Jedna z publikacji Świadków Jehowy (dalej: ŚJ)
podała: „Jeżeli Bóg składa się z trzech osób, to chyba nakazałby
pisarzom Biblii wyraźnie to zaznaczyć, żeby nie było co do tego
żadnych wątpliwości. Musieliby to uczynić przynajmniej pisarze
Chrześcijańskich Pism Greckich [tzn. Nowego Testamentu – przyp. J.L.],
którzy utrzymywali bliskie kontakty z Synem samego Boga, a jednak
tego nie zrobili” (por. Czy wierzyć w Trójcę?, Brooklyn 1989,
str. 13).
JAN LEWANDOWSKI
pozoru, rozumowanie to jest bardzo trafne i wręcz bezdyskusyjne.
Jednakże, w rzeczywistości mamy w nim przemycone kilka
bezpodstawnych (i co najmniej dyskusyjnych) założeń, bez których w
ogóle nie dałoby się tego rozumowania przeprowadzić.
Pierwszym
założeniem jest tutaj przyjęcie przez ŚJ tezy, że problem natury
Boga miałby być kwestią potrzebującą wyjaśnienia w I wieku.
Rozumowanie takie jest jednak dość wątpliwe. Po pierwsze, to, że w I
wieku nad czymś dyskutowano nie oznacza jeszcze, że w czasie gdy
powstawał Nowy Testament to wszystko co miało zostać jakby „raz na
zawsze” wyjaśnione było właśnie wyjaśniane. Jeśli już coś
dyskutowano w listach, lub na spotkaniach apostołów, to były to
najwidoczniej kwestie palące, które domagały się wyjaśnień w
pierwszej kolejności. Nie wiemy dokładnie z jakich powodów kwestie
te mogły być palące, i nie wiemy czy wyjaśniano wtedy te sprawy
właśnie dlatego, że ich nie wyjaśnienie groziło poważnymi podziałami
wśród chrześcijan. Najprawdopodobniej tak było. Na potrzeby tych
rozważań wystarczy nam z małą granicą niepewności przyjąć, że jeśli
już coś wyjaśniano, to były to sprawy z takich czy innych powodów
najpilniejsze. Apostołowie, tak bardzo zajęci działalnością misyjną
(por. Łk 10,4), w której byli w stanie przekazać tylko główny zarys
dopiero tworzącej się nauki chrześcijańskiej, nie mieli zbyt wiele
czasu na niekończące się dywagacje teologiczne, szczególnie takie, w
których lubują się dziś ŚJ rozbierający na części pierwsze każdy
wers używany przez trynitarzy.
Jeśli już więc
apostołowie na coś poświęcali swój czas, dokładnie to omawiając, to
musiały to być raczej kwestie naprawdę pilne i naglące, które nie
mogły pozostać bez szczegółowego wyjaśnienia. Co więcej, i co chyba
najważniejsze dla niniejszych rozważań, możemy z tego również
wnioskować, że apostołowie nie tylko poprzestawali wyłącznie na
wyjaśnieniach tego co w ich czasach powodowało u im współczesnych
wiele pytań, ale przede wszystkim nie wyjaśniali też tego, co według
naszego współczesnego widzimisię powinno zostać bardziej szczegółowo
wyjaśnione. Jeśli coś nie było sporne, lub przynajmniej poważnie
niejasne, to oznacza to, że nie widziano potrzeby wyjaśniania tego.
W związku z tym wszystkim nie możemy więc w żadnym wypadku
wnioskować, że za czasów apostołów wyjaśniono wszystko co było do
wyjaśnienia. Wiemy o tym nie tylko stąd, że niemożliwością wręcz
byłoby to zrobić z powodów jakie opisałem w tym akapicie, ale
przeczy temu bezspornie również i to, o czym napiszę jeszcze w
dalszej części niniejszego tekstu.
Drugim
założeniem jest przyjęcie poglądu, że jeśli w czasach apostołów
czegoś nie dyskutowano, to oznacza to, że prawdopodobnie nikt czegoś
takiego wtedy nie nauczał, jak zakładają ŚJ o Trójcy. Takie
rozumowanie jest jednak dość płytkie. Kwestię tę można bowiem z
powodzeniem wyjaśnić również na sposób korzystny dla trynitarzy,
czyli: o kwestii Boga w trzech Osobach nikt w I wieku szerzej nie
dyskutował, bowiem dla pierwszych chrześcijan nie było to
problematyczne ani sporne, jak inne kwestie, które apostołowie
mozolnie wyjaśniali w listach czy na spotkaniach. Wręcz przeciwnie,
kwestia trynitarna była dla tamtych ludzi wystarczająco oczywista,
dlatego szerzej się nad nią nie rozwodzono. Teksty NT w sposób
wystarczająco jasny tylko trzem Osobom na różne sposoby przypisywały
atrybuty wyłącznie boskie, więc dla pierwszych chrześcijan
jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia odnośnie Boga w trzech Osobach były
po prostu zbędne. Nie istnieli wtedy jeszcze bowiem antytrynitarni
malkontenci, z zasady za nic w świecie nieprzekonywalni w zakresie
nauki o Bogu w trzech Osobach, i rozbierający każdy używany przez
trynitarzy wers z Biblii na przecinki i części pierwsze, czyniąc to
tylko po to, żeby nie uwierzyć w ideę trynitarną. Oceniając podług
naszych subiektywnych założeń stopień w jakim coś powinno zostać w
NT wyjaśnione, patrzymy na coś wyłącznie z naszej subiektywnej i
sceptycznej perspektywy, z punktu widzenia optyki naszych potrzeb
doprecyzowania jakichś kwestii. Jednakże, owa optyka była apostołom
przecież zupełnie nieznana. Nie możemy więc oceniać ani arbitralnie
wyrokować, jak to czynią właśnie antytrynitarze, że coś w co wierzą
trynitarze nie zostało powiedziane w Biblii, bowiem w tym momencie
wiadomo tylko tyle, że nie zostało to w Biblii wyjaśnione na tyle
klarownie, żeby przekonać o tym skażone subiektywizmem ego
antytrynitarzy.
Wniosek z tego
wszystkiego jest prosty: Mówiąc o tym, że w I wieku „nie wyjaśniono”
nauki o Bogu w trzech Osobach, tacy antytrynitarze jak ŚJ mogą
dowieść jedynie tego, że w I wieku nikt nie wyjaśnił tego w sposób,
który zadowoliłby ich samych. Nie wynika więc z tego, że nauka o
Bogu w trzech Osobach nie została zawarta w NT.
Jak
widzieliśmy wcześniej, ŚJ stwierdzają, że Bóg powinien coś w NT
wystarczająco wyjaśnić, aby nie powstały jakieś wątpliwości. Jak
rozumiem, ma z tego przede wszystkim wynikać, że gdyby w I wieku
chrześcijanie wierzyli w Boga w Trzech Osobach, to też ktoś
próbowałby to komuś wyjaśniać, i zostałoby to zawarte w NT. Jak
pisałem wyżej, rozumowanie to jest bezpodstawne z różnych powodów.
Aby to teraz wykazać także na inny sposób wystarczy zauważyć, że
jest wiele równie ważnych dla chrześcijaństwa kwestii, których w I
wieku nikt nie dyskutował, ani nikomu nie wyjaśniał. Rozwinę to
teraz.
Dla każdego,
kto miał choć trochę do czynienia z historią chrześcijaństwa
pierwszych wieków jest wystarczająco jasne, że istnieje wiele
zagadnień dla chrześcijan, równie ważnych jak kwestia Trójcy,
których w I wieku też nikt nikomu nie wyjaśniał, ani o które nikt
apostołów nie pytał. Weźmy tak fundamentalną kwestię dla
chrześcijaństwa, jak kanon Biblii. Od tej kwestii zależy bardzo
wiele, dla niektórych wszystko, bowiem rozmawiamy o fundamentalnej
kwestii autorytetu dla wiary i moralności, jakim jest dla
chrześcijan właśnie Pismo święte. Można by spytać, jeśli zdaniem ŚJ
w I wieku „wyjaśnienia wymagały” tak ważne dla chrześcijan kwestie
jak kwestia Trójcy, to dlaczego nie wyjaśniono jeszcze wtedy w NT
kwestii tak fundamentalnej, jak kwestia tego, co powinno wchodzić w
skład kanonu Biblii? Z dostępnego materiału historycznego nie
wynika, że kwestia zakresu kanonu ST i NT została sprecyzowana przez
Jezusa, czy przez Apostołów[1].
Listę
istotnych dla chrześcijaństwa kwestii wymagających wyjaśnienia w I
wieku można kontynuować. Weźmy rodowody Jezusa w Ewangeliach Łukasza
i Mateusza. Poważnie różnią się one od siebie, co stało się jednym z
najczęstszych powodów do zarzucania Biblii sprzeczności i narażania
jej na zarzut spreparowania i sfałszowania mesjańskiego rodowodu
Jezusa (por. np. Uta Renke Heinamann, Nie i Amen, Gdynia
1994, str. 73n.). Kwestia ta na pewno domagałaby się lepszego
przedstawienia i wyjaśnienia w I wieku, jednak Apostołowie ani
pisarze NT tego nie zrobili. Dziś oczywiście próbuje się tę kwestię
wyjaśniać na różne sposoby (por. np. Josh McDowell, Przewodnik
Apologetyczny, Warszawa 2002, str. 286n.), jednak nic nie
zastąpi oczywiście takiego wyjaśnienia, jakiego mogliby dostarczyć
apostołowie, lub dany pisarz NT.
Weźmy też
choćby kwestię Prawa ST. Choć apostoł Paweł wyjaśniał kwestie z tym
związane, dziś istnieją różne koncepcje odnośnie tego, co powinno
nadal obowiązywać chrześcijan z nakazów ST. Jedni mówią tylko o
dekalogu, inni o jego fragmentach a jeszcze inni o pewnych innych
częściach ST, które również należy uznawać za obowiązujące
chrześcijan (por. też Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi,
Brooklyn 1989,1990, str. 205n.). Kwestia ta jest niejednoznaczna i
oczywiście znów ktoś może uważać, że wie jak to wyjaśnić, może
posiadać nawet takie wyjaśnienie, jednak nie zakończy to rzecz jasna
różnicy zdań, którą ostatecznie mogłyby zakończyć chyba tylko dane
wyjaśnienia pisarza NT. Takich spornych kwestii w zakresie
fundamentalnych kwestii związanych z chrześcijaństwem jest
oczywiście o wiele więcej, na potrzeby niniejszego eseju wystarczy
jednak tylko odwołanie się do przykładów wyżej zasygnalizowanych.
Jak widać,
choć zacytowane na początku tego artykułu fragmenty wywodów ŚJ o
Trójcy wydają się na pozór oczywiste w swej wymowie, to jednak po
nieco głębszym wejściu we wnioski wynikające z tych wywodów
przestają on takimi być. Wystarczyło bowiem ten argument zastosować
do innych fundamentalnych kwestii związanych z chrześcijaństwem, aby
się przekonać o tym, że ów oparty na niedostatecznym wyjaśnieniu
kwestii Trójcy w NT argument jest autodestrukcyjny w stosunku do
podstaw samego chrześcijaństwa. Owe podstawy to kwestie zasadnicze
dla autorytetu chrześcijaństwa, bowiem są one ściśle związane z
mesjańskim pochodzeniem Jezusa i z autorytetem Biblii włącznie.