skandalicznie przeciwne naturze. (…)
Dlatego uchylenie gdzieś jakiejś ustawy i ogłoszenie spółkowania
oralnego (lub podobnie nienaturalnej formy spółkowania) za legalne nie
zmienia naszego stanowiska, ugruntowanego przede wszystkim na Biblii.
(...)
Nie chcemy podejmować próby wytyczenia dokładnej linii określającej, gdzie
kończy się to, co „normalne”, a zaczyna to, co „przeciwne naturze”.
Jesteśmy jednak przekonani, że po rozważeniu zasad biblijnych
chrześcijanin powinien być w stanie przynajmniej rozpoznać, co jest rażąco
nienaturalne. W innych sprawach każdy chrześcijanin będzie musiał się
kierować głosem własnego sumienia; należą tu na przykład pytania dotyczące
pieszczot i tak zwanej gry miłosnej poprzedzającej zespolenie płciowe.
(Dla porównania zobacz Księgę Przysłów 5:18,19). Ale nawet w tych
wypadkach mądrze zrobi chrześcijanin, który pragnie wydawać owoce świętego
ducha Bożego, jeśli będzie unikał praktyk graniczących z nienormalnym
współżyciem lub mogących łatwo doprowadzić do metod przeciwnych naturze.
Co wtedy, gdy dawniej lub nawet ostatnio pary małżeńskie należące do zboru
próbowały wyżej opisanych zwyczajów, nie zdając sobie do tej pory sprawy z
tego, jak poważny to był błąd? Mogą w modlitwie szukać przebaczenia u Boga
i dowieść swojej szczerej skruchy przez zaprzestanie takich rażąco
nienaturalnych poczynań.
Z całą pewnością nie należy do obowiązków starszych, ani tym bardziej
innych osób w zborze, by wnikać w prywatne życie poszczególnych małżeństw.
Niemniej jednak gdyby w przyszłości ktoś zwrócił im uwagę, na takie
wypadki postępowania rażąco przeciwnego naturze, jak spółkowanie oralne
lub analne, starsi powinni przedsięwziąć kroki zmierzające do naprawienia
sytuacji, zanim powstaną dalsze szkody; tak zresztą czynią zawsze w razie
wyłonienia się zła. Zależy im oczywiście na tym, żeby pomóc osobom,
które zbłądziły i zostały ‘schwytane w sidła Diabła’ (2 Tym. 2:26). Ale
jeśli dane osoby rozmyślnie sobie zlekceważą postanowienia Jehowy Boga
dotyczące życia małżeńskiego, trzeba będzie je wydalić ze zboru jako
rozsadniki niebezpiecznego „kwasu”, który mógłby się przerzucić na
drugich. - 1 Kor. 5:6,11-13.
A co powiedzieć o chrześcijankach mających niewierzących mężów, którzy od
nich się domagają udziału w czynach rażąco przeciwnych naturze? Czy
oświadczenie apostoła, że „żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej
mąż”, daje podstawę do ulegania takim żądaniom? (1 Kor. 7:4). Nie, gdyż
zwierzchnictwo męża jest tylko warunkowe. (...)''
Ray Franz
komentuje to następująco:
Opublikowany artykuł został zrozumiany, a zarazem
miał być zastosowany w taki sposób, że współmałżonkowie byli zobowiązani
do złożenia sprawozdania starszym, jeśli praktyki takie istniały lub
rozwinęły się w ich małżeństwie czy to za obopólną zgodą, czy też
całkowicie z inicjatywy jednego ze współmałżonków. (W późniejszym
czasie oczekiwano, że współmałżonek, który nie inicjował omawianych
praktyk, wyjdzie naprzód i przekaże tę informację starszym w przypadku,
gdyby współmałżonek inicjujący nie chciał tego zrobić). Niezłożenie
takiego sprawozdania jest uważane zwykle za objaw nieskruszonej postawy,
ta zaś jest argumentem przemawiającym za wyłączeniem. Świadomość,
że wyłączenie odcina człowieka od jedynej organizacji, w której można
znaleźć zbawienie, jak również od przyjaciół i krewnych, wywiera na niego
ogromny nacisk i zmusza do podporządkowania się, niezależnie od tego, jak
trudnym byłoby wyznanie (lub sprawozdanie), jakie należy złożyć starszym.
Decyzja Ciała Kierowniczego z 1972 roku „zaowocowała” znaczną liczbą
„przesłuchań sądowniczych”, które przeprowadzili starsi zborów słuchając
sprawozdań i wyznań na temat praktyk seksualnych swoich członków. W czasie
tych przesłuchań wiele kobiet przeżyło chwile bolesnego zakłopotania, były
bowiem zmuszone do odpowiadania na pytania starszych dotyczące najbardziej
intymnych stron ich małżeńskiego pożycia. Wiele małżeństw, w których jeden
z członków nie był Świadkiem, przeszło przez burzliwy okres.
Współmałżonek niezrzeszony w Organizacji często ostro sprzeciwiał się
praktyce przesłuchań, którą uważał za nieuzasadnioną i niczym
nieusprawiedliwioną inwazję na intymność jego pożycia. Niektóre
małżeństwa rozpadły się, sprawy kończyły się rozwodem.
Jednak nie
wpłynęło to na zmiany w stanowisku Ciała Kierowniczego. Wydawało się
nawet, że ich upór staje się coraz bardziej zawzięty. Poświadczają to
dalsze materiały zaczerpnięte ze ''Strażnic'':
Watchtower 1974 November 15 pp.703-4 Questions
from Readers
Strażnica nr 8 z 1976, s.23 Pytania czytelników
Czy dopuszczanie się rozpustnych praktyk na własnym partnerze małżeńskim
stanowi dla poszkodowanego współmałżonka biblijną podstawę do ubiegania
się o rozwód?
W niektórych, wypadkach rozpustne praktyki w małżeństwie mogą stanowić
biblijną podstawę do rozwodu. Pismo Święte oczywiście nie zachęca do
rozwodu ani nie nakazuje niewinnemu partnerowi rozwieść się ze
współmałżonkiem, który się dopuścił cudzołóstwa lub jakiegoś wynaturzenia
w życiu seksualnym.
Na temat rozwodów Jezus Chrystus oświadczył: „Ktokolwiek by odprawił żonę
swoją, z wyjątkiem przyczyny wszeteczeństwa (nierządu, BT; rozpusty, Db) i
poślubił inną, cudzołoży” (Mat. 19: 9,NP). „Każdy, kto opuszcza żonę swoją
wyjąwszy, powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by
opuszczoną poślubił, cudzołoży”. - Mat. 5:32, NP.
Tak więc jedyną podstawę do rozwodu stanowi „wszeteczeństwo”. W
pospolitej greczyźnie, w której zanotowano słowa Jezusa, użyto w tym
miejscu słowa por-nei’a; bywa ono tłumaczone jako „nierząd”,
„rozpusta”, „wszeteczeństwo” i podobnie, a oznacza wszelkie formy
niemoralnych stosunków cielesnych, zboczeń i wyuzdanych praktyk, jakie
są uprawiane na przykład w domu publicznym (porneion), włącznie ze
spółkowaniem oralnym i analnym.
(...)
Watchtower 1976 February 15 pp.122-3 You Must Be Holy Because Jehovah
Is Holy
Straznica nr 21 z 1976, s.12 ''Świętymi bądźcie, ponieważ Jehowa jest
Święty''
15. W ostatnich latach na świecie niezmiernie się rozpowszechnił
homoseksualizm. Homoseksualiści nawet wszczęli kampanię zmierzającą do
przestrojenia opinii publicznej na swoją korzyść i wręcz chełpią się swym
zboczeniem. Stało się rzeczą jasną, że takie podkopywanie mierników
moralnych może poniekąd narazić na szwank również święty lud Boży. Dlatego
ostrzeżono zbory, a złoczyńcy zostali z nich usunięci. Podobnie odniesiono
się do innych nieczystych praktyk, takich jak masturbacja, która bywa
odskocznią do homoseksualizmu; potraktowano je poważnie, lecz z
wyrozumiałością, aby pomóc danym jednostkom do pozostania czystymi w
oczach Jehowy. Z kolei wymagał zwrócenia uwagi jeszcze inny problem.
Niektórzy członkowie ludu Bożego zawinili wobec Niego nieczystość wskutek
przeciwnych naturze metod współżycia w małżeństwie, do których trzeba
zaliczyć spółkowanie oralne i analne. Strażnica przestrzegła przed
pogrążaniem się w bagno takiego plugastwa. Poinformowała pary małżeńskie,
jak Bóg zapatruje się na tę sprawę. Wykazano ponadto, iż pojęcie
rozpusty (po grecku: porneia), tak obrzydliwej w oczach Bożych, obejmuje
wszelkie formy niemoralnych stosunków cielesnych (1 Kor. 6:9,10).
Pouczenia te przyjęto z docenianiem, a osoby, które porzuciły takie
nieczyste praktyki, za przykładem Dawida skierowały do swego niebiańskiego
Ojca jakże słuszną prośbę: „Zechciej mnie uwolnić od błędów popełnionych
nieświadomie!” - Ps. 19:l3, Poz.
Im bardziej
narastało nieprzejednane stanowisko Towarzystwa, tym większy jawił się
opór w zborach. Coraz bardziej zakłopotany takim obrotem sprawy Ray
Franz wspomina:
Stos listów o nieznanych wcześniej rozmiarach urósł
na przestrzeni pięciu lat. W większości tych listów pytano o biblijną
podstawę ingerowania członków Ciała Kierowniczego w prywatne życie innych.
W listach pisano też, że nie można przyznać racji argumentom zamieszczonym
w artykule Strażnicy, a przytoczonym na uzasadnienie przyjętego
stanowiska. (…) Inne listy, często od żon, wyrażały po prostu
zakłopotanie i ból zrodzony z niepewności co do ich seksualnej „gry
wstępnej”. Pewna kobieta napisała, że rozmawiała ze starszym, a ten
poradził jej napisać do Ciała Kierowniczego po „pewną odpowiedź”. Napisała
więc o tym, że ona i jej mąż bardzo się kochają, po czym opisała „pewien
typ gry miłosnej”, z którego mają zwyczaj korzystać. Dodała następnie:
„Wierzę, że jest to sprawa sumienia, lecz piszę, aby się upewnić”.
końcu nacisk
zewnętrzny stał się nie do zniesienia. W „Kryzysie sumienia” czytamy:
Ogrom korespondencji na omawiany temat nigdy nie
dotarł do Ciała Kierowniczego. Zajmowali się nią wyznaczeni do pracy przy
biurkach korespondencyjnych członkowie personelu centrali lub też
członkowie Działu Służby. Jestem jednak pewien, że niektórzy członkowie
Ciała Kierowniczego musieli być świadomi – być może dzięki osobistym
kontaktom i rozmowom – że w odczuciu wielu niesłusznie dokonali oni
inwazji na prywatne życie ludzi. Gdy w końcu – po około pięciu latach –
temat ten znów wszedł na porządek dzienny, praktyka wyłączania została
zmieniona. Ciało Kierownicze w efekcie wycofało się z tej intymnej sfery
życia innych. Znów wyznaczono mnie do przygotowania odpowiedniego
artykułu, tym razem uzasadniającego nowe stanowisko. Osobiście
czułem rodzaj satysfakcji mogąc przyznać – aczkolwiek nie bezpośrednio –
że Organizacja była w błędzie.
Oto fragmenty
artykułu, w którym Ciało Kierownicze Świadków Jehowy wycofuje się z blisko
10-letniej kontroli intymnego życia członków swojej Organizacji:
Watchtower 1978 February 15 pp.30-1 Questions
from Readers
Straznica nr 21 z 1978, ss.22-4 Pytania czytelników
Czy Biblia podaje konkretne definicje określające, co jest moralne lub
niemoralne w cielesnym współżyciu męża i żony? Czy należy do obowiązków
starszych zborowych, by podejmować próby nadzorowania członków zboru w
tych intymnych sprawach małżeńskich?
Trzeba przyznać, że Biblia nie zawiera żadnych konkretnych przepisów
ani ograniczeń precyzujących, w jaki sposób mąż i żona mają ze sobą
obcować cieleśnie. (...)
Pismo Święte nie wykracza poza te podstawowe wytyczne, toteż możemy
tylko udzielić rady opartej na tym, co Biblia istotnie podaje. W
przeszłości ukazały się w tym czasopiśmie pewne wypowiedzi dotyczące
uprawiania w małżeństwie osobliwych praktyk seksualnych, takich jak
stosunki oralne, przy czym postawiono je na równi z wypadkami rażącego
naruszenia moralności. Z kolei wyciągnięto stąd wniosek, że osoby
dopuszczające się takich praktyk podlegają wykluczeniu, o ile nie okażą
skruchy. Przyjęto pogląd, że starsi zborowi są upoważnieni do prowadzenia
dochodzeń i orzekania w sprawie takich form współżycia małżeńskiego.
Dalsze staranne rozważenie tej kwestii doprowadziło jednak do
skrystalizowania się przekonania, że z uwagi na brak wyraźnych pouczeń
biblijnych są to rzeczy, co do których same pary małżeńskie muszą wziąć na
siebie odpowiedzialność przed Bogiem. Tego rodzaju intymne
szczegóły życia małżeńskiego w takim razie nie wchodzą w zakres spraw
podlegających kontroli starszych zboru i nie należy podejmować
postępowania zmierzającego do wykluczenia, jeśli jedyną podstawą byłyby
takie zarzuty [przypis]. Oczywiście jeśli ktoś chciałby się zwrócić do
starszego o poradę, wolno mu (lub jej) to zrobić, a starszy może razem z
tą osobą rozpatrzyć zasady biblijne, występując w charakterze pasterza,
ale bez podejmowania się roli policjanta regulującego cudze życie
małżeńskie.
Nie należy tego uznać za usprawiedliwianie wszelkich praktyk seksualnych,
w jakie wdają się ludzie, gdyż absolutnie nie o to chodzi. Znajduje tu po
prostu wyraz jasne poczucie obowiązku, by decydujący głos pozostawić
Biblii i nie zajmować dogmatycznego stanowiska tam, gdzie raczej nie ma
po temu wystarczających podstaw.
(...)
Powinniśmy sobie ponadto uprzytomnić, iż kiedy apostoł pisał rady zawarte
w Liście do Kolosan 3:3,6, nie kierował ich tylko do osób w stanie wolnym,
ale również do związanych węzłem małżeńskim. Oświadczył tam: „Zadajcie
więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście,
nieczystości, lubieżnośoi, złej żądzy i chciwości, bo ona jest
bałwochwalstwem”. W Liście 1 do Tesalonlozan 4:3-7 Paweł radzi dalej,
ażeby „każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i we czci, a nie w
pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie. (...) Nie
powołał nas Bóg do nieczystości, ale do świętości”.
Wspominając o „namiętności”, apostoł z pewnością nie potępia naturalnego
pędu zmysłów, który znajduje swe właściwe, ujście i zaspokojenie w obrębie
małżeństwa. Pragniemy normalnie pokarmu i napoju, i możemy w odpowiedni
sposób temu uczynić zadość. Ktoś jednak może się stać żarłokiem lub
pijakiem, gdy zacznie pobłażać sobie i zapomni o umiarze w jedzeniu bądź
piciu. Podobnie też sprawy seksu mogą człowieka pochłonąć do tego stopnia,
że zaspokojenie pragnień zmysłowych stanie się jego najważniejszym i
głównym celem, zamiast być dodatkiem, czyli podrzędnym dopełnieniem tych
dowodów miłości, do których zachęca Biblia. Dany człowiek osiąga wówczas
ten stopień chciwości, który „jest bałwochwalstwem”, i właśnie żądzy
swoich zmysłów oddaje bałwochwalczą cześć. - Efez. 5:3,5; Filip. 3:19;
Kol. 3:5.
Co w takim razie należy powiedzieć o sytuacji, gdy osoba komuś poślubiona,
na przykład żona, zwraca się do starszego w zborze ze skargą, że partner
obraża ją, zmuszając do praktyk seksualnych, których ona nie znosi, bo są
dla niej perwersyjne i odrażające? Jeśli współmałżonek gotów jest
porozmawiać na ten temat, starszy może zaproponować, że ewentualnie w
towarzystwie drugiego starszego spróbuje na podstawie rad biblijnych pomóc
danej parze w rozwiązaniu problemu.
A co wtedy, gdy ktoś żyjący w stadle małżeńskim utrzymuje, że pewne
poczynania współmałżonka są wystarczająco rażące, aby je podciągnąć pod
grecki termin porneia, występujący w Ewangelii według Mateusza 19:9
(„rozpusta”, Poz)? Jak już wykazano, Pismo Święte nie podaje szczegółowych
informacji, które pozwalałyby stanowczo orzekać, czy określone praktyki
seksualne w ramach małżeństwa są lub nie są objęte pojęciem porneia. Warto
zaznaczyć, iż ów termin grecki pochodzi od słowa, którego podstawowym
znaczeniem było „sprzedawać” bądź też „poddawać się albo oddać się
czemuś”, wobec czego porneia to „zaprzedanie się albo wydanie siebie na
łup pożądliwości lub lubieżności”. Forma czasownikowa (porneuo) oznacza
między innymi „deprawować” (Słownik grecko-angielski Liddella i Scotta;
zobacz też Słownik grecko-polski Zofii Abramowiczówny). Jeżeli ktoś
pozostający w związku małżeńskim uważa, że praktyki partnera, chociaż nie
dotyczą nikogo spoza małżeństwa, są mimo to tak gorszące, i wyraźnie
świadczą o lubieżności lub staczaniu się w lubieżność, musi to być jego
własna decyzja i sam ponosi za nią odpowiedzialność.
Komuś takiemu wolno utrzymywać, że ma wszelkie dane składające się na
biblijną podstawę do rozwodu. W tym wypadku musi sam (lub sama) wziąć na
siebie odpowiedzialność przed Bogiem za ewentualne wszczęcie postępowania
rozwodowego. Nie można wymagać od starszych, by wyrazili aprobatę
rozwodu (z punktu widzenia Biblii), chociaż nie są pewni jego zasadności.
Skoro sprawa nie jest jasna, nic ich również nie upoważnia do narzucania
drugim głosu swojego sumienia (Jak. 4:11,12). Po udzieleniu takiej porady
biblijnej, jaką uznają za stosowną, mogą następnie wyłożyć zainteresowanej
osobie powagę tej sprawy oraz pełną odpowiedzialność, którą weźmie na
siebie w razie przeprowadzenia rozwodu. Jeżeli ktoś, jedynie szuka
pretekstu do rozerwania węzła małżeńskiego, niewątpliwie ściągnie na
ciebie niełaskę Bożą, gdyż w odniesieniu do takiego zdradzieckiego
postępowania z partnerem Bóg powiedział, że ‘nienawidzi rozwodów’ (Malach.
2:l6,Poz). „Rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg”, a żaden człowiek,
który rozwodzi się pod jakimś pretekstem, a potem wstępuje w inny związek,
nie uniknie tego sądu (Hebr. 13:4). Starsi mogą być pewni, że w słusznym
czasie Pan „rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc”
(1 Kor. 4:4,5). Ktokolwiek sieje oszustwo i zdradę, bezwzględnie zbierać
będzie cierpienia, gdyż „Bóg nie dozwoli z siebie szydzić”. - Gal. 6:7,8.
Podobnie jak starsi zborowi przyznają swoim braciom i siostrom prawo do
postępowania według własnego sumienia w sprawach, których Pismo Święte nie
precyzuje bez niedomówień, tak i sami starsi mają prawo kierować się
sumieniem, gdy chodzi o ich ocenę osób decydujących się na wątpliwe kroki.
Jeżeli są szczerze przekonani, że poczynania jakiegoś członka zboru w
takich sprawach nie pozwalają im spokojnie zalecić go na stanowisko
służby, gdzie trzeba świecić przykładem, to mają prawo posłuchać głosu
swego sumienia. - 1 Tym. 1:19; 3:2-12; 5:22.
Przypis:
Powoływano się na wypowiedzi apostoła z Listu do Rzymian 1:24-27,
dotyczące „pożycia zgodnego z naturą” kobiety i mężczyzny. Czytelnikowi
rzuca się w oczy i zresztą konsekwentnie to przyznawano, że w kontekście
jest mowa o homoseksualizmie. Wypowiedzi te nie dotyczą bezpośrednio
cielesnego współżycia męża i żony. Trzeba również przyznać, że nawet takie
wyrazy miłości, które są zupełnie normalne i powszechnie przyjęte między
mężem a żoną, byłyby „przeciwne naturze” u osób tej samej płci, a
niemoralne u osób nie związanych małżeństwem. Jeżeliby więc z powyższych
słów apostoła czerpać wytyczne na temat praktyk seksualnych w obrębie
małżeństwa, to należy je uważać za wskazówki pośrednie i mające jedynie
charakter sugestii, a nie za ostateczne rozstrzygnięcia, mogące stać się
podstawą do ustanowienia rygorystycznych i nienaruszalnych mierników
prawnych. Równocześnie jest możliwe, a nawet prawdopodobne, że niektóre
praktyki mające obecnie miejsce między mężami i żonami były pierwotnie
uprawiane jedynie przez homoseksualistów. W tym wypadku oczywiście miałyby
one co najmniej wulgarne pochodzenie. Toteż nie jest to kwestia, nad którą
sumienny chrześcijanin mógłby łatwo przejść do porządku po prostu dlatego,
ze wspomniane wyżej teksty nie dotyczą bezpośrednio osób w stanie
małżeńskim.
W gruncie
rzeczy należałoby się cieszyć takim obrotem sprawy. Jednakże dla tych,
którzy mieli bezpośredni udział w tym „polowaniu na czarownice” [zarówno
„myśliwi”, jak i ofiary], szkody jakie ponieśli w swych sumieniach i
relacjach z małżonkami i braćmi w zborze są nieodwracalne. Raymond
Franz konkluduje:
Gdy patrzę na leżące obok mnie listy, z których
niektóre były cytowane, wówczas wszelka satysfakcja, jaką przyniosło mi
napisanie artykułu korygującego poprzednie stanowisko Organizacji, wydaje
mi się próżna. Wiem bowiem, że bez względu na to, co zostało
powiedziane, słowa nigdy nie będą w stanie zrekompensować lub naprawić
szkód w postaci wstydu, zamieszania, zakłopotania, emocjonalnych stresów,
ostrego, bolesnego poczucia winy, przede wszystkim zaś zniszczonych
małżeństw. Wszystko to było rezultatem poprzedniej decyzji – decyzji
podjętej w ciągu zaledwie kilku godzin przez ludzi, z których prawie
wszyscy dowiedzieli się o sprawie w momencie jej przedstawiania, nie mając
żadnej możliwości wcześniejszego zapoznania się z nią, zastanowienia się
nad nią i przemyślenia jej, decyzji podjętej wreszcie bez modlitwy i bez
studium Pisma Świętego. Decyzja nasza stała się jednak wiążąca dla
Świadków Jehowy całego świata na pięć lat. Okaleczyła tym samym wielu na
całe życie. Wszystkie te ofiary i szkody były zbyteczne.
EPILOG
jak ta sprawa przedstawia się dzisiaj? Zajrzyjmy na koniec do
podręcznika z wytycznymi Ciała Kierowniczego podanego starszym zboru pt.
Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę:
Pay Attention to Yourselves and to All the Flock
(1991), p.142
Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę, s. 142
Zbór chrześcijański nie jest upoważniony do udzielania szczegółowych
wskazówek co do pożycia seksualnego w małżeństwie, może jednak radzić
współmałżonkom, żeby w stosunkach płciowych, podobnie jak w każdym innym
aspekcie życia chrześcijańskiego, przejawiali wzajemną życzliwość, miłość
i szczere zainteresowanie (Efez. 5:28-30; 1 Piotra 3:1,7)
Każdy powinien nienawidzić wszelkich wynaturzonych praktyk seksualnych (3
Mojż. 18:22,23; Ps. 97:10; Am. 5:15; Rzym. 12:9; Efez. 5:3,10-12; Kol.
3:5,6)
Należy usilnie zachęcać wszystkich do postępowania w taki sposób, by
zachować czyste sumienie i nie skalać łoża małżeńskiego (Hebr. 13:4;
w84/7, ss.24-28)
Wprawdzie wynaturzone praktyki są złe, nie oznacza to jednak, że osoba
dopuszczająca się ich musi bezwzględnie utracić przywileje służby.
Jeżeli starsi dowiedzą się o czymś takim, powinni rozważyć: Czy chodzi o
praktykowanie tego dopiero od niedawna, czy już od dłuższego czasu? A może
miało to miejsce w przeszłości i teraz już nie stanowi problemu? Może ktoś
nie widzi w tym nic niestosownego? Czy ma wyrzuty sumienia? Gdy okazuje
szczerą skruchę, a sprawa nie nabrała rozgłosu, może nie być konieczne
pozbawianie go przywilejów służby.
Pamiętać jednak
musimy, że powyższa notatka dotyczy wyłącznie par małżeńskich. Odnośnie
osób niezwiązanych węzłem małżeńskim nadal zastosowanie ma tradycyjne
stanowisko, któremu bieg nadał swego czasu Ray Franz:
Codzienne badanie Pism 2002, Piątek 22 lutego
Uciekajcie od rozpusty (1 Kor. 6:18)
Chociaż życie seksualne stanowi dar od Boga, podlega pewnym
ograniczeniom nawet w obrębie małżeństwa (Efez. 5:28-30; 1 Piotra 3:1,7).
Stosunki pozamałżeńskie są zakazane. Biblia wypowiada się w tej sprawie
jednoznacznie (Wyjścia 20:14; Marka 7:21,22). Co to jest rozpusta?
Grecki odpowiednik tego słowa, mianowicie porneia, określa niekiedy
stosunki płciowe między ludźmi niezwiązanymi węzłem małżeńskim (1 Kor.
6:9). W pozostałych miejscach Biblii, na przykład w Ewangelii według
Mateusza 5:32 i 19:9, ma on szersze znaczenie i dodatkowo obejmuje
cudzołóstwo, kazirodztwo i sodomię. Słowo porneia może się również
odnosić do innych praktyk seksualnych pomiędzy osobami niebędącymi
małżeństwem, takich jak seks oralny i analny oraz pieszczenie cudzych
narządów płciowych. Wszelkie takie praktyki są w Słowie Bożym
bezpośrednio lub pośrednio potępione (Kapł. 20:10,13,15,16; Rzym.
1:24,26,27,32).
''Łukasz'', sierpień 2003
|